Fountain of Crime ▶︎•|၊|။||||။၊|။|||။|||။ 6:12
To jest Fountain of Crime, tutaj wasza Cholito, a wy wpadacie na własną odpowiedzialność. Nadaję właśnie z mojej kuchni w Rexdale znad kubka, w którym na próżno szukać melisy, a przyznam szczerze, że przydałaby się dzisiaj. Tego wieczoru pogadamy może o czymś, co wydarzyło się w zeszłą środę dosłownie ulicę dalej od miejsca, w którym akurat sobie grałam i śpiewałam. Kojarzycie sprawę tego gostka z ministerstwa transportu, co go znaleźli w bocznej alejce na North York? Anthony Cotterman zginął w skutek brutalnego napadu,Toronto robi się niebezpieczne, bla, bla, bla… zginął zegarek, portfel — typowy rabunek — sprawa zamknięta… ale mi tu coś potwornie śmierdzi. Słuchajcie, bo to jest złooooo-toooo. Podobno w raporcie z miejsca zbrodni jest wzmianka, że zabezpieczono jeden niedopałek. Policja pewnie uznała, że akurat palił, gdy doszło do tego rabunku — może tak było dla kogoś korzystniej, who knows? Jest tylko jeden drobny, malutki, tyci problem: ptaszki ćwierkają, że ten pet to był kretek — ten goździkowy szajs, który jest u nas całkowicie zakazany i żeby go zdobyć to musisz mieć dojścia na czarnym rynku. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że żona Cottermana prowadzi takiego bloga o zdrowym odżywianiu, trochę sobie w nim pogrzebałam i wiecie co? Jej mąż miał potworną astmę, więc błagaaaam, to na pewno nie on palił! Ja wiem, że w indonezji propagowano palenie palenie goździkowych cygaretek twierdząc, że to lek na astmę, ale w jakim kraju my żyjemy?! Ale do celu… moim zdaniem ktoś tam z nim stał i ktoś to dobrze sobie zaplanował, by wyglądało na rabunek i by gliny mogły szybciej wrócić do swoich pączków. Ten ktoś może roztaczać wokół siebie zapach goździków, ha! A wy co o tym wszystkim myślicie? Dajcie znać w komentarzach, a ja wypiję meliskę za Tony’ego, który najwyraźniej wiedział coś, czego wiedzieć nie powinien. Uważajcie, gdy nocą przechadzacie się po mieście i jak tylko poczujecie zapach goździków, wieeeeejcie!![]()
![]()
Milagros niekiedy śpiewała kołysanki do snu, a innym razem opowiadała bajki, takie jak ta z dzisiaj o szmuglowanych fajkach, nieznanym motywie i napaści, która pewnie miała drugie dno. Czy w to wierzyła zawzięcie? Czy dociekała sprawy niczym Elżbieta Jaworowicz ze Sprawy dla reportera? Czy zastanawiała się jak długo jeszcze dochodzić będzie do takich sytuacji?! Czy obwiniała policję, że woli lukrowane pączki od poszukiwania drugiego dna, które tutaj samo się nasuwa? Nie, ona opowiadała bajkę dobrze bawiąc się snując te teorie bardzo często nie poparte konkretnymi faktami, choć w tym wypadku goździkowy papieros faktycznie znajdował się w papierach i nikt sobie nic z niego nie robił. I może mieli ku temu powód, od co. Ona nie miała żadnej pewności, tylko domysły często wycięte z przerysowanych kryminalnych opowieści. Był taki jeden detektyw, który czasem jej coś szepnął i zdradził. Najczęściej wtedy, gdy nie miała na sobie ubrań i zazwyczaj coś, co nie było czymś kluczowym dla sprawy, a ona to wykorzystywała zjednując sobie fanów, niejednokrotnie bardziej zajawionych na punkcie rozwiązania jakiejś sprawy. Niekiedy do tego stopnia, że zasypywali skrzynki policyjne donosami i zajmowali infolinię telefonami, by tylko sprawa nie ucichła. Kto wie, może jeszcze usłyszą o Cottermanie… ale teraz Mili słyszała jedynie budzik swojego telefonu.
Przeciągnęła się leniwie w łóżku, nie spieszyła się dzisiaj nigdzie bo miała wolny dzień. Postanowiła ogarnąć nieco mieszkanie przed tym, jak zjawi się jej nowy wspólokator. W duchu liczyła, że będzie lepszy od poprzedniego, który ukrywał kolekcję barbie pod łóżkiem, a z toalety korzystał przy otwartych na oścież drzwiach. Musiała się go pozbyć, ale też szybko musiała znaleźć zastępstwo, bo choć rodzice ją wspierali to finansowo było zarówno im, jak i jej ciężko. Po porannej kawie i szybkich porządkach rozwaliła się na kanapie i postanowiła, że tego dnia nie zamierza robić niczego produktywnego. Zamiast tego zamówiła chińszczyznę odpaliła kryminalny program na netflix i zamierzała przeżyć ten dzień jako kanapowe burrito. Słysząc dzwonek do drzwi podeszła pewna, że znajduje się za nimi dostawca żarcia, więc zaraz wysunęła w jego stronę kasę oczekując zamówienia, ale szybko ściągnęła brwi, bo gość oczekiwał od niej czegoś zupełnie innego. — Tyler? — zapytała niepewnie, bo przecież miał być późnym popołudniem, a była zaledwie…oesu, ale ten czas zapierdalał! Faktycznie było już tyle godzin. — Wchodź, wchodź — uśmiechnęła się lekko zapraszając go do środka, a zaraz za nim stawił się typ z żarciem. — No nareszcie! — oznajmiła porywając od niego torbę, płacąc i zamykając drzwi przed nosem nie mówiąc nawet do widzenia!. — Masz tylko tyle rzeczy? — spojrzała na niego stojącego z jedną smutną torbą jakby wybierał się na siłkę, a nie wprowadzał do nowego mieszkania. Pocieszające było to, że jeśli też kolekcjonował barbie to na razie miał ich niewiele. I zaraz też coś wystukała w smsie do swojego nowego znajomego (?) — nigdy nie wiedziała jak sklasyfikować internetowe znajomości.


