ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Jest takie przysłowie, że idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni. Ja jestem przerażona, że mi się to wszystko popierdoli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

🎙️Fountain of Crime ▶︎•|၊|။||||။၊|။|||။|||။ 6:12
To jest Fountain of Crime, tutaj wasza Cholito, a wy wpadacie na własną odpowiedzialność. Nadaję właśnie z mojej kuchni w Rexdale znad kubka, w którym na próżno szukać melisy, a przyznam szczerze, że przydałaby się dzisiaj. Tego wieczoru pogadamy może o czymś, co wydarzyło się w zeszłą środę dosłownie ulicę dalej od miejsca, w którym akurat sobie grałam i śpiewałam. Kojarzycie sprawę tego gostka z ministerstwa transportu, co go znaleźli w bocznej alejce na North York? Anthony Cotterman zginął w skutek brutalnego napadu,Toronto robi się niebezpieczne, bla, bla, bla… zginął zegarek, portfel — typowy rabunek — sprawa zamknięta… ale mi tu coś potwornie śmierdzi. Słuchajcie, bo to jest złooooo-toooo. Podobno w raporcie z miejsca zbrodni jest wzmianka, że zabezpieczono jeden niedopałek. Policja pewnie uznała, że akurat palił, gdy doszło do tego rabunku — może tak było dla kogoś korzystniej, who knows? Jest tylko jeden drobny, malutki, tyci problem: ptaszki ćwierkają, że ten pet to był kretek — ten goździkowy szajs, który jest u nas całkowicie zakazany i żeby go zdobyć to musisz mieć dojścia na czarnym rynku. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że żona Cottermana prowadzi takiego bloga o zdrowym odżywianiu, trochę sobie w nim pogrzebałam i wiecie co? Jej mąż miał potworną astmę, więc błagaaaam, to na pewno nie on palił! Ja wiem, że w indonezji propagowano palenie palenie goździkowych cygaretek twierdząc, że to lek na astmę, ale w jakim kraju my żyjemy?! Ale do celu… moim zdaniem ktoś tam z nim stał i ktoś to dobrze sobie zaplanował, by wyglądało na rabunek i by gliny mogły szybciej wrócić do swoich pączków. Ten ktoś może roztaczać wokół siebie zapach goździków, ha! A wy co o tym wszystkim myślicie? Dajcie znać w komentarzach, a ja wypiję meliskę za Tony’ego, który najwyraźniej wiedział coś, czego wiedzieć nie powinien. Uważajcie, gdy nocą przechadzacie się po mieście i jak tylko poczujecie zapach goździków, wieeeeejcie! 🤔 😉 🤪

Milagros niekiedy śpiewała kołysanki do snu, a innym razem opowiadała bajki, takie jak ta z dzisiaj o szmuglowanych fajkach, nieznanym motywie i napaści, która pewnie miała drugie dno. Czy w to wierzyła zawzięcie? Czy dociekała sprawy niczym Elżbieta Jaworowicz ze Sprawy dla reportera? Czy zastanawiała się jak długo jeszcze dochodzić będzie do takich sytuacji?! Czy obwiniała policję, że woli lukrowane pączki od poszukiwania drugiego dna, które tutaj samo się nasuwa? Nie, ona opowiadała bajkę dobrze bawiąc się snując te teorie bardzo często nie poparte konkretnymi faktami, choć w tym wypadku goździkowy papieros faktycznie znajdował się w papierach i nikt sobie nic z niego nie robił. I może mieli ku temu powód, od co. Ona nie miała żadnej pewności, tylko domysły często wycięte z przerysowanych kryminalnych opowieści. Był taki jeden detektyw, który czasem jej coś szepnął i zdradził. Najczęściej wtedy, gdy nie miała na sobie ubrań i zazwyczaj coś, co nie było czymś kluczowym dla sprawy, a ona to wykorzystywała zjednując sobie fanów, niejednokrotnie bardziej zajawionych na punkcie rozwiązania jakiejś sprawy. Niekiedy do tego stopnia, że zasypywali skrzynki policyjne donosami i zajmowali infolinię telefonami, by tylko sprawa nie ucichła. Kto wie, może jeszcze usłyszą o Cottermanie… ale teraz Mili słyszała jedynie budzik swojego telefonu.
