ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
180 cm
Architekt Pokój na przeciwko łazienki
Awatar użytkownika
Jego ojciec to książę Hampshire, ma swojego lokaja, a także papierek jakoby był architektem. Niech Was to nie zwiedziie! Jego prawdziwy zawód to: syn.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3
postać
autor

Marcella Burreau po prostu uwielbiała wystawne przyjęcia i wszystko, co się z nimi wiązało - wytworne potrawy, wytrawne wina, muzykę dopasowaną do nastroju, a nawet zatrudniała odrobinę więcej pomocy, by tego dnia wybrzmiało jak doskonałą jest gospodynią. Dlatego kiedy usłyszała od swojej znajomej Megan Thomson, która mieszkała nieopodal, że do miasta zawitała prawdziwa arystokracja, to wiedziała, że nic tak nie zwiększy jej statusu społecznego, jak tego typu gość. Dlatego szybko, bo to naprawdę nie było trudne, dowiedziała się gdzie mieszka ów mężczyzna i zadzwoniła pod odpowiedni numer.

Było już dobrze po jedenastej, kiedy Baltazar wkroczył dziarskim krokiem do sypialni panicza. No, chociaż trudno było to nazwać sypialnią, bo tak jak Panicz dwa dni temu położył kartony na podłodze, tak nadal one leżały. I zapewne się kurzyły. A już na pewno były niereprezentatywne. Zatrzymał się obok Sebastiana, który aktualnie arystokracko śpi sobie na dmuchanym materacu, który Batazar wczoraj pompował.


-Paniczu - zwrócił się do śpiącego chłopaka, który był jeszcze mocno pogrążony we śnie-Paniczu, jest telefon.
-Mhmjmhmmhmm - odpowiedział per Panicz i machnął dłonią w stronę drzwi.
-To zaproszenie na przyjęcie do Marcelli Burreau, doskonała okazja by pokazać się w socjecie. Chyba chce Panicz, by pojawiły się kolejne zaproszenia, prawda?
-O matko święta, tak z samego rana mi zadajesz takie pytania? - jęknął Sebastian.

Baltazar spojrzał na zegarek, 11:30, zaraz zacznie się pora obiadowa. Ale oczywiście nic nie powiedział… bo dlaczego miałby chcieć urazić panicza? No nic, zajmie się obiadem, potem go obudzi zapachem prosto z kuchni i jakoś to będzie! Tak, do dwudziestej, a właśnie o tej godzinie zaczyna się kolacja, jeszcze da radę go ogarnąć.

I rzeczywiście, udało się. O godzinie dziewiętnastej pięćdziesiąt trzy Baltazar zawiózł Sebastiana na miejsce. Można by pomyśleć, że ten młody chłopak jest szalenie punktualny. To czego Marcella nie będzie wiedziała, to że jeszcze o osiemnastej trzydzieści, Sebastian oglądał Hannę Montanę. I był w piżamie. Jakimś jednak cudem udało się go przekonać i tak, była w to wszystko zamieszana sugestia, że na miejscu na bank będą fikuśne deserki, by w ciągu nieco ponad godziny się ogarnął, odświeżył, ubrał jakiś piękny garniak, a następnie Baltazar i Sebastian przejechali wspólnie do Burreau. Oczywiście Baltazar zaparkował gdzieś tam i teraz siedzi nieruchomo w środku i tylko czeka na wszelkie sygnały jakoby Panicz chciał już wracać.


Najgorsze w tym wszystkim jednak jest to, że lokaj nie powiedział absolutnie nic Sebastianowi o tym, do kogo się wybiera, po co. Generalnie - kompletna pustka. I co on ma teraz zrobić? Jasne, podejrzewał, że ma po prostu poświecić uśmiechem, poopowiadać o egzotycznej Anglii i w sumie tyle. Bo przeraźliwie często tego od niego oczekiwano, a on na to przystawał, bo potem w magiczny sposób dostawał zlecenia, albo też przelewy od ojca. Gdy zobaczył kogoś, kogo uznał za gospodynię towarzystwa, uśmiechnął się promiennie.

