ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
189 cm
operator kamery freelancer
Awatar użytkownika
there are too many options, there is no consolation.
i have lost my illusions, what i want is an explanation.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba :)
czas narracjiczas mieszany :)
postać
autor

#2
oops, I didn't know I couldn't speak my mind

O Jamesie Norwoodzie zdążył wyrobić sobie opinię mniej więcej w trzecim tygodniu zdjęć i już wtedy nie nazwałby go promyczkiem dobrej energii i motywacji.
W czwartym - najgorsza opinia pod najgorszymi przymiotnikami - była już nieodwracalna.
Producent należał do tego szczególnego rodzaju ludzi, którzy nawet gratulacje potrafili ubrać w formę reprymendy, a każde zdanie wypowiadali tonem sugerującym, że rozmówca powinien być wdzięczny za sam fakt znalezienia się w zasięgu ich głosu. Przez ostatnie miesiące Jonas nauczył się przyjmować jego uwagi z profesjonalnym spokojem; skinieniem głowy, zaciśnięciem szczęki i okazjonalną potrzebą zapalenia papierosa natychmiast po zakończeniu rozmowy.
Współpraca ta ubodła jego ego na wszystkie sposoby; stał w złym miejscu, źle trzymał sprzęt, źle ustawiał ostrość, źle uchwycał kadr. Szereg uwag wiecznie rzucanych pod nazwiska zgromadzonych na planie zebrało swoje pokłosie w atmosferze między ekipą. Miał wrażenie, że każdy poruszał się z dodatkowym ciężarem irytacji na barkach, sprawiającej że nie słyszał angażującego gwaru rozmów a jedynie echo ciężkich kroków osób, starających się już po prostu dobić do mety.
Bankiet wieńczący koniec zdjęć miał być pierwszym wieczorem od dawna, podczas którego Norwood nie miał już żadnego powodu, by mówić mu, gdzie powinien znaleźć się z kamerą. Jak się okazało, brak powodu nigdy specjalnie mu nie przeszkadzał, by skrzętnie rozporządzać jego czasem nawet poza godzinami i miejscem pracy.
Chwila rozmowy wystarczyła, by Jonas przestał tęsknić za planem zdjęciowym, dwunastogodzinną zmianą i ciężarem sprzętu na ramieniu. Odszedł od producenta przy pierwszej nadarzającej się okazji, zabierając ze sobą kieliszek whisky oraz resztki cierpliwości, której Norwoodowi nie udało się jeszcze zużyć.
Wytrzymał siedem minut.
Przy ósmej zaczął powierzać całą nadzieję w tym, że odpowiednia ilość alkoholu pozwoli mu przetrwać resztę wieczoru bez powiedzenia producentowi czegoś, co skutecznie ograniczyłoby liczbę jego przyszłych zleceń. Dziewiątego okrążenia już by nie zniósł, więc taktycznym było oddalenie się do przestrzeni ocalałych, gdzie puste miejsca przy stolikach na tarasie zachęcały swoim spokojem. Bezwiednie opadł na krzesło, pozwalając by jego plecy odbiły się od oparcia, a chłód drewna na moment przytrzymał go w zawieszeniu między przestrzenią.
Chuj w kaszmirze — rzucił, wsuwając między usta papierosa a parsknięcie dobiegające gdzieś zza jego pleców uświadomiło mu, że najwyraźniej nie mruknął wystarczająco cicho.
Obejrzał się przez ramię, napotykając spojrzenie nieznajomej kobiety. Zamiast speszyć się faktem posiadania przypadkowej publiczności, zerknął jeszcze raz w stronę Norwooda, który zdążył już dopaść kolejną ofiarę. Potrafił czytać otoczenie; doskonale widział, jak jego rozmówczyni mnie koniuszkami palców swoją tiulową spódnicę i przestępuje rytmicznie z nogi na nogę. Była zestresowana, zakłopotana, a jej wzrok rozglądał się nerwowo po twarzach w poszukiwaniu wybawienia. Pomimo lekkiego współczucia, Jonas nie chciał interweniować.
Znacznie ciekawszym dla niego był zwrot do swojej nowej towarzyszki.
To imponujące, w jakim stylu zorganizował przyjęcie z okazji tego, że wszyscy przestali dla niego pracować — odwrócił się bokiem na krześle, nie będąc pewnym czy siedząca nieopodal kobieta w ogóle miała ochotę na anse. Nie słysząc jednak przedwczesnego protestu, kontynuował. — Trzeba podziwiać konsekwencję w byciu nieznośnym — odpalił wiszącego pomiędzy ustami papierosa i natychmiast zaciągnął się dymem. Wypuszczając powietrze z ust dłonią odganiał zebrany w miejscu kłębek dymu.
Wysunął paczkę w jej stronę.
Pierwsza próba pojednania z nieznajomą.

hattie ackworth
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
excitin'
jak jest nudno
28 y/o
For good luck!
169 cm
prawie trophy wife aka kura domowa
Awatar użytkownika
there is nothing that i wouldn't do for you 'cause you got inside my head; oh, but when you're gone, oh baby, all the lights go out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

1

how i look, what i do, what i'm sayin';
i spend too much time explainin' myself;
i hope there's some time to change it


