39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Darcy Bowman
33 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tego typu wyznania nigdy nie przechodziły jej przez gardło. To nie była kwestia Arvela, czy nie… nigdy nie była wylewna. Pewnie dlatego, że tak naprawdę od dziecka nikt nigdy nie mówił do niej o uczuciach. Nie miała kochającego się ciepłego domu, nie słyszała jak kochali ją rodzice, nie miała wbite do głowy jak bardzo jest wartościowa i że nie powinna o tym zapominać. Wręcz przeciwnie. Takie rzeczy robią bałagan na długie, długie lata. I możliwe, że Darcy zamiast w związku powinna wylądować na porządnej terapii, żeby zrobić porządek ze sobą, ale no… no seks był zdecydowanie przyjemniejszy! Szczególnie taki.
Dlatego potrzebowała chwili, dwóch albo pięciu. Potrzebowała odzyskać kontakt ze światem zewnętrznym, równy rytm serca i oddech… potrzebowała odzyskać rezon, który przed paroma chwilami przez niego straciła. Nie spieszyła się ze wstawaniem, ale w końcu nie wytrzymała. Musiała się ruszyć i musiała zadać tych kilka niewygodnych pytań. Zaczynając oczywiście od tych najłatwiejszych. Bo nie oszukujmy się… zaczęła od tego, co najbardziej chciała usłyszeć dla własnego przyjemnie połechtanego ego. Było mu z nią dobrze… to dobrze! O to przecież właśnie chodziło. Uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona.
- Zawsze się szybko uczyłam… szczególnie tego, czego nie powinnam! – zażartowała i oczywiście, że wiedziała, że sam to robił. Kiedyś… chwilami może jej to nawet przeszkadzało, ale później docierało do niej, że mimo wszystko miała do niego słabość. I chciała z nim rozmawiać. Co nie zmieniało faktu, że teraz mogła spokojnie wykorzystać tą broń przeciwko niemu. Z premedytacją i radością.
Chociaż akurat ta radość nie trwała szczególnie długo. Ściągnęła mocniej brwi, starając się przypomnieć sobie sprawę, o której mówił. Gang motocyklowy. Tych nie było aż tak wiele… - To da się łatwo wytłumaczyć. Nie byłeś pierwszym i nie byłeś ostatnim klientem, któremu mówiłam, u kogo można znaleźć dragi. Nawet nie musiał być twoją informatorką… byłam po prostu głupią dziewuchą, która za dużo mieliła jęzorem. – nie była szczególnie zmartwiona swoim udziałem w tej sprawie i naprawdę nie rozumiała dlaczego nie chciał po prostu rzucić na stół jej nazwiska. Nie zrobiła nic złego. Była głupia… wiedziała trochę za dużo, widziała trochę za dużo, ale jednocześnie zawsze może grać kartą żony, która panicznie bała się swojego męża – Jesteś policjantem. – rzuciła po chwili wpatrywania się w profil Arvela, gdy on sam wpatrywał się w sufit – Tak, będę się powtarzać. Ale nie chce, żebyś rezygnował. I nie chodzi o to, że dla fabuły całkowicie zmieniłam front. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo po latach bycia żoną gangstera skończyła z psem… los naprawdę był przewrotny – Mógłbyś nawet prowadzić autobus szkolny, a i tak byłbyś seksowny. – dodała przekornie i lekko trąciła stopą jego udo. I uśmiechnęła się do niego ładnie jeśli tylko na nią spojrzał – Możesz robić teraz dobrą minę do złej gry i mówić, że to nie ma znaczenia… ale jesteś policjantem. Masz to we krwi. Obawiam się, że wszystko inne prędzej, czy później by cię unieszczęśliwiło… możesz jeszcze o to zawalczyć? Jest jakakolwiek szansa, żeby nie wydalali cię ze służby? – czy mógł jakkolwiek zachować odznakę? A może jej się tylko wydawało? Może tak sobie wmawiała, bo pochodził z takiej rodziny, pewne rzeczy wyniósł z domu i chyba nie chciała, żeby ktokolwiek mu to zabierał. Może za dużo sobie wyobrażała... ale do tej pory cały czas miała wrażenie, że no właśnie - robił dobrą minę do złej gry, a chciałaby wiedziec, co naprawdę czuł w związku z tym bałaganem –Jako dziecko… kim chciałeś zostać w przyszłości?