ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

056.
Nie lubiła czekać.
A jednak właśnie to robiła.
Zjawiła się na miejscu zdarzenia jeszcze zanim wydobyto ciało. I nie dlatego, że ktoś ją poganiał. Nikt przy zdrowych zmysłach nie poganiał Zaylee Miller. Sama była sobie winna. Wyrwała się przed szereg i przyjechała za wcześnie. Stała więc kilka metrów od rozkopanego fragmentu fundamentu, z rękami wsuniętymi w kieszenie ciemnego płaszcza, obserwując (i oceniając!) pracę strażaków i techników. Próbowali dostać się do ciała zaklinowanego pod grubą betonową płytą, która najwyraźniej nie zamierzała łatwo ustąpić.
Metalowa łyżka koparki co chwilę zgrzytała o beton i ziemię, wydając głuche dźwięki. Ktoś ustawił potężny reflektor, którego białe światło rozlewało się po błocie, taśmach i twarzach ludzi kręcących się wokół wykopu. Powietrze było zimne i wilgotne, a ziemia pod butami miękka po nocnym deszczu. Błoto przyklejało się do podeszw i zostawiało ciężkie ślady na rozłożonych wokół deskach. Jeden ze strażaków klęczał przy wykopie powiedział coś do kolegi, wskazując w głąb fundamentu. Dwóch techników kryminalistyki czekało z boku z przygotowanymi skrzynkami sprzętu, czekając aż ktoś oficjalnie powie, że faktycznie mogą działać.
Zaylee przesunęła językiem po wewnętrznej stronie policzka i jeszcze raz spojrzała w stronę wykopu.
Jeśli mieli szczęście, ciało będzie w jednym kawałku. Jeśli nie, to będzie długi dzień.
Ile jeszcze? — zapytała, przestępując z nogi na nogę. Miała ogromną ochotę zapalić.
Dziesięć minut. Może piętnaście. Musimy to zdjąć kawałek po kawałku — oznajmił mężczyzna, który ledwo sięgał jej do ramienia.
Skinęła głową. Brzmiało rozsądnie. To wystarczająco dużo czasu, żeby sięgnąć po papierosa. Odwróciła się w końcu od wykopu i ruszyła wzdłuż prowizorycznego ogrodzenia z metalowych barierek. Błoto zachlupotało pod butami. Kiedy minęła ostatni reflektor, wyciągnęła z kieszeni płaszcza zgniecioną paczkę fajek. Wyjęła jednego papierosa, wsunęła go między wargi i odpaliła zapalniczkę, osłaniając płomień dłonią przed wiatrem. Wypuściła dum kącikiem ust, patrząc gdzieś ponad dachami pobliskich budynków. Dopiero po chwili zauważyła sylwetkę stojącą przy jednym z policyjnych samochodów.
Kobieta rozmawiała z jednym z funkcjonariuszy patrolu. Miała na sobie zbyt eleganckie ubranie, jak na budowę zamienioną w miejsce zbrodni ii trzymała w ręku zwinięty rulon papierów.
Miller zmrużyła oczy. Znała tę sylwetkę.
No proszę… — mruknęła pod nosem.
Inari. Dlaczego jej imię brzmiało, jakby urwała się prosto z Króla Lwa? Strzepnęła popiół na mokrą ziemię i jeszcze przez chwilę patrzyła, jak Nilsinger tłumaczy coś policjantowi, gestykulując lekko rulonem planów. Zaylee odepchnęła się od barierki i ruszyła w ich stronę, wciąż trzymając papierosa między palcami.
Nie mów mi, że to twój budynek — rzuciła, kiedy znalazła się wystarczająco blisko, żeby Inari ją usłyszała.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
For good luck!
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
brain yoga, baby, namaste
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

4.