-Pani Burreau, wspaniale poznać! - i skłonił się, co sprawiło, że kilka osób w okolicy pisnęło z zachwytu. No bo totalnie, co to było jeżeli nie te rzekome brytyjskie, arystokratyczne wychowanie? Chłopak uniósł spojrzenie i natrafił na jeszcze kogoś, kto stał nieopodal. Nie wiedział, że to syn Gospodyni. -Cześć - wystawił rękę z uśmiechem na twarzy.


Kieran Burreau
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Garnek
Decydowania za moją postać, takiego generalnie meta-grania, jak i nudnych rozgrywek.
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Obracanie się w świecie, w którym rządziły pieniądze i gdzie nader ważnym było, co myśleli o tobie inni, było dla Kierana codziennością, do której nawykł, wychowywany w tejże otocze od dzieciństwa. Nie pamiętał dnia, w którym nie powtarzano by mu, jak ważna była dla rodziny pochlebna opinia o każdym jej członku. Jak ważne były starania by utrzymać reputację na nienagannym poziomie, dzięki czemu nie musieli obawiać się żadnych skandali. Pamiętał za to liczna zakazy, nakazy, pozwolenia oraz ograniczenia, które ciągnęły się za nim do dzisiejszego dnia. Zakorzeniona głęboko świadomość, ze nie może zaszkodzić swoim rodzicom, nie dawała mu spokoju sprawiając, ze stawał się znacznie bardziej podatny na ich manipulacje. W jego mniemaniu było to jego obowiązkiem - zadbanie o przyszłość rodu jak również o jej opinie wśród osób, które miały w świecie jakieś znaczenie.
Tylko czemu zaczynało mu to przeszkadzać?
Czemu nagle zdawało się to nie być wystarczające?
Czuł, ze powoli tracił swoje typowe jestestwo, które do tej pory nie musiało przesadnie nad niczym się zastanawiać, po prostu robiąc wszystko to, co do niego należało. Dobre stopnie na uczelni, projekty zaliczane na najwyższe oceny, praktyki w kancelarii, która kiedyś być może stanie się wspólnikiem jego ojca. Spełniał oczekiwania rodziców, będąc niemal ich marionetka.
Czemu to zaczynało się zmieniać?
Westchnął, przeglądając się w lustrze. Za wiele czasu ostatnio poświęcał na myśli, które nie powinny kotłować się w jego głowie. Za wiele czasu spędzał na zastanawianiu się, czy gdyby zrobił coś inaczej, stałby się interesujący dla niego.
Poprawił krawat, który idealnie pasował do garnituru szytego na miarę. Dzisiejsze przyjęcie było dla jego matki niezmiernie ważne, chociaż Kieran nie rozumiał, czemu tak wiele uwagi przykładano do goszczenia jakiegoś podobno szlachcica z Anglii, jeśli dobrze zrozumiał. Jak znajomość z nim miała wpłynąć dobrze na interesy ojca, o które zawsze chodziło?
-Tak mamo, pamiętam, ze mam być dla niego miły. Przecież tak mnie wychowaliście - odpowiedział kobiecie, która po raz kolejny przypominała mu o wysokich manierach. Ojciec w tym wszystkim pozostawał milczący, wzrokiem jedynie doglądając czy wszystko jest, jak powinno. Służba w gotowości, Inez na posterunku. Niczym nienaganne przyjedzie u Dursleyów.
-Najlepiej będzie, jak się z nim zaprzyjaźnisz. Bądź dla niego miły i nie zapomnij o komplementach - zaznaczyła kobieta, poprawiając mu włosy, które już teraz były w idealnym stanie.
-Tak matko, pamiętam. Nie zawiodę was, możesz być spokojna - powiedział mechanicznie, gotowy na przyjęcie poszczególnych gości, z których to właśnie ten jeden miał okazać się najważniejszy. O wiele łatwiej byłoby mu się skupić na zadaniu, gdyby jego myśli nie uciekały co chwilę do zadziornego uśmiechu na pewnej przystojnej twarzy, która nawiedzała go w snach.
Zatrzymał wzrok na młodzieńcu na oko zaledwie kilka lat młodszym od Kierana. Patrzył, jak ten kłania się jego mamie, jak ludzie na około szepczą z zachwytem. Czy tez powinien tak zareagować?
Spojrzał na dłoń wystawiona w jego stronę. Trzy sekundy minęły, zanim ostatecznie uścisnął ja, uśmiechając się do chłopaka.
-Cześć, jestem Kieran, przyszły spadkobierca rodziny Burreau. Milo cię gościć w domu moich rodziców. Mam nadzieje, ze wszystko spełni twoje oczekiwania - wyrzucił z siebie, chociaż poszczególne słowa były dla niego niemal bez wyrazu. Tak często wypowiadane, przestały brzmieć tak jak powinny. - Dzisiaj będę twoim głównym towarzyszem, jeśli nie masz niczego przeciwko - dodał, czując na sobie wzrok swojej matki, która dwoiła się i troiła, żeby wywrzeć jak najlepsze wrażenie.
-Masz ochotę zwiedzić posiadłość? Czy od razu przejdziemy do jadalni? - spytał.
Część niego wcale nie chciała tutaj być.