/b] - zapytała, upijając niewielki łyk alkoholu, odkładając zaraz szklankę na stolik, a samej trochę mocniej zapadając się w poduszki, gdy jednocześnie nie spuszczała z niego spojrzenia.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Właśnie dlatego, że takie wyznania nie przychodziły jej łatwo, każde z nich było o tyle bardziej wartościowe. Może gdyby powtarzałaby mu to kilka razy dziennie straciłoby swoją magię. Jednakże jeśli musiał się tak cholernie napracować by w końcu usłyszeć to z jej ust. Właśnie. Wiedział, że sobie zapracował. Dlatego to wszystko smakowało o tyle lepiej. Był pewien, że to wyznanie było prawdziwe. Nie po prostu rzucone na wiatr. Niektórzy pewnie spoczęliby teraz na laurach. Stwierdzili, że osiągnęli już wszystko, co w tej relacji można osiągnąć, ale nie on. Było jeszcze tak wiele przyjemnych chwil, które mogli sobie dać. Tak wiele przeżyć. To była kobieta, z którą chciał pewnie spędzić resztę swojego życia. To go tylko o tym przekonywało. Piękna, zadziorna i potrafi go całkowicie zaspokoić? Czego tutaj nie kochać.
Uśmiechnął się do niej wesoło kiedy wspomniała o tym, że zawsze uczyła się tego, czego nie powinna. To prawda. Miała talent do podchwytywania tych najgorszych i najmniej pożytecznych rzeczy. Zwłaszcza od niego. Jednakże nie zamierzał na to narzekać. Niektóre okazały się bardziej niż użyteczne. Dawały im naprawdę dużo frajdy i przyjemności. Dlaczego mieliby sobie tego odmawiać? Byli po prostu siebie warci.
- I o to chodzi Darcy. Byłaś po prostu dziewczyną, która mieliła za dużo ozorem i tak jak dla policji i rządu było to całkiem pożyteczne tak w świecie, do którego oboje od czasu do czasu należymy... - westchnął cicho nad swoim drinkiem upijając kolejny łyk - Mało kto jest tak wyrozumiały i nie będzie ich obchodzić czy było to lata czy miesiące temu. U nich takie rzeczy się nie przedawniają, a ja nie mogę być powodem dla którego stanie Ci się krzywda. Po prostu nie mogę Darcy. - spojrzał na nią, a jego wzrok mówił, że wręcz prosi by mu na to w końcu pozwoliła.
Powinna to zrozumieć. Wiedziała jak działają Ci ludzie, jak działał jej mąż. Dla niego kariera nie była warta jej bezpieczeństwa. Był całkiem pewien, że w jego towarzystwie była bezpieczna, lecz nie mógł i nie zamierzał być przy niej cały czas. Ona też potrzebowała trochę swojej przestrzeni. Tak po prostu było najlepiej dla wszystkich. Przynajmniej on to tak widział i miał nadzieję, że zrozumie jego punkt widzenia.
- Byłem policjantem. - uśmiechnął się do niej nieco nostalgicznie dopijając swojego drinka i odstawiając szklankę na stół - Oboje wiemy, że nigdy nie chodziło o mundur, bo nigdy go nie nosiłem. - puścił jej oczko z zaczepnym uśmiechem łapiąc jej stopę w swoje dłonie i zaczynając ją całkiem umiejętnie masować - Ale tu nie chodzi o walkę. Walczyć zawsze można, tylko ta walka raczej nie jest już warta świeczki. Może w Walii spojrzeliby na to, że jestem dobrym policjantem i przymknęli oko na pewne nieścisłości, jednak Kanada... Powiedźmy, że wymaga wyższych standardów. - wzruszył ramionami nie próbując oszukać się co do tego jak jest.