Inari Nilsinger wbiegła przed plac budowy, lecz mimo to poruszała się wolniej niż wszyscy inni. Tutaj zawsze pracowano na wysokich obrotach od świtu do zmierzchu, ale w tej chwili podzielona kontenerami przestrzeń przeznaczona dla inżyniera budowy oraz jego świty przypominało giełdę w momencie szczytu aktywności. W wielkich domach aukcyjnych również upatrzono sobie niebiesko-czerwone światła. Ponoć działały stymulująco na system nerwowy. Widok gnata u pasa i blachy policyjnej również. Technicy w białych skafanderkach z obłędem w oczach wrzeszczeli jeden na drugiego ponad ściankami działowymi postawionymi na szybkiego wokół wylewu, młodsi oficerzy wymachiwali papierami, biegając z kąta w kąt i porównując notatki, a rozgorączkowani policjanci najniższego szczebla pośpiesznie pochłaniali batoniki pomiędzy jednym zdaniem a drugim.
Inari przyjechała do Don Mills, żeby zobaczyć się z Johnnie Ashe.
Zwykle Johnnie można było znaleźć w sektorze produkcji — w jednym z przeszklonych kontenerów zarezerwowanych dla decydentów, którzy naprawdę potrzebowali trochę ciszy, żeby móc myśleć. Dziś jednak Johnnie była tutaj, w samym środku zamieszania. Na widok Inari jak zwykle wrzasnęła z radości, choć na jej ucho przypominało skrzek podszyty większym fałszem niż zwykle.
Nie pomyliła się.
Chcą wstrzymać budowę.
Ashe uścisnęła ją mocno, próbując sztucznym entuzjazmem podnieść ją na duchu.
Ale to prawdopodobnie wypadek przy pracy… Złożymy zawiadomienie, że pił.
Kto, do cholery, pił? — z nietęgą miną i przestrachem rozejrzała się znad ramienia Johnnie.
Przy trzepoczących ekranach stała posępna sylwetka szpakowatego mężczyzny. Czarne, nieokrzesane włosy zasłaniały jego twarz. Od lewej podbiegł do niego jeden z młodziaków — biegł z parującym kubkiem a Inari zachodziła w głowę, jakim cudem o tej porze wytrzasnęli najzwyklejszy w świecie ceramiczny kubek. Wozili je ze sobą? Potem Ashe wyjaśniła, że użyczyła śledczym i ekipie swój szklany azyl z całą jego zawartością: od notatek, przez długopisy firmowe, po ekspres do kawy. Wszystko nabierało sensu, tylko nie najważniejsza część spektaklu. Rozmowa ze Szpakowatym — Gusem Presley’em, nie od tych Presley’ów — niewiele wniosła. Właściciel nieruchomości postanowił sprawdzić przebieg konstrukcji wieczorową porą. Wydało mu się dziwne, że wylany w ciągu dnia cement jest nierówny i popękany. Natychmiast poinformował o tym fakcie inżyniera budowy, ten skontaktował się z Johnnie a Johnnie zawezwała robotników na szybką kontrolę. Gdy odkryli, co jest przyczyną nierówności oraz pęknięć, Ashe wezwała służby a chwilę później napisała kryptyczną wiadomość do Nilsinger.
Inari ze sztucznym śmiechem pokręciła głową. Parała się torontońskim planem miejskim tak długo, że już nic nie mogło nią wstrząsnąć. A jednak — to był pierwszy trup w jej zabudowie. Śmiech ucichł. Musiała poradzić się prawników. Johnnie przyniosła papiery z raportu budowy, które zeskanowano dla śledczych. Inari ostentacyjnie pokonała niewielki dystans do metalowej barierki, trzasnęła drzwiami na odchodne i dopadła pierwszego mundurowego po drodze przy radiowozie. Szybka gadka szmatka. Podstawowe informacje o ludziach prowadzących działania w jej piaskownicy popłynęły, jak nuty z pięciolinii, ale to nadal za mało. Potrzebowała czegoś więcej. Wyciągnęła z kieszeni paczkę chińskich papierosów — o, ironio, herbacianych — i już zamierzała iść w stronę Genesis, gdy usłyszała znajomy głos.
