ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
165 cm
Studiuje i pracuje na pół etatu w Karen's Diner
Awatar użytkownika
Ice is life...or so they say
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Giselle wróciła do mieszkania z tym charakterystycznym przeciągnięciem ramion, które pojawia się tylko po naprawdę długim dniu. Drzwi zamknęły się za nią miękko, jakby same chciały powiedzieć „już jesteś w domu”. W restauracji było dziś wszystko naraz, gwar, zapachy, ludzie, tempo, które nie zwalnia ani na sekundę. To zmęczenie miało jednak w sobie coś znajomego, coś, co sprawiało, że prysznic stawał się nie tylko higieną, ale małym rytuałem odzyskiwania siebie.
W łazience zapaliła jedną lampkę, tę najmniejszą, żeby światło było ciepłe i nie męczyło oczu. Woda spływała po niej jak ulga, jak reset, jak moment, w którym ciało wreszcie przestaje być w trybie „praca”. Wyszła owinięta ręcznikiem, z mokrymi włosami, które zostawiła do wyschnięcia bez pośpiechu. W kuchni czekała na nią butelka wina, jej wieczorny pewniak, zawsze w pogotowiu. Zamówiła jedzenie, coś prostego, coś, co nie wymagało myślenia ani wysiłku. Dziś miała gościa.
Leah miała wpaść za niecałą godzinę. Ich przyjaźń była jak stary sweter, wygodna, miękka, nie do zastąpienia. Poznały się na początku studiów, kiedy obie były jeszcze trochę zagubione, trochę niepewne, trochę nieświadome tego, kim będą za kilka lat. I jakoś tak zostało. Leah była jedną z tych osób, które potrafią wejść do mieszkania i od razu sprawić, że robi się cieplej. Miała w sobie luz, który Giselle zawsze podziwiała, ten rodzaj swobody, który nie jest udawany.
Giselle przeszła przez mieszkanie, zapalając światła tam, gdzie chciała stworzyć atmosferę. Nie lubiła pełnego oświetlenia. Wolała półmrok, lampki, ciepłe odcienie. Jej mieszkanie było małe, ale przytulne, pełne drobiazgów, które zbierała przez lata: świeczki, książki, małe rośliny, które udawały, że nie mają jej za złe sporadycznego podlewania. Na stoliku w salonie ustawiła dwie lampki do wina, a obok miseczkę z oliwkami. Kiedy jedzenie dotarło, rozpakowała je i ułożyła na stole tak, jakby przygotowywała małą kolację, choć wszystko było z dostawy. Ale to było w stylu Giselle, nawet najprostsze rzeczy potrafiła zamienić w coś, co wyglądało na przemyślane. Włączyła muzykę, coś spokojnego, co wypełniało przestrzeń, ale nie dominowało.
Przeszła jeszcze raz przez mieszkanie, poprawiając poduszki na kanapie, przesuwając świeczkę o centymetr w lewo, tak jak lubiła. Wino już oddychało w lampkach, jedzenie pachniało, a w powietrzu unosiło się to przyjemne oczekiwanie na wieczór, który nie musi być wyjątkowy, żeby był dobry.
Zerknęła na zegar. Leah powinna być już w drodze.

Leah Pembroke
ODPOWIEDZ

Wróć do „#30”