- Dlatego czy się przyznasz, czy nie. Zaczęli już węszyć i chcą mnie wydalić. To się stanie prędzej czy później. Straciłem ich zaufanie. - jego ramiona lekko oklapły, przez chwilę skupił się całkowicie na masowaniu jej drobnej stopy.
Miała rację. W jego żyłach płynęła krew policjanta. Lubił tę robotę, był w niej całkiem dobry. Wiedział jak zachowywać literę prawa jednocześnie potrafiąc ją w odpowiedni sposób nagiąć. Koniec końców uważał się za dobrego glinę. Jego czas musiał jednak nadejść. Wiedział, że ten moment przyjdzie czy tego chce czy nie. Nie powiedziałby, że był na niego w pełni przygotowany, ale przynajmniej był go świadom.
- Co? - zaśmiał się cicho patrząc na nią z zaskoczeniem bo to nie miało najmniejszego sensu w tej chwili - Nie wiem skąd Ci to przyszło, ale jak możesz się domyślić nie miałem za dużo do powiedzenia w tej kwestii. Byłem indoktrynowany od małego. Chciałem być policjantem, ale nie powiem, był taki moment, kiedy byłem nastolatkiem, gdy pociągała mnie ta zła strona mocy. Nie tyle chciałem być gangsterem co chciałem mieć tyle pieniędzy co oni i wozić się takimi brykami. Mieć cały ten wolny czas, który oni mieli. Stąd wzięła się moja jazda na motorze. - nawet cicho parsknął bo naprawdę nie wracał do tych wspomnień od dekad - A Ty? Kim chciała być mała Darcy? - zapytał unosząc pytająco brew i patrząc na nią z zaciekawieniem.

Darcy Bowman
33 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ściągnęła mocniej brwi, gdy dalej to robił… dalej uparcie twierdził, że nie wiedziała jak funkcjonował świat, do którego – faktycznie – od czasu do czasu należeli. Naprawdę myślał, że jakiekolwiek zeznania mogą ją pogrążyć bardziej niż to, że teraz właściwie była z policjantem? Czy kogoś interesowało, co i komu powiedziała? Sam fakt, że właśnie siedzieli na jednej kanapie i mieli na sobie bardzo mało garderoby czynił ją podejrzaną… i nikogo nie interesowałyby wyjaśnienia. Zresztą chyba tak długo obracała się w tym świecie, że bała się go znacznie mniej niż powinna. Po tym, co przeszła po śmierci Daniela, gdy większość z nich niczym sępy pojawiała się w klubie starając się ją przestraszyć… przestało to robić na niej wrażenie. Chociaż akurat tym drobnym faktem z tych miesięcy, gdy nie utrzymywali kontaktu – nie zamierzała się z nim dzielić. Im mniej człowiek wie, tym lepiej śpi.
- Nie wiem, czy ci mówiłam… – zaczęła, ale kącik ust drgnął jej lekko w rozbawieniu, więc można było zakładać, że nie do końca zamierzała być w tym momencie poważna – Ale sypiam z policjantem. No okej… prawie byłym policjantem, ale jednak zaczęłam jak był w czynnej służbie. – no to tak jakby się nie zorientował! – Większość nocy spędzam w jego łóżku, a w mojej torebce obok kluczy od mojego domu są też te od jego mieszkania… jeśli ktoś chciałby mi zrobić krzywdę za mielenie ozorem to dawno by to zrobił, Cadwalader. I nie wnikałby, czy faktycznie powiedziałam ci za dużo, czy za często mam zajęte usta, żeby o tym wszystkim rozmawiać. – dlatego nie widziała problemu, dlatego uważała, że jej zeznania już nie pogorszą jej sytuacji. Była żoną gangstera, który zginął w tajemniczych okolicznościach, policja nigdy nie znalazła jego mordercy, sprawa została zamieciona pod dywan, a ona teraz żyła z policjantem… czy mogło być gorzej? Czy coś mogło pogorszyć jej sytuację? Zresztą zwiększyła ochotę w klubie, a on doskonale o tym wiedział. Był jedną z nielicznych osób, z którą o tym rozmawiała i pytała o zdanie.