Przeciągnęła się leniwie w łóżku, nie spieszyła się dzisiaj nigdzie bo miała wolny dzień. Postanowiła ogarnąć nieco mieszkanie przed tym, jak zjawi się jej nowy wspólokator. W duchu liczyła, że będzie lepszy od poprzedniego, który ukrywał kolekcję barbie pod łóżkiem, a z toalety korzystał przy otwartych na oścież drzwiach. Musiała się go pozbyć, ale też szybko musiała znaleźć zastępstwo, bo choć rodzice ją wspierali to finansowo było zarówno im, jak i jej ciężko. Po porannej kawie i szybkich porządkach rozwaliła się na kanapie i postanowiła, że tego dnia nie zamierza robić niczego produktywnego. Zamiast tego zamówiła chińszczyznę odpaliła kryminalny program na netflix i zamierzała przeżyć ten dzień jako kanapowe burrito. Słysząc dzwonek do drzwi podeszła pewna, że znajduje się za nimi dostawca żarcia, więc zaraz wysunęła w jego stronę kasę oczekując zamówienia, ale szybko ściągnęła brwi, bo gość oczekiwał od niej czegoś zupełnie innego. — Tyler? — zapytała niepewnie, bo przecież miał być późnym popołudniem, a była zaledwie…oesu, ale ten czas zapierdalał! Faktycznie było już tyle godzin. — Wchodź, wchodź — uśmiechnęła się lekko zapraszając go do środka, a zaraz za nim stawił się typ z żarciem. — No nareszcie! — oznajmiła porywając od niego torbę, płacąc i zamykając drzwi przed nosem nie mówiąc nawet do widzenia!. — Masz tylko tyle rzeczy? — spojrzała na niego stojącego z jedną smutną torbą jakby wybierał się na siłkę, a nie wprowadzał do nowego mieszkania. Pocieszające było to, że jeśli też kolekcjonował barbie to na razie miał ich niewiele. I zaraz też coś wystukała w smsie do swojego nowego znajomego (?) — nigdy nie wiedziała jak sklasyfikować internetowe znajomości.

Cholito
Obrazek
Juz tu jest! Dear lord, oby nie był jakimś dziwakiem. Ten zbieracz barbie zniszczył mi psychę.
Wiadomość...

🚬
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#1 +stylóweczka


Siedział, opierając się plecami o ścianę i zjadając paprykowe chipsy Lays - były jednymi z jego ulubionych (za nimi znajdował się smak fromage, lecz tych akurat nie kupił na TEN wieczór). Tak więc siedział, jadł chipsy i pił schłodzone piwo, kiedy z telefonu wydobył się głos podcasterki, której notabene słuchał całkiem regularnie - tak, zdarzało się, że nie tylko muzyka leciała z jego słuchawek. Ze skupieniem i uwagą wyłapywał kontekst oraz słowa klucze. O, to sobie temat wybrała… stary dobry Cotterman… a wystarczyło nie zalegać z hajsem, to zamiast wąchać kwiatki od spodu, wąchałby perfumki swojej żonki… albo kochanki… albo żony i kochanki. Nagle sięgnął po papierosa, zaciągnął się, lecz zamiast dymu, zaczął kaszleć. Spojrzał wielkimi oczami na telefon, jakby to on był odpowiedzialny za zakrztuszenie. Czym prędzej sięgnął po pudełko i uważnie przeleciał oczami po etykiecie, jakby chciał mieć pewność, że faktycznie ją miał i że papierosy, były tymi szczególnymi petami. W pamięci zaczął odtwarzać tę jedną scenę, dopóki nie dotarł do JEDNEGO ważnego momentu, który sprawił, że miał ochotę strzelić sobie facepalma, walnąć głową o ścianę i kopnąć pobliskie krzesło albo łóżko albo oba te meble. Ostatecznie tylko rzucił siarczystym:
- Kurwa! - i kontynuował palenie, bo nie chciał marnować praktycznie całego peta.

Nauczka na przyszłość?
Większa ostrożność i DOKŁADNIEJSZE posprzątanie po sobie.
