26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Atmosfera między nimi zgęstniała tak bardzo, że niemal można było ją ciąć nożem. Noe nie drgnął, nawet gdy puszka z głuchym stukotem uderzyła o panele. Patrzył na nią wzrokiem, w którym ból mieszał się z dziwnym rodzajem zmęczenia – jak u kogoś, kto zbyt długo się trzymał przy sprawie skazanej na porażkę.
Nieprawda? – powtórzył cicho, a w jego głosie nie było już złości, tylko dobijająca rezygnacja. – Więc powiedz mi, jak mam nazwać te wszystkie sytuacje? Te powroty nad ranem, kiedy szukałaś moich dłoni, bo świat wokół wirował zbyt mocno? Myślisz, że byłem tylko incydentem, gdy zabawa się kończyła? – zapytał, zniżając głos do szeptu. – To nie była zabawa, przynajmniej nie dla mnie. Każdy twój uśmiech, każdy gest... byłem tak głodny ciebie, że brałem wszystko bez pytania. - Jego spojrzenie zsunęło się na jej usta, a potem szybko wróciło do jej oczu, jakby chciał sprawdzić, czy ona w ogóle rozumie wagę swoich czynów. – Nie miej pretensji, że w końcu wpadłem. Miałaś być moją najlepszą przyjaciółką, a stałaś się kimś, kto najlepiej na świecie potrafi mnie niszczyć.
Noe nie cofnął się ani o milimetr. Pozwolił jej wejść w swoją przestrzeń, poczuł na skórze jej oddech, który parzył niemal tak samo, jak jej słowa. Gdy wspomniała o "tym jedynym", jego szczęka zacisnęła się mocno, i pobielały mu kłykcie na blacie, którego kurczowo się trzymał.
Oszukuj się dalej, jeśli tak ci wygodniej – wycedził przez zęby, a jego wzrok, choć pełen furii, rzeczywiście nie potrafił przestać błądzić po jej twarzy, zatrzymując się na ustach. – Sześć lat temu brałem to, co dawałaś, bo myślałem, że to początek czegoś więcej. Byłem dzieciakiem, który wierzył, że jeśli będę wystarczająco blisko, w końcu mnie zobaczysz. Ale ty patrzyłaś przez moją osobę jak przez szybę, wypatrując jego.
Zamarł, gdy zaczęła wodzić palcem po jego szczęce. To, co dla niej było prostym gestem powrotu, dla niego było jak dotknięcie otwartej rany. Ona nie czuła bólu – ona czuła ulgę, adrenalinę, może wściekłość – ale on? On czuł każde uderzenie swojego serca, które od lat biło w rytmie oczekiwania na kogoś, kto nigdy nie zamierzał zostać. Jego oddech stał się ciężki, urywany. Patrzył na jej usta, potem na jej twarz, szukając w niej choćby śladu tego zniszczenia, które on nosił w sobie, ale ona była promienna, pełna życia, gotowa przejść do porządku dziennego nad ruiną, które zostawiła.
Tak, jestem w tym samym miejscu – przyznał, a w jego głosie zabrzmiała teraz nuta spokoju. – Bo budowałem coś realnego, podczas gdy ty goniłaś za duchem faceta, który nawet nie potrafił cię zatrzymać.
Przymknął oczy, walcząc z ochotą, by ją odepchnąć i jednocześnie z obezwładniającą potrzebą, by schować twarz w jej zagłębieniu szyi i po prostu przestać walczyć. Gorycz w jego ustach miała smak popiołu, ale jej bliskość była jedynym tlenem, jaki miał pod ręką. Jego dłonie mimowolnie powędrowały w stronę talii Gabrieli. Nie przytulił jej – jeszcze nie – ale pozwolił, by jego palce zacisnęły się na materiale jej koszulki. Ta drobna kapitulacja kosztowała go więcej niż cokolwiek innego w ciągu ostatnich sześciu lat.
Cześć – szepnął w końcu, a w tym jednym słowie zawarł cały swój ból, całą beznadziejną miłość i tę straszną, niszczącą radość, że ona naprawdę tu stoi. – Cześć, idiotko. Też tęskniłem i to cholernie mocno. Nie chcę, żebyś znikała. Już nigdy.
Kiedy się odepchnęła, poczuł nagły chłód, jakby wraz z nią uciekło całe powietrze z pokoju. Patrzył, jak się prostuje, gotowa znów zniknąć, znów uciec w swój świat krótkotrwałych relacji.
Gabriela R. Blais
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Unikała trudnych rozmów jak ognia. Emocje traktowała jak zmienną, nieprzewidywalny skutek danego momentu, który miał pozostać jedynie wspomnieniem. Tylko raz się zatrzymała dla mężczyzny i ujarzmiła swoje zapędy, bo była zakochana w równie szalonej duszy co ona. Noe nigdy nie był tym kimś - jedynie przyjacielem, przy którym nigdy nie musiała ukrywać jak poprana była. Jego wyznanie, ta mała sprzeczka wszystko komplikowała, a radość z powrotu wyparowała zmieniając się w kupkę rosnących problemów.
- Byłeś Noe moją bezpieczną przystanią. To nie tak, że nigdy nic nie czułam do Ciebie i traktowałam Cię jak kolejną zabawkę... Po prostu... - przymknęła oczy szukając odpowiednich słów, które w żaden sposób i tak nie miały zmienić tego dystansu, który pojawił się pomiędzy nimi. - Dla mnie to było proste. Jesteś i byłeś jedynie moim przyjacielem. - w jej oczach błyszczały łzy, gdy znowu zrobiła niepewny krok ku niemu. Delikatnie położyła dłonie na blacie i z cichym westchnięciem oparła czoło o te należące do niego. Jego bliskość zawsze przynosiła ukojenie, ale to nie było to czego on pragnął. Czerpała z tego dotyku przyjemność, ale nic poza tym.
- Widziałam się z nim Noe. Dalej żywię do niego uczucia. Nie są tak silne jak kiedyś, ale oboje wiemy, że gdyby nie wydarzyło się tyle gówna u mnie sześć lat temu, to on zatrzymałby mnie. Odejście... Pozostawienie go tutaj to jedyne czego żałuje. - wiedziała, że te szczere słowa raniły go do żywego, ale musiała postawić sprawę jasno. - Jesteś dla mnie ważny, ale w ten inny sposób. Mniej skomplikowany. - uniosła dłoń, żeby odgarnąć z jego czoła niesforny kosmyk, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, żeby ten gest nie został odebrany inaczej. Potrzebowała go w swoim życiu, ale jako przyjaciela.
- Wiesz, że nie mogę ci dać tego czego chcesz. Ja żyję chwilą Noe. Jednego dnia chcę wszystkiego, drugiego dnia nie chcę niczego. Nie jestem odpowiednia dla Ciebie. - Uśmiechnęła się lekko, jakby to była część jej uroku. - Jestem egoistyczna, chaotyczna i popaprana. Jedyne co mam to szczerość. Jeśli chcesz czegoś więcej niż przyjaźń… To nigdy nie byłam właściwą osobą. I raczej nie będę. - powiedziała miękko, a ciche westchnienie opuściło jej usta. - Dajesz mi tak sprzeczne sygnały. - przechyliła głowę, przyglądając mu się uważnie. - W jednej chwili mówisz, że do woli mogę siadać na twoim kutasie, jakby to była normalna rzecz na świecie i cię to nie ruszało, a później wyrzygujesz mi pretensje, że tak się dzieje. Musisz postawić jasne granice, a ja jedynie mogę obiecać ich nie przekraczać. Inaczej to nie zadziała. - była okropnym człowiekiem. Bo mimo wszystko, to dalej chciała zatrzymać go w swoim życiu. Powinna dać mu odejść, ale skoro sześć lat niczego nie zmieniło, to jak kolejna rozłąka miałaby pomóc? Może gdy przekona się po raz kolejny, że nie pasowała do niego, to będzie lepiej? I tak ciężko byłoby się unikać, gdy ona wróciła do miasta i mieli poniekąd tych samych znajomych.

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe stał nieruchomo, pozwalając, by chłód blatu i ciepło jej czoła mieszały się w jedną, bolesną fizyczność. Słowa „jedynie przyjacielem” uderzyły z precyzją, której się spodziewał, a która i tak odebrała mu dech. Czuł zapach jej perfum – ten sam, który przez lata oznaczał powrót do domu, a teraz stał się aromatem pożegnania. Nie odsunął się, choć każdy centymetr jego ciała krzyczał, by przerwać tę torturę. Wiedział, że ona naprawdę wierzy w to, co mówi. Dla niej świat dzielił się na rollercoaster, którym oddawała serce, i opcję rezerwową, w której leczyła rany.
To właśnie w tobie najgorsze – odezwał się w końcu, a jego głos był matowy, pozbawiony gniewu. – Twoja szczerość jest tak samo egoistyczna, jak twoje ucieczki. Chcesz, żebym został, bo boisz się, że utoniesz, ale nie zapytałaś, czy ja jeszcze mam siłę się trzymać, kiedy ty co chwilę odpływasz do kogoś innego. - Podniósł dłonie i bardzo powoli, niemal z wahaniem, ujął jej twarz. Kciukiem starł zbłąkaną łzę, ale nie było w tym geście przebaczenia. – Nie jestem zabawką, to prawda. Byłem twoim lustrem. I chyba przestało ci się podobać to, co w nim widzisz, skoro teraz tak bardzo chcesz zamknąć oczy.
Drgnął jakby dotknęła otwartej rany. Mniej skomplikowany. Te słowa zabolały najbardziej, bo sprowadzały lata jego oddania, wsparcia i cichej obecności do roli wygodnego tła dla jej wielkiej miłości. Był bezpiecznym wyborem, bo był przewidywalny. Pustka, która powstała między ich czołami, nagle wypełniła się ciężkim, dusznym napięciem.
Mówisz to tak, jakby bycie bezpieczną przystanią nie kosztowało mnie nic. To, co nazywasz brakiem komplikacji, dla mnie było codziennym tłumieniem tego, co czuję, żebyś ty mogła czuć się komfortowo. - Przeczesał dłonią włosy, patrząc na nią tak, jakby widział ją pierwszy raz po tych sześciu latach. – On cię zatrzymał w miejscu, w którym wciąż jesteś tą samą zagubioną dziewczyną. Ja chciałem iść z tobą dalej, ale widzę, że ty wolisz się łudzić, niż kogoś, kto naprawdę jest obok.
Zaśmiał się krótko, ale był to śmiech pozbawiony jakiejkolwiek wesołości. Pokręcił głową, oszołomiony tym, jak potrafiła w jednym zdaniu zmieszać brutalność z okrucieństwem.
Dawałem ci to, co brałaś. Chciałaś pieprzenia bez zobowiązań, żeby zagłuszyć myśli o nim? Dawałem ci to, bo przynajmniej wtedy byłaś blisko. Bo naiwnie myślałem, że to, co czujesz w tych momentach, w końcu wygra. - Uśmiechnął się naiwnie. Pewny był jednego, nie chciał, żeby znikała z jego życia, bo spędzili razem kawał czasu i znali się na wylot. - A teraz... po prostu toczę walkę między sercem, a rozumem, ale widzę, że moje ciało kibicuje sercu, stąd te sprzeczne sygnały. - Westchnął ciężko, niemal z bólem. Najchętniej rzuciłby ją na łóżko i porządnie zerżnął. Wiedział jednak, że jak to zrobi, przepadnie na zawsze. – Chcesz jasnych granic? Proszę bardzo. Jeśli chcesz przyjaciela, to będę przyjacielem, ale takim, który odbierze telefon o trzeciej nad ranem i pogada, gdy masz akurat napad samotności. - Zrobił przerwę, badając jej reakcję. Wiedział, że to, co teraz powie, może być końcem ich relacji w jakiejkolwiek formie.
Wpatrywał się w Gabi przez długą chwilę, a w jego spojrzeniu walczyły ze sobą resztki nadziei z brutalnym pogodzeniem się z losem. W końcu wypuścił powietrze z płuc, jakby wraz z nim uchodziło z niego całe napięcie ostatnich lat. Ramiona mu opadły, a twarz stężała w wyrazie smutnej akceptacji.
Masz rację – powiedział cicho, a w jego głosie nie było już oskarżenia, tylko dziwny spokój. – To nie zadziała, dopóki będę próbował wycisnąć z tej relacji coś, czego ty nie masz zamiaru mi dać. Chciałem uratować kogoś, kto wcale nie chce być ratowany. - Osunął się i włożył dłonie do kieszeni spodni, odcinając się od pokusy ponownego dotknięcia jej twarzy czy dłoni. – Skoro tak stawiasz sprawę, to niech tak będzie. Koniec ze sypianiem ze sobą, koniec z byciem na każde zawołanie. Będę twoim przyjacielem, bo faktycznie zbyt wiele nas łączy, żeby to teraz zakończyć, ale nie licz na to, że będę stał i patrzył, jak znowu dajesz mu się niszczyć. Będę obok zawsze, gdy będziesz potrzebowała mojej pomocy. - Wymusił na sobie słaby uśmiech, który był bardziej bolesny niż jakakolwiek kłótnia. – Przynajmniej teraz oboje wiemy, na czym stoimy. Ty masz swoją szczerość, a ja mam z powrotem swoją godność.

Gabriela R. Blais
ODPOWIEDZ

Wróć do „#2”