ODPOWIEDZ
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ich pożegnanie było... Długie i bardzo namiętne. Chociaż spędzili zdecydowanie więcej czasu po prostu siedząc na tym leżaku, na werandzie, a w końcu również w salonie po prostu przy kominku. Normalnie pewnie byłoby o wiele więcej seksu, ale nawet oni potrafili trochę dorosnąć i nauczyli się cieszyć swoim towarzystwem również na inne sposoby. Co nie znaczyło, że czas był po ich stronie. Nie był. Te kilkanaście godzin, które jeszcze ze sobą mieli minęły im zdecydowanie zbyt szybko. Mieli nawet konwersację o tym jak by to było gdyby wyjechali, uciekli, lecz Arvel wiedział, że w końcu przyszła pora zmierzyć się z tym, co dla nich zrobił. Nie chciał by musieli oglądać się przez ramię do końca swojego życia.
Dlatego, tak jak uzgodnił ze swoimi kolegami, oddał się w ich ręce tuż po południu następnego dnia. Dowiedział się, co na niego mieli. Doskonale wiedział jak będą wyglądać ich następne kroki. Nie musieli mu tego tłumaczyć. Odwieźli go do tymczasowego aresztu, przesłuchali kilka razy. Dali mu się nawet przespać w osobnej celi, która miała być dla niego bezpieczna. Rzeczywiście była. Miała to być jego ostatnia bezpieczna noc przez następne kilka tygodni.
Nie obyło się bez postawienia mu zarzutów. Tylko w ten sposób mogli go zatrzymać na dłużej oraz tylko w ten sposób mogli go z tych zarzutów później oczyścić. Miał szczęście mieć jeszcze kilku przyjaciół w policji. Żaden z nich co prawda nie mógł wziąć tej sprawy, aczkolwiek mogli postarać się by detektywom, którym została przydzielona, nie szło za łatwo. Nie rzucali wyraźnych kłód pod nogi, lecz dopilnowali by pewni świadkowie nie złożyli swoich zeznań. Czasami coś zostało przeoczone.
To wszystko jednak trwało. Jak to w przypadku wymiaru sprawiedliwości bywa, nie były to godziny, ani dni. Były to tygodnie, kiedy Arvel musiał sobie jakoś radzić wśród facetów, którzy tutaj już nie byli do niego tak przyjaźnie nastawieni, gdy jeszcze musieli się z nim użerać na wolności. Zaczynało się niewinnie, ale wszystko powoli eskalowało.
Starał się być otwarty dla Darcy, lecz gdy sprawy zaczęły zachodzić za daleko, a on nie mógł już ukrywać kolejnych obrażeń, po prostu poprosił znajomych żeby wymyślili jakąś bajkę o tym, że przez jakiś czas nie będzie mogła go widywać. Spodziewał się, że w końcu to przejrzy, ale nie chciał by się za to wszystko obwiniała, a wiedział jak działa jej głowa.
Niedługo po tym dał się w końcu przyłapać w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Poza więzieniem mógł wydawać się nieśmiertelny, ale taki nie był. Nawet on nie miał szans z kilkoma rosłymi chłopami uposażonymi w prowizoryczne kosy. Zrobił, co mógł żeby się obronić, czyli nie dużo. Miał dużo szczęścia w tym, że znalazł ich jeden ze strażników. Tylko to pewnie uratowało mu życie. Wylądował w szpitalu, w stanie krytycznym. Nie mogli go połatać w więzieniu. Darcy nie mogła go zobaczyć. Nie dowiedziała się nawet o niczym przez kilka dni. Skąd to wiedział? Od kolegów, którzy czekali na niego krótko po wybudzeniu. By oznajmić mu przy okazji, że z powodu braku dowodów zarzuty zostają oddalone. To była ta jedna dobra wiadomość. Gorsza była ta, że musiał się teraz zmierzyć z tym jak zareaguje na to wszystko jego dziewczyna. To o wiele mocniej leżało mu na wątrobie.
Stąd ciężko było mu zasnąć. Odpocząć. Cały czas czekał aż przejdzie przez próg jego pokoju. Leki jednak wzięły nad nim górę. W końcu właściwie stracił przytomność. Kiedy znów się obudził czuł coś w swojej dłoni. Powoli ją zacisnął, otworzył oczy i po prostu delikatnie się uśmiechnął.
- Dzień dobry kochanie, tęskniłaś? - mruknął jeszcze trochę pod wpływem leków kilka razy mrugając - Wstałbym, ale tak mnie nafaszerowali... - prychnął przewracając oczami.

Darcy Bowman
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”