30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003
Od tego nieszczęsnego pocałunku minęło kilka dni, a między nimi było naprawdę dziwnie. Nie był zaskoczony tym, że Reon go unikał, bo to było do przewidzenia. Nawet nie mógł mieć o to do niego pretensji, bo przecież sam odjebał. Próbował jakoś go namówić na to, żeby porozmawiali i znaleźli jakieś rozwiązanie tej sytuacji, ale niestety nic to nie dawało. Chłopaka albo nie było w domu, albo siedział zamknięty w swoim pokoju i całym sobą pokazywał, że nie miał ochoty na to, żeby z nim rozmawiać. Przestał nawet jeść to, co dla niego przygotowywał, co było już w ogóle dziwne. Nie byłby zaskoczony, gdyby to była forma buntu. Jak wracał z pracy, to znajdywał tylko papierki po batonikach i paczki po chipsach. Zupełnie jakby miał zamiar pokazać mu, że w ogóle go nie potrzebował. No, niestety potrzebował, bo gdyby nie on, to nie miałby tych swoich przekąsek, jak i całego jedzenia w lodówce.
Nie wiedział, jak go zmusić do rozmowy, więc postanowił go podejść. Chciał coś dla nich ugotować, ale takiego, co Reon naprawdę lubił i czego sobie nie odmówi. Na całe szczęście jego ulubione danie pachniało w konkretny sposób, kiedy się je gotowało, więc mógł mieć pewność, że po samym zapachu Moriya będzie wiedział, co było na rzeczy. Akurat miał tego dnia wolne, więc mógł sobie pozwolić na to, żeby spędzić trochę więcej czasu w kuchni.
Od rana ogarnął trochę mieszkanie, a potem pojechał na zakupy. Oczywiście to wszystko zrobił sam, bo nie dość, że Reon odsypiał wczorajszą imprezę, to jeszcze na pewno nie miałby ochoty mu pomagać. Nie to, że normalnie to robił, bo takie sprawy zawsze były na głowie Ryouty. Jeszcze po drodze do domu zajechał do cukierni, żeby kupić coś słodkiego. Gdy już wszystko ogarnął, wrócił do mieszkania. Zaniósł wszystko do kuchni, rozpakował, po czym zabrał się za przygotowywanie obiadu. Trochę mu na tym zeszło, bo to konkretne danie przygotowywało się dość długo. Tym bardziej miał nadzieję, że Reon się skusi.
Wyglądało na to, że jego plan zadziałał, bo w pewnym momencie Reon wyszedł z pokoju i zmaterializował się w kuchni. Zerknął na niego kątem oka, nie odzywając się, jakby nie chciał go spłoszyć. Chwilę później przełożył jedzenie na dwa talerze i zaniósł je na stół, który był wcześniej nakryty. Wskazał chłopakowi jedno z krzeseł, by zaraz samemu usiąść naprzeciwko.
— Chyba przyda ci się coś porządnego do jedzenia — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Pomyślałem sobie, że jeśli ugotuję coś, co bardzo lubisz, to się nie oprzesz i chociaż rozważysz to, żeby pobyć w moim towarzystwie — westchnął zrezygnowany. Nie wiedział, co miał zrobić, żeby Reon przeszedł do porządku dziennego z tym, że go pocałował. Naprawdę nie podobało mu się to, że ta sytuacja tak mocno odbiła się na tej relacji. Prawdę powiedziawszy, to uważał, że Moriya histeryzował i że nie było potrzeby, żeby aż tak się odcinać, ale wyglądało na to, że poruszyło go to bardziej, niż powinno. Sam jakoś niekoniecznie przejmować się tym, co zrobił. Jasne, to był błąd, ale nie na tyle duży, żeby spędzało mu to sen z powiek. Sen z powiek jednak spędzało mu coś innego, bo od tamtego felernego wieczoru czasami w jego głowie pojawiały się bardzo nieproszone obrazy, które szybko przeganiał, ale niestety wracały do niego ze zdwojoną siłą. Nie chciał się przyznać sam przed sobą, że chętnie by to jeszcze powtórzył.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Nie potrafił przeżyć tego, że Ryouta go pocałował. Od tamtego zdarzenia pod prysznicem, spędzało mu to sen z powiek. Nie potrafił o tym nie myśleć, nie umiał o tym zapomnieć i dość szybko okazało się, że nie potrafił przejść z tym do porządku dziennego. Unikał Ryo jak ognia, co nie powinno dziwić, ale za każdym razem kiedy tylko przemykał po mieszkaniu i mężczyzna rzucał mu się w oczy, od razu w jego głowie pojawiał się obraz tego, jak Ryouta go całuje. W rezultacie, praktycznie nie ruszał dupy ze swojej sypialni, a jak już to robił, to głównie po to, żeby wyjść na imprezę albo jak Aso nie było w domu, bo był w pracy. Poza tym, unikał go na każdym możliwym kroku. Nie jadał z nim wspólnie posiłków tak jak wcześniej, a że sam nie umiał sobie nic przygotować, jechał głównie na niezdrowych przekąskach i ewentualnie zupkach chińskich, bo to jedyne co umiał sobie zrobić. Wolał jednak to, niż jakby między nim i mężczyzną miało dojść do konfrontacji. Owszem, było to męczące zapewne dla nich obu, ale na ten moment nie potrafił inaczej.