Zaylee Miller.
Nilsinger krótko otaksowała ją od stóp do głów i mruknęła:
To ci nie powiem. — Zmarszczyła lekko brwi. — Za to chętnie pożyczyłabym zapalniczkę.
Herbaciana nuta nie imała się do klasycznych papierosów. Nie minęło nawet pół minuty, zanim wyprosiła od Miller sztukę. Spaliła oba w nerwowej ciszy a w międzyczasie obie przeszły na stronę, dokładnie tam, gdzie Zaylee jeszcze chwilę temu oczekiwała na marne rezultaty techników. Inari nie okazała zaskoczenia ani przejęcia, dopóki nie zostały same. Przez chwilę przyglądała się badawczo koronerce a wraz odetchnęła głęboko, jakby sama wydostała się z betonowych butów.
Jeszcze nie widziałaś tego bullshitu — oznajmiła i skinęła w kierunku wylewki — a oni nic nie wiedzą. Jakiś Doe pływał w moim cemencie, dopóki nie zastygł? Zajmowałaś się kiedyś czymś podobnym? Jak to wyglądało dla wykonawcy? — Nilsinger skrzywiła się krótko. — Za dużo pytań na raz... Jeszcze raz. Co tu się, kurwa, dzieje, Zaylee?


zaylee miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obejrzała się przez ramię i jeszcze raz spojrzała na plac budowy. Patrzyła na beton tak długo, że zaczynał wyglądać jak wszystko inne, tylko nie beton. Kiedy człowiek pracował przy zwłokach wystarczająco długo, materia przestawała być oczywista. Czasami parkiet krył krew, która zdążyła wsiąknąć w słoje drewna jak stara herbata. Czasami ściany jebały śmiercią, choć technicy przysięgali, że nic tam nie ma. A czasami – jak dziś – beton był tylko betonem, dopóki nie okazywało się, że w środku coś jest. A raczej ktoś.
Na szczęście nie było to gorsze od wyłowionych z odmętów wody topielców, a Miller szczerze nie znosiła topielców. Mimo to cała sytuacja nie napawała jej większym entuzjazmem. Nie dlatego, że widok był szczególnie makabryczny. Widziała gorsze rzeczy. O wiele gorsze. Zwłoki wyciągane z rzeki w lipcu, kiedy woda pracowała nad nimi tygodniami. Ciała po pożarach, które wyglądały bardziej jak zwęglone manekiny niż ludzie. Dzieci w roztrzaskanych samochodach. Starców w mieszkaniach, których nikt nigdy nie odwiedzał. Trochę tego było, ale i tak mało co potrafiło ją jakkolwiek poruszyć.
Może najpierw jakieś magiczne słowo, Vitani? — uniosła jedną brew, ale i tak natychmiast wręczyła kobiecie zapalniczkę. Ktoś obok nich zaklął cicho. Jeden z techników próbował wsunąć sondę w szczelinę między płytami i najwyraźniej natrafił na coś, co nie chciało współpracować.
Za dużo chcesz wiedzieć. Za to ja widziałam wystarczająco, żeby stwierdzić, że to nie będzie dobry dzień dla nikogo — stwierdziła, przypominając sobie, że cierpliwość nie była najmocniejszą stroną Nilsinger. Świetnie, jej również nie.
Patrzyła na nią w milczeniu, delektując się papierosem. Zastanawiała się czy odpowiedzieć szybko, czy pozwolić jej jeszcze przez moment gotować się we własnych pytaniach. Inari wyglądała jak ktoś, komu właśnie wylano kubeł lodowatej wody na głowę. Nie panikowała, ale cały jej system próbował przestawić się na nową rzeczywistość.
