Nie mógł nic na to poradzić, że starał się ją ochronić za wszelką cenę. Jak sama zauważyła był policjantem z krwi i kości, a czy to właśnie nie jest rolą policjanta by chronić innych obywateli? Zwłaszcza tych bardzo przyjemnych dla oka, bo nigdy nie twierdził, że jest tym dobrym gliną. Czasami pewnie przesadzał. Nadal próbował się odnaleźć w tej całej relacji, a odkąd w niej byli, odkąd się zakochał, tak naprawdę się zakochał i nie bał się o tym mówić... Było inaczej. Po prostu inaczej. Zależało mu, cholernie mu zależało. Więc wszystko, na co zgodziłby się wcześniej bez mrugnięcia okiem, teraz rosło do rangi pewnego problemu. Nie był idealny i nigdy nie próbował taki być. Czy w tym momencie to wszystko trochę wyolbrzymiał? Całkiem możliwe. To było trochę silniejsze od niego, chociaż jej argumenty... Cóż. Powoli zaczynały do niego trafiać.
-
Dobra... Masz trochę racji. - przewrócił oczami po czym lekko się do niej uśmiechnął -
Tylko weź po uwagę, że staraliśmy się jednak z naszą relacją ukrywać. Czasami mniej, czasami bardziej udolnie, ale nadal staraliśmy. W tym wszystkim powiedźmy sobie szczerze też, że większość osób, która mogłaby chcieć się za to mścić pewnie wiedziała, że potrafię być dość... elastyczny w swoim podejściu do egzekwowania prawa. - westchnął nie będąc z tego szczególnie dumnym, ale też nie ubolewając z tego powodu, wiedział kim jest natomiast chyba właśnie jakby nie patrzeć potwierdzał jej słowa, co sam zaczynał zauważać -
W każdym razie powinniśmy się chyba postarać by twoje usta były zbyt zajęte. Wiesz, tak na wszelki wypadek. - uśmiechnął się do niej tym zawadiackim, niebezpiecznym pół uśmiechem, który wiele razy sprawił, że jej majtki same zsuwały się na podłogę.
Jej argumenty zaczynały działać. Na chwilę zawiesił się po prostu masując jej stopę szukając jakiegoś wyjścia z ich sytuacji, lecz na pierwszy rzut oka nie widział takiego, który zadowoliłby wszystkie strony. Nawet gdyby chciał walczyć ze swoim zawieszeniem nie miał zbyt wielu argumentów. Mógł ją wpisać jako swoją informatorkę, lecz wydział wewnętrzny ma to do siebie, że gdy zacznie już węszyć... Zawsze coś znajdą, a Arvel doskonale wiedział, że ma więcej za kołnierzem niż tylko nieścisłości w aktach. Mógł walczyć, lecz czy naprawdę było warto? Nie zauważył kiedy, ale jego priorytety nieco się zmieniły. Kiedyś byłą to kariera, praca, dobra zabawa. Teraz, gdy jego główny priorytet właśnie gramolił mu się na kolana? Strata pracy nie wydawała się aż taka przerażająca.
-
Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Też nie ułatwiasz nam tej poważnej rozmowy w tej pozycji. - wyszczerzył się do niej bo chyba brała pod uwagę, że była to jedna z jego ulubionych, a oni nadal nie mieli na sobie zbyt wiele ubrań.
Arvel był jednak na ten moment grzecznym chłopcem i po prostu głaskał zewnętrzną stronę jej ud, może gdzieś tam pozwalając żeby jego palce niewinnie sięgały od czasu do czasu jej pośladków. Niemniej nie próbował niczego innego, patrzył jej w oczy i słuchał tego, o czym marzyła mała Darcy z ciepłym uśmiechem.
-
Trochę cieszę się, że jednak tą baletnicą nie zostałaś. Lubię twoje stopy i lubię to jak wyglądasz. - bo nawet on wiedział jak rygorystyczne są standardy dla baletnic i co się później dzieje z ich stopami, chyba się z jedną kiedyś umawiał, ale to zatrzymał dla siebie -
I kochasz mnie Darcy. - poprawił ją z zawadiackim uśmiechem pociągając swoją koszulkę na niej tak by nachyliła się do niego i przelotnie ją pocałował - chyba nie myślała, że tak łatwo jej to odpuści.
-
Nie wiem Darcy, nie pomyślałem tak daleko. Po prostu kiedy zaczyna człowiekowi grozić odsiadka, zwłaszcza policjantowi... Robi się dość poważnie. Lepiej ułożyć sobie życie na nowo. Trochę spanikowałem i w tej panice pierwsze o czym pomyślałem, to o Tobie. To chyba też się liczy, co? - spojrzał na nią nieco speszony, co rzadko mu się zdarzało.
Niełatwo było przyznać się do tego, że rzeczywiście miał moment paniki. Nie chciał żeby widziała go w takim wydaniu.
Darcy Bowman