I rozumiała, że postawił już kreskę na swojej karierze. Zakłuło ją jednak, gdy stwierdził, że może w Walii spojrzeliby na to łagodniej… głównie dlatego, że w jej głowie pojawiła się myśl, że może w takim razie nie powinna go zatrzymywać. Może powinien wrócić w rodzinne strony? Czuła nieprzyjemny ścisk w żołądku i przez chwilę się nad tym zastanawiała, wbijając spojrzenie w jakiś niezidentyfikowany punkt przestrzeni…. Drgnęła dopiero, gdy nieświadomie nacisnął jakiś punkt spustowy na jej stopie, a ona aż zadrżała, gdy dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa. Wróciła na ziemię.
- Naprawdę nie wiesz? – sięgnęła po swojego drinka i upiła z niego niewielki łyk – Liczyłam na to, że powiesz jak zawsze marzyłeś o odznace, żeby iść w ślady rodziny. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Żebym ja mogłam wspomnieć o tym, że nie możesz rezygnować z marzeń. – wzruszyła lekko ramionami, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz. Zaśmiała się krótko pod nosem i jeszcze raz przyłożyła szkło do warg – Więc nie ułatwiasz mi tego zadania, Cadwalader. – dodała przekornie, odkładając szło na szklankę i podnosząc się z poduszek, żeby usiąść. I to usiąść na jego kolanach z łapskami założonymi na męskie ramiona – Nie rozmawiamy o mnie… – wytknęła, ale nie przestawała się uśmiechać – Ale powiedzmy, że cię lubię i zgodzę się na to małe odejście od tematu, żeby zaspokoić twoją ciekawość. Baletnicą. Nierealne. Niewykonalne. Ale dlatego tańczyłam. – bo zajęcia baletowe były jednym z jaśniejszych punktów jej dzieciństwa zanim nie wybuchła o nie awantura i nie zostało jej to zakazane. Szybko zderzyła się z rzeczywistością – Dlaczego przeszedł ci przez myśl wyjazd? Co on miałby dać? Jak po ucieczce z Toronto miałoby wyglądać twoje życie?



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie mógł nic na to poradzić, że starał się ją ochronić za wszelką cenę. Jak sama zauważyła był policjantem z krwi i kości, a czy to właśnie nie jest rolą policjanta by chronić innych obywateli? Zwłaszcza tych bardzo przyjemnych dla oka, bo nigdy nie twierdził, że jest tym dobrym gliną. Czasami pewnie przesadzał. Nadal próbował się odnaleźć w tej całej relacji, a odkąd w niej byli, odkąd się zakochał, tak naprawdę się zakochał i nie bał się o tym mówić... Było inaczej. Po prostu inaczej. Zależało mu, cholernie mu zależało. Więc wszystko, na co zgodziłby się wcześniej bez mrugnięcia okiem, teraz rosło do rangi pewnego problemu. Nie był idealny i nigdy nie próbował taki być. Czy w tym momencie to wszystko trochę wyolbrzymiał? Całkiem możliwe. To było trochę silniejsze od niego, chociaż jej argumenty... Cóż. Powoli zaczynały do niego trafiać.