Dobra, zacznijmy od tego, że jeszcze nic nie wiem — powiedziała spokojnie. — Ale tak, jakiś Doe pływał w twoim cemencie. Jak długo? To się okaże, kiedy w końcu łaskawie go wyciągną. Podobną sytuację miałam tylko raz, chociaż też niezupełnie. To była przybudówka domu jednorodzinnego. Facet zaginął, rodzina szukała go przez pół roku. W końcu ktoś zauważył, że nowa podłoga w garażu dziwnie pęka. Okazało się, że pęka, bo ktoś pod nią leży. To było bardzo dziwne samobójstwo — ściągnęła brwi, przypominając sobie tamtą sprawę sprzed kilku lat.
Przycisnęła papierosa do ust i znów spojrzała wymownie na architektkę.
Masz z kimś na pieńku, Nilsinger? — zagadnęła. Może nie była policjantką, ale pracowała dla policji. No i jej narzeczona była śledczą w wydziale zabójstw. Właściwie Miller nie zdziwiłaby się, gdyby to właśnie ją przydzielił do denata z betonu. — Jakiś konkurent, który chciałby zobaczyć, jak twój upadek? — jeszcze raz zlustrowała plac budowy. — Albo ktoś, komu ta budowa od początku nie leżała. Sąsiedzi, którzy nie chcieli dźwigów za oknem? Inwestorzy, którzy stracili przetarg? Ktoś z rady miasta, kto przegrał głosowanie? — ton Zaylee pozostawał rzeczowy, jednak zbliżyła się do niej, chcąc zachować zawodową ostrożność.


Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
For good luck!
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
brain yoga, baby, namaste
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Łatwiej spytać, kto do mnie nie mierzy — zauważyła tonem sugerującym, że to jedyna właściwa forma przesłuchania — ale wątpię, żeby ktokolwiek z tych fajansiarzy był do tego zdolny. Jeszcze w słonecznym salonie. — Nie była pewna, czy to z jej ust wydobywały się dźwięki, gdy po makabrycznej opowieści o denacie z garażu Inari spoglądała w stronę techników. — Kurwa, tam miał być dwupoziomowy salon z antresolą i widokiem na domową winnicę… — mruknęła ciszej. — Teraz pewnie zejdą z ceny, żeby dowieźć projekt.
Nilsinger zamartwiała się, ale jeszcze bardziej przerażała ją perspektywa utraconych pieniędzy. Wszyscy dostaną po łapach: od najchudszych diet robotników po nią samą i choć same zielone nie były tak bolesne, to wraz z ich zaprzepaszczeniem plotki rozsieją się po okolicy szybciej niż cholera. W jej świecie reputacja to najsilniejsza waluta, którą może pokonać wyłącznie nieprzychylna informacja.
Kto mógłby na tym skorzystać najbardziej?
Jeszcze jeden chiński papieros. Zaproponowała jednego Miller, uprzedzając, że to beznikotynowe gówno, ale smaczne.
One Bloor West to też mój projekt — powiedziała znienacka. — Osiemdziesiąt pięć pięter. Najwyższy budynek w Toronto i Kanadzie. To będzie perełka skyline, tylko… jeden z klientów wymyślił sobie sawannę na osiemdziesiątym piętrze. — Tu wymownie spojrzała na Miller, mierząc do niej rulonem z papieru, bo dobrze wiedziała, że pseudonim to płachta na lwicę. — Zatrudnił tą całą Niamh Killjoy… znaczy Kilroy. To architektka krajobrazu. Zepsułam jej mokry sen o dżungli, czy raczej — zalałam go betonem i postawiłam marmur afrykański ku pamięci chwastów — Jej głos odrobinę ucichł, gdy lwia (sic!) zmarszczka delikatnie wystąpiła. — Ale ona nie ma takiej siły przebicia… Choć pewnie by chciała.