Poprzedniej nocy trochę zabalował, więc nic dziwnego, że dzisiejszego dnia postanowił to porządnie odespać. Nie to, żeby normalnie był rannym ptaszkiem, bo nawet jeśli nigdzie nie wychodził, to z reguły i tak wstawał jakoś koło południa, bo siedział w nocy do późna na telefonie. Tym razem również sobie pospał, a kiedy się przebudził, do jego nosa od razu dotarł przyjemny i znajomy zapach. Praktycznie od razu podniósł się do siadu i spojrzał w kierunku drzwi, bijąc się z myślami. Doskonale wiedział, co takiego Ryouta robił w kuchni. Bardzo dobrze znał ten zapach. Przeklął cicho pod nosem, nie wiedząc co powinien zrobić. Nie mógł sobie darować, bo nie pamiętał kiedy był ostatni raz, kiedy Aso ugotował coś, co tak uwielbiał. Nie wiedział też, kiedy nadarzy się kolejna okazja do tego, by móc to zjeść, więc tym bardziej miał teraz ciężki orzech do zgryzienia.
Ostatecznie zdecydował, że dzisiaj najwyraźniej nadszedł dzień, w którym będzie musiał skonfrontować się z Ryo. Nie było szans, że sobie odpuści, więc niezależnie od tego czy tego chciał, czy też nie, musiał do niego wyjść i zjeść. Najpierw jednak skoczył do łazienki, żeby nieco się podgarnąć i przebrać w domowe ciuchy. Potem – po paru głębszych wdechach przed lustrem – wyszedł z łazienki i skierował swoje kroki prosto do kuchni, gdzie stał Ryo. Przez chwilę stał jak słup soli i się w niego wpatrywał, nawet nie wiedząc co powiedzieć i najwyraźniej licząc na to, że mężczyzna przejmie inicjatywę i odezwie się pierwszy. Obserwował go, kiedy nakładał jedzenie na talerze, z którymi potem przeszedł do stołu. Powiódł za nim wzrokiem, nie wiedząc, czy iść za nim, czy też nie, ale wtedy Ryo wskazał na jedno z krzeseł. Kiwnął głową i podszedł do stołu, po czym usiadł naprzeciwko mężczyzny.
— Ciekawe czyja to wina, że nie chcę w nim przebywać — wymamrotał pod nosem i chwycił za pałeczki. Zerknął jeszcze na Ryoutę, wzdychając cicho i zrezygnowany pokręcił delikatnie głową. — Smacznego — odparł cicho pod nosem, po czym zamieszał pałeczkami w swoim talerzu, żeby zaraz wziąć się za jedzenie. Miał zamiar szybko zjeść, a potem ulotnić się do pokoju i liczył na to, że obiad minie im w ciszy, bez poruszania niewygodnych dla niego tematów.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawał sobie sprawę z tego, że to, że Reon do niego wyszedł, to była tylko połowa sukcesu. Teraz musiał jakoś go podejść i sprawić, że chłopak będzie chciał z nim porozmawiać spokojnie na temat tego, co zaszło między nimi kilka dni temu. Szczerze powiedziawszy, nie za bardzo wiedział, jak się za to zabrać, biorąc pod uwagę to, że sprawa była trochę skomplikowana. Niby nie stało się nic wielkiego, bo tylko się pocałowali, ale widział, jak bardzo chłopak to przeżywał. Był ciekaw, co gnębiło go w tym wszystkim najbardziej, ale o to nie miał zamiaru wypytywać, bo i tak pewnie niczego sensownego by się nie dowiedział.
— Tak, wiem, że moja — powiedział i westchnął bezgłośnie. Gdyby go wtedy nie pocałował, to nie doszłoby do tego, że teraz Reon unikał go jak ognia. Mógł sobie podziękować za to, co odwalił. Najgorsze w tym wszystkim było to, że rzeczywiście zrobił to pod wpływem chwili i że nigdy wcześniej nie zakładał, że kiedykolwiek mogłoby dojść między nimi do tego typu sytuacji. Gdy chłopak życzył mu smacznego, skinął delikatnie głową i sam również sięgnął po pałeczki, żeby zaraz zabrać się za jedzenie. Przez dłuższą chwilę jadł w ciszy, ale w końcu zaczął przesuwać pałeczkami zawartość swojego talerza. — Reon... — zaczął. — Wiem, że unikasz mnie, jak możesz i że w ogóle nie masz ochoty na to, żeby porozmawiać na temat tego, co się stało, ale chyba sam dobrze wiesz, że to nie może tak być. Nie możemy w nieskończoność się nawzajem unikać — westchnął ciężko. — Wiem, że zrobiłem głupstwo i jestem świadom tego, że to było cholernie słabe, ale naprawdę tego żałuję i gdybym mógł cofnąć się w czasie, to nigdy bym tego nie zrobił. Robienie czegoś takiego wbrew twojej woli było poniżej pasa — dodał i skrzywił się delikatnie. Oczywiście, że nie lubił się przed nim kajać, bo urągało to jego dumie. Poza tym, kto to widział, żeby dorosły facet tłumaczył się przed młodszym od siebie? Nie miał jednak innego wyjścia, jeśli chciał się z powrotem wkupić w jego łaski.
