Inari skrzywiła się lekko, kiedy Miller szturchnęła ją w bok. Sam gest nie był szczególnie bolesny, ale wyrwał ją z tej ostrożnej, kontrolowanej odległości, którą starała się utrzymać między sobą a betonowym „pomnikiem”. Podświadomość mówiła, że koronerka to ostatni bufor pomiędzy nią a nieboszczykiem, a Inari wyraźnie nie miała ochoty patrzeć na twarz denata, więc jej spojrzenie błądziło gdzieś po krawędziach zastygłej mieszanki i wystających fragmentach zbrojenia.
Kiedy Miller zapytała o sabotaż, Inari przeniosła na nią wzrok.
—
Na mojej budowie? — uniosła lekko brew. —
Nigdy. Pewnie, ludzie protestują, krzyczą, piszą listy do rady miasta. Czasem ktoś przykuje się do bramy budowy albo rozwiesi baner na dźwigu. — Wzruszyła ramieniem. —
Standardowy repertuar. Ale zabójstwo? Samobójstwo? Nigdy nie miało miejs… —nagle urwała, jakby coś jej jednak przyszło do głowy. Jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok, powiodło po betoniarce z zabezpieczoną rynną na cement i utknęło przy kabinie samochodu ciężarowego. Przygryzła dolną wargę. Nie podobało jej się, dokąd myśli uciekały. —
Parę dni temu byłam z Kilroy na oględzinach w One Bloor West. Osiemdziesiąte piętro — mówiła spokojnie. —
Sprawdzałyśmy miejsce pod ogród na tarasie. Jedna z barierek była… poluzowana. — Jej palce wykonały w powietrzu drobny gest, jakby pokazywała coś, co się rozpadło. —
Niamh… znaczy, Kilroy uparła się o nią i o mały włos nie poleciała te osiemdziesiąt pięter w dół. — Przeniosła wzrok na Miller i zaraz wcisnęła do kieszeni spodni ręce. Papiery pod pachą pogniotły się odrobinę. Zwinęła pięści, odliczyła do pięciu i zaraz je rozluźniła. —
Ale spokojnie — dodała, pochylając się minimalnie w stronę Miller, a jej głos obniżył się o ton, jakby mówiła coś półżartem, półserio. —
Jestem prawie pewna, że to nie ma nic wspólnego z Człowiekiem z Betonu. — Odsunęła się z powrotem i pokręciła nosem. —
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Kiedy się wyprostowała, zauważyła kątem oka ruch. Szpakowaty detektyw, który jeszcze przed chwilą stał przy technikach, patrzył teraz prosto na nią. Nie wyglądał już tylko głupawo — raczej podejrzliwie. Marszczył czoło, jakby właśnie usłyszał coś, co mu się nie spodobało. Zbliżył się do nich.
—
Zaraz — powiedział, zatrzymując się kilka kroków od nich. —
O czym pani dokładnie mówiła? — Jego spojrzenie świdrowało Inari. —
Ta barierka. Kiedy to było? — Nie czekając na odpowiedź, dodał: —
Kto był na miejscu oprócz pani i tej Kilroy?
—
Tylko my.
Zmrużył oczy.
—
We dwie?
—
Jeśli liczyć ego Kilroy, to we trzy. — Uniosła trzy palce, jak do przysięgi. —
Jeżeli przymkniemy na to oko, to…
Brand przez chwilę patrzył na uniesione palce Inari, jakby próbował zdecydować, czy Nilsinger jest obraźliwie zabawna, czy po prostu bezczelna. Nie uśmiechnął się.
—
To proszę oka nie przymykać — powiedział sucho. Oparł dłonie na biodrach i zrobił pół kroku bliżej, tak że jego cień przeciął światło lampy nad betonową bryłą. —
Osiemdziesiąte piętro, luźna barierka, prawie wypadek — wyliczał kolejno. —
A teraz znajdujemy gościa zabetonowanego jak… — zerknął na bryłę i prychnął. —
No, jak w tym pani filmie. — Znów spojrzał na Inari. —
I pani mówi mi, że to na pewno nie ma ze sobą nic wspólnego.
Inari nawet nie drgnęła, kiedy Brand wyciągnął notes. Stała z rękami skrzyżowanymi luźno na wysokości łokci, jakby właśnie omawiali niedoróbkę w projekcie, a nie potencjalną próbę zabójstwa.
—
Bo przypomniałam sobie o tym dopiero teraz — powiedziała spokojnie. Nie było w tym ani krzty przeprosin. —
W mojej pracy luźna barierka nie jest wydarzeniem kryminalnym. Jest reklamacją dla wykonawcy. — Spojrzała na jego notes i skinęła brodą. —
Sześć dni temu. Około jedenastej rano. Taras techniczny na osiemdziesiątym piętrze Centrum Dyplomacji w One Bloor West. — mówiła rzeczowo, jakby dyktowała dane do protokołu budowlanego. —
Generalny wykonawca: Canada General. Za zabezpieczenia odpowiada ich kierownik budowy. Nazwisko mogę panu wysłać mailem, jeśli naprawdę chcecie sprawdzić, kto dokręca śruby w barierkach.
—
A dlaczego nie zgłosiłyście tego policji?
—
Bo nikt nie spadł. Kilroy nacisnęła barierkę. Barierka puściła. Złapałam ją w porę. Zgłosiliśmy to kierownikowi budowy. Zabezpieczyli odcinek. W moim świecie to się nazywa „usterka”. W pańskim najwyraźniej wszystko od razu jest próbą morderstwa. Dlatego wspomniałam o tym bardzo mimochodem, kiedy stoimy nad człowiekiem, który najwyraźniej postanowił zamienić się w element prefabrykowany. — Jej wzrok zsunął się na beton. Nie wytrzymała długo i poszukała oparcia w Zaylee. —
Choć, jeśli mam być szczera — dodała cicho —
to nadal uważam, że to dwa różne poziomy absurdu. — I uśmiechnęła się sztucznie sympatycznie. —
Ale jeśli chce pan sprawdzić również barierki, proszę bardzo. Budownictwo rzadko obraża się na nadmiar kontroli. Tylko podejrzewam, że to wydłuży czas oczekiwania koronera aż zajmiecie się właściwym śledztwem i przewieziecie Hana Solo.
zaylee miller