Sebastian Crawford
21 y/o
For good luck!
180 cm
Architekt Pokój na przeciwko łazienki
Awatar użytkownika
Jego ojciec to książę Hampshire, ma swojego lokaja, a także papierek jakoby był architektem. Niech Was to nie zwiedziie! Jego prawdziwy zawód to: syn.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3
postać
autor

O raju, szczerze mówiąc przedstawienie się pod tytułem "spadkobierca" troszeczkę zaskoczyło biednym Sebastianem. I szczerze? Nigdy mu to nie przyszło do głowy. A to takie fajne, unikalne i na pewno zapada w pamięć! Kiedyś czytał taką książkę "Dogadaj się z każdym w domu, w pracy i w kościele", a tam wspominali o tym, że jak zapoznajesz się z ludźmi, to powinieneś dać im jakiś funfact o sobie. Na pewno to, że jest spadkobiercą nie jedne drzwi otwiera i ludzie go zapamiętują.

-O raju - szepnął z podziwem-Nie no, to fajnie - dodał już żywiej, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wtedy sobie przypomniał, że przecież on dzisiaj reprezentuje rodzinę, powinien być poważny, uśmiechnięty, ale też arystokracki. Dlatego chrząknął znacząco, zmarszczył brwi i nadal trzymając dłoń Kierana powiedział-Doskonale poznać.

No bo w książce "Dogadaj sięz każdym w domu, w pracy i w kościele" autorka mówiła, że najważniejsze to nie powtarzać komplementu przy osobie, którą już skompletowałeś, bo wtedy to może wyjść na nieszczere. A on naprawdę był zachwycony nimi wszystkimi, naprawdę! Odkąd przyleciał do Kanady, to praktycznie każdego dnia przekonywał się o tym, że nie mógł znaleźć sobie lepszego miejsca. A zbliżająca się jesień tylko dodatkowo sprawiała, że mentalnie już kupował sobie rozpinane sweterki, świece i herbatki.