— Nie chciałbym, żebyś sobie pomyślał, że chciałem to zrobić od dawna albo że tylko czekałem na okazję, żeby się do ciebie dobrać, bo to jest dalekie od prawdy. Nigdy wcześniej nie postrzegałem cię w taki sposób i nie przeszłoby mi przez myśl, że mógłbym wykonywać w twoim kierunku jakikolwiek gest — tłumaczył się dalej. — To po prostu się stało... Wiem, że to żadne wytłumaczenie i że powinienem mieć coś więcej na swoją obronę, ale musisz mi uwierzyć. Jestem z tobą jak najbardziej szczery — posłał mu szczenięce spojrzenie. Zależało mu na tym, żeby chłopak mu wybaczył i żeby wszystko między nimi wyglądało tak, jak przed tym nieszczęsnym pocałunkiem. Było mu przykro, że jedną złą decyzją sprawił, że zrobiło się między nimi aż tak niezręcznie. Powinien skupić się na dbaniu o niego i pilnowaniu go, a dał się ponieść i go pocałował.
Spuścił wzrok i wbił go w zawartość swojego talerza. Już na pierwszy rzut oka było po nim widać, że strasznie go to gryzło. Nie można się było temu dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że to między nimi tak namieszało. Żałował, ale co z tego, skoro Reon mu w to nie wierzył i skoro oskarżał go o to, że chciał to zrobić od dawna i że mu się podobał. Jasne, miał go za atrakcyjnego, temu nie mógł zaprzeczyć, ale nigdy nie myślał o tym, że chciałby, żeby było między nimi coś więcej.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mruknął cicho. Tyle dobrego, że Ryouta zdawał sobie sprawę z faktu, że znaleźli się w tej sytuacji z jego winy. Gdyby nie wpadł na ten idiotyczny pomysł wchodzenia mu pod prysznic, aby pomóc mu się umyć, do tego pocałunku prawdopodobnie nigdy by nie doszło, bo nie byłoby sytuacji, która by to sprowokowała. Niestety, teraz nie mogli cofnąć czasu i zmienić tego jak wszystko się wtedy w łazience potoczyło, przez co atmosfera między nimi była naprawdę napięta, niezręczna i niekomfortowa, przynajmniej dla Reona. Sam również zdawał sobie sprawę z tego, że nie mogli tego ciągnąć w nieskończoność, ale miał wrażenie, że wciąż nie czuł się w towarzystwie mężczyzny dobrze i Ryo sprawiał, że gdy tylko gdzieś w mieszkaniu na niego wpadał, to jego pierwszym instynktem była ucieczka do swojego pokoju, gdzie się zamykał i bunkrował na resztę dnia. Gdy Aso zwrócił się do niego imieniem, uniósł wzrok, żeby na niego spojrzeć. Doskonale wiedział, o czym takim mężczyzna chciał porozmawiać i w ogóle mu się to nie podobało.
— Tak, wiem, że nie możemy tego ciągnąć nie wiadomo jak długo, ale jednocześnie nic nie poradzę na to, że po prostu nie czuję się w twoim towarzystwie dobrze. Za każdym razem jak tylko cię widzę, to pierwsze co pojawia się w mojej głowie, to ten pocałunek… — pokręcił delikatnie głową na boki. Zupełnie tak, jakby o niczym innym nie był w stanie myśleć. Teraz wszystko co dotyczyło Ryo kręciło się tylko i wyłącznie wokół tego, że mężczyzna go pocałował pod prysznicem, pod którym oboje byli całkiem nadzy. W dodatku, zaraz po tym nachodziły go myśli odnośnie tego, że jego ciało zareagowało na ten gest w sposób, w jaki nie powinno, tak samo zresztą jak ciało Aso. Nie miał pojęcia co powinien o tym wszystkim myśleć, a fakt, że sam zareagował w taki sposób spędzał mu sen z powiek. Jakby nie było, odwzajemnił ten pocałunek i jemu też stanął, co dzięki Bogu umknęło uwadze Ryo, a przynajmniej taką miał nadzieję. — Nie chodzi o to, że zrobiłeś to wbrew mojej woli, tylko o samą sytuację, w jakiej do tego doszło… Byłem pijany, byliśmy oboje pod prysznicem… Chciałem, żebyś wyszedł, bo czułem się zawstydzony, a zamiast tego ty mnie pocałowałeś — wymamrotał, teraz samemu przesuwając pałeczkami jedzenie po swoim talerzu. Wiedział, że ta rozmowa nie będzie łatwa, ale jednocześnie docierało do niego, że nie było to coś, czego mógł unikać w nieskończoność. Kiedyś w końcu musieli dojść do porozumienia, bo tak jak wspomniał Ryo, nie mogli wiecznie żyć w tym konflikcie.
