32 y/o
For good luck!
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
let me cook
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała szczęście w takim razie. Słuchawki w uszy, standardowa playlista i, serio, świat się w większości rozmywał, istniało jedynie kolejne zadanie na jego drodze. W codziennym życiu miał ogromny problem, żeby skupić się na jednej, konkretnej rzeczy, skończyć ją i potem dopiero zacząć kolejną; zwykle zaczynał dziesięć rzeczy na raz i miał szczęście, jeśli udało mu się skończyć jedną. Fizyczny wysiłek był zupełnie inny, ale właściwie nie miał pojęcia dlaczego. Bo ulubiona rzecz? Bo zainteresowanie, które wydawało się nie gasnąć tak łatwo? To samo w pracy, kiedy już otworzyli salę i kuchnię wypełniały rzucane raz po raz komendy i komunikaty, nie ta nuda przed serwisem czy po. Lubił, kiedy coś się działo, lubił, gdy przyspieszało mu serce, a mięśnie same rwały się do pracy.. Siłownia wydawała się łączyć wszystkie te rzeczy w jednym miejscu.
Dołożył sobie wyzwanie, ot, żeby mieć trochę więcej zabawy z tej sesji; odpoczywał tylko wtedy, jeśli runda trwała mniej niż 10 minut. Jeśli skończył w 8, odpoczywał, łapał oddech i generalnie pozwalał sercu zejść na niższy poziom pracy, a potem ruszał znów. Tak naprawdę jedyne na co patrzył przez cały ten czas, to ciężary przed sobą, swój zegarek pokazujący tętno i sufit, kiedy równał oddech między rundami. Jej prośba do sił wyższych o usunięcie koszulki z grzbietu też została wysłuchana. W okolicach rundy numer 6, definitywnie było mu zbyt ciepło, a podkoszulek zaczął służyć za ręcznik, którym czasem ocierał twarz, a który porzucał przy pierwszej stacji na swojej liście. Dobra, może nie był to najmądrzejszy pomysł na świecie, bo jednak klimatyzacja, wiatraki plus wilgotna skóra to podobno nie było najlepsze połączenie, ale jeszcze nigdy się nie przeziębił na siłowni, więc..
Kondycjonowanie postanowił zakończyć podciąganiem się, do momentu w którym poczuł, że palce zaczynają mu się poddawać, a barki podnosić; najpierw forma, potem cała reszta, tak. Z koszulką przerzuconą przez ramię, przeszedł przez salę, by wskoczyć na front bieżni zajmowanej przez Cynthię.
- Podziwiam, bieżnia jest najnudniejszą rzeczą na siłowni. - rzucił pół żartem, bo gdyby ktoś mu powiedział, że da mu stówkę za spędzenie 20 minut na bieżni, to nie, wciąż by go to nie przekonywało. Nie, nie miał koszulki, a skóra świeciła mu się od potu, trochę fuj. Tak, teoretycznie pojawił się znikąd zaraz przed nią, wskakując na część maszyny, na której nie raz i nie dziesięć widział personalnych trenerów. Nawet nie pomyślał, że mógłby ją przestraszyć, zniesmaczyć, czy wywołać w niej jakąkolwiek inną, bardziej dramatyczną reakcję, bo.. Bo czasami miał pół mózgu? Tak.

Cynthia A. Ward
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
LemonSpice
none
35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Matheo Bachmann

