ODPOWIEDZ
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

nutka | stylóweczka


Peaches na prawdę długo czekała aż Madox w końcu zrobi jej przelew, to znaczy przyjedzie i postawi torbę z hajsem pod jej stópki. Daleko nie miał, w gruncie rzeczy kilka pięter windą w górę. Ale z jakiegoś powodu Madox się migał przed spotkaniem DWA MIESIĄCE. Frankie Ferrari już dawno siedzi w kiciu, a jego cała chata została wzięta pod zastaw, bo nie znaleziono żadnego hajsu w domu, więc Peach dobrze była zorientowana w sytuacji. Sprawa była dla niej czysta jak łza: Madox zajebał hajs i się nie zamierza z nią podzielić!
Siedziała sobie w apartamencie Willa i popijała już drugi kieliszek wina rose i słuchała sobie głośno piosenek Rihanny, kiedy wleciała "Bitch better have my money" ooo jak się odpaliła wtedy, wskoczyła na kanapę i zaczeła śpiewać razem z królową. Puściła piosenkę, raz, dwa, trzy i się kurde zainspirowała. Zaraz dzwoni na facetime do swoich bodyguards od tatusia i mówi im, tym hinduskim rambosom, że mają do niej zaraz wpadać. Te dwa goryle pewnie już po głosie słyszały, że Peach jest pijana i pewnie im się ubzdurało, że to jakaś sytuacja typu fantazja, że hinduska księżniczka chce skorzystać z ich usług ale nie w działaniu tylko w łóżku. Tak podejrzewa Peach, bo przyjechali do niej oboje w kwadrans. Peach nie zdążyła nawet do końca ogarnąć stylóweczki, ale już z pięć kolejnych razy słuchała piosenki Rihanny. Kazała im zabrać guns i sama poszła dokończyć ubieranie się (i kolejny kieliszek winka).
W końcu gotowa , wyszła a goryle aż zagwizdali, bo wyglądała jak żona gangstera. Włosy sobie upieła w wysoki kucyk i mówi, żeby szli za nią. Nie wiedziała jeszcze jaki ma plan, ale na pewno nie zamierzała dalej pozwalać sobą tak pomiatać. Ona tu chciała się wyprowadzić do swojego apartamentu albo założyć nowy biznes, a nie mogła tego zrobić dopóki Madox się nie wypłaci z ich umowy.
Cóż za zrządzenie losu, że tym razem Madox im otworzył bez żadnego wymigiwania sie. Podejrzane, pewnie przez wizjer już podglądał, że Peaches idzie z obstawą do niego. Chociaż pewnie wtedy by nie otworzył tylko zabarykadował się w domu i udawał, że złapał jakaś żółtą febrę. Drzwi się otwierają i ciężko byłoby nie uśmiechnąć się do tego cwela, bo chociaż ma za uszami, to wciąż pozostaje ulubionym jej gangsterem. Ubiera więc szeroki uśmiech i wbija do mieszkania a za nią chłopy, nim się Madox orientuje.
- Kope lat Madox skarbie - całuski daje na powitanie i idzie sobie do wnętrza mieszkania i jak Madox się zdenerwował kogo przyprowadziła, to wzrusza ramieniem lekko i spogląda na nich jakby nie zauważyła, że mogą wyglądać dziwnie w tych skórzanych kurtkach i nieprzyjemnym spojrzeniem. Kładzie Madoxowi rękę na klacie i kręci głową. - A nie martw się nimi wcale, to moi bodyguards, tata mi kupił - i poszła sobie do salonu, szybko obczajając czy Madox jest sam czy nie. No i leżał ten jego przerażający pies Sombra, który zawarczał na widok jednego typa. Na widok drugiego nie warczał, bo tamten już poszeł się rozejrzeć jaka sytuacja w mieszkaniu, czy ktoś jest czy nie.
- Wiesz Madox, muszę się przyznać, że coś mi leży na wątrobie od kilku tygodni. Nie mogę spotkać cię w klubie, nie odbierasz moich telefonów, a kiedy pisze smski to okazuje się, że jesteś na wakacjach. Powiedz mi, bo mam takie nieodparte wrażenie, że ty mnie unikasz?? - usiadła sobie Peach w fotelu który stał najdalej od tego psa Baskerwilów i patrzy cały czas na Madoxa. No ciekawe co jej powie.

Madox A. Noriega
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

041.
She came for money.
He knew she’d take more.

trigger warning
przekleństwa
stylówka
Madox karmił Sombrę znowu parówkami, bo przy okazji szykował się do wyjścia, dzisiaj nie do klubu, tylko miał trochę inne rzeczy do załatwienie, bardziej gangsterskie, stąd nie ubrał swojej kolorowej koszuli, tylko żonobijke, a nawet jeszcze nie miał żony, ale chuj, nikt tego nie sprawdzał, i jeansy z łańcuchami, żeby na ulicy wyglądać jakby był jakimś dilerem, czy innym ćpunem…
Chciał się wmieszać w towarzystwo, bo pewnie chodziło o handel bronią, albo narkotyki. Albo o to, i to. Na pewno o hajs.
A ten ostatnio u Noriegi się nawet zgadzał, wpadło mu trochę kasy z Vegas i jeszcze to co zajebał Frankiemu Ferrariemu, dobrze, że zrobił to przed Meksykiem, jakby wyczuł, że po powrocie może być różnie i było... Bo Franki poszedł siedzieć na dziesięć lat, albo i dłużej. Madox liczył, że dłużej, ale w zasadzie dostarczył Eliotowi dużo dowodów przeciwko temu debilowi, więc się nie wybroni. A jeszcze teraz jak mu tak bezczelnie zawinął cztery bańki, to mogło go nie być wcale stać na dobrego prawnika.
Chociaż cztery miliony dla takiego gangusa, co to było?
Nawet Noriega się zastanawiał, czy nie podpuścić Peach, żeby jeszcze raz przeszukali chatę Frankiego, to może znaleźli by więcej. Zwłaszcza, że Madox wiedział o tym tajnym pokoju.
No ale nic, może kiedyś. Na razie to i tak z milion wydał na nowiutkiego Jaguara dla Pilar, ale, że prezentowała się w nim 11/10 to nic nie żałował...
Ale może pożałuje?
Bo jak mu Piczys wkroczyła do mieszkania z tymi jej hinduskimi ochroniarzami, to szczęka mu trochę opadła.
Po pierwsze dlatego, że w co ona była ubrana?
W jakiś kurwa strój przeciwdeszczowy?
A na zewnątrz słońce.
A po drugie to co ona mu tutaj jakiś swoich kochanków hinduskich sprowadza?
Najpierw dał jej trzy buziaki na przywitanie, ale zaraz się odsuwa i patrzy na tych kolesi.
- Co to za typy Peach? Jacyś twoi przyszli, niedoszli? I dlaczego kurwa dwóch? - ale Picz mu na to wzrusza ramionami, więc on znowu zmierzył ją spojrzeniem - no i przyszłaś do mnie z ochroną? Co jest Picz? Znowu jakiś popierdolony eks cię ściga? - no bo raz już była taka historia i Madox jej wtedy pomógł, ale to długa opowieść. Jeden z ochroniarzy zagląda mu do sypialni, to Madox zaraz się wyrwał do niego i go szarpie za kurtkę - gdzie kurwa do mojej sypialni? Wypierdalaj... - no bo jednak u siebie jest no nie. To on się jakoś wcale nie boi. Chociaż broni nie miał... A może miał? W końcu w tym mieszkaniu już mieszkały dwa psy. A licząc Sombrę, Churrosa i Burritosa, to pięć.
Sombra zresztą zaraz się podniósł z posłania i już pilnował Madoxa stojąc mu przy nodze, chyba wyczuł, że coś tutaj śmierdziało, szybciej niż Madox zresztą. Churros i Burritos za to pierdziały w swoim wyrku, bo im też Madox dał po parówce.
- No jak? Ciebie Picz? Ja po prostu... jestem trochę zajęty - powiedział jej jak było, bo on przecież dopiero co z Meksyku wróciła zaręczony, to pojechał do Vegas i wyszedł za mąż i teraz jeszcze ta cała akcja z policją. Nie wiedział w co w ręce włożyć, więc wsunął je w kieszenie - a co masz jakąś sprawę do mnie bejbi? - no i tak do niej podszedł bliżej, żeby tamte typu ich nie podsłuchiwały, a ciemne tęczówki przesunęły się po przezroczystym kostiumie na jej duże, czarne oczy.

Eres todo un gánster, bebe 💅🏻°❀⋆.ೃ࿔*:・
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Już się uspokój, oni tak zawsze, po prostu musza sprawdzić czy jestem tu bezpieczna - Peach wywraca oczami, bo wiadomo, że Madox się zepnie, zawsze jak ktoś ma coś na sumieniu to wiadomo, że się będzie spinać! - A weź, szkoda gadać, tatuś się przejmuje że jestem zbyt popularna, żeby łazić sama po świecie, więc mi ich kupił. Fajni nie? Ten był na wojnie a ten pracował w Mafii z Bombaju, tak to się mówi? - wachluje rzęsami patrząc na niższego, ale z większymi bicami, na co on kiwa głową, bo dla niego nie ma różnicy czy się mój mafia bombajska czy tak jak Peach powiedziała.
Tak czy siak siedzi sobie w fotelu Peach i patrzy na Madoxa niewinnie, słuchając tego jego unikania tematu. Niestety nawet nie rozwinął myśli, co tylko utwierdziło ja w przekonaniu o tym, że on sobie z nią po prostu pogrywa. Onie, nie, tak nie może być! Trochę ją denerwowało, ze jego pies tak stoi teraz blisko, bo pewnie głowę to ma na wysokości jego szczęki i nic dziwnego, że ten goryl z mafii trochę sie przysunął bliżej, żeby mieć dobry widok co tam się dzieje.
- Sądziłam, że ty masz do mnie sprawę, tylko ciężko ci do mnie zajść, więc skoro Mahomet nie przyszedł do góry, to góra... rozumiesz?- puka długim czerwonym paznokciem o podłokietnik fotela spokojnie wyczekując tego, aż Madox załapie o co jej chodzi.
Najpewniej jednak siedzieliby wtedy jeszcze kilka godzin. Bo on był uparty, a ona potrafiła też nie mówić, szczególnie w takich momentach jak ten, kiedy zależało jej na tym, żeby to on sam sprzedał się z tym gdzie ma jej pieniądze. Ale najwyraźniej trzeba mu było pomóc z pamięcią.
-Mieliśmy umowę Madox, ja dałam ci cynk o Frankim, a ty miałeś odzyskać moje pieniądze. Tymczasem mijają dwa miesiące, a ty ani be, ani me, żadnego sygnału mi nie dajesz. Franki już dawno gnije w więzieniu, pieniądze znikneły z jego konta, dom jest pod zastaw... A ja wciąż czekam na swoją część. Tak się nie robi kolego - pokręciła powoli głową, a gdyby byli z Polski to pewnie by słyszeli teraz to głosem Pudziana, natomiast nie są z Polski, więc Peach brzmi jak ona.
Nagle wzrok Peach padł gdzieś poniżej za plecy gdzie siedziały najsłodsze pieski na świecie i opierdalały jedną kiełbaskę. Najpewniej by się rozczuliła teraz i z płaczem do nich podbiegła, ale wiedziała, że musi się pilnować, więc wraca spojrzeniem do Madoxa i czeka na to co jej ma do powiedzenia kolega.

Madox A. Noriega
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- No przecież ze mną jesteś bezpieczna... - też wywrócił oczami, bo Madoxowi można było zarzucić dużo rzeczy. Lista pewnie długości paragonu z Biedronki, ale akurat to, że nie dawał poczucia bezpieczeństwa - to nie. Już Debbie czuła się u niego w mieszkaniu bezpiecznie, dlatego mu się tutaj jakiś czas temu sprowadziła.
Popatrzył po tych jej ochroniarzach, kiedy Peach ich przedstawiała.
- Śmiesznie to brzmi, mafia z Bombaju - stwierdził sobie, jakby nigdy nic, ale jakoś się nie przejął. Bo po pierwsze oni z Piczyz się przecież przyjaźnią, a po drugie to Madox się niczego nie bał...
Czasem trochę niektóre rzeczy bagatelizował, nie raz się na tym przejechał, ale co zrobić, taki typ.
Zwłaszcza, że jeszcze miał przy boku Sombrę, który rzeczywiście wpatruje się w Peach, ale nie groźnie, chyba tak jakby czekał, aż ona go potarmosi za uchem, nawet się przysunął do niej bliżej, i już mu ślina z pyska prawie kapie na to jej wdzianko.
- Sombra, vamos, a Peach no le gustan los perros - Sombra, chodź, Peach nie lubi piesków, doberman od razu na niego spojrzał i się wycofał, a Madox poklepał go po głowie - good boi - powiedział jakoś tak śmiesznie i odesłał go do posłania. Na te słowa Peach o Mahomecie i górze, uniósł jedną brew.
- A od kiedy ty tak dziwnie gadasz Peach? Chora jesteś? Czy się przygotowujesz znowu do jakiejś roli? - najpierw się zamierzył, żeby usiąść na podłokietniku jej fotela, nawet spojrzał na nią z góry, ale ona w niego stuka paznokciem, więc szurnął po podłodze drugim fotelem, przysuwając go sobie blisko Piczyz, a kiedy w nim usiadł to stykali się kolanami. A Madox jeszcze pochylił się do przodu.
- No i mam, ale wiesz ile ostatnio się działo... - strzelił oczami w sufit, bo przecież wiedziała, sam jej się chwalił zaręczynami, a skoro mieszkała z Willem, to musiała też wiedzieć o ślubie - ale wiesz co... - zaczął cicho, pochylając się jeszcze bliżej. A wtedy jeden z jej ochroniarzy... zrzucił tej zjebany świecznik, który swoją drogą Madox dostał od Picz, ale był bardzo niestabilny i KAŻDY w tym mieszkaniu już raz go zrzucił. Był cały poklejony taśmą.
- Kurwa! Uważaj, bo zepsujesz... - warknął odwracając się do tyłu - ja pierdole... nie mogę przy nich gadać - znowu się obejrzał na Piczyz zawieszając spojrzenie na jej pięknych oczach, a zaraz odchylił do tyłu opadając na oparcie fotela i zerkając na tych ochroniarzy - idźcie do kuchni, mam tam parówki dla psa, może się poczęstujecie? - spojrzeli na niego groźnie, a jeden to aż zacisnął dłoń w pięść strzelając kośćmi. Madox jednak wcale się nie przejął, bo on znowu odwraca się do Peach i tym razem to już do niej sięga, opiera jej dłoń na kolanie - bo wiesz może moglibyśmy... - zaczął, ale jak przesunął palcami po jej kolanie, to aż spojrzał w dół - co to jest kurwa za materiał? - zdziwił się, bo jest mega dziwny w dotyku, zupełnie nie tak go sobie wyobrażał. I jeszcze znowu przesunął palcami po jej kolanie, jakoś wyżej, badając ten pojebany materiał.
No i pozostawało pytanie, czy on oberwie za to spoufalanie się od jej ochroniarzy, czy nie?

Eres todo un gánster, bebe 💅🏻°❀⋆.ೃ࿔*:・
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Śmiesznie to brzmi mafia z Kolumbi - wywróciła Peach oczami, bo Madox to jednak był jak taki osiedlowy dres, co mu się wydawało, że jak na dzielnicy ma szacun to pewnie ma szacun na całym świecie. A mafia bombajska to jednak jest jedna z najwiekszych mafii, podobna do japońskiej yakuzy.
Peach oczy wytrzeszcza na Sombra, bo on tu głowę przechyla i czeka na mizianie za uchem, a ona nie może mu przecież nic wymiziać, bo przyszła tu na akcje Bitch better have my money a nie na siedzenie z pieseczkiem na kanapie. Jakby Madox jej nie unikał, no to pewnie byłoby tak, że by siedziała na kanapie z Sombrem albo go nawet zabierała do siebie, żeby z Moto się zakolegował. Na szczęście coś tam Madox gada do pieska i on odchodzi a Peach tylko raz spojrzała na te sline która jej z kolana teraz skapuje.
-Tak, przygotowuje. Do roli business woman, jak mi idzie? - zawachlowała rzęsami czekając na szczerą odpowiedź. Skoro Madox