-Ym, tak zmieszana Marcella spojrzała wymownie na swojego syna-To może usiądziemy. Kochany, Ty siadasz z naszym gościem, oczywiście
-O, wspaniale! - ucieszył się Sebastian-Byłoby Ci wyjątkowo trudno być moim głównym towarzystwem dzisiaj, gdybyśmy siedzieli gdzieś daleko od siebie. Ale wiesz, to nie jest niemożliwe. No bo na przykład Napoleon i Józefina, to podobno pisali do siebie listy, które szły miesiącami z rąk do rąk. A niby byli parą, co nie? Oczywiście, ja nie sugeruję, że my też nią jesteśmy, ale wiesz, tak po prostu, na pewno trudno im było zachować zażyłość, bo nie siedzieli w trakcie kolacji przy jednym stole - naprawdę trudno powiedzieć, co dokładnie Sebastian miał na myśli, ale zdecydowanie powiedział to z uśmiechem, radością, a jego oczy świeciły jak po wciągnięciu całej krainy grzybów. Albo zjedzeniu-Ale potem chętnie obejrzę posiadłość, jasne, jeszcze jak!
-Doskonale przerwała Marcella, która teraz czuła, że jej mąż znalazł najbardziej skretyniałego Lorda, księcia, czy tam innego pomyleńca w całej Wielkiej Brytanii. Może to jakiś prank? Może prawdziwy książę-lord-baron-bóg jeden wie co- jeszcze przyjdzie?

Tymczasem Sebastian wodzi spojrzeniem sobie to tu, to tam, zerka to na obraz, to na jakąś rzeźbę, zupełnie jakby był właśnie w muzeum, a nie w domu.


-Ale trzeba przyznać, że wspaniałe okazy - oznajmił głośno.
-Och, dziękuję. Tak myślałam, że sprawne oko zawsze zauważy prawdziwą sztukę - chwilowo Marcella odzyskała wiarę w to, że jej gość jest szanującym się artystokratą. Usiedli wszyscy przy stole.
-Takie fikuśne bardzo - dodał kończąc myśl.

I cyk, i jeb, całe dobre wrażenie i komplement spłonął. Jeżeli to by były Simsy, to Marcella właśnie by odczuła wielki minus w relacji z arystokratą. NA szczęście to nie są Simsy, a żadne wielkie minusy, albo plusy nad głową nie wyskakują.