Poza tym, od tamtej pory bardziej zainteresował się postacią Cholito.
***


Ogłoszenie o pokoju do wynajęcia znalazł na jednej ze stron, gdzie ludzie je sprzedawali lub szukali współlokatorów. Wiedząc, kogo będzie miał za współokatorkę, od razu się odezwał i wyraził ogromne zainteresowanie, chcąc jak najszybciej umówić się na oglądanie mieszkania - choć odpowiedź miał już przygotowaną na karteczce w głowie.
Pojechał po wcześniejszym umówieniu terminu, zobaczył co i jak, wrócił na motor, pojeździł sobie z godzinę, wstąpił do fastfoodowej knajpy i po skończonym posiłku, wykonał telefon. Dzwonił aby poinformować, że zdecydował już oraz chętnie się wprowadzi za nawet kilka dni.
I ostatecznie pojawił się przed drzwiami z plecakiem, torbą sportową i kaskiem. Stojąc, rozejrzał się dookoła, jakby próbował zapamiętać KAŻDY szczegół, łącznie z wycieraczką. Przerzucił torbę do drugiej ręki, a następnie wcisnął dzwonek. Spojrzał w bok, choć doskonale wiedział, że dziewczyna, jak już, to powinna pojawić się przed nim. No, chyba, że gdzieś wybyła… co przecież było możliwe. Mogła np. być z kimś umówiona, pojechać lub pójść do sklepu, pójść na spacer… już miał podnosić rękę, by zadzwonić drugi raz, lecz usłyszał, a po chwili zobaczył pieniądze. Sięgnął po nie dla żartów a może nie z poważną miną.

- To ja. Mam pokazać dowód? - spytał, unosząc brew, choć zaraz dostrzegł radosny uśmiech na twarzy Mili oraz zaproszenie do środka. Skinął lekko głową, a następnie wszedł do mieszkania, zamykając za sobą drzwi, troszkę mocniej niż zamierzał.
- Mam jeszcze keyboard, ale przywiezie go mój kumpel trochę później. - wyjaśnił, kierując kroki za dziewczyną do swojego nowego pokoju. Niestety nie zmieścił instrumentu na motor, dlatego nie miał go ze sobą. Jasne, mógł przyjechać autem, ale motorem było łatwiej zaparkować i nie musiał stać w korkach. Lubił swój jednoślad, odkąd praktycznie go miał, mimo kilku upadków, które zazwyczaj były spowodowane nieuwagą kierowców lub ogromną kałużą benzyny, co spowodowało, że był całkiem nieźle potłuczony, ale ostatecznie wszystko elegancko się zagoiło.
- A tak w ogóle, bo chyba wcześniej nie pytałem… jak z paleniem w pomieszczeniach? Można czy zaraz pół osiedla będzie wzywać służby? - spytał z czystej ciekawości. Znając siebie, i tak będzie palił i tak. Nałóg nie wybierał. Rzucił swoją torbę na łóżko, kask na szafce, a plecak… cóż, ten rzucił gdzieś obok siebie na podłogę. Nie miał pomysłu, gdzie go ulokować.
- A i jeszcze jedno… nie jadłem kolacji, a Ty? - bo szczerze? Chętnie zamówiłby pizzę, kebaba albo chińczyka.

my new roommate
Ostatnio zmieniony pt lip 24, 2026 6:56 am przez Tyler Malone, łącznie zmieniany 1 raz.
gall anonim
24 y/o
For good luck!
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Jest takie przysłowie, że idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni. Ja jestem przerażona, że mi się to wszystko popierdoli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie wiedziała o nim nic poza tym, że ma na imię Tyler i gra w jakimś zespole. Uznała, że to w sumie dobrze się składa, bo przecież sama była muzycznie uzdolniona, pasjonowała się tym i naiwnie przypuszczała, że to będzie mądre posunięcie… zapominając o tym, że ona ma niebywałą słabość do posuwania muzyków, a ze współlokatorem wolałaby jednak nie spać, bo to zawsze komplikuje dosłownie wszystko. Liczyła więc, że może nie będzie przystojny, ale to też niestety szybko zostało obalone. Była więc skazana na niezłe ciacho, być może muzycznie uzdolnione — tego jeszcze nie odkryła. Lepiej jakby okazał się beztalenciem, wtedy jej zainteresowanie pikowałoby w dół, a to zwiększało ich szanse przetrwania na jednym mieszkaniu.