Prośba do bogów okazała się być najgorszą, co mogła samej sobie zrobić. Widziała przecież wiele ciał. Najczęściej bladych i zimnych, w końcu pracowała jako lekarka sądowa. Nie raz widziała dobrze zbudowanych mężczyzn, ale ciało Theo przyciągało ją zdecydowanie bardziej. Nie było lodowate, a wręcz parowało od gorąca. Może to była jedynie kwestia ćwiczeń, tylko rzadko przyłapywała samą siebie na tak bezwstydnym zawieszaniu na nim wzroku.
W pewnym momencie odwróciła wzrok, próbując skupić się na biegu oraz rytmie własnego oddechu. Zaczęła narzucać sobie odpowiednie tempo. Bieganie dawało jej swego rodzaju relaks. Czuła, jak mięśnie powoli się rozluźniają, a z głowy zaczynają znikać losowe myśli, których nie potrzebowała. Pewnie byłaby tak w stanie biec całymi godzinami, nie zatrzymując się nawet na moment. Tylko gdy otworzyła oczy, zobaczyła Theo. Źrenice od razu stały się szersze, a oddech zamarł. Nie była przygotowana na taką bliskość, ceniła sobie dystans. Jej ciało mimowolnie dostało swego rodzaju paraliżu, a bieżnia przestała wydawać się prosta.
W końcu runęła wprost na inną maszynę, a wraz z nią po siłowni rozniósł się delikatny hałas. Spadła wprost na łokieć, z którego praktycznie od razu zaczęła lecieć krew. Na twarzy Cynthii wymalował się grymas bólu.
Boli — syczy krótko pod nosem, unosząc rękę. Każdy ruch powodował jedynie odrobinę większy ból oraz większe zmarszczenie brwi na jej twarzy. Drugą dłonią zdjęła sobie słuchawki, a wzrok powędrował od razu w stronę Theo — nie musiałeś mnie straszyć Theo — jej głos był cichy, ale bez żadnych wyrzutów. Zwyczajnie się go nie spodziewała. Widok krwi jej nie obrzydzał, bardziej sam ból powodował dyskomfort. Niektóre siniaki po wypadku nie zdążyły zejść. Próbowała podnieść się do siadu, ale nawet to wymagało od niej dużego wysiłku.
32 y/o
For good luck!
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
let me cook
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Definitywnie nie spodziewał się takiej reakcji. Tak, pojawił się przed nią, ale nie był AŻ TAK blisko, nie...? Na wyciągnięcie ręki, prawda, ale nie wchodził w jej personalną przestrzeń, na tyle szarych komórek miał w swoim wielkim łbie, żeby wiedzieć lepiej. Może go nie usłyszała przez słuchawki i założyła, że to jakiś inny gość? Może powinien się cieszyć, że nie dostał w pysk ot, z odruchu czy innego instynktu? Nie ważne.
Uderzył w duży, czerwony przycisk bieżni, by się zatrzymała i nie stanowiła dalszego zagrożenia, zaraz potem zeskoczył z maszyny i sprawnie znalazł się obok niej, kucając.
- Przepraszam. - "nie chciałem" przeszło mu przez myśl, ale właściwie nie było ważne teraz już czy chciał czy nie chciał. Zmarszczył lekko brwi, myśli zwolniły, zaostrzyły się, podobnie jak spojrzenie, wyrażające jedynie skupienie. - Co cię boli? - zapytał prosto, chociaż nie przyszło mu do głowy, żeby dać jej znać, że położy na niej łapy; najłatwiejszym sposobem na to, by sprawdzić, czy skądś krwawiła, był dotyk. Położył jedną dłoń na jej ramieniu, by powstrzymać od ewentualnych porób podniesienia się z podłogi zbyt szybko, wolna dłonią wsunął w jej włosy, badawczo dotykając skóry na głowie, w okolicach potylicy, dalej na barku, ramieniu. Wyglądało na to, że zraniła tylko łokieć, który uniosła po drugiej stronie; nie czuł krwi nigdzie indziej. - Uderzyłaś się w głowę po drodze, czy złapałaś się na tamtej ręce? - wzrok skierował na jej twarz, krótko oceniając, czy gdzieś oberwała, ale wydawało mu się, że było w porządku.
Na poczucie winy będzie miał czas później, jak już się upewni, że nic poważniejszego się jej nie stało. Duża, industrialna apteczka wisiała na ścianie kawałek dalej, zaraz obok losowo postawionego krzesła; nie daleko, ale wolałby, żeby nie podnosiła się sama zbyt szybko.
- Opatrzę ci tą rękę, okay? - tak czy siak, najpierw musiała wstać i przejść z nim te kilka kroków. Przesunął się za nią, by wesprzeć jej plecy i w razie potrzeby być jej znacznie bardziej miękkim lądowaniem, gdyby zakręciło jej się w głowie. Dłonie wsunął pod jej ramiona, dalej na plecy, by pomóc podnieść się do siadu. Pozwolił Cynthii oprzeć się plecami o jego klatkę. - Do góry, hop. - przytrzymał jej bark przy swoim obojczyku, stabilizując w razie, gdyby postanowiła chybnąć się do przodu, drugą ręką przytrzymał ją przy sobie w talii, zaraz potem podnosząc się z nią do pionu, dając moment, by jej ciało ogarnęło zmianę pozycji. - To metalowe pudło, o tam? Tam idziemy. - pochylił się przez jej ramię, by jego głowa znalazła się bliżej jej, gdy wskazywał dłonią w stronę apteczki. Jedna z jego dłoni nadal znajdowała się w jej talii, wciąż znajdował się blisko jej pleców; stabilny i skupiony, spokojny, pewny kolejnych kroków.