Kieran Burreau
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Garnek
Decydowania za moją postać, takiego generalnie meta-grania, jak i nudnych rozgrywek.
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wyjątkowo nie na rękę było mu dzisiejsze spotkanie. Do tej pory nie miał z nimi najmniejszego problemu, idealnie wywiązując się z obowiązków jedynego syna, potrafiąc pokazać zarówno siebie, jak i swoją rodzinę z najlepszej strony, niemniej teraz najchętniej schowałby się we własnym pokoju czekając, aż całość się zakończy. Czuł się dziwnie skołowany, a obecność osoby, koło której jego mama skakała nad wyraz zwinnie, w niczym nie pomagała. Wiedział, że kiedy tylko opadną pierwsze emocje to jemu przypadnie w udziale zajmowanie się chłopakiem. Jak miał to zrobić, skoro połowa jego pragnęła być w zupełnie innym miejscu? Daleko od przepychu, od orkiestry grającej cicho muzykę, od eleganckich osób i bogatego wystroju?
Pragnął prostoty, którą dawał zwykły dom z sypialnią, w której panował prawdziwy rozgardiasz, a na ścianie widziały pamiętne winyle.
Zmarszczył brwi na to stwierdzenie.
Doskonale poznać.
Nie brzmiało jak coś, czego używa się w codziennych konwersacjach nawet w towarzystwie osób z elity społecznej. Czy brytyjscy przedstawiciele osób bogatych właśnie tak się ze sobą komunikowali? Nie miał zbyt wielkiego doświadczenia z ludźmi z innych państw, wyłączając te krótkie spotkania, gdzie zaledwie uścisnął im dłoń, niewiele mówiąc.
-Tak, matko - skinął głową, kiedy posadzono go obok nowego gościa. Zakładał, że był to zabieg konieczny, biorąc pod uwagę, że Kieran był tu jedyną osobą w wieku zbliżonym do młodzieńca. Wszystko, czego dopuszczali się jego rodzice było nad wyraz dobrze zaplanowane. Podobnie, jak całe dzieciństwo i życie młodego prawnika.
-Lubisz mówić, prawda? - zauważył, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Nie było w tym żadnego przytyku, ot, zwyczajnie stwierdzenie, bo sądząc po tym jak wiele słów wypowiadał chłopak, wniosek nasuwał się jeden. Zdania atakowały umysł Kierana, wprowadzając do niego jeszcze większy chaos. - W tamtych czasach pisanie listów było rzeczą normalną. Poza tym, czy to nie fascynujące czekać tyle na odpowiedź? Ludzie dostrzegają w tym dozę romantyzmu - zauważył, przyglądając się chłopakowi w taki sposób, jakby chciał go rozszyfrować. Był prawdziwym wulkanem energii. Chaosem skupionym w ludzkim ciele, który emanował pewnością siebie i żywiołowością.
Już gdzieś to widział.
-Wydaje mi się, że mieli inne problemy niż myśli o tym, czy zjedzą kolację siedząc obok siebie - dodał, lekko przechylając głowę na bok. Potrzeba odpowiadania wpisywała się idealnie w kanon dobrych manier, które mu wpajano. Nie lubił zostawiać swojego rozmówcy w ciszy, chociaż bywały momenty, że to właśnie jej pragnął najbardziej. - Po kolacji cię oprowadzę. Będziesz miał okazję zobaczyć wszystkie dzieła, jakie posiadają moi rodzice - skomentował, podążając do wystawnej jadalni, w której stał przygotowany dla gości długi stół. Przyjęcie należało do tych bardziej kameralnym, chociaż to w mniemaniu jego matki oznaczało mniej, niż dwieście osób.
-Fikuśne? - Tym razem brew Kierana powędrowała ku górze. nie zdarzyło się, by ktokolwiek w jego otoczeniu właśnie w taki sposób wyraził się o jakimkolwiek dziele sztuki, zwłaszcza obrazie. - Niewiele wiesz o sztuce, prawda? Starasz się jedynie przypodobać moim rodzicom - powiedział do niego ciszej, kiedy usiedli przy stole. Nie miał mu tego za złe, chociaż uważał, że każdy powinien posiadać chociaż podstawy znajomości poszczególnych dzieł.
-Twoi rodzice nie posiadają żadnych kolekcji? - spytał z zainteresowaniem. Ciężko było powiedzieć, czy faktycznie chciał wiedzieć, czy po prostu spełniał oczekiwania, by zabawić młodzieńca na czas posiłku. Jeśli jednak już miał poświęcić mu przesadną ilość czasu, sztuka wydawała się być tematem najwłaściwszym.

Sebastian Crawford
21 y/o
For good luck!
180 cm
Architekt Pokój na przeciwko łazienki
Awatar użytkownika
Jego ojciec to książę Hampshire, ma swojego lokaja, a także papierek jakoby był architektem. Niech Was to nie zwiedziie! Jego prawdziwy zawód to: syn.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3
postać
autor

Szczerze mówiąc, to w idealnym świecie, Sebastian zdecydowanie wolałby w tej chwili siedzieć w domu, oglądać Gilmore girls i popijać sobie kawusię. Teraz, kiedy lato już zmierzało ku końcowi, Seba mógł siedzieć sobie w domu po zmroku, odpalić lampki i udawać, że jest jego ukochana jesień. Okazjonalnie jego lokaj przechodził się nieopodal drzwi do jego pokoju i odrobinę wyuczonym tonem mówił, że dzisiaj to się rozpadało, było szaro, buro. Bo dla Sebastiana to oznaczało - przytulnie. Ewentualnie, bo taka opcja też istniała, poszedłby na siłownię, którą ma w swoim budynku i trzasnął sobie parę seryjek, trzasnął kilka zdjątek. Ale tutaj całkiem podobnie, o wiele przytulniej siedziało się na siłowni, gdy za oknem błyskało, padało i generalnie rozpierdalało.