Otwierając drzwi odrobinę się pomyliła, ale szybko się zreflektowała i zaraz porwała pieniądze ponownie w swoją stronę. Za wspólne mieszkanie nie zamierzała nikomu płacić. — Wystarczy karta biblioteczna lub karta lojalnościowa do Walmarta lub Costco — odpowiedziała śmiertelnie poważnie, jakby zamierzała go zaraz wylegitymować. — Karta do sklepu muzycznego też się nada z braku laku, o ile masz jakieś zniżki — taka z niej dowcipnisia, hah! Szkoda, że tylko ona się śmiała, a on wyglądał okropnie poważnie. — Ale tak serio, keyboard? — zapytała trochę pół żartem, a pół serio bo było tyle wspaniałych instrumentów na świecie, ech. — Wiesz do czego nadaje się keyboard? I nie, to nie jest muzyka! — szybko wtrąciła, by się jej nie wbił w zdanie. — Ale jak ustawisz na nim odgłosy pisków i dorzucisz vibrato to zwierzęta w zoo wpadają w totalny trans — kiedyś próbowali jak na zmianie w robocie było okropnie nudno i dniówka się im okrutnie ciągnęła. Jakoś trzeba sobie spożytkować czas, ale finalnie nie była wielką fanką tego sprzętu, więc może nie będzie miała też chrapki na jego. Trzeba szukać plusów tej sytuacji.
Poczłapała więc za nim do pokoju, jak na gospodarza przystało i rozglądnęła się po niewielkim pomieszczeniu. Jej sypialnia była tylko minimalnie większa, ale nie szukała rozmiaru, a raczej skupiała się na budżecie, który był mocno ograniczony. — Nie wolno, a ty nie masz dostępu do balkonu. Jest jeden, ale w mojej sypialni — poinformowała go grzecznie, ale wcale nie odpowiadałoby jej, jakby regularnie na niego kursował. Schody mieli, może dla zdrowotności powinien po nich biegać na fajkę.
Kiedy wspomniał o jedzeniu spojrzała na niego odrobinę zaskoczona. — No jak widać na załączonym obrazku właśnie się przymierzałam do kolacji — w rękach obejmowała dwa opakowania chińszczyzny plus pudełko sajgonek, które odebrała od gościa, za którym przecież zamknął drzwi z hukiem. — Mogę się podzielić, ewentualnie później możemy zamówić pizzę — zasugerowała i nim zdążył cokolwiek powiedzieć podeszła do ich małego saloniku rozstawiając posiłek na stole. Tak, zamierzała to zjeść sama. Może i była szczupła, ale spust miała taki, że łatwiej ją było ubrać niż nakarmić. — To czym dokładniej się zajmujesz? — zapytała, gdy już do niej dołączył. Skoro mieli razem mieszkać, to chyba wypadałoby się chociaż odrobinę poznać.
Obrazek
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nigdy nie otwierał się przed obcymi ludźmi zbyt szybko z bardzo prostej przyczyny - nie ufał ludziom. Ciężko zaufać po tym, jak zostało się porzuconym bez żadnego słowa, a nawet członkowie rodzin zastępczych potrafili być niezłymi krętaczami. Bo czasami łatwiej było kłamać niż mówić prawdę. Często uciekał, kiedy czuł się przytłoczony masą obowiązków, wymagań, pytaniami o rodziców - których przecież NIE pamiętał - i kiedy mówiono, że chce się dla niego jak najlepiej, a w nocy przypadkowo słyszał rozmowy, podczas których wypływała rzeka prawdy. Dlatego najczęściej nocą brał swoje manatki i zwiewał, gdzie pieprz rośnie, bez większego zastanowienia. Czy ucieknie z mieszkania współlokatorki? Cóż… nie potrafił powiedzieć. Na pewno często będzie miał zajęte wieczory i noce, a w ciągu dnia będzie odsypiał. Aczkolwiek możliwe, że jego harmonogram będzie się zmieniał.