{ outfit }



Bankiet zwieńczający pracę nad najnowszym filmem Jamesa ciągnie się w sposób, który Hattie byłaby w stanie porównać tylko do lepkości rozgrzanej smoły; gęsty, parzący i odpychający. Dookoła niej znajduje się dużo elegancko ubranych ludzi ludzi, ale wszyscy wyglądają na spiętych. Poruszając się na zesztywniałych nogach, rzucają sobie nieprzekonane uśmiechy i prowadzą elokwentne rozmowy o niczym. Nikt nie śmie sięgnąć po trzeci albo czwarty kieliszek wina. W myślach (do których Hattie nie ma dostępu, ale które łatwo odczytać z samych ich twarzy) każdy odlicza minuty do momentu, w którym nieco wczesne wyjście nie będzie już nietaktem.
W chwilach takich jak ta, gdy Henrietta zauważa, że spojrzenia posyłane Jamesowi przez jego współpracowników są bardziej zmęczone i rozdrażnione niż pełne podziwu, oblewa ją jakiś dziwny rodzaj wstydu. Taki, który sprawia, że przedstawiając się jako jego dziewczyna ucieka spojrzeniem w bok, czując, jak jej policzki pokrywają się czerwienią. Taki, który wypycha ją na taras w poszukiwaniu kryjówki.
Wieczór jest przyjemny. Chłodne powietrze studzi jej zaróżowioną twarz. Zasiada samotnie w rattanowym krześle wyłożonym cienką poduszką; jednym z trzech, które nie pasują do reszty czysto drewnianych krzeseł. Wraz z mocniejszym podmuchem wiatru cienki, różowy materiał sukienki zwisający jej z prawego ramienia zaplątuje się o jedno ze sztywnych, wystających z podłokietnika włókien; widok, na który Hattie wydaje z siebie cichy syk. Od razu nachyla się, aby ostrożnie zapobiec szkodzie. Znajdowanie się pod ostrzałem uważnych, oceniających spojrzeń przez wzgląd na to, że przyszła tu z Jamesem jest wystarczająco stresujące. Nie potrzebuje, aby dodatkowo ocenili ją za nieestetyczną dziurę w materiale sukienki.
Skupiona na ratowaniu swojego wizerunku, nagle staje mało zachowawcza. Tak tłumaczy sobie swoje postępowanie parę godzin później, gdy, leżąc w łóżku, rozmyśla o przebiegu tego strasznego wieczoru i zastanawia się nad tym dlaczego na dźwięk pełnego pogardy komentarza na temat jej partnera, zamiast spróbować wtopić się w otoczenie, wydaje z siebie rozbawione parsknięcie.
Może, próbując przestać czuć na sobie ciężar wszystkich tych współczujących spojrzeń, które kierowano w jej stronę przez cały wieczór, wypiła za dużo wina. A może po prostu ma dość odczuwania wstydu za nieswoje czyny.
Mężczyzna, który odwraca się w jej kierunku, siedzi na skos od niej. Ma jasne włosy i zaciętą minę, która nie pasuje do łagodnej twarzy. Hattie nie spodziewa się z jego strony żadnych bezpośrednich słów, więc kiedy takowe padają, na krótki moment zamiera w bezruchu.
To, że mówi źle o Jamesie zupełnie jej nie dziwi. Zdumiewa ją jednak fakt, iż mając dookoła siebie tyle osób, które mogłyby zgodzić się z jego słowami na głos bez nawet delikatnego poczucia winy, on kieruje swoje przemyślenia do niej.
Jakby wcale nie była przezroczysta. Albo jakby nie wiedział, kim jest.
Hattie sięga po wyciągniętą w jej kierunku paczkę papierosów z pewnym powolnym zdziwieniem. Wydaje jej się, jakby znajdowała się w jakimś filmie. Albo może to wcale nie wrażenie? Może jej nieśmiałe, tak lekko zbywane przez Jamesa prośby wreszcie na coś się zdały i Hattie dostaje od niego szansę na wcielenie się w prawdziwą, wymagającą rolę?
Pierwszym świadczącym o tym znakiem jest pewność, z jaką wyciąga sobie papierosa z paczki; jakby wcale nie nienawidziła ich obrzydliwego smaku. Drugim – przekorny uśmiech, który wpływa jej na usta.
Przynajmniej wino jest dobre – stwierdza, pochylając się w kierunku nieznajomego. Wcale a wcale nie wygląda teraz jak dama, którą na co dzień widzi w niej James. – Upij się na jego koszt. To nie zrekompensuje ci nieznośności, ale może dostrzeżesz jakieś pozytywy – kontynuuje, obracając papierosa w palcach. Jej twarz rozświetla się w rozbawieniu. – Pierwszy – od jutra już nie będziesz musiał na niego patrzeć. – Kiwa głową na zapalniczkę, która leży na stoliku przed nieznajomym. – Mogę? Zwykle nie palę.
Decyduje, że przynajmniej w tym będzie prawdziwa. Z jakiegoś powodu posługiwanie się kłamstwem absolutnie w każdym elemencie tej nieoczekiwanej rozmowy wydaje jej się bardziej niewłaściwe niż wieszanie psów na swoim partnerze.

Jonas Forstner
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”