- Dobra... Masz trochę racji. - przewrócił oczami po czym lekko się do niej uśmiechnął - Tylko weź po uwagę, że staraliśmy się jednak z naszą relacją ukrywać. Czasami mniej, czasami bardziej udolnie, ale nadal staraliśmy. W tym wszystkim powiedźmy sobie szczerze też, że większość osób, która mogłaby chcieć się za to mścić pewnie wiedziała, że potrafię być dość... elastyczny w swoim podejściu do egzekwowania prawa. - westchnął nie będąc z tego szczególnie dumnym, ale też nie ubolewając z tego powodu, wiedział kim jest natomiast chyba właśnie jakby nie patrzeć potwierdzał jej słowa, co sam zaczynał zauważać - W każdym razie powinniśmy się chyba postarać by twoje usta były zbyt zajęte. Wiesz, tak na wszelki wypadek. - uśmiechnął się do niej tym zawadiackim, niebezpiecznym pół uśmiechem, który wiele razy sprawił, że jej majtki same zsuwały się na podłogę.
Jej argumenty zaczynały działać. Na chwilę zawiesił się po prostu masując jej stopę szukając jakiegoś wyjścia z ich sytuacji, lecz na pierwszy rzut oka nie widział takiego, który zadowoliłby wszystkie strony. Nawet gdyby chciał walczyć ze swoim zawieszeniem nie miał zbyt wielu argumentów. Mógł ją wpisać jako swoją informatorkę, lecz wydział wewnętrzny ma to do siebie, że gdy zacznie już węszyć... Zawsze coś znajdą, a Arvel doskonale wiedział, że ma więcej za kołnierzem niż tylko nieścisłości w aktach. Mógł walczyć, lecz czy naprawdę było warto? Nie zauważył kiedy, ale jego priorytety nieco się zmieniły. Kiedyś byłą to kariera, praca, dobra zabawa. Teraz, gdy jego główny priorytet właśnie gramolił mu się na kolana? Strata pracy nie wydawała się aż taka przerażająca.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Też nie ułatwiasz nam tej poważnej rozmowy w tej pozycji. - wyszczerzył się do niej bo chyba brała pod uwagę, że była to jedna z jego ulubionych, a oni nadal nie mieli na sobie zbyt wiele ubrań.
Arvel był jednak na ten moment grzecznym chłopcem i po prostu głaskał zewnętrzną stronę jej ud, może gdzieś tam pozwalając żeby jego palce niewinnie sięgały od czasu do czasu jej pośladków. Niemniej nie próbował niczego innego, patrzył jej w oczy i słuchał tego, o czym marzyła mała Darcy z ciepłym uśmiechem.
- Trochę cieszę się, że jednak tą baletnicą nie zostałaś. Lubię twoje stopy i lubię to jak wyglądasz. - bo nawet on wiedział jak rygorystyczne są standardy dla baletnic i co się później dzieje z ich stopami, chyba się z jedną kiedyś umawiał, ale to zatrzymał dla siebie - I kochasz mnie Darcy. - poprawił ją z zawadiackim uśmiechem pociągając swoją koszulkę na niej tak by nachyliła się do niego i przelotnie ją pocałował - chyba nie myślała, że tak łatwo jej to odpuści.
- Nie wiem Darcy, nie pomyślałem tak daleko. Po prostu kiedy zaczyna człowiekowi grozić odsiadka, zwłaszcza policjantowi... Robi się dość poważnie. Lepiej ułożyć sobie życie na nowo. Trochę spanikowałem i w tej panice pierwsze o czym pomyślałem, to o Tobie. To chyba też się liczy, co? - spojrzał na nią nieco speszony, co rzadko mu się zdarzało.
Niełatwo było przyznać się do tego, że rzeczywiście miał moment paniki. Nie chciał żeby widziała go w takim wydaniu.