Westchnął, kiedy zabrała pieniądze, bo już myślał, że dostał taki fajny bonus na start.
- Nie mam żadnej z… oo, a taką muzyczną mam, tylko zniżki już wszystkie wykorzystałem. - odpowiedział, wyciągając kartę do jednego ze sklepów muzycznych, lecz nie wręczył jej Mili bo uważał, że jak będzie chciała, to ją sobie sama zabierze. A zaraz schował ją do tylnej kieszeni spodni.
Skinął głową, bo tak, NAPRAWDĘ grał na keyboardzie. Już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz współokatorka sama dokończyła swoją wypowiedź, a Malone mógł się domyślać, co mogło zostać ukryte pod nie muzyką. Domyślał się że chodziło o takie… specjalne miejsce, do którego normalnie światło N I E docierało.
- Nie sprawdzałem tego… ale ogólnie jest kilka fajnych efektów, tylko trzeba wiedzieć, co i jak klikać. - stwierdził, jak gdyby nigdy nic, lekko wzruszając ramionami. Grał już trochę na tym sprzęcie i wydawało mu się, że poznał wiele interesujących chwytów, a tu proszę… ktoś chyba też wiedział, co i jak - to go zaskoczyło, aczkolwiek zachował kamienną twarz.
Czy zamierzał przetestować ten usłyszany chwilę wcześniej tip,by zaspokoić własną ciekawość? Owszem. Aż mu do głowy przyszedł Shrek Forever, a konkretniej Rumpelstiltskin z magicznym fletem, na który reagowały różne postacie, w zależności od tego, jaki albo raczej pod kogo wybrało się tryb.
- Fantastycznie. - odparł bez większego entuzjazmu, zastanawiając się, czy faktycznie będzie mu się chciało za każdym razem wychodzić na balkon, bo to było równoznaczne z przechodzeniem przez pokój współlokatorki.Chyba, że jej akurat nie będzie… chociaż jak zamknie pokój na klucz, to wtedy lipa.
- Szkoda, że nie ma go przy salonie. - dodał tylko od siebie.
Przez natłok myśli, uciekło uwadze Malone, że Mili stała z dwoma daniami z chińskiej knajpy.
- Och no tak… smacznego. To zamówię sobie zaraz kebaba. Poczekałbym na pizzę, ale jestem coraz bardziej głodny. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Gdyby poziom głodu nie wzrastał, to pozwoliłby współokatorce spokojnie zjeść i potem ogarnęliby pizzę, a tak… nie był pewien, czy da radę wytrzymać 5 min w spokoju - oczywiście zdawał sobie sprawę, że dostawa troszkę będzie mogła zająć ale no… Poszedł z telefonem w dłoni do salonu i usiadł na kanapie.
- Ja? Należę do zespołu. Czasami robię ludziom masaże relaksacyjne, ale to naprawdę bardzo rzadko. - odpowiedział - kiedyś faktycznie je wykonywał, ponieważ potrzebował pieniędzy, a poza tym po coś zrobił kurs masażysty - lecz aktualnie… cóż, był zajęty czymś innym, ale dla własnego bezpieczeństwa wolał nic nie wspominać o sprzątaniu.
- A Ty? Gdzie pracujesz? - spytał z ciekawością w głosie, finalizując zamówienie kebaba z sosem mieszanym i mięsem mieszanym. Do tego zamówił dodatkowo sprite'a.

you have balcony...
gall anonim
24 y/o
For good luck!
