36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Wracać?! Ale po co ty chciałabyś wracać tam - zmarszczył brwi, chociaż dobrze wiedział do czego piła Rosario, czyli do tego, że mimo, że byli małżeństwem, to jeżeli problem zdrady miałby jednak skrzywdzić ją na tyle, by nie chciała dalej z nim rozmawiać, to zawsze mogła go zostawić i zostać samotną matką, albo rozwódką w tamtym domu. Serce go zabolało na samą myśl, ale już Rosa wyszła z samochodu i nic nie słucha jak on za nią nawoływał.
Niestety cała sprawa z policją wydarzyła się bardzo szybko i nagle mężczyźni już go wyzywają i mówią, że takie ścierwo trzeba deportować. I Ricz chociaż jest wkurzony na Rosę maksymalnie to trzyma buzie na kłódkę i nic nie mówi, że ona też powinna być deportowana. Jednak jest na tyle trzeźwo myślący w tym chaosie, że wiedział, że jeżeli ich oboje deportują, to już nic ich nie czeka. Bo jak na przykład zajmą sie kwestią pieniędzy za dom, który kupił? To były bardzo skomplikowane sprawy, bo on jeszcze nawet nie do końca jest pewny, czy wszystkie formalności z kupnem się zakończyły, a tu by musiał znów sprzedawać. I nie wiadomo czy Sergio by im oddał dom jakby wrócili? Ricz rozważa natomiast to, czy jednak ta deportacja to nie jest najlepsze co by go spotkało. Bo miałby z głowy afery, które kręci Rosa, trochę by popłakał za nią, ale w Portorico na pewno by znalazł sobie jakąś inną dupeczkę, dzięki której zapomniałby o tej diablicy. Może. Ale możliwe też, że by z tęsknoty za Rosą umarł.
Rosa chyba też miała te same myśli, skoro jednak koniec końców przyznała się do tego, że to wszystko to był jeden wielki fejur i że po prostu to była kłótnia kochanków.
Wyczłapali się z posterunku. Ricz potargany, wkurzony i z rozpiętą koszulą, Rosa zmęczona i skrzywiona. Ona siada na ławeczce przed, a on idzie szukać auta. Cholera, może byłoby łatwiej jakby wszystkie auta nie wyglądały tak kurwa samo. Jeszcze jak byli w Portorico to on miał cadillaca z lat sześćdziesiątych, żółtego z opuszczanym dachem - wszędzie go było widać. A tego suva to nie rozpoznałby. Łazi tak w kółko, zerka kątem oka i widzi ja do Rosy się jakiś zboczeniec przysiadł i chciał już do niej iść, ale jeszcze się porozglądał ale bezowocnie.
- A nie wiem, moze wciążna higwayu stoi!? - unosi Ricz ręce, już słychać w jego głosie, że jest umęczony i patrzy na policjanta, który chyba nie ma co robić. - Podwieź nas, Rosa nie może tu zostać - pokazał kciukiem na swoją ciężarną żonkę i ponieważ przystojny policjant kończył pracę, to już uznał, że może im pomóc. No i wsiedli do jego autka, Ricz pociągnął Rozi na tylne siedzenie i za rączkę ją trzyma, żeby tej nie wpadło do głowy coś durnego, jak na przykład podrywanie policjanta jak mąż jest obok. Jak ona znów jakiś z nim temat nawija, to Ricz ją trochę mocniej za tę rączkę ściska, aż w końcu mijają miejsce gdzie ich zatrzymali no i nie ma tego auta.
- A możesz nas zawieźć do Ikei, o tu? - pokazuje Ricz palcem przez kraty, bo oni siedzieli w takim samochodzie, gdzie tylne siedzenia były dla zbirów i nawet było dość brudno, Ricz zobaczył gluty przyklejone na zagłówku kierowcy, przed twarzą Rosi i modlił się, żeby ona nie zobaczyła, bo będą tu mieć wymioty egzorcist style.
Policjant coś tam pod nosem gada, że no mogą, ale że musi zatankować. Wysiedli więc na jakiejś stacji benzynowej i Rosa poszła siku, a Ricz ogląda gazetki i nagle w jednej widzi zdjęcie kogoś wchuj kogo kojarzy z podpisem "Pedofil wychodzi na wolność po 20 latach, ktokolwiek widział ktokolwiek wie". Ricz marszczy brwi i przechyla głowę a potem patrzy na policjanta i znów na gazetę i poleciał zestresowany do łazienki do Rosi. Jakaś baba mu zwraca owagę, że to damska toaleta, ale on już mówi:
- Rozi jesteś tu? Patrz na to- i wsuwa jej pod drzwi gazete otwartą na zdjęciu z podpisem.



Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
Welkom in Canada
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rosa wcale nie lubił Kanady, niby wszyscy jej mówili, że tu jej dzieci mają lepszą przyszłość, że bla bla bla, ale ona kochała Portoryko. Chciała tam kiedyś wrócić, żeby jej bąbelki wychowywały się w tej ich pięknej willi z basenem. Ganiały się po ogródku z Burtitosem i Churrosem, a teraz co?
Teraz wuj Sergio będzie tam pewnie spraszał jakieś roznegliżowane, młodsze od siebie o dwadzieścia lat baby. Aż ją zemdliło na samą myśl. Ale już idzie autostradą, a potem ich zgarnia policja. Richa chcą deportować, jej nie, bo przecież ona ma tutaj legalną pracę, to znaczy teraz jest już na chorobowym, bo się na każdej sesji rozklejała i to pacjenci musieli ją uspokajać, a nie ona ich, więc już jej kazali siedzieć w domu, ale zatrudniona jest. No i przecież prowadzi swoją praktykę, ma tam kilku pacjentów, na przykład William, Madoxa i jeszcze kilka osób z ich kamienicy, ale to tajemnica lekarska.
Za to tajemnicą nie było wcale to, że Ricardo zgubił ich samochód. Rosa sobie siedzi na tej ławce i myśli, czy ten mąż jej pożal się panie boże, to coś umie zrobić dobrze, ale jak spojrzała na dół i zamiast swoich stópek, zobaczyła ten wielki brzuch, to stwierdziła, że dzieci jej dobrze chyba zrobił. I to podwójnie.
Ale to by było na tyle, bo... małżeństwo im zepsuł zdradą, dom ich piękny sprzedał i jeszcze zgubił nowy samochód.
Na szczęście się do niej przysiada ten policjant i zaczyna ją pocieszać, więc oni tam gadu gadu. Okazuje się, że jemu żona umarła i coś tam. Rosa też go pożałowała, nawet chciała mu zaproponować... terapie! Ale się Ricardo do niej przysiadł, jakby to o jakąś randkę chodziło.
Potem w końcu stwierdzili, że może ich auto jest na autostradzie, a miły policjant, że ich tam podwiezie. Rosa chciała sobie siąść obok niego, pobawić się trochę... kogutem policyjnym, ale paskudny Rich jej nie pozwolił ciągnie ją do tyłu i jeszcze ściska za rękę. Ona się od niego odsuwa, że jej jest ciasno i duszno, całą drogę oglądała swoje paznokcie. A jak się okazało, że samochodu nie ma, to już chciała do domu jechać, ale Ricardo mówi, że do Ikei. No i z jednej strony dobrze, bo jednak musieli kupić to łóżko, a z drugiej, to już była zmęczona.
Więc kiedy się zatrzymali na stacji, to ona zaraz idzie do kibelka, bo dawno nie była w sumie, tylko dwa razy na komisariacie. Siedzi sobie w kabinie i już wyjęła telefon, żeby napisać do Gaby jaki Ricardo jest beznadziejny, ale on jej podsuwa pod drzwiami jakąś gazetę. Rosa tak patrzy na to zdjęcie i patrzy, czyta kilka razy ten podpis, a zaraz wstała, poprawiła się i otwiera drzwi, ale zamiast wyjść, to złapała Richa za fraki i go wciąga do siebie do kabiny.
- Co to jest Rich? - zapytała i patrzy na niego wielkimi, ciemnymi oczętami - przecież... Przecież on jest taki miły, i ma mundur - bo ten ich policjant to oczywiście w mundurze, ale Rosa też miała taki mundurek, trochę bardziej hot, więc może ten jego też jest podrabiany? Zacisnęła mocno palce na koszuli Ricardo i go szarpie - idź mu powiedz, że nigdzie z nim nie jedziemy - proste to dla niej było. A potem to niech tam już się dzieje co chce, chociaż... - nie no, musisz go obezwładnić, przecież to jest zwyrol jakiś, a ja zadzwonię po prawdziwą policję - stwierdziła w końcu, bo przecież tak chyba tego nie zostawią. Chociaż ciekawe co na to Ricardo, bo jednak tamten koleś był dobrze zbudowany, szanse miał niewielkie ten jej mąż. Ale! Jak się podda to przecież co ona potem dzieciom powie, że ich ojciec to tchórz? No lepiej by było, jakby mogła im powiedzieć, że bohater przecież.

Ricardo Martinez
zgrozo
nie generuj mi postów ok?
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Rosa to tak zawsze, że ona wcale nie podrywa swoich pacjentów, a jak Ricz ją ostatniego dnia z pracy wyciągał, bo już płakała na kolejnej sesji i odeslali ją do domu na macierzyński, to widział dokładnie jak patrzyła na przyszłego rozwodnika, któremu się z żoną nie udawało i jak ten silver fox patrzył na nią. Jak jakieś gołąbeczki! Jakby się dowiedział, że ona go na boku zrobiła z takim właśnie, to tak by się zdenerwował, że ten ich jedyny dom w Toronto by zdemolował i tyle by było z małżeństwa.
- Jak obezwładnić, na głowę upadłaś Rosi? Słyszałaś co oni powiedzieli, ze mnie deportują? i to na podstawie twojego fałszywego oskarżenia, a myślisz że jak zobaczą jak białasa dociskam do ziemi to co mi zrobią? Medal wręczą- skisł trochę, obejrzał się za siebie, a potem już tylko na Rosi patrzył, bo już dawno nie patrzyła na niego i już dawno nie byli tak blisko (bo nie liczy się spanie w jednym łóżku, bo Rosa tam ustawia mur z poduszek pomiędzy nimi), aż mu trochę mowę odjęło jaka ta jego żonka jest piękna. Miała takie piękne wielkie oczy, które zawsze patrzyły na niego uważnie i teraz też patrzyły tak, jakby go w końcu zobaczyła, jakby nie był tylko wkurwiającą osobą, z którą mieszka w jednym mieszkaniu, która jej zrobiła dzieciaka i podaje jej obiady. Tylko może, jakby był kimś na kim się może oprzeć. I tak to nim poruszyło, że stwierdził, że no trudno najwyżej go deportują. Nagle się zorientował, że trzyma ją pod łokciami, kiedy ona go szarpie za koszulę. I tak przez moment stali wpatrzeni w siebie, ona nie wiedziała nawet jak bardzo w głowie Ricardo to była romantyczna chwila tu nad klopem, ale dla niego to było bardzo romantyczne. Podjął decyzje, przesuwa jedną rękę na bok żeby jej brzucha pogładzić i kiwa głową.
- Dobra, zostań tu i nie wychodź, wrócę po Ciebie - poprosił ją, ale prosić Rosę o coś, to wiadomo, że go nie posłucha.
Więc kiedy wyszła po jakiś dwudziestu minutach to nie znalazła ani jego, ani tego policjanta, tylko faceta za kasą, który mówi, że nie ma pojęcia o kogo ona pyta, on tu nie ma jakiejś ewidencji kto wchodzi i kto wychodzi ze stacji benzynowej.

Owe dwadzieścia minut to było coś najgorszego w życiu RIcza, bo jak tylko wylazł z łazienki to już się natknął na tego zboka w policyjnym przebraniu. Mruży oczy widząc jak ten zagaduje do jakiegoś dzieciaka przy lodówce z lodami i podbił do nich, czując jak mu się krew zagotowała na sam ten widok.
- Co ty robisz zwyrolu, zostaw tego dzieciaka- z grubej do niego zaczyna, na który to ton policjant trochę się zdziwił, zmieszał, czy cokolwiek - ale Ricz już widzi jak ten spiął się i coś odburknął. Chwilę mu zajęło przemyślenie, czy ten latynos to tak serio do niego, czy tylko żartuje, ale na wszelki wyapdek pod nosem powiedział,że czeka w aucie. Ricz spiął swoje muskuły i polazł za nim do policyjnej fury, wcale nie zamierzając zabierać ze sobą Rosi. Póki co nie wsiada za polijcnatem, tylko staje przy oknie pasażera, które tamten trzymał otwarte, pochylił się, żeby mu pokazać jakie ma bice i mówi mu stanowczo: - My z żoną nie jedziemy z tobą dalej, możesz wracać do swojej dziupli dla zwyrola, ale najpierw masz mi oddać te cichy policyjne i odznake. Wiem już kim jesteś, twoja morda jest na wszystkich słupach pedofilu .
Ricz nie chciał, żeby ktokolwiek inny dał się nabrać na tę gierkę "dobrego policjanta", więc tak wymyślił, niestety się nie spodziewał, że ma do czynienia z psycholem, który się zachowa po psycholsku, albo po prostu sądził, że będzie jak w filmach i tamten sie obsra i ucieknie. Ale nie, bo zaraz tamen się uśmiecha dziwnie i odsłania kurtkę, żeby pokazać mu, że zza pazuchą ma klamke. - Taki jesteś sprytny? Wsiadaj kurwa, albo rozwalę wszystkich na tej stacji - Riczowi to aż serce do gardła podeszło, ale nie miał innego wyjścia, jak wywieźć tego wariata jak najdalej od Rosi jak się da. Szybko przekalkulował, że jeżeli wejdzie do auta, to odjadą i ten nie zacznie strzelać na oślep. Uznał, że Rosi nic sie nie stanie jak poczeka sobie sama na stacji benzynowej, jak zgłodnieje to sobie hotdoga kupi, a jak będzie bardzo źle to ją William odbierze. Bardzo źle w sensie, że na przykład jak Ricz nie wróci do niej na tę stację.
Dlatego chociaż gacie to zaraz będzie miał sfajdane, to wsiada do auta na przednie siedzenie. Pedofil się uśmiecha okrutnie i przesuwa biegi, a później nagle dodaje gazu i wjeżdża z impetem na autostradę. Ricz niby widział już pistolet nie raz, ale zwykle obok miał albo Madoxa, który wiedział jak się zachowywać w okoliczności grożenia bronią, albo innego kolege z Portorico, który by na siebie wziął ogień. Ale takiej sytuacji, że był sam i ktoś mu groził, to był tylko raz na pamiętnej chińskiej saunie, kiedy w obronie pieseczków dał się przebrać w stringi z panterką. Niestety tym razem chyba się nie skończy podobnie, bo Ricz mimo że niestary, to już nie był w typie podrabianego policjanta.
A temu się włączyła evil talk i zaczął nadawać o tym, że ludzie go nie rozumieją, że on jest jak każdy inny i że od starożytności było to powszechne, że młodzi chłopcy byli kochankami starszych mężczyzn i mówił strasznie dużo takich tekstów od których Riczowi się już zbierało na rzyganie, aż niewarto tu tego przywoływać, ale nagle psycholowi coś odwaliło i wyjął spluwe i trzyma ją na kierownicy robiąc slalomy pomiędzy samochodami na tej autostradzie. Nakręca się jeszcze bardziej snując opowieść o tym, że pokaże mu swoją dziuple zwyrola, skoro chciał tak bardzo go do niej wysłać i że zmusi go i on sam zakosztuje smaku małego ciałka. Ricz tam się trzyma sufitu i bo rzuca nim po całym siedzeniu i już nawet nie wie czy się ma bać tej jazdy czy tego pistoletu tak właściwie. A może tych gróźb.
Jechali tak dobre pół godziny, kiedy coś się wydarzyło, a Ricz pojął, że inni ludzie na autostradzie się zorientowali, że coś jest nie tak, i nagle słyszą syreny policyjne. Facet się pochyla nad kierownicą i jebnął w nią dłońmi przeklinając siarczyście. Ricz też wychyla sie i widzi, że nad nimi jest jakiś helikopter.
Chłop tam najwija o tym, że nigdy nie był zrozumiany, ale że teraz wszystkim pokaże.
Ricz tak se myśli, że no kurde, cały kraj go zobaczy bo takie pośgici policyjne... a do tego policja goniąca policję, to na pewno polecą viralem, więc tak - faktycznie wszystkim pokaże. Powiedział mu nawet, żeby się zatrzymał, bo to nie skończy się dobrze, ale facet kazał mu zamknąć ryja, przeładował spluwę i Riczowi znów jest niedobrze, już sobie pod nosem wzdycha do Najświętszej Panienki i myśli, żeby ta pomogła Rosi być dobrą samotną matką jak jego zabraknie. A wtedy nagle policjant wybucha śmiechem i mówi, że za siedem lat to że on wyrucha mu te dzieci jak wyjdą już z jego żonki.
Co to to już było za dużo.
Ricz mógł zostać porwany, można mu było grozić, ale jak usłyszał, że ktoś grozi jego nienarodzonym dzieciom to się wkurzył i niewiele myśląc go z łokcia jebnął w twarz.
I nagle dzieją się różne rzeczy. Po pierwsze wpadają w poślizg, bo facet przestał kontrolować auto po tym ataku, Ricz widzi, że chyba stracił przytomność, wszedzie jest krew z jego nochala, po drugie wystrzelił z pistoletu i zbił tym samym przednią szybę. To działo się jak w zwolnionym tempie i Ricz się zasłania rękami przed szkłem i też przed hukiem, a później nagle czuje jak podskakuje na fotelu... i niewiele więcej pamięta.
Ale już jakiś czas później czuje, że leży na gorącej jezdni i kiedy go wybudzali to ktoś mu powiedział, że dachowali. Ktoś inny wyciągnął policjanta zwyrola i Ricz podnosi się za szybko z ziemi, aż się zakołysał i mówi ludziom, że to jest przebieraniec, który go porwał, i że ma broń i że on ma jakieś dzieciaki w piwnicy.
Ludzie średnio chcieli uwierzyć, bo pewnie byli rasistami, ale na szczęście prawdziwi policjanci uwierzyli, i próbowali go opanować. Machali do niego rękami i mówili, że już spokojnie, że tam jest karetka.... Ricz jednak miał już dość jak na jeden dzień tych wszystkich błękitnych ludków. Zaczął przeklinać, że go wszyscy w Toronto traktują jak przestępcę i nagle pojawiła się jakaś kobieta z kamerzystą i złapała go na wizji i Ricz powtórzył to wszystko i cała swoją historię i nie wie nawet, ale został opublikowany na wieczornym wydaniu wiadomości, jak i również wrzuclili go na rolki w Intrnecie z hasztagiem #freedomforportoricans #canadaisopenminded.

Jakieś dwie godziny trwało zanim Ricz wrócił na felerną stację bezynową. Cały spocnony wyładował się z ich białego autka, które postawił na samym środku stacji benzynowej i wybiega i szuka Rosi..szuka po całym terenie... Ale gdzie jest Roska?

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
Welkom in Canada
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Riczard, czyli po kanadyjsku Dick, to taki właśnie był, że on to mógł ją zdradzać z jakąś rudą lisicą, ale jak ona się uśmiechała do tego silver foxa, to już nie tak fajnie. Taki był Rich hipokryta.
Dlatego Rosa mu zaraz mówi, że musi tego policjanta obezwładnić.
- Boże Rich, to jest jakiś facet co krzywdzi dzieci, a ty tylko o sobie myślisz? - nadyma Rosa te swoje czerwone usteczka, bo jak wychodziła za Ricardo to jeszcze miał jaja, po hiszpańsku cochones, a teraz je stracił zupełnie.
No niby ona nie chciała, żeby go deportowali i by musiała wtedy sama mieszkać w ich kanadyjskim domu i dzieci wychowywać, ale! Nie chciała też, żeby taki kryminalista chodził po ulicy. Miała tutaj taki dylemat moralny, zaciskała paluszki na jego koszulce i patrzyła mu głęboko w oczy, jakby zaraz miał iść na jakąś wojnę. I już... już prawie, mu miała powiedzieć, że Rich nie rób tego, ale on wtedy mówi, że zrobi, że pokaże temu zwyrolowi. To znaczy tak wcale nie powiedział, ale Rosa to tak zrozumiała, to dobra, zostań tu, wrócę po ciebie, aż westchnęła sobie, że ten jej mąż to jest taki dzielny i nawet sięgnęła do jego buziola i go tak gładzi po policzku.
- Och Rich… Ale wróć! - pisnęła za nim, pełna nadziei na lepsze jutro.
A później jak on wyszedł, to wiadomo, że ona zaraz też. I jak on się do tego faceta pochyla przez okno, zagląda do radiowozu, to Rosa już z nosem przyklejonym do szyby stoi. A potem Rich wsiadł, a ona aż się za usta złapała i zasłania rączką, bo boże, panienko najświętsza co teraz?

Rosa najpierw to poszła do sprzedawcy i mówi, że jej męża porwał pedofil, ale jak powiedziała, że jej mąż ma trzydzieści pięć lat, to ją wyśmiali. Więc ona z nerwów sobie wzięła hot doga i kawkę i siada w kącie na kanapach i się zastanawia co ma zrobić. Zaczęła w telefonie szukać numeru Madoxa, żeby mu powiedzieć, że Richa porwał pedofil, bo kto jak nie Madox, albo Pilar by jej teraz mogli pomóc?
Tylko się rozproszyła, bo akurat weszła na Instagrama, a tam nowa fotka Peach, to jej skomentowała, wiadomo.
I tak siedziała z tym hot dogiem, którego sobie powoli ciumkała i z kawką, a tu do jej stolika podchodzi jakaś czarownica. A nawet nie jakaś, tylko ta sama co ją złapał i w skały wciągnęła na wyspie, na rejsie. Rosa zrobiła wielkie oczy.
- O Boże! - i już się chciała zerwać z miejsca, bo się bała tej wiedźmy, ale ona ją wtedy hyc za ramię. Trzyma ją mocno, a zaraz zaczyna nawijać, jak jakaś obłąkana.
- Ty tutaj księżniczko zostań, bo twój mąż awanturnik zaraz zostanie prawdziwym latynoskim bohatyrem. Więc przyszłam tu, żeby zdjąć z was klątwę, musisz mu wybaczyć, a dzieci wasze będą najgrzeczniejsze na świecie - czarownica mówi jak w jakimś transie, a Rosa na nią patrzy wielkimi oczami.
- Ale... - zaczęła Rosa, ale wiedźma, łapie za jej kubeczek z kawą.
- Hatfu! - napluła jej tam, a Roska wstrzymała powietrze, bo co to ma znaczyć - pij to! - wiedźma na nią krzyczy, a ona kręci głową, że nie. Nie będzie przecież piła kawki z melą wiedźmy - pij to jak chcesz być szczęśliwa ze swoim mężem bohatyrem! - Rosa już miała pytać co to jest ten bohatyr, ale wiedźma jej podsuwa kawę z wiedźmińskim jadem pod nos. Rosa się skrzywiła, ale... no chciała być szczęśliwa, więc bierze tą kawę zagląda do środka, a tam się jej serce maluje z pianki.
- Jezu... - zrobiła takie wielkie oczy, ale w końcu ją wzięła, zacisnęła oczy i przechyliła, wypiła wszystko. A jak ślepka otworzyła, to wiedźmy już nie było przy stoliku, ani nigdzie, a nagle na stację wpada jakiś facet.
- Widzieliście co się dzieje na autostradzie?! - krzyczy, a kasjer włącza ten telewizor nad wyspą dla klientów, a tam pościg. I jak z helikoptera pokazali bliżej kto tam siedzi w środku, to Rosa aż krzyknęła.
A zaraz pokazują takie zdjęcie tego zwyrola pedofila, a obok Ricardo. Trochę to wygląda jakby obaj byli jakimiś bandytami. Ludzie zaraz zaczynają komentować, szum i szmer przechodzi po tłumie.
A Rosa aż wstała.
- Cicho! To jest mój mąż! - pokazuje na ekran. Ale tam samochód się wywala nagle, i zamiast tego wypadku to pokazują dziennikarza. A Rosa przerażona aż krzyknęła, a potem to już przed oczami ma ciemność, bo aż z tego wszystkiego zaniemogła biedna.

Jak Rich wpadł na stację, to zaraz do niego podbiega kasjer i mówi, że jego żonę zabrało pogotowie, bo widziała wypadek i zasłabła. Dał mu adres szpitala i Rich musiał tam jechać.
A Rosa w jakiejś sali leży, z jakąś aparaturą podpiętą do brzucha, co sprawdza parametry dzieciaczków, ale wszystko jest dobrze i grzebie w telefonie, a tam wszędzie gęba Ricardo i tylko piszą, że bohater, że pedofila obezwładnił. Pełno komentarzy, wszyscy mu dziękują, aż się łzy w oczach Rosi zakręciły, a jak Rich wpadł do jej sali, to już się rozpłakała i rzuca się na niego. Zaraz go głaszczę po twarzy i taka uryczana patrzy mu się w oczy.
- Boże Rich! Myślałam, że nie żyjesz! - i znowu załkała tak głośno, chlipie nosem. A potem się do niego przytula - mój bohaterze.

mój bohatyrze
zgrozo
nie generuj mi postów ok?
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Tak właśnie było, Ricz wpadł na stacje benzynową i szuka swojej ukochanej dzierlatki a po niej ani słychu ani widu. W normalnych okolicznościach nikt by nawet nie wiedział, że oni tu byli, ale jednak nieco się rzucali w oczy. Ona z brzuchem dwa razy większym od niej samej, on cały latynoski od stóp do głowy z wielkim złotym kajdanem z Marią Matką Boską na piersiach. No i oczwiście to, że pokazywali go w telewzji, a ona zemdlała to też zapadało w pamięć. Dlatego chyba nie było jednak aż taki dziwne to, że kiedy dopadł do kasjera, to ten absolutnie go kojarzył. Pokazuje na niego palcem i mówi:
- O jacie, pan był przed chwilą w telewizorze! Pan uratował te dzieciaki! Jest pan Bohaterem, pewnie jutro będzie Pan u Prezydenta! Pana żona... - a Ricz kładzie obie ręce na ladzie i wychyla się do niego - Co z moją żoną - a ten tak zerka na bok w miejsce, gdzie upadła Rosi, Ricz tam odwraca głowę i widzi, że jakaś kobieta zmywa podłogę a w wiadrze i na szczocie ma czerwony kolor. Serce Riczowi spadło do żołądka, czuje jakiś ścisk i ma jedynie czarne myśli. Rosi, co z jego Rosi! - Zabrało ją pogotowie. Jakąś godzinę półtorej temu. Powiedzieli, że będą w tym dużym miejskim i że mamy się z Panem skontaktować, ale nie wiedzieliśmy... - jeszcze kiedy chłopak gadał, to Ricz już odchodzi od lady i wybiega ze sklepu na stacji benzynowej. Rozgląda się, bo ale czarne myśli nie pozwalają mu ogarnąć tego, że z Rosą może być bardzo źle. I z dzieciaczkami, olaboga, co z dzieciaczkami!
Wskoczył do auta i ustawia ręce na kierownicy, szybko orientując sie, że on do kurwy nawet nie wie gdzie jest ten szpital. Patrzy w nawigacje i wpisuje hospital i mu 3 wyskakują, ale wszystkie w strone miasta, więc zaraz depnął i jedzie, jednocześnie majstrując w tej nawigacji, aby mu wskazała jeden dobry adresik.

Kiedy tak jechał to łzy po polikach mu leciały i kliknął i dzwoni do Madoxa, ale ten nie odebrał, więc Ricz się nagrywa i drze jape do telefonu, który ma przyklejony przy kierownicy:
- Kurwa Madox co tu sie odjebało, jebać tą Kanade i Toronto, Rosi zabrali do jakiegoś szpitala i nie wiem do którego jade teraz, a jakiś... jajebie jak jeździsz robalu! Sluchaj co za dzien, dopiero co wyszedłem z dachowania, a wcześniej mnie chcieli deportować z Kanady jebaki, a wogóle to teraz włączaj TV i zobacz, bo jakaś blondi ze mnąrobiła wywiad i mnówili, że zostałem jebanym bohaterem Toronto. Jak Batman! Tylko jak zaraz nie znajde tego szpitala, to będę jak batman bez rodziny, gdzie ją mogli zawieźć??? A jeszcze ten kurwa pedofil mnie porwał ale nie to chciałem... Madox, co to za patologia jest w tym mieście, ja się już nie dziwie, że jakiś zjeb cie atakuje i chce cie sprzątnąć. Wiesz co musisz zrobić? Musisz zawalczyć o swoje miejsce w tej hierarchii i nie możesz się dać. Posprzątamy to miasto bracholu, o dobra mam szpital, napsize ci potem czy wszystko dobrze z Rosi i dzieciakami. I bedziesz kurwa ojcem chrzesntym - i sie rozlaczył i cały w emocjach ciśnie już do szpitala.

Jakim cudem on znalazł w końcu ten pokój Rosi, chociaż w chaosie niechcący wszedł najpierw do pokoju 112 a potem do 121 a dopiero na sam koniec do 211 czyli do tego w którym leżała jego żonka. W tych dwóch pierwszych pokojach były jakieś starsze osoby, ale to i tak lepiej, bo Ricz bał si takiej styuacji, że naciska za klamkę, wchodzi, a tam puste łóżko i na przykład smutna pielęgniarka, która mówi, że jest już za późno. Skupił się jednak w sobie i przypomina sobie, że te cyferki to było najpierw dwa a potem jedenaście, wskakuje po schodach na górę, i w końcu znajduje odpowiedni pokój. Ale zanim cokolwiek pomyślał o tym, że Rosi cała okablowana jest w łóżku, to już do niej dopada, żeby ona nie musiała wstawać, zresztą prawdopodobnie nawet nie mogła, więc kiedy się do niego wyrwała, to pewnie po prostu tak się z leżenia poderwała. Martinez ledwo stoi, trochę jakby klęczał przy tym łóżku, trochę jakby na nim leżał i się do niej przytula. W obliczu tych wszystkich dzisiejszych sytuacji, wiedział dobrze, że jeżeli straci Rosę, to już nieodwracalnie zniszczy mu to życie. Dlatego chwicił ją mocno, ale czuje, że to nie tylko on się do niej przytula bo ona odwzajemnia to z taką samą siłą. Nagle cały ten chaos w jego mózgu się uspokoił, i chociaż Rosi płacze, to on czuje że to jest jakiś najpiękniejszy moment w ich życiu. TO znaczy jeden z ich najpiękniejszych momentów, bo okazało się, że Rosa jest cała. I do tego wciąż ma brzuch...
- Nie, nie, mi nic nie jest, to znaczy... Rosa, czy z dzieciakami wszystko okay? Co to za sprzęt? - spogląda na ten jej brzuch wydęty z jakimiś czterema kablami i ściska ją za ramiona. Widać po nim, że nie wszystko jest dobrze, bo ma włosy potargane, oczy przekrwione, podkrążone i jest osmolony i ma podartą koszulkę, ale przynajmniej się cieszy na jej widok i dłońmi jej twarz obejmuje, tą słodką buźkę, która mu serce rozczula. - Rosa, myślałem już że ze mną koniec. Że zostaniesz samotną matką i poznasz jakiegoś frajera na stacji i on cię zabierze do swojej willi i będzie miał pięć willi, ale... najgorsze w tym wszystkim było to, taka świadomość, że ostatnie co zapamiętasz, to że byliśmy pokłóceni. A my, mi amor, przecież się kochamy. I kiedy jechałem z tym pedofilem i on mierzył we mnie spluwą, to myślałem tylko o tobie i o tym, że nie chcę, żebyś przeze mnie się czuła tak jakbyśmy coś stracili. Ja odzyskam nasz dom w Portorico, wuj Sergio nawet nie powącha jednej enchilady zrobionej na naszej kuchni, obiecuję ci - i jak jej obiecał, tak ją całuje, bo po tej całej szaleńczej akcji wie, że nie będzie się już dalej zgadzał na to, żeby Rosa mu się nie dawała całować całymi miesiącami. A zresztą w jej oczach widzi, że ona już mu wybaczyła i znów jest jego słodką Rosi.

bejba
35 y/o
Welkom in Canada
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z Rosą nie było tak źle, tylko jak zemdlała to wylała zupę pomidorową, stąd ta krwista kałuża na podłodze. Ale oczywiście Rich nie posłuchał kasjera ze stacji, tylko już się wyrywa i leci do swojej ukochanej. I jakby ona wiedziała, to pewnie by to doceniła. Ale nic nie wie, bo siedzi akurat na jakimś USG i innych badaniach, które mają sprawdzić jak z ich dzieciaczkami.

Madox akurat pewnie kogoś mordował. Nie no żarcik. Ale miał jakieś ważne gangsterskie rzeczy do roboty, skoro nie odebrał od Ricardo telefonu, bo przecież zawsze odbiera. Rzucał wszystko, żeby odebrać. Ale jednak odsłuchał dopiero potem to nagranie, i aż się prawie, no prawie, wzruszył, jak usłyszał, że zostanie ojcem chrzestnym jego dzieciaczków, bo przecież on bardzo tego chciał. Napisał do Richa milion wiadomości co z Rosi i dziećmi. Jego chrześniakami.

Ale wracając do Rosy, to jej porobili te wszystkie badania, nawet przyjechał jej seksi doktor prowadzący, żeby sprawdzić co z nią, kiedy się dowiedział, że wylądowała w szpitalu. Ale zrobił jej dodatkowe badania i stwierdził, że jest w porządku, tylko muszą jeszcze trochę pomonitorować dzieciaczki, tak dla świętego spokoju i pewności. Rosa się od razu zgodziła i kiedy jej to wszystko podłączali do brzucha, to już grzebała w telefonie. A tam ze wszystkich stron atakował ją Rich.
A potem to już ją zaatakował też ten prawdziwy, kiedy w końcu odnalazł jej salę. Rosa od razu inaczej patrzy na swojego męża, może dlatego, że on teraz został bohaterem narodowym kanadyjskim? A może dlatego, że wiedźma jednak zdjęła klątwę, którą na nich nałożyła?
Albo i to i to się do tego przyczyniło, tak też mogło być. Tak czy siak, ona na niego patrzy wielkimi oczami, w których już zamiast tej nienawiści ma miłość, najprawdziwszą.
- Wszystko w porządku, doktor Hottini sprawdził i dzieci mają się dobrze - dziwne nazwisko miał ten jej lekarz, ale co zrobić. Takie miał.
Roska sięga rączkami do twarzy Richa i go głaska po zarośniętych polikach, bo tak się o niego martwiła też, a się okazuje, że on jest cały i zdrowy - a to nic takiego, to tylko mierzy parametry naszych dzieci, czekaj... - no i chciała mu pokazać, jak tym dzieciaczkom biją serduszka szybko, ale Rich już ją ściska za poliki, więc patrzy na niego rozanielona. A potem go słucha, jak on jej tak nawija - o matko, mierzył do ciebie ze spluwy?! - pisnęła Roska i głaska swojego męża po tych warkoczykach i po głowie - boże Rich, tak dobrze, że nic ci nie jest - jeszcze go przytula do piersi, ale jak on mówi o tym domu w Puertorico, to odtula. Odsuwa się od niego i mu patrzy w oczy - no co ty Rich? Serio? - już jest taka najszczęśliwsza na świecie, bo przecież ten dom w Puertorico to był dla niej mega ważny. A potem się całują nawet i Rosce serce to już się rozpływa, że jednak jej mąż to jest może trochę zdradziecka świnia, ale też dobry i wrażliwy. Znowu się odsuwa, żeby zajrzeć mu w oczy i go pogłaskać po policzku - och Rich, to ja ci pozwolę nasze dzieci nazwać Ronalda i Christian - krzywdę by im zrobili tak je nazywając, ale teraz to Rosa była w takim humorze, że na wszystko by się zgodziła.
I jak oni tak się godzą i wyznają sobie miłość, to nagle przyszedł doktor Hottini, który mówi, że wszystko jest w porządku i mogą jechać do domu, więc już trzymając się za ręce, wyszli z tego szpitala i pojechali, w zgodzie i szczęściu, do ich nowego, kanadyjskiego domu.

A trzy dni później Rosa budzi się w ich nowym łożu z baldachimem, który jej zamontował Ricardo, przeciąga się, łapie spojrzenia Richa i nagle.
- Boże! chyba rodzę... - bo takie dziwne coś poczuła w brzuchu i spanikowała. Tylko jak Rich zaczął robić akcję porodową, czyli pakować jej torbę i robić kanapkę, żeby zjadła przed, to jej się odwidziało i usiadła sobie w korytarzu na szezlongu. Klepie się po tym wielkim, okrągłym brzuchu.
- Nie no, nie rodzę Rich, ale chyba powinniśmy iść do szkoły rodzenia, żeby wiedzieć jak się zachować, kiedy się zacznie - trochę rychło w czas, bo ona już jest w ósmym miesiącu i zaraz naprawdę będzie rodzić, ale przecież wcześniej się tylko kłócili i nie było jak. To teraz musieli to szybko nadrabiać, te stracone miesiące, kiedy Rosa warczała na Richa i zachowywała się jakby wcale nie istniał.

Więc już trzy godziny później siedzą na poczekalni w jakiejś szkole rodzenia, którą znalazł im Ricardo w necie. Jest niedaleko ich domu i miała całkiem niezłe opinie na google. Chociaż jedną miała dziwną, bo ktoś napisał, że jego żona skończyła tą szkołę i potem urodziła dzieci trzem różnym typom, więc Rosa pokazuje Richowi ten komentarz, gdzie ktoś dał jedną gwiazdkę i się śmieje.
- No po prostu bardzo dobrze nauczyła się kobieta rodzić - zachichotała i skroluje jeszcze inne opinie, główkę opierając o silne ramię swojego męża.

baby daddy 👶
zgrozo
nie generuj mi postów ok?
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ricz nie widział doktora Hottini od ostatniego USG na którym Rosa pozwoliła mu być tylko dlatego, że ktoś musiał ją zawieźć na badania. Była tamtego dnia na niego zła jak osa, ale nie na tyle, żeby zabronić mu wejść ze sobą do gabinetu, ale jak chciał ją trzymać za rękę, to mu ją zabierała cały czas. Doktor Hottini niby nic wtedy nie powiedział, ale patrzył się na niego podejrzliwie i po wizycie wziął go na bok i powiedział, że Rozi nie może żyć w stresie i że Ricz musi się postarać, żeby się nie stresowała. Martinez był trochę w szoku, że mu pan Hottini mówi takie rzeczy i jak wracali samochodem, to chciał nawet coś na niego nagadać, ale Rosa mu szybko buzie zamknęła i nic nie pogadali. Teraz też go nie było na szczęście w pokoju, ale pewnie się zdenerwował na ojca dziecka, że naraża swoją żonę na takie sytuacje!
Tak czy siak, Ricz obiecuje swojej żonci, że odzyska ich chate w Puertorico. Jeszcze nie ma pomysłu jak to zrobi, ale skoro przeżył, to już teraz świat jest u jego stóp jest, więc jakoś odzyska, chociażby miał lepić pierogi u Tomashka przez całą noc! Ale pewnie tylko do porodu, bo później to będzie musiał też w nocy pomagać Rozi z bliźniakami.
Oh jak się ucieszył na to, że Rosa mu obiecała, że nazwą bliźniaki Christan i Ronaldo!! Tak ją całował, że jakby nie była w ciąży, to zaraz by jej dzieci znów zrobił.

W każdym razie czas porodu zbliżał się nieubłaganie. Ricz, jak był w pracy to spoglądał na telefon cały czas, żeby sprawdzić, czy już Rosa rodzi. Madox im kupił taki apple watch, który założyli Rosi, żeby powiadomienie wysłał do Ricza jakby Rosa była nagle rodząca, ale przez pierwsze dni to ten zegarek wysyłal takie powiadomienia za każdym razem, jak Rosi oglądała jakiś serial i się zdenerwowała na głównych bohaterów. Ona krzyczała do telewizora, a Ricz już dzwonił z pytaniem czy już rodzi. No i nie rodziła, tylko się okazywało że o Milagros Esposito-Di Carlo de Miranda znów udawała nie dogadywała się ze swoim Ivo Di Carlo-Miranda Rapallo. A z kolei każdej nocy Ricz rozbudzał się jak Rosa go waliła ręką w czoło, tylko potem się okazywało, że ona po prostu przez sen go waliła - no a nie wcale, że rodziła. Chodził więc średnio wyspany, wyczekując momentu ogromnie niecierpliwy i kiedy pewnego dnia się obudzili a Rosa mówi, że rodzi, to on czuje jakby mu wszystkie wody nagle odeszły, zerwał się z łoża i biega pakować torbę i co chwile wybiega do kuchni żeby kroić kanapkę, a później znów wraca, bo sobie przypomniał o jakiś skarpetkach, które miał jej spakować. Biega tak z kuchni do sypialni i nagle Roza oświadczyła, że jednak nie rodzi. Riczowi ramiona opadły, ale się uśmiał z tego i całusa jej sprzedał.
- Dobrze pójdziemy i do szkoły rodzenia i do każdej innej, ale proszę Cię Rozi chodź zjedz teraz kanapeczkę, skoro i tak już ci zrobiłem

Riczi czyta te opinie też nad ramieniem Rosy, ale w szoku jest, że ona jest taka wyczilowana. On spływa potem, bo uświadomił sobie, jak oni mało wiedzą o porodach. Faceci w poczekalni na przykład mieli specjalne ubrania, a Ricz tam w swoim złotym kajdanie siedział i w koszuli zapinanej na guziki a sie okazuje, że może powinien bardziej jak na siłownie się ubrać. Aż się poprawił jak tak siedzi, tylko nagle Rosa mu pokazuje jeden z komentarzy i Ricz tak się wyszczerzył. Aż mu ząb nowy co sobie wstawił zabłysnął.
- No dobrze, tylko nie bierz z niej przykładu ja cie proszę - i ściska ją za dłoń i nagle wszyscy się podnoszą to i oni się podnoszą. Roza z trudnością, a Ricz ogląda sobie inne pary i wszystkie baby mają takie trzy razy mniejsze brzuchy niż ta jego. - Nie myślisz, że oni tu przyszli troche za wcześnie, przecież ona wygląda jakby nawet w ciązy nie była - mówi do Rosi po hiszpańsku, żeby przypadkiem nikt ich nie zrozumiał. Zmarszczył te swoje gęste brwi , bo to ze stresu tak gada oczywiście. Kiedy już weszli do sali, babeczka mówi, żeby sobie usiedli na matach. Ricz siada i Rosa siada przed nim, tak że się o niego opiera. Babeczka patrzy na nich i uśmeicha się: - Państwo są tu pierwszy raz? SKąd przychodzicie? - i pewnie myślała o innej szkole, ale Ricz odpowiada jak uczeń - Z Portorico - na co wszyscy się tak śmieją pod nosem, bo pewnie pomyśleli, że on żartuje. Ale Ricz się zmarszczył i zawstydził, szczególnie, że obok nich siedziała jakaś parka, która ewidentnie jest tu już któryś raz i tak się wyginali, jakby się chcieli popisać, że tak można. Ricz złapał Rosę za ramiona pocieszająco, a babeczka ich zostawiła i zaczeła coś opowiadać o tym, że to są przede wszyskim zajęcia w których partnerzy muszą nauczyć się bliskości i zaufania. I nagle chwilę później wszyscy zaczeli tak dziwnie oddychać, a Ricz nie bo myślał, że to tylko Rosa ma oddychać w ten sposób. On sobie poprawił kajdana na piersi i patrzy na Rosę w odbiciu w lustrze, które jest najprzeciwko ich i jej oczko puszcza. No chyba po to on tu jest, tak? Dla wspierania jej.

baby mama :slodziaczek:
35 y/o
Welkom in Canada
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rosie bardzo podobał się jej nowy apple watch od Madoxa, cały czas sobie go tak poprawiała i coś tam wciskała, a tu Rich dzwonił. A potem w ogóle ustawili go tak, że jak jej ciśnienie tylko skakało, to on dzwonił. Trochę ją to wkurzało, ale trochę też jej było miło, że on się tak nią interesuje, ten jej mąż. Więc jak on dzwonił, to ona mu zawsze minutkę musiała pogadać, opowiedzieć serial, albo co robiła, albo co robiły ich psie dzieciątka. Czasem minutkę, a czasem trzydzieści. Ale co zrobić? Nudziło jej się samej w domu. Jeszcze jak mieszkali u Madoxa i Pilar, to tam zawsze ktoś się kręcił po domu, albo kuzyn Richa, albo jego żona, albo chociaż Gaba.
Rosa to nawet lubiła spędzać czas z Gabą, bo one teraz obie były przy nadziei, to mogły sobie pogadać o ciuszkach dla dzieci i hot chłopakach. Bo tak im hormony buzowały. A Gabriela znała dużo gorących facetów, bo przecież miała pięciu kandydatów na ojca. A Rosa od dziesięciu lat miała jednego.
Ale w pewnym momencie to już nawet podziękowała najświętszej panience za Richa, bo jej pomagał zakładać skarpety i buty jak gdzieś wychodzili. A Gabie to żaden z jej chłopów nie chciał. Żałowała jej trochę Roska, ale obiecała, że jak już brzuch jej urośnie tak, że nie będzie mogła się sama ubrać, to jej wypożyczy Richa. Chociaż tak jak Rosy to nie urośnie, bo ona jednak nosiła w nim aż dwa bejbiki.
I pewnego dnia się obudziła, to myślała, że one zaraz wyjdą, tak jej się tam zaczęły wiercić i kopać ją po brzuchu, więc Richa szturchnęła, że to już. Ale jednak nie już, bo to był tylko fałszywy alarm, ale musiała zjeść kanapkę, którą jej zrobił. Co prawda była pyszna, bo Rich teraz to jej robił takie posiłki jak Rosa sobie czasem oglądała na Instagramie i mu tylko pokazywała, że o na to ma ochotę, a on robił.
W ogóle miała teraz z nim jak księżniczka jakaś.
Do szkoły rodzenia też zaraz ich zapisał, kiedy tylko ona tak zadecydowała. I już siedzą na poczekalni, gdzie jest więcej takich parek. Rosa to akurat była ubrana jak na pilates, w getry, które opinały się na jej bebzolu i dopasowaną bokserkę, a do tego ładne adidaski i kurteczka. I tak sobie siedzi macha nóżką, opierając się o Richa. Podobał jej się dzisiaj, bo był w jeansach, a nie w dresie, więc jak mogła tylko, to zerkała mu na tyłek i teraz tak siedzi przy nim i wplatał paluszki w jego koszulę, bawiąc się przy tym jego łańcuchem latynoskim. Rosa to lubiła, że jej mąż jest taki nieamerykański, tylko jak wyjęty z jakiejś telenoweli latynoskiej.
- Myślę, że jak urodzę teraz dwoje, to już będę miała dość na... na zawsze może? - Rosa takie wielkie oczy zrobiła i patrzy na swojego męża. Może ona to taka spokojna się wydawała, ale bała się porodu, że z niej mają wyjść takie dwa wielkie bobasy. DWA. Jak kobiety czasem po jednym dostawały depresji, a ona będzie musiała wypchnąć z siebie dwa. I znowu się wtuliła w Richa, już mu policzek gdzieś opiera na klacie. Ale zaraz wszyscy wstają, oni też, oczywiście Rosie musiał pomóc mąż, bo ona to już wygląda jakby nie arbuza tam miała, tylko jakiś bęben. Popatrzyła po tych innych dziewczynach i zaraz pokazuje jedną Ricardo - ta to chyba urodzi jakiegoś anorektyka... Nasze dzieci będą duże Ricz, tak jak ty byłeś, mamusia opowiadała, że miałeś taki wielki łeb - i mu pokazuje jak wielki. No wielki jak piłka - boże... żeby te dzieci takich nie miały - aż się pogłaskała po brzuchu. Spojrzała niby na tą laskę, co jej Rich pokazał i zaraz uwiesiła mu się na ramieniu - może udaje? - bo ona teraz się naoglądała tych telenoweli różnych. Często tam baby udawały ciążę i zakładały sobie sztuczne brzuchy.
Weszli już do tej salki, rozsiadają się na matach, oczywiście Ricz musiał Rosie pomóc usiąść, ale ona potem sobie siada przed nim tak, że mu się opiera na klacie i rączki układa na kolanach. Poklepała go nawet tak po jednym, jak ładnie odpowiedział, że oni są z Portoryko, bo przecież tak! No byli. Rosa też nie zaczaiła o co babie chodzi.
Potem tego oddychania też wcale nie, bo oni tak wszyscy dookoła nich puchają jak jakieś lokomotywy i liczą, więc ona się wychyla do tyłu, żeby Richowi do ucha szepnąć.
- Co oni liczą? - ale baba nic nie mówi co liczą, tylko każe oddychać, więc Rosa jakoś tam dyszy.
A nagle gościówka klęka przed nimi i ją łapie za policzki.
- Nie tak! - zaczęła, a Rosa aż się cofnęła na Ricza, na jego klatę - musisz poczuć swoją wewnętrzną siłę! Rozwinąć się jak kwiat i zsynchronizować te oddechy ze swoją czakrą - Rosa patrzy na babę wielkimi oczami, bo ona nie czuje żadnej czakry. Przestraszyła się trochę, bo co teraz?
- Czuję... - mówi tak nieśmiało, a baba.
- Udowodnij - jak ona ma to udowodnić? Zacisnęła mocniej palce na kolanie Richa, żeby coś wymyślił tutaj szybko, bo baba pochyla się nad nimi coraz niżej. A Rosa aż nabrała w płuca więcej powietrza i wypuściła je ze świstem. A potem ta kobieta z nią...
I tak kilka razy, aż złapały jakiś wspólny rytm.
- Dobrze - pochwaliła ją babeczka i poklepała po kolanie. I w ten sposób się nauczyła Roska oddychać - teraz ty - baba się teraz pochyla do Richa, bo się okazało, że on też musiał się nauczyć. Ciekawe czy Rich czuł czakre?

ricz czujesz czakre? :o
zgrozo
nie generuj mi postów ok?
ODPOWIEDZ

Wróć do „#106”