Darcy Bowman
33 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się zadowolona, bo to, że przyznał jej rację… to, że miała rację sprawiło, że przyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa. Może go jeszcze nie przekonała, ale zasiała ziarno. Będzie miał nad czym się zastanawiać i o czym myśleć w nocy. Chociaż wcale mu się nie dziwiła… właściwie oboje mieli dość podobne intencje, tylko stały one w sprzeczności do siebie. Bo on się martwił o nią, a ona martwiła o niego. Bo im zależało. I chyba tak naprawdę nie było dobrego wyjścia z tej sytuacji – Tak… wtedy ją ukrywaliśmy. I jestem pewna, że to się nam udało, bo nie wierzę, że Daniel pozwoliłby mi dożyć dzisiaj, gdyby o tym wiedział. – jego męska duma i poczucie własności oraz władzy nie pozwoliłyby mu zignorować tego, że Darcy miała kogoś jeszcze. Zostałaby ukarana i byłaby to bolesna kara… a gdyby jeszcze na jaw wyszło, że zdradzała go z policjantem – skończyłaby martwa. Była tego bardziej niż pewna – Ale teraz? Gdy przychodzisz do klubu? Gdy ja prosto z niego jadę prosto do ciebie? Nie ukrywamy się… i bardzo dobrze, bo wcale nie chcę się ukrywać. – nie mieli ku temu żadnych powodów, nie zrobili nic złego. Zresztą jeśli to miało udać się na dłużej niż pięć minut – nie było sensu się ukrywać – I wiesz, że dwa razy nie trzeba mi powtarzać. – dodała przekornie z charakterystycznym błyskiem w oku. Znał ją wystarczająco dobrze, żeby o tym wiedzieć. Była nieprzyzwoita… dokładnie tak samo jak on.
Nie zamierzała jednak szczególnie mocno na niego naciskać. Wiedziała, że na nią by to nie podziałało, a w pewnych kwestiach(i to nie tylko łóżkowych) byli do siebie wystarczająco podobni, żeby podejrzewać, że naciskając mogłaby uzyskać efekt odwrotny od zamierzonego. Musiał sam do tego dojść, musiał się z tym przespać. Zresztą… dużo lepiej ogarniała świat przestępczy niż ten policyjny. Tak naprawdę nie wiedziała nic o przypadku Arvela, o jego sprawie i o tym jak głębokie było gówno, w którym się znalazł. Dlatego zadawała te durne pytania… chciała zrozumieć.
I tylko wywróciła rozbawiona oczami, bo tym razem wyjątkowo nie wpakowała mu się na kolana, żeby próbować go uwieźć i odwrócić jego myśli od tematu. Nie. Po prostu chciała być bliżej i chciała mu patrzeć w oczu. Opuszkami palców automatycznie sunęła po męskim karku tak jak on sunął po jej udach. Powodowało przyjemne dreszcze, ale jeszcze nie odbierało rozumu. Jeszcze. Zaśmiała się cicho prosto w męskie wargi, gdy ją pocałował. Odwzajemniła ten pocałunek i nie odsunęła się do niego od razu. Czubkiem nosa trąciła jego policzek i zaraz po tym zagryzła na nim zęby.
- Traktuję to jako komplement, Cadwalader. – odsunęła się tak, żeby spojrzeć w jego oczu, jednocześnie opuszkami palców przesunęła po jego policzku, a kciukiem po dolnej wardze – Tylko psychopaci się nie boją, Arvel. I zazwyczaj źle się to dla nich kończy. – jej mąż był tego doskonałym przykładem. Niczego się nie bał. Nikogo się nie bał. Był święcie przekonany o swojej nieśmiertelności i nieskończonej władzy. A jednak… może gdyby miał w sobie odrobinę więcej rozsądku – ta dwójka by tu dzisiaj nie siedziała – Po prostu próbuję zrozumieć. Chcę zrozumieć. Chcę być w to zaangażowana… nie chcę dowiadywać się o wszystkim po fakcie. Chcę wiedzieć, co siedzi w twojej głowie. – uśmiechnęła się pod nosem – Możesz mi to obiecać? Że chociaż spróbujesz?


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”