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Jest takie przysłowie, że idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni. Ja jestem przerażona, że mi się to wszystko popierdoli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Milagros była bardzo otwarta, czasami może za bardzo ale głównie to fizycznie albo na rozmowy, najlepiej takie bez tabu, które przecież rodzice Fontaine sobie upodobali najczęściej podczas posiłków. To, że kiepsko jej szło z otwieraniem się na większe uczucia i bliższe relacje z innymi ludźmi to zupełnie odrębna kwestia. Nauczona przez dorastanie tego, że ludzie wokół szybko się zmieniają, nie potrafiła po prostu zaufać w pełni. Zawsze z tyłu głowy miała takie przeświadczenie, że koniec końców każdy się od niej odwróci… może nawet rodzina Fontaine. Niby ja zaadoptowali i pokochali, ale ona pomimo przywiązania nie potrafiła wyzbyć się tego strachu, że kiedyś ten czar pryśnie. To nie przeszkadzało jej przed tym, by cieszyć się życiem i ich boku na co dzień, ale prawdę mówiąc chyba nigdy w pełni nie zaznała poczucia bezpieczeństwa. Problem tkwił jednak nie w rodzinie, a w niej samej. Może to się kiedyś zmieni, a może będzie tkwiła w tym pielęgnując swoje problem.
Skoro wykorzystałeś już wszystkie zniżki to na nic mi ta twoja karta — westchnęła, choć akurat zniżkami w takim miejscu by nie pogardziła. Sklepy muzyczne były dla niej niczym świątynia albo plac zabaw. Najbardziej lubiła te małe, urokliwe lokale, które miały trochę taki zakurzony vibe i unosił się w nich wyrazisty zapach drewna. No i nie ma się co czarować, takie miejsca często też były centrum jej połowów. Miała okrutną słabość do muzyków, więc widząc kogoś testującego jakiś instrument w sklepie niejednokrotnie przepadła. Może była odrobinę dziwna, ale nie pociągały jej nowe przedmioty, a wolała instrumenty z duszą, może nieco poobijane, z obdartym lakierem, ale to właśnie do nich dopisywało się najpiękniejsze historie, niekiedy mroczne, innym razem zabawne. No i jeszcze te działy z koszami przepełnionymi płytami winylowymi — to jej mały rytuał, zawsze musiała tam przystanąć chociaż na chwilę. Często bywała w takich sklepikach, bo struny niszczyła hurtowo i zawsze w torbie musiała mieć zapasowy komplet, bo ekspresyjna z niej była dziewczyna. Miała też tendencje do gubienia kostek do gry i poszerzania swojej kolekcji płyt winylowych, nic dziwnego, że zniżka by się jej przydała.
Kiedy wspomniał o kilku fajnych efektach Mili przekręciła lekko oczami, a że nikt jej filtru nie zamontował w ustach to wypaliła bez ogródek. — No moim zdaniem to ten sprzęt ma jeden super efekt. Ten efekt to tryb spoczynku — rzuciła poważnie po chwili uśmiechając się czarująco, może odrobinę bezczelnie i przyglądała się mu uważnie, jakby próbowała wybadać czy pod tą jego kamienną twarzą kryją się jakkolwiek emocje. — Nie wolałbyś jakiś prawowitych klawiszy? Czegoś co nie brzmi jak dzwonek starej Nokii? — akurat ona w temacie sprzętu i muzyki mogła rozmawiać do woli. Pytanie czy on też, czy tyllko bezmyślnie klikał w klawisze pod przykrywką.
Jest jeden patent… — zaczęła widząc, że na wieść o balkonie nie brzmiał entuzjastycznie — od kuchni da się wyjść przez okno na schody przeciwpożarowe — dodała, choć sama odkryła to dopiero niedawno. Nieczęsto myła okna, a gdy już się do tego zabrała odkryła, że spokojnie może sobie za to okno wyjść i nie stracić przy tym życia. — Okno ma tylko jeden minus, lubi się zacinać i o ile teraz to nie problem to w zimę może być gorzej — wyjaśniła, żeby nie było zaskoczenia jak tam utknie.
No weź się nie wydurniaj, weź sobie jedno — oznajmiła i zaraz gdy tylko dołączył do niej na kanapie wcisnęła mu w ręce jedno pudełko z chińszczyzną, którego jeszcze nie zdążyła napocząć. — Fajnie — skomentowała niewyraźnie przegryzając porcję w buzi. — Co to za zespół? Też śpiewam — wtrąciła — choć raczej solowo, sporadycznie, wieczorami najczęściej. W dzień pracuję w zoo, a nocą zdarza się mi nakręcać podcasty — wyjaśniła nie zdając sobie sprawy, że jeden z nich go tutaj sprowadził.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „#107”