28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Słucham? — dopytuje oto gwałcenie ludzi. Tego jeszcze nie słyszała, ale wielką fanką waleni w ogóle nie była — z wybrzeża można zobaczyć wieloryby i organizują rejsy, żeby można było zobaczyć delfiny — dodaje zaraz i tak. Obie aktywności miała zaplanowane. Rejs małym jachtem na jego dziobie wydawał się być porywający. Co do skolopendr pokiwała głowa, nie wyglądały na najfajniejszych przyjemniaczków. Zresztą Kovalski nie przepadała za jakimkolwiek bezkręgowcami. Z jakiegoś powodu były zmiennocieplne, takim istotom się nie ufa. Gadom też.
Do Afryki wyleciał, a do niej mamy blisko — zaczęła Charlotte, marszcząc przy tym delikatnie swoje brwi — może pomylił lądy i go tu spotkamy? — spytała, parskając śmiechem. To dopiero by było. Człowiek-gołąb z nimi na wakacjach. Brakowałoby jeszcze świnie zaczęły latać. Chociaż tu na szczycie nie było żadnych dzieci, wyglądających na fanów Świnki Peppy.
Strzeliła mu standardowego kuksańca pod żebra. W żadnej chwili się nie hamowała, musiała dać upust temu uczuciu. Wiedźma? To Patel był ogrem.
To trzeba zejść ze szlaku, a nie lać na samym jego środku — wycedziła Charlote, a chwilę później już chowała się w jego ramionach — PATEL! — krzyknęła i walnęła go pięścią w tors. Na takie słowa nie było odpowiedniego momentu. Chociaż może był? Znowu William udaje wielkiego kozaka, buja się na prawo i lewo, a ona jest wręcz tym rozbawiona i przestraszona na raz. Obronił ją, rzucając tym policjantem. Taki był odważny. Była pod wrażeniem, jak typ zbiegał ze szlaku z opuszczonymi spodniami. Niestety, zdołała zobaczyć jego gacie z logo lidla. Lidl też był marketem na kanarach.
Biedronka — przeczytała, przechylając głowę — to chyba polski — kurna, wszystkie znaki rozpoznawalność były odhaczone. Siatka, JP II, polskie piwo i sandały ze skarpetami — cała siata leszków — mruknęła pod nosem, bo jej babka zabierała ją kiedyś do Polski. Pamiętała, jak jebała piwo. Pojechały razem na wycieczkę rowerową. Babcia kupiła jej loda, a samej sobie piwo. Koniec wypracowania Caro w drugiej klasie szkoły podstawowej o, Will. Powiedz leszek, albo chrząszcz brzmi w Szczebrzeszynie — brzmiała, jak typowy wężousty z Harrego Pottera. Jakieś syczenie, inne rz, sz, cz. Dla osoby nie znającej polskiego języka, to dopiero musiało być trudne. Zwłaszcza że Lotte mówiła bardzo łamanym polskim.
Dobra, chodź wracamy do auta — zarządziła finalnie Charlotte, klaszcząc w dłonie. Sam powrót wydawał się być szybki. W samochodzie nałożyła mu kolejną warstwę aloesu. Działanie profilaktyczne może coś faktycznie da. Szybciej Patel okaże się żmiją, a skóra zacznie stopniowo z niego schodzić. Potem już jechali, kolejne trzydzieści minut.
Tu nasz hotel — a raczej przytulny dom z kilkoma pokojami, wszystko się zgadzało. No, może poza kłótnią z gospodarzem, bo nie było już pokoju z pojedynczymi łóżkami — tu pokój, tu śpimy — duże łóżko, łazienka, szafa, stoliczek z czajnikiem herbatą, kawą i butelkami wody — tu kolacja, tu jemy — tak chodziła po tym w hotelu. Przed wyjściem zostali uroczeni przysmakami od gospodarzy, a później trzeba było ruszyć dalej — Dobra, idziemy z powrotem na górę — klasnęła w swoje dłonie, po czym poczłapała wprost na zdobycie szczytu. Przepakowała trochę plecak, nawet czołówkę (sic!) wzięła ze sobą.