Nie miała czasu na wymyślnie odpowiedzi. Z placu budowy dobiegł wysoki pisk cofania maszyny. Inari zadarła głowę i zobaczyła dwie ubrane na biało postacie, które machały w stronę niskiego żurawia policyjnego. Wielkie stalowe łapsko ociekało warstwą niezaschniętego cementu. W środku szczypiec tkwiła nierówna bryła z zastygniętym Doe. Czy Jane, czy Joe — determinowało, komu można się przyjrzeć.
A co, jeśli to ona?
Dwaj mężczyźni stali przez chwilę, wyciągając ręce do góry. Żuraw opuścił pakunek i jak w teatrzyku lalkowym łapa zniknęła za ścianką działową. Ktoś krzyknął, aby się odsunąć.
Mogę pójść z tobą? — spytała Inari, zaraz wzruszając ramionami: — Może będzie widać twarz Hana Solo w karbonicie na tyle, abym go rozpoznała.

zaylee miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba najbardziej chodziło o to, że wieść o zwłokach ukrytych w betonie rozprzestrzeni się w tempie co najmniej ekspresowym. Plotki zawsze żyły własnym życiem, a taka historia była wręcz stworzona do tego, żeby obrosnąć w zmyślone szczegóły. Na tym wszystkim najbardziej ucierpi dobre imię Vitani. To znacz Inari. Właściwie nieważne, które z tych imion zostanie wyciągnięte na światło dzienne, ktoś na pewno zapłaci za to reputacją.
Gdyby to nie wyszło, gość miałby zajebisty widok na winnicę — pokiwała głową z kwaśnym uśmiechem.
Brzmiało to jak ponury żart rzucony w próbie rozładowania napięcia, ale w rzeczywistości wcale nie było w tym nic pokrzepiającego. Raczej sucha konstatacja faktu, że wszystko poszło nie tak, jak powinno. Trudno jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Stało się i tyle. Szambo wybiło, beton pękł, a razem z nim cała żmudna praca Nilsinger. Teraz pozostawało już tylko zastanawiać się, co dalej. Bo z tej sytuacji nie było naprawdę dobrego wyjścia. Można było jedynie wybrać to, które okaże się najmniej katastrofalne. Ale do tego doktor Miller potrzebowała ciała na swoim stole sekcyjnym.
Sięgnęła po beznikotynowego papierosa. Nie był taki zły. Może nawet zadziałałby jak palcebo, kiedy w końcu podejmie decyzje o rzuceniu palenia? Przy dziecku wypadałoby przynajmniej ograniczyć. Niby Młody miał dziewięć lat, ale chyba niespecjalnie poświeci mu przykładem, puszczając dymka prosto w chłopięcą twarz.
Czy ty właśnie przechwalasz się swoimi osiągnięciami? Skromność to twoje drugie imię, co? Albo trzecie — mrugnęła do niej porozumiewawczo, nawiązując do bajkowej lwicy. — Nie mów, że zalałaś coś betonem. To źle się zestarzeje — szturchnęła ją łokciem. — O co w ogóle chodzi z tą Kilroy? Wy tak zawsze? No wiesz, ona chce sadzać baobaby, a ty jesteś złośliwcem i unicestwiasz wszystkie jej misterny plany w pizdu? — zaciągnęła się papierosem, oblizując usta. Czuła się jak na herbatce u ciotki Karen.
Dwie sylwetki w białych kombinezonach machały do operatora. Zaylee odnotowała nierówną bryłę w środku i fragment materiału wystający z jednej strony. Tkanina była wciągnięta, jak owad w bursztynie.
Możesz, jeśli musisz — skinęła głową, wyrzucając niedopałek na ziemię. Przydeptała go czubkiem buta i ramię w ramię ruszyły w tamtym kierunku. — Jeszcze muszą go stamtąd wydłubać — zaznaczyła, bo to oznaczało kolejne, rozciągające się w czasie godziny, które potrzymają je w niepewności.