— Czyli obiecujesz, że nigdy więcej nie dojdzie do czegoś podobnego? Skoro twierdzisz, że to nie było coś, czego od dawna chciałeś i rzeczywiście działałeś jedynie pod wpływem chwili i emocji, to nie muszę obawiać się tego, że będziesz próbował tego kolejny raz albo będziesz dążył do tego, żeby było między nami coś więcej? — zapytał. — Bo, niestety, jeśli jest inaczej, to będę musiał dać ci kosza, a wtedy to dopiero zrobiłoby się między nami chujowo… — dodał cicho i spuścił głowę. Chyba wszystko sprowadzało się właśnie do tego – nie chodziło o sam pocałunek, ale o fakt, że teraz Reon obawiał się, że Ryo będzie mógł chcieć tego, aby było między nimi coś więcej, a Moriya nie będzie w stanie tego odwzajemnić i tym samym będzie zmuszony go zranić. Wtedy był pijany, więc to logiczne, że odwzajemnił pocałunek, kiedy ktoś go nim obdarzył. Tak samo jak logiczne było to, że w takiej intymnej sytuacji z drugim atrakcyjnym mężczyzną jego ciało zareagowało w taki sposób. Wciąż jednak był święcie przekonany o tym, że nie byłby w stanie postrzegać Ryouty w taki sposób, nawet jeśli myślami bardzo często wracał do sytuacji spod prysznica. Zapewne częściej, niż chciałby przyznać na głos.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Wiem, bo ja jak ciebie widzę, to też od razu myślę o tym pocałunku. Nie sądziłem, że będzie mi to aż tak bardzo zaprzątać głowę. Chwilę po tym myślałem, że to nic takiego i że będę umiał przejść z tym do porządku dziennego. Niestety, ale okazało się, że zaprząta mi to głowę znacznie bardziej — westchnął bezgłośnie. Na pewno na głos nie miał zamiaru przyznawać tego, że działo się tak dlatego, że jego myśli czasami galopowały w kierunku, w którym zdecydowanie nie powinny. Chciał sam siebie przekonywać, że niczego od niego nie chciał, ale pewne rzeczy były silniejsze od niego. Z jednej strony strasznie żałował tego, że pocałował go, ale z drugiej strony... podobało mu się to. — Tak, wiem, że powinienem wyjść, kiedy tego chciałeś. Tak na dobrą sprawę, to w ogóle nie powinienem wchodzić pod ten prysznic, widząc, że nie czujesz się komfortowo w tej sytuacji. Tylko, że ja naprawdę chciałem ci pomóc, bo nie chciałem, żebyś się przewrócił i rozbił sobie głowę. W życiu nie podejrzewałbym siebie samego o to, że zdecyduję się na taki ruch — pokręcił lekko głową z dezaprobatą. Widział, że atmosfera między nimi była z powodu tej całej sytuacji bardzo napięta, ale mimo wszystko miał nadzieję, że w końcu to wróci do normy.
— Obiecuję, że nie dojdzie i obiecuję, że nie mam wobec ciebie żadnych zamiarów ani oczekiwań — zapewnił go, ponownie przenosząc na niego spojrzenie. — Tak, to byłoby bardzo chujowe, gdybyś złamał mi serce — wysilił się na krótki śmiech, chcąc rozluźnić nieco atmosferę. Na szczęście nie był w nim zakochany i nie miał zamiaru do niego zarywać. Zdecydowanie bardziej wolał, żeby byli przyjaciółmi i żeby nie łączyło ich coś więcej.
— Reon... — zwrócił się do niego po chwili ciszy. — Mamy tutaj tylko siebie. Nie za bardzo znamy innych. Polegamy na sobie. Ty na mnie, ja na tobie — dodał. — Musimy się trzymać razem — uśmiechnął się do niego. — Nie chcę, żeby ten jeden pocałunek przekreślił naszą wieloletnią przyjaźń. Zależy mi na tobie. Gdyby tak nie było, to nigdy bym się nie zgodził na to, żeby przewrócić całe swoje życie do góry nogami i wynieść się na drugi koniec świata — powiedział. Musieli oboje mieć świadomość tego, że powinni być tutaj razem. Co prawda, Ryouta był zaradny i poradziłby sobie sam, ale był pewien, że Reon nie. Zapewne szybko roztrwoniłby wszystkie pieniądze, bo brałby wszystko z oszczędności, a do pracy by nie poszedł.
Wrócił wzrokiem do swojego talerza, nabrał nieco jedzenia na pałeczki, po czym wsunął je sobie do ust. Zaraz jednak je odłożył, wstał z krzesła i skierował się do kuchni, gdzie podszedł do lodówki. Otworzył ją i wyjął z niej dwa japońskie piwa. Otworzył obie butelki otwieraczem i wrócił z nimi do stołu, na którym je odstawił. Z powrotem usiadł na swoim krześle i bez słowa wrócił do jedzenia. Po chwili sięgnął po piwo, którego upił niewielki łyk. Odetchnął głośno, bo za każdym razem jak pił coś, co podawali z ojcem w swoim barze, to brała go jakaś dziwna nostalgia. No i naprawdę rzadko się zdarzało, żeby pił, więc to, że się na to teraz zdecydował, musiało świadczyć tylko o tym, że naprawdę był zestresowany i przejęty tą całą sytuacją. Nie można mu się jednak było dziwić, bo to wszystko było z jego winy. Gdyby wtedy nie dał się ponieść emocjom i gdyby go nie pocałował, to teraz nie musieliby toczyć tej dyskusji.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnął cicho. Skoro Ryo sam nie mógł się pogodzić tak do końca z tym co między nimi zaszło, to jak mógł oczekiwać tego od Reona? Zwłaszcza, kiedy to Aso sprawiał wrażenie tego, na którym to wszystko nie zrobiło większego wrażenia. Przynajmniej teraz mężczyzna był w stanie zrozumieć, dlaczego tak ciężko było mu to przetrawić. W końcu sam czuł się podobnie, tyle tylko, że Ryouta nie pokazywał tego po sobie w taki oczywisty sposób jak Reon.
