how can you feel comfortable
in a place that feels like catacombs?
Była jedną z tych cech, którymi August uwielbiała się szczycić. Była z niej dumna. Przychodziła jej naturalnie i została z nią od dnia, w którym dowiedziała się o swojej diagnozie, aż po dzień, w którym zadzwoniła złotym dzwonkiem w szpitalnym korytarzu. Jego charakterystyczny dźwięk odbił się od ścian, od jej bębenków i od samego serca. Uśmiechy. Przeszklone oczy. Ten dziwny ciężar, który spadł z piersi dokładnie w momencie, gdy dźwięk ucichł. Przez wiele lat nie płakała. Uśmiechała się, owijała wszystko w śmiech, żart i sarkazm. Starała się nie brać życia zbyt poważnie, bo sama najlepiej wiedziała, jak ulotne potrafiło być. Tak było aż do momentu, w którym pokłóciła się ze swoim najlepszym przyjacielem. A co za tym szło - w końcu uroniła łzy, które zebrały się w jej oczach i spłynęły po policzkach takim nurtem, że sama nie wiedziała, jak to jest czuć tę dziwną wilgoć muskającą delikatną skórę.
Nie chciała o tym myśleć. Była przepełniona goryczą, złością i całym tym nieznośnym ciężarem, którego nie potrafiła z siebie wyrzucić w żaden normalny sposób. Więc ta rozpromieniona dziewczyna, która nosiła sierpniowe imię mimo tego, że urodziła się w lipcu, zdecydowała się wyżyć na czymś innym. Na sobie. Nie, nie chciała ze sobą skończyć ani nic w tym stylu. Po prostu musiała wyjść z domu, zgarnąć deskę i sunąć przed siebie tak długo, tak szybko, żeby nie myśleć o tym, jak łatwo Alexowi przyszło ją okłamać.
Wychodząc z domu, rzuciła deskę na chodnik, postawiła na niej stopę, wsunęła airpodsy do uszu i włączyła muzykę stanowczo za głośno. Schowała telefon do plecaka, poprawiła pasek na ramieniu i odbiła się stopą od ziemi, ruszając przed siebie przez całe Greektown, aż znalazła się w okolicy Beach and Boardwalk. Z każdym kolejnym odbiciem czuła ból przeszywający biodro i udo. Przez ostatnie burze noga po rekonstrukcji bolała ją bardziej niż dotychczas, ale skoro chciała się na sobie wyżyć, to najwyraźniej właśnie taki był plan. Ignorować wszystko. Ignorować wszystkich. Ignorować własne ciało, które bardzo wyraźnie próbowało jej powiedzieć... August, maybe stop this fucking nonsense??? Ale oczywiście nie słuchała. Dopiero kiedy zobaczyła, że światło na pasach zaczyna się zmieniać, a do czerwonego zostało jakieś osiem sekund, zmrużyła oczy. Nie no. Uda jej się. Na bank. Odbiła się mocniej od ziemi, ale będąc już w połowie przejścia, zorientowała się, że światło zdążyło zmienić się na czerwone. A samochód nadjeżdżał z prawej strony. Well… shit.
beatin' like a hammer
Próbowała zatrzymać się jak najszybciej, ale straciła balans i dosłownie bokiem odbiła się od maski gwałtownie hamującego auta. Uderzenie wyrwało jej powietrze z płuc. Odbiła się od maski, poleciała na chodnik i poczuła, jak zdarła sobie nie tylko dłonie, próbując złapać grunt, ale też kolano. - Fuck me! - syknęła pod nosem, przez chwilę leżąc bez ruchu. Jedna słuchawka wypadła jej na ziemię. August zacisnęła zęby, powoli wstała, cała roztrzęsiona, przygryzając policzek od środka, żeby stłumić ból. Swoją drogą, nie był aż tak intensywny, jak mógłby być, ale jednak prawie została potrącona na śmierć, więc chyba miała prawo do odrobiny dramatyzmu. Tylko że tu nawet nie chodziło o strach. Chodziło o to, że musiała na kogoś nakrzyczeć. Zgarnęła słuchawkę z ziemi, uniosła rękę w górę i podeszła do uchylonego okna kierowcy. W środku siedział mężczyzna, może kilka lat starszy od niej, z tatuażami na twarzy. August zmrużyła oczy i od razu podniosła głos. - Nie mogłeś przerwać mi piosenki w gorszym momencie?! - warknęła, wciskając rękę przez uchylone okno i prawie podstawiając mu słuchawkę pod nos. - Uważaj, jak jeździsz, dupku! - Prychnęła, odwróciła się na pięcie i, kulejąc, chociaż bardzo starała się iść prosto, wróciła po deskę. Schyliła się, zgarnęła ją z ziemi i ruszyła w kierunku plaży, jakby cała sytuacja wcale nie miała miejsca.
Po drodze weszła do apteki, żeby kupić wodę utlenioną i przetrzeć otarcia, wciąż nie mogąc uwierzyć w tupet tamtego kolesia. Wjechał na drogę, kiedy ONA przejeżdżała. Musiał ją widzieć. Na pewno ją widział. A nawet jeśli nie, to przecież powinien przewidzieć, że jakaś rozchwiana emocjonalnie dziewczyna na desce może postanowić rzucić się przez pasy w ostatnich sekundach zielonego światła. Tak wyglądała logika August Winters, ladies and gentlemen. Usiadła w środku apteki na małym krzesełku i ogarnęła się najlepiej, jak potrafiła. Udo i kolano piekły jak cholera, dłonie szczypały przy każdym ruchu, ale przynajmniej nic gorszego się nie stało. Przynajmniej nie połamała się na środku ulicy. Wyrzuciła zużyte chusteczki do śmieci, poprawiła plecak i ruszyła z powrotem na zewnątrz. Chciała jeszcze zatrzymać się na stacji po drodze, kupić sobie coś do picia... i wtedy go zobaczyła. Tego samego kolesia z wcześniej. August poczuła, jak wszystko się w niej zagotowuje. Bo oczywiście. Oczywiście ten zabawny universe nie mógł pozwolić jej po prostu dojść do plaży i posiedzieć w samotności. Nie. Musiał jeszcze raz podsunąć jej pod nos człowieka, który prawie ją rozjechał. Przyspieszyła kroku, trzymając deskę pod ramieniem, stanęła za nim i stuknęła go dwoma palcami w ramię. - Najpierw prawie potrącasz mnie na ŚMIERĆ - zaczęła, unosząc głos - a teraz mnie śledzisz?!
what a prick