Tymczasem musiał być tutaj. I to nie jest tak, że nie chciał tutaj być, bo tak jak już wspominaliśmy, zwykle po tego typu kolacyjkach miał nowe układy, nowe zlecenia, znajomości, a okazjonalnie nawet bliższych znajomych. I dlatego tutaj bywał.


-Ja? Ja lubię mówić? - zapytał takim tonem, jakby Kieran zapytał o coś absurdalnego. Tymczasem zwykle jego głowa, zmierzała w przeróżnych kierunkach z jakąś prędkością setki na godzinę. Czasem Seba po prostu czuł, jak jego myśli skręcają dramatycznie po zwojach w mózgu i szukają ośrodka, w którym powinny tkwić. Trochę takie Inside out, Sebastian po tym jak obejrzał tę bajkę był przekonany, że to musi tak działać-Lubię rozmawiać, to fakt, lubię poznawać ludzi. Dowiadywać się kim są, skąd pochodzą. Dokąd zmierzają? - teatralnie wywrócił oczami, zupełnie jakby odpowiedź na to ostatnie mogła być po prostu portalem do kolejnego wątku-Tyle czekać na odpowiedź? No niby fajnie, niby romantycznie. Ale niedawno zainstalowałem Tindera, kilka osób mnie tam polubiło, napisałem do paru typów. Tutaj jakieś hej, tam jakieś jak tam, a za to trzeci miał w opisie coś o finansach. To żeby nawiązać, napisałem mu pytanie, czy wie, że pieniądze poniekąd rosną na drzewach. Dlaczego? No bo są z papieru. I nie odpisał. I nie wiem, czy mam czuć się tutaj Józefiną, czy po prostu mnie zlał. A to drugie, to już tak słabo romantyczne - wzruszył ramionami. Chociaż miał tutaj kilkoro dobrych znajomych, to jakoś jeszcze nie dał sobie rady z tym całym randkowaniem online. Może Kieran pomoże mu odpicować profil? O, to by było fajne! Co prawda Baltazar kilka razy też to zaoferował, ale on ma już ponad sześćdziesiąt lat. Co może wiedzieć o tym, co Seba powinien wpisać na Tindera?

-To prawda, niewiele wiem o sztuce - przyznał, energicznie kiwając przy tym głową-Rodzice mają takie różne rzeczy, podobne do Waszych, tu jakiś obraz, tam jakaś zbroja, antyk na antyku. Ale mnie to jakoś specjalnie nie jara, wiesz? Nie chcę, by najważniejszą i najcenniejszą rzeczą w moim życiu była szafa. Po kiego mi szafa, z której korzystał jakiś Szekspir czy inny Curie? Ja jestem Sebastian Crawford i nie chcę spędzić życia na tym, żeby pielęgnować szafę i na koniec po prostu ją oddać komuś innemu

Chociaż Baltazar często mówił, że Sebastian nie powinien przejmować się takimi sprawami, to jednak budziło w nim jakąś dziwną wściekłość to, że dla niektórych ważniejsza jest ta etykieta, to skąd ktoś pochodzi, niż to jaki jest. Ale Kieran taki się nie wydawał, wydawał się całkiem sympatyczny. Dlatego Seba uśmiechnął się do niego szeroko, kiedy sięgał po kieliszek wypełniony jakimś czerwonym winem-No a Ty co robisz, kiedy akurat mama nie zmusza Cię do oprowadzania Europejczyków po domu? - zapytał z rozbawieniem, po czym uniósł dłonie w geście poddania się i dodał-Wybacz, ale według mnie widać to na pierwszy rzut oka, jak bardzo nie chcesz tutaj być
-Och, proszę tak nie mówić - wtrąciła się Marcella, która teraz wbijała spojrzenie w swojego syna -Kieran BARDZO lubi oprowadzać po naszym domu nowych znajomych

Kieran Burreau
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Garnek
Decydowania za moją postać, takiego generalnie meta-grania, jak i nudnych rozgrywek.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#8”