Cynthia A. Ward
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
LemonSpice
none
35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Matheo Bachmann

Nie ma za co — mruknęła cicho pod nosem, siląc się na uniesienie jednego kącika ust. Mogła być królową mroku, ale nie lubiła nikomu sprawiać jakichkolwiek problemów. Podobnie było w tej sytuacji. Mimo że przez jej ciało przechodził nieznośny ból, nie widziała w tym winy Bachmanna. Bardziej własną, bo powinna bardziej skupić się na bieganiu. Potknęła się, biegnąc po prostej drodze jak typowa idiotka.
Raczej co mnie nie boli? — rzuciła lekko ironicznie. Fakty jednak przemawiały za tym, że nie była w stanie odnaleźć jednoznacznie źródła bólu. Każda komórka ciała przepełniała ją delikatnym bólem, którego jasno nie była w stanie wytłumaczyć. Mogły to być stare siniaki, albo nowe rany po upadku. Tylko raz wstrzymała oddech. Mogła spodziewać się dotyku, ale to było coś innego niż zwykłe badanie. Wpatrywała się w Theo jak zahipnotyzowana. Przegryzła dolną wargę, a oddech delikatnie przyśpieszył.
Nie wiem, to było... szybkie — powiedziała cicho, spoglądając w jego tęczówki. Dla niej chwila upadku zlała się z jedną. Mogła o coś uderzyć, skoro jedyne co miała w głowie to Theo.
Dobrze, Theo — odpowiedziała krótko. Widziała, że krew leciała, a z kapiącym łokciem ani nie wsiądzie do jego auta, ani nie usiądzie przy żadnej maszynie. Dziwnie się czuła ze świadomością dotyku Bachmanna. Jego ciepło było wręcz dla niej parzące. Przed oczyma pojawiły się jej obrazy, kiedy ćwiczył, a ona wpatrywała się w jego mięśnie. Spoglądała na niego z dużą... fascynacją. Kiwnęła krótką głową na znak, że idziemy. Niby jego pomoc wydawała się tak automatyczna, ale ona nie była w stanie myśleć o niej inaczej. Czuła w powietrzu dziwny, niewypowiedziany głośno podtekst. Widziała to pudło. Podobnie jak poczuła jego zapach, a przede wszystkim ciepły, spokojny oddech. Odwróciła się głową, by móc zajrzeć wprost do jego oczu. Sprawdzić, czy jest w stanie zobaczyć w nich coś więcej i właśnie wtedy runęła drugi raz. Tym razem wprost w ramiona mężczyzny.
ODPOWIEDZ

Wróć do „CrossFit Toronto”