Kiedy zbliżyły się na tyle, żeby lepiej przyjrzeć się sytuacji, obraz stał się jasny. Kształty były nieprzesadzone, ale wystarczająco jednoznaczne - był to mężczyzna.
Pani doktor, proszę się odsunąć — poprosił jeden z techników, który właśnie cykał fotki. Zaylee uniosła ręce w obronnym geście i przystanęła obok Inari, krzyżując ręce na piersiach.
Z twarzy podobny zupełnie do nikogo — stwierdziła, mrużąc nieznacznie oczy i zerknęła na Nilsinger, jakby ta była najlepszą kumpelą denata.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
For good luck!
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
brain yoga, baby, namaste
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

O co chodziło z Kilroy? — pytanie warte stu punktów.
Nie pamiętała ani co, ani kiedy rozpoczęło serię niepochlebnych starć z architektką krajobrazu. Najpewniej — w jej mniemaniu — drobiazg. Oraz kruche ego blondyneczki lubującej się we wciskaniu rabatów w każdą dziurę w betonie.
Inari zrobiła skwaszoną minę i wcisnęła kolejnego papierosa w podmokłą ziemię. Za zaśmiecanie ulicy w Toronto obowiązują mandaty w wysokości stu dolarów. Dobrze zatem, że stały na prywatnej posesji a Thomas nie będzie miał nic przeciwko, bo miał poważniejsze problemy na głowie. Trupa chociażby. Brak odpowiedzi oraz wymowne spojrzenie musiały wystarczyć Miller za krótki komunikat: więcej o tej babie nie rozmawiamy, ale do parady wesołej gromadki dołączyli technicy i obie ruszyły ku betonowej zagadce..
I dobrze się stało.
Inari nigdy nie widziała niczego podobnego. Jedyny trup z jakim miała do czynienia w pełnej krasie to trup dziadka. Dostał wylewu i ochoczo skoczył na drugą stronę tęczowego mostu. Wykrzywiło go od tego, musieli mu połamać kości, żeby leżał prosto w trumnie, ale nie było aż tak źle, jak z Joe Doe, bo John był zbyt pretensjonalny.
Ostre światło latarki mundurowego przebiegało po szczypcach i denacie, jak jasna mysz po kałuży błota. Kiedy padło na coś, co przypominało fragment ucha, Nilsinger zmrużyła oczy. Nie znała się na tym, nie potrafiła powiedzieć czy patrzy właśnie na gładką żuchwę, czy dziwnie wygiętą kość jarzmową. Blada skóra prześwitywała w nielicznych miejscach.
Ramię żurawia mozolnie odwróciło się w drugą stronę. Do poprzedniego duetu dołączył jeszcze jeden biały skafander i razem we trójkę wskazali operatorowi białą plandekę. Chwytak opadał centymetr po centymetrze.
Wygląda jak makabryczna maszyna z pluszakami — skomentowała ponuro, chowając dłonie do kieszeni chinosów, uprzednio wciskając rulon pod pachę. — Nigdy nie miałam do nich ręki.
Betonowa bryła opadła z plaskiem w wyznaczonym miejscu. Teraz przypominała głaz w karesansui, suchym ogrodzie japońskim, który reprezentował na ziemi wpływy oceanu wokół wysp. Co wobec tego symbolizuje denat?
Jeden z mundurowych podbiegł do Szpakowatego a ten obszedł znajdę. Rozejrzał się po twarzach. Zatrzymał na nich. Wyciągnął rękę i machnął.
Miller, podejdź — odezwał się zaskakująco niskim tonem, od którego aż zadrżało powietrze.
Inari poszła za Zaylee, trzymając się bezpiecznego dystansu. Z bliska bryła wyglądała jeszcze gorzej, ale nie tak źle, jak Szpak. Z kieszeni wiatrówki wyciągnął paczkę chusteczek i wydmuchał orli nos, jakby grał na puzonie.