I jak podoba Ci się? — zagadnęła, uśmiechając się szeroko. Na przeciwko zachodzącego słońca rozłożyła kocyk, rozsiadając się na nim. Jeszcze chwila i zajdzie słońce, a wtedy będą mogli podziwiać gwiazdy na niebie — gdyby nie fakt, że tutaj jesteś, to powiedziałabym, że jest tu romantycznie — stwierdziła, rozsiadając się wygodnie na kocyku. Wyspa delikatnie schowana za obłoczkami z chmur i przebijające się za nią promienie słońca. Idealnie, może nawet zbyt idealnie. Brakowało jedynie taniego wina — a tak to muszę siedzieć z ogrem — cebula ma warstwy, ogry mają warstwy i William tez miał warstwy. Pytanie czym był? Cebulą? Ogrem? A może tortem?
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Opowiadam jej o tym jak czytałem w artykule, że delfiny to strasznie napalone skurwysyny i tworzą gangi, między którymi dochodzi do bójek i różnych innych batalii, a poza tym to się zdarza, że taki gang porywa człowieka z płytkiej wody tylko po to żeby próbować go gwałcić. Strasznie krzywa akcja, dlatego nie ufałem tym pływającym skurwielom. Ale walenie to już chętnie bym zobaczył i nawet się trochę jaram jak mnie informuje, że to też ma w planach. Boże, ona była niemożliwa z tym planowaniem, chyba byłem pod wrażeniem. Śmiejemy się z gołębia, ale szczerze mówiąc to nie chciałbym go tutaj spotkać, jeszcze by nam zniósł kolejne jajko, a ja nie do końca pamiętałem co się właściwie stało z poprzednim. Potem przeganiam tego chłopa jak prawdziwy bohater i zdobywam nagrodę w postaci płynnego złota. Co było więcej warte? Cała siata Leszków czy pocałunek księżniczki? Tym drugim też bym się zadowolił w sumie. Patrzę na nią jak tak syczy do mnie i nie wiem czy mnie nie przeklina w tym momencie. Nawet nie próbuję tego powtarzać, bo bym poległ pewnie na pierwszej sylabie. W każdym razie zabieram torbę pełną skarbów i wracamy do auta, a potem prosto do hotelu. Robi mi wycieczkę po okolicy i z zaciekawieniem oglądam pokój (na tym łóżku to już się chciałem wyłożyć, ale mi nie daje), potem kuchnię, a potem kolejna wycieczka. Boże, ta dziewczyna mnie kiedyś zamęczy, ale nie będę przecież mulił w hotelu, skoro mieliśmy jeszcze gwiazdy do zobaczenia. Podczas drogi na górę trochę narzekam, że nogi mnie bolą i plecak ciężki, bo ona miała wszystko co potrzebne w swoim, a ja w swoim browary, flaszkę, kanapki i hasz. Czyli w sumie też same potrzebne rzeczy. W końcu docieramy do celu, a ja od razu zrzucam bagaż oraz buty i rozsiadam się na tym kocyku, od razu rozprostowując nogi. Tego mi było trzeba, chwili odpoczynku - Bardzo - wokół było pięknie, natomiast słońce znikające za oceanem robiło ogromne wrażenie - Ta? A ja i tak powiem, że jest romantycznie, a będzie jeszcze bardziej jak się zrobi ciemno - wzruszam ramionami - Z ogrem? - unoszę obie brwi i się krzywię, ale tylko na pokaz, bo tak naprawdę to się nie obrażam - Chyba z piratem, zobacz co mam - sięgam do swojego plecaka, chwilę grzebię we wnętrzu aż wyjmuję dużą butelkę, żeby jej pokazać - Ronmiel de Canarias - czyli taki lokalny, miodowy rum, ale to pewnie też zdążyła już gdzieś wyczytać. Ja w sumie czytałem tylko o tym - Skusisz się? - pytam, chociaż nie oczekuję innej odpowiedzi, niż no jasne, właściwie nie chcę nawet słyszeć odmowy, już dzisiaj i tak nie będzie musiała nigdzie jechać, można się było zrelaksować. Otwieram trunek i podaję jej flaszkę - Znasz się trochę na gwiazdach? - pytam, bo ja się znałem, chociaż tutejsze niebo wyglądało zupełnie inaczej niż w Kanadzie i byłem bardzo ciekaw co też zobaczymy jak słońce wreszcie zgaśnie. Zapowiadała się bezchmurna, piękna noc z tysiącem błyszczących punktów ponad naszymi głowami. To naprawdę brzmiało bardzo romantycznie.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Charlotte podkula kolana bliżej siebie. Wiatr powodował, że przez jej ciało przechodziły dreszcze, pojawiła się gęsia skórka, ale widok był tak niesamowity. Przez moment wpatrywała się w niego w ciszy, a później odwróciła się w stronę Patela. Tańczące światła zachodzącego światła w jego oczach wyglądały jeszcze piękniej. Przez moment bała się przełknąć ślinę, bo chyba zakochała się w tym widoku.
Wiesz, myślałam, że gdy jesteśmy razem nie może tak być — zaśmiała się nerwowo pod nosem. Choćby nie chciała wracać do Toronto, to robiła to. W głowie kołatały jej myśli z sądu, każdej ich kłótni, a to bolało ją jeszcze bardziej. Tak naprawdę w myślach próbowała go bronić. Mógł pozwolić na wywiezienie jej do afrykańskiego burdelu, nie bronić jej przed gadem, zboczeńcem. Musiał być dobrym człowiekiem. Chciała móc w to wierzyć. Naprawdę. Tylko wszystko wewnętrznie gryzło się jej ze sobą.
Piratem to dopiero będziesz — parsknęła Lotte, widząc butelkę — kupię Ci taką czarną chustę z czaszkami na obserwację wielorybów — wtedy William zostanie prawdziwym kapitanem Jackiem Sparrowem — chociaż piraci nie narzekają — dodała, chichrając się cicho pod nosem. Tak, wypominała mu całą wędrówkę. Bywały momenty, w których chciała zepchnąć go w przepaść. Dla niej wędrówka była czymś prostym. Miała kontemplować naturę, dać się ponieść surowym krajobrazom, a przy Patelu było to niemożliwe. Cały czas słuchała narzekania starej baby, co gorsze w hotelu pewnie będzie pokazywał jej odciski, a ona wręczy mu na nie plasterek.
Chyba nie mam wyboru, co? — zaśmiała się, chwytając butelkę. Szybko wzięła kilka większych łyków i od razu się skrzywiła — jezu, jakie to słodkie — ta nutra miodu była zdecydowanie zbyt mocna, jak na jej kubki smakowe. Wolała gorzki alkohol. Pierdolone whiskey wypiłaby na raz bez żadnego zastanawiania się. A rum? To nie było modżajto dla mojej świni, a jego właśnie potrzebowała.
Trochę — no przecież, że przyjechała przygotowana — połóż się, to Ci je pokażę — powiedziała, kładąc mu dłoń na torsie i pchając delikatnie ku dołowi. Sama położyła się zaraz przy nim, prawie się wtulając. Drażnił ją zmieszany zapach alkoholu oraz ciepło jego ciała. Przysunęła się do niego delikatnie, głowę podparła na łokciu i patrzyła ku górze.
Widzisz te trzy gwiazdy w prostej linii? — dopytała, pokazując mu dłonią, o co dokładnie jej chodziło. Przybliżyła się jeszcze bliżej, by ich perspektywy były zbliżone — to Orion — stwierdziła spokojnym tonem, czekając na jego potwierdzenie — Orion był myśliwym, który kochał tak mocno, że jego historia została zapisana w gwiazdach — teraz to dopiero zaczynało robić się romantycznie. Przez ułamek sekundy spojrzała na jego twarz, po czym odwróciła się w stronę gwiazd — a tam trochę dalej to lew — wskazała kolejny gwiazdozbiór — jak ty — zaśmiała się cicho pod nosem, unosząc jeden z kącików ust ku górze — podobno gwiazdozbiór symbolizuje siłę oraz lojalność — co zgadzałoby się bardziej z Charlotte, ale tego nie wypowiedziała głośno. Kącik ust jej drgnął, bo brak lojalności wobec niej najbardziej mu zarzucała. Przecież gdyby był nie wziąłby sprawy jej rodziców, prawda? — a ta najjaśniejsza gwiazda to serce, które nigdy nie gaśnie — zamilknęła przez chwilę. W środku czuła sprzeczność, której nie była w stanie już w łatwy sposób ukryć. Dlaczego w takim momencie chciała się do niego przytulić? Zniszczył jej matce życie, a ona zamiast się kłócić, zamiast planować jego zniszczenie, wtuliła się w niego. Wewnątrz tłumaczyła sobie, że to przez zimno, choć wiedziała, że było kompletnie inaczej.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”