— Widzisz? A ode mnie oczekiwałeś, żebym najlepiej o tym zapomniał i zachowywał się jak gdyby nigdy nic… — wytknął mu i wzruszył ramionami. Nie mógł wymagać od niego czegoś, czego sam nie był w stanie zrobić. Nawet jeśli Reon rzeczywiście trochę wyolbrzymiał i zachowywał się w przesadny sposób, to najwyraźniej dla niego to był sposób z radzeniem sobie z tą sytuacją. Na początku liczył, że jak wystarczająco długo będzie Ryo ignorować, to po prostu mu przejdzie i wszystko samoistnie wróci do normy. Szybko jednak okazało się, że chyba nie tędy droga, dlatego ostatecznie zdecydował się zjeść z nim dzisiaj posiłek i jak widać, porozmawiać. Innego sposobu, żeby zażegnać ten kryzys nie było. — W końcu bym sobie jakoś poradził… A nawet jeśli nie, to po prostu ostatecznie bym wyszedł i olał. Umyłbym się rano — wzruszył ramionami. — Już samo to, że w ogóle miałeś być ze mną w łazience było dla mnie wystarczająco krępujące, a potem jeszcze to… — pokręcił delikatnie głową na boki. W dodatku to był pierwszy raz w jego życiu, kiedy w pełni obnażył się przed innym mężczyzną i znalazł się z nim w takiej intymnej sytuacji. Nigdy jeszcze z żadnym nie zaszedł dalej, bo po prostu za każdym razem tchórzył. Z reguły kończyło się na jakichś intensywnych buziakach i macankach, ale w ostatniej chwili Reon zawsze miał jakąś wymówkę, dlaczego nagle musi wracać do domu i nie mogą kontynuować.
— Okej — skwitował krótko. Nie miał żadnych podstaw do tego, żeby mu nie wierzyć i nie zaufać w tej kwestii. Jeśli wszystko miało wrócić między nimi do normalności, to chyba nie miał innego wyjścia jak rzeczywiście zaufać słowom Ryo i liczyć na to, że będzie tak jak mężczyzna go o tym zapewniał. — No właśnie. Wszystko by to między nami zniszczyło — powiedział, w przeciwieństwie do Ryouty będąc całkowicie poważnym.
— No? — mruknął, wpatrując się w niego. Nieświadomie na krótką chwilę zawiesił spojrzenie nieco dłużej na wargach Aso, kiedy ten mówił. Zaraz jednak się opamiętał i przeniósł wzrok nieco wyżej. — Tak, wiem. Zdaję sobie z tego sprawę — powiedział. — Ja też tego nie chcę. Po prostu… Potrzebowałem czasu, żeby to przetrawić — odparł i westchnął ciężko. — Wygląda na to, że ostatecznie i tak musieliśmy to na spokojnie przegadać — stwierdził jeszcze, a kąciki jest ust drgnęły w niemrawym uśmiechu. — Chyba rzeczywiście nie mamy wyjścia, jak tylko spróbować o tym zapomnieć — podsumował. Bez tego raczej nie ruszą do przodu.
Sam również wrócił w ciszy do jedzenia. Gdy jednak Ryo wstał od stołu, zmarszczył lekko czoło i powiódł za nim wzrokiem. Widząc, że ten wyjął z lodówki dwa piwa, był naprawdę zaskoczony. Aso z alkoholem w ręku to był naprawdę rzadki widok, więc wyglądało na to, że ta sytuacja naprawdę musiała go mocno dotknąć. Kiedy mężczyzna wrócił do stołu, podając mu jedno z piw, skinął mu głową w geście podziękowania. Od razu upił kilka łyków i odetchnął głęboko. — Tego mi było trzeba — odparł i odstawił butelkę na blat, wracając do jedzenia.
— Pamiętasz, jak ostatnio gadaliśmy o tym, że wybieram się na imprezę halloweenową? — zapytał, chcąc najwyraźniej poruszyć jakiś neutralny i normalny temat. — To będzie domówka, więc byłbym wdzięczny, gdybyś tego dnia odpuścił mi godzinę policyjną — powiedział otwarcie i spojrzał na niego. — Dam ci adres gdzie będę, żebyś nie musiał się martwić tym, że szlajam się nie wiadomo gdzie, ale proszę, pozwól mi się porządnie zabawić i nie przyjeżdżaj, okej? To moje pierwsze Halloween w Kanadzie — powiedział i wydął dolną wargę, wlepiając w niego szczenięce spojrzenie.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No wiem. Ciężko o tym nie myśleć — westchnął. Był przekonany, że sam sobie z tym lepiej poradzi i że nie będzie to robiło na nim większego wrażenia, ale im dłużej to trwało i im dłużej trzymał to w sobie, tym było gorzej. Na szczęście teraz udało się doprowadzić do sytuacji, w której to ze sobą skonfrontują. Miał nadzieję, że jak sobie to wyjaśnią, to wszystko wróci do normy. — Teraz widzę, jakie to było absurdalne, ale wtedy byłem naprawdę przekonany, że to jedyne wyjście — skrzywił się delikatnie. Nie miał pojęcia, co mu strzeliło do głowy. Powinien to olać i po prostu pozwolić mu samemu się umyć. Może nie byłoby tak źle. Z drugiej strony, gdyby coś mu się stało, to nie wybaczyłby sobie. Nie wspominając o tym, że nie było prądu i w razie czego pewnie nie mieliby po co jechać do szpitala.
— A tego zdecydowanie nie chcemy — pokręcił głową na boki. — Ale na szczęście nie musimy się tym martwić, bo to nie tak, że liczę teraz na coś więcej — dodał i westchnął. Nie chciał go podrywać i nie miał zamiaru pociągać tego w kierunku jakiejś romantycznej relacji. O to Reon nie musiał się martwić. Nie tylko dlatego, że nie chciałby zniszczyć tego, co teraz między nimi było, ale też dlatego, że nie chciałby być z osobą o takim charakterze jak Moriya. Bycie z kimś tak diametralnie różnym od siebie na pewno byłoby upierdliwe.
— Tak, też mi się wydaje, że trzeba było to sobie spokojnie wyjaśnić — przyznał. — I tak, jeśli chcemy, żeby było między nami jak dawniej, to musimy o tym zapomnieć, nawet jeśli to jest trudne — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Nie chciałbym cię stracić przez swoją własną głupotę. Co prawda, może tego po sobie nie pokazuję i wkurzam się na ciebie na każdym kroku, ale jesteś dla mnie naprawdę ważny — dodał. Nie mógł powiedzieć, że chłopak był mu obojętny. Przywiązał się do niego przez te wszystkie lata, a teraz miał wrażenie, że jeszcze się do siebie zbliżyli przez to, że wylądowali sami w całkowicie obcym kraju.
— Tak coś czułem, że nie będziesz miał nic przeciwko — stwierdził. — Na szczęście w azjatyckim sklepie mają całkiem spory wybór alkoholi. Gdyby nie ten sklep, to pewnie moglibyśmy zapomnieć o jakichś tradycyjnych daniach — dodał. Nie dało się ukryć, że w kanadyjskich marketach był zupełnie inny towar niż w Japonii. Przez pierwsze tygodnie nie do końca wiedział, jak się odnaleźć i trochę przerażało go to, że będzie musiał się nauczyć gotować zupełnie inaczej, ale na szczęście odkrył sklep azjatycki, który był naprawdę dobrze zaopatrzony.
— Mhm, pamiętam — odparł i ściągnął lekko brwi. Chyba spodziewał się tego, dokąd to wszystko zmierzało i wiele się nie pomylił. Wydał z siebie krótkie mruknięcie, kiedy Reon skończył mówić, po czym nabrał nieco jedzenia na pałeczki i je zjadł. — W porządku — powiedział w końcu, kiedy przełknął to, co miał w ustach. — Skoro to domówka, to chyba mogę się na to zgodzić — dodał. — U kogo w ogóle ta impreza? Skąd znasz tych ludzi, którzy tam będą? — zapytał. Nie byłby sobą, gdyby nie chciał dowiedzieć się absolutnie wszystkiego na temat tej imprezy. Przecież musiał wiedzieć, czy Moriya mógłby być w jakiś potencjalny sposób zagrożony.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręcił głową na boki, jedynie wzdychając. Wyglądało na to, że im obu ta cała sytuacja spędzała sen z powiek i oboje woleliby, żeby się nie wydarzyła. Nawet jeśli będą starali się o tym całkowicie zapomnieć, to coś czuł, że tak do końca nie wyrzucą tego ze swojej głowy na stałe. Na pewno będą momenty, w których to będzie do nich wracać, przez co znowu nie będą czuli się w swoim towarzystwie zbyt komfortowo.
— Jeśli rzeczywiście jesteś w tej kwestii szczery, to tak — pokiwał głową. Miał nadzieję, że to nie było jedynie takie gadanie, tylko Ryouta naprawdę nie oczekiwał od niego niczego więcej. Czułby się naprawdę niezręcznie, gdyby mężczyzna próbował z nim flirtować, podrywać go i chciałby ugrać coś więcej niż ten pocałunek, na który już sobie niestety pozwolili. Sądząc jednak po tym, że Ryo chciał wrócić do tego jak ich relacja wyglądała przed całym tym zajściem, to raczej nie powinien próbować żadnych sztuczek, na które Reon nie miał ochoty i przed których próbowaniem go ostrzegał.
— Nie ma wyjścia — stwierdził i westchnął cicho. Miał nadzieję, że ostatecznie uda im się wrócić do normalności i z powrotem będzie w stanie swobodnie czuć się w towarzystwie Aso. Na pewno będzie się starał, żeby tak się stało, ale mężczyzna musiał też dać coś również od siebie, żeby to wypaliło. Najchętniej to już nigdy więcej nie wracałby do tego tematu – to by znacznie wszystko ułatwiło w tej sprawie. — Teraz to trochę zabrzmiałeś, jakbyśmy byli kochankami — rzucił żartobliwie i zaśmiał się cicho. Zaraz jednak spoważniał. — Też bym sobie bez ciebie nie poradził. Nie wyobrażam sobie scenariusza, w którym się na mnie wypinasz i nagle muszę być zdany jedynie na siebie — powiedział. Wtedy to byłoby bardziej niż pewne, że jeśli ktoś rzeczywiście na niego polował, to bardzo szybko by go dopadł. To akurat nie podlegało żadnej dyskusji, bo gdyby nie to, że Ryouta pilnował go na każdym kroku, to pewnie miałby niemały problem na swojej głowie. Bardzo polegał na mężczyźnie i nie chciał, żeby mu to odebrano.
— Tak. Dobrze, że mamy go w miarę blisko. To wygodne, że możemy kupić produkty czy przekąski od nas i nie trzeba się zbytnio gimnastykować, żeby w ogóle je znaleźć — stwierdził. Wiadomo, wybór był dość okrojony, ale było to lepsze niż nic. Gdyby jednak miał wybór i mógłby zdecydować, logiczne, że wolałby wrócić do Japonii. Nawet nie mogli nikogo poprosić o to, aby wysłał im jakąś paczkę z lokalnymi produktami, bo wtedy łatwo byłoby namierzyć ich adres. Istniały jeszcze skrytki pocztowe, ale wtedy i tak wydałoby się w jakim są kraju i mieście, a to też znacznie ułatwiłoby sprawę komuś, kto rzeczywiście chciałby go dopaść.
— Dzięki — uśmiechnął się do niego szeroko. Był zaskoczony, że Ryo zgodził się z taką łatwością, ale wyglądało na to, że chyba jeszcze miał do niego nieco zaufania. — U kumpla, którego poznałem w klubie jakoś zaraz po tym, jak się tutaj przeprowadziliśmy. Będą też inni znajomi. Z tego co mówił to nie zaprosił zbyt wielu osób, także nie będzie to chyba jakaś bardzo szalona impreza — powiedział i przygryzł delikatnie swoją dolną wargę. Miał nadzieję, że zaraz Aso nie zacznie wymyślać, że może się tam pojawić ktoś obcy, kto będzie chciał go skrzywdzić. Nie była to impreza otwarta, na którą każdy miał wstęp i mógł przyprowadzić kogo chciał.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Jestem — odparł z krótkim westchnięciem. Reon naprawdę nie musiał się martwić o to, że chciał go poderwać, bo był od tego daleki. To był błąd, który popełnił i to strasznie głupi. Niestety, stało się, a jedyne, co mogli teraz zrobić, to starać się o tym zapomnieć i przejść z tym do porządku dziennego. Miał nadzieję, że im się to uda, bo im dłużej to będzie trwało, tym ciężej będzie im wrócić do normalności.
— Totalnie nie miałem zamiaru tak zabrzmieć — pokręcił lekko głową na boki, uśmiechając się do siebie pod nosem. Zdecydowanie był daleki od tego, żeby zostać jego kochankiem. I już nawet nie chodziło o to, że byłoby to naprawdę dziwne, ale o to, że mogłoby to zrujnować całą ich dotychczasową relację, a tego nie chciał. Miał silne poczucie obowiązku i czuł, że musiał go pilnować na każdym kroku. Gdyby coś między nimi się posypało i gdyby każdy z nich poszedł w swoją stronę, to chybaby oszalał, nie wiedząc, co się dzieje z Reonem. — Miło mi to słyszeć, zwłaszcza że nieraz wydajesz się naprawdę zirytowany tym, że tak ci stoję nad głową. Musisz jednak wiedzieć, że robię to tylko dla twojego dobra — westchnął krótko. Zależało mu tym, żeby Moriya był bezpieczny i żeby nic złego mu się nie stało, więc nic dziwnego, że pilnował go na każdym kroku. Niestety, ale chłopak w ogóle mu tego nie ułatwiał, chodząc na imprezy i nieraz wracając do domu dopiero nad ranem. Jakby mógł, to chętnie by mu to wyperswadował z głowy, ale chyba o tym mógł pomarzyć. Pozostało mu tylko liczyć na to, że ten w końcu się wyszumi i trochę uspokoi.
— Pewnie inaczej trzeba by było to zamawiać przez internet, a nie przepadam za zamawianiem rzeczy. Wolę coś kupić stacjonarnie i mieć pewność, że wiem, co dostanę — stwierdził. — Przestawienie się na zupełnie inny asortyment w marketach i inną kuchnię to dla mnie jakaś męczarnia, zwłaszcza że umiem gotować, ale głównie japońskie potrawy — westchnął. Nie był to dla niego problem, żeby codziennie gotować obiady, bo go to odstresowywało i pomagało oczyścić głowę, ale niestety musiał się nauczyć przyrządzać również lokalne potrawy. Nie były to jego smaki, ale skoro już się tutaj przenieśli i mieli zostać na długo, to wypadałoby się dostosować do miejscowych warunków.
— Lepsze to, niż jakbyś miał pójść na jakąś wielką imprezę do jednego z klubów — powiedział i odetchnął nieco głębiej. Wtedy na pewno dostawałby na głowę, bo domyślał się, że w taki specjalny dzień ludzie bardziej szaleli, a co za tym idzie, mogło na chłopaka czekać więcej niebezpieczeństw niż normalnie. — Chcesz tam zostać do samego rana? W razie czego będę mógł cię odebrać dopiero po pracy. W klubie jest impreza tematyczna i szef chce mieć pełną ekipę ochroniarzy na miejscu. Obawia się, że będą jakieś dymy — stwierdził. W ogóle mu się to nie podobało, ale niestety taką już miał pracę. Chciałby robić coś innego i nawet się rozglądał za czymś w gastronomii albo barach, ale wszędzie oferowali mniejszą wypłatę, a on chciał zarabiać jak najwięcej, żeby nie musieli za dużo brać z oszczędności. Te miały im w założeniu starczyć na długo. — I masz mi co jakiś czas pisać, jak tam, żebym wiedział, że nic złego się nie dzieje — przyjrzał mu się podejrzliwie. Najchętniej to po prostu poszedłby z nim na tę imprezę. Może nawet udałoby mu się wymigać z pracy w jakiś sposób, ale wątpił, żeby Reon chciał go ze sobą zabrać, bo zapewne miał świadomość tego, że będzie go bardzo pilnował.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Akurat tego, że Ryouta nie chciał zabrzmieć w taki sposób raczej się domyślał. W końcu już omówili dokładnie temat ich relacji i tego, jak nie chcieliby, żeby wyglądała. Oboje byli zgodni co do tego, że wygodniej było zostać przy byciu jedynie przyjaciółmi, bo to niczego między nimi nie komplikowało. Wątpił też, że jako przyjaciele pożarliby się o coś na tyle bardzo, żeby wszystko szlag trafił. Poza tym, bycie z Ryo w innej relacji niż aktualna po prostu wydawało mu się… dziwne. Sama wizja niekoniecznie do niego przemawiała. Prawdopodobnie dlatego, że znali się od wielu lat. W dodatku mężczyzna był prawą ręką jego ojca i miał za zadanie go chronić. Trochę byłoby to pokręcone, gdyby między nim i Aso ostatecznie było coś więcej… Już sam ten pocałunek wystarczył, żeby Reonowi siadło na łeb.
— Bo to jest wkurzające. Nawet jeśli robisz to dla mojego dobra, to wciąż mnie drażni. Nie mogę czuć się przez to w pełni swobodnie — stwierdził i wzruszył ramionami. Nie miał zamiaru udawać, że nie był to dla niego żaden problem, bo był i to spory. Zresztą, przecież dawał o tym mężczyźnie do zrozumienia bardzo często, więc sam Ryouta również był tego w pełni świadom. Niestety, nie zapowiadało się na to, żeby to w najbliższym czasie miało się zmienić. Szczerze powiedziawszy, nie byłby zaskoczony gdyby nawet za pięć czy dziesięć lat, Ryo wciąż go pilnował na każdym kroku i obawiał się tego, że ktoś chce go dopaść. Uważał, że Aso podchodził do tego tematu trochę zbyt paranoicznie, ale już nie miał zamiaru kolejny raz mówić tego na głos, bo mężczyzna i tak wiedział swoje.
— Pewnie tak. Chociaż, czasami nie mają i tak tego, co potrzebujemy, więc koniec końców trzeba zamawiać — powiedział. Jakieś mniej powszechne składniki musieli już zamawiać online, bo niestety supermarket ich nie miał, a raczej żadnemu z nim nie chciało się jeździć po mieście i odwiedzać każdego sklepu z produktami azjatyckimi w poszukiwaniu tego, czego potrzebowali. Zamówienie przez internet było znacznie łatwiejsze, szybsze i mniej angażujące. — Najważniejsze, że dajesz radę, a ja przynajmniej codziennie mam pełny brzuszek i nie mam na co narzekać — wyszczerzył się do niego jak gdyby nigdy nic. Gdyby nie Ryo, to pewnie żyłby na zupkach w torebce i chlebie tostowym.
— Domyślam się, że z twojej perspektywy taka opcja jest lepsza — pokiwał głową. Miał opcję pójścia na imprezę do klubu, ale ostatecznie większość znajomych zdecydowała się jednak na domówkę. Jemu również bardziej to odpowiadało, bo wiadomo, że łatwiej było przekonać Ryoutę do tego, żeby zostawił go w spokoju w przypadku takiej domówki, niż jakby miał iść na huczną imprezę do klubu, gdzie będzie przewijać się multum obcych osób i można było trafić dosłownie na każdego. — Chyba tak. Raczej pewnie i tak się późno skończy, więc obstawiam, że mało kto będzie zawijał się do domu — przyznał i pokiwał lekko głową. Poza tym, jemu by się nie chciało, tym bardziej, że pewnie będzie w wątpliwym stanie i powrót do domu to będzie ostatnia rzecz, która będzie zaprzątać mu głowę. — Dobrze, tato. Będę się meldował — powiedział i spojrzał na niego z politowaniem, po czym pokręcił delikatnie głową na boki i wrócił do jedzenia. Znając jednak życie, zapewne będzie tak pochłonięty zabawą, że nie będzie pamiętał o tym, aby dawać Ryo znać i mężczyzna będzie się próbował do niego dobijać, żeby dostać co kilka godzin jakiś znak życia, kiedy Reon już łaskawie sobie o nim przypomni.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”