Jesteś w stanie cokolwiek powiedzieć na miejscu? — wymamrotał niewyraźnie i z marsowa miną przyjrzał się zawartości. Pokręcił nosem, nim wetknął jeden róg chustki do lewej dziurki. I już wiadomo, czemu taki blady.

zaylee miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie musiały rozmawiać o Kilroy. Właściwie lepiej porzucić ten temat w niepamięć. Wyraz twarzy Inari mówił sam za siebie. Zupełnie jak to charakterystyczne milczenie, które pojawiało się zawsze, gdy ktoś poruszał coś naprawdę dla niej drażliwego. Jedno było absolutnie pewne - Nilsinger niespecjalnie przepadała za wspomnianą architektką krajobrazu. Zaylee w pełni to rozumiała, przecież każdy miał w swoim życiu ludzi, z którymi wolałby nigdy więcej nie mieć do czynienia. Przez jej własne również przewinęło się kilka podobnych postaci. Na przykład Bobby Hackman.
Już samo imię wystarczało, żeby w jej głowie pojawił się obraz człowieka, który z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu wciąż funkcjonował w tej samej branży. Oficjalnie był kolegą po fachu, choć w rzeczywistości określenie to było zdecydowanie zbyt uprzejme. Bobby był jednym z tych, którzy z ogromną pewnością siebie mówić o rzeczach, na których kompletnie się nie znali, a to doprowadzało Miller do szału.
Szczypce żurawia obracają betonową bryłę z ostrożnością właściwą dla ludzi, którzy bardzo nie chcą być odpowiedzialni za to, co znajdowało się w środku. A gdy chwytak opadał, głowa Miller automatycznie wyliczała rzeczy, które za chwilę zobacz, w tym wszystkie uszkodzenia od nacisku i pęknięte kości.
Komentarz Inari o maszynie z pluszakami przeleciał jej nad ramieniem. Zaylee prychnęła cicho pod nosem. Technicy w białych skafandrach krążyli wokół znaleziska jak mewy wokół frytek, wskazując plandekę i coś do siebie mamrocząc. Usłyszawszy swoje nazwisko, ruszyła bez pośpiechu. Zawód koronera miał tę przewagę, że nikt nie oczekiwał od niej entuzjazmu.
Spojrzała na odsłonięty fragment ciała i cmoknęła, unoszą przy tym wysoko brwi. Czy mogła cokolwiek powiedzieć? No jasne, że tak!
Mogę stwierdzić, że na pewno nie żyje — odparła w końcu, ale chyba oczekiwano od niej czegoś więcej. No trudno, to nie był koncert życzeń. — Trzeba najpierw go wyciągnąć. Beton naciskał na klatkę piersiową, więc na pewno doszło do niewydolności oddechowej — wzruszyła lekko ramionami, bo sinica na twarzy, z której beton nieco się ukruszył, świadczył o asfiksji. Poza tym trzeba mieć na uwadze, że mieszanka zawiera cement i drobny kruszec, a świeży beton jest silnie zasadowy, więc mógł spowodować chemiczne oparzenia skóry i uszkodzić błony śluzowe.
To niewiele — mruknął Szpakowaty, wyraźnie spodziewając się czegoś więcej.
Bare minimum, żeby stwierdzić zgon — posłała mu wymuszony uśmiech. — Wiadomo, kto to może być? — wskazała wymownie podbródkiem na denata.
Szpakowaty wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzie albo odłożyć to na później, ale później nigdy nie nadeszło, dlatego Miller wycofała się i przystanęła obok Inari, krzyżując ręce na piersiach.
Chyba próbował się bronić — szepnęła do niej konspiracyjnym tonem. — Widzisz te na wpół ugięte w łokciach ręce? Chciał się wydostać. Może w ostatniej chwili zmienił zdanie — mogło być i tak. Oczywiście nie można było wykluczyć innych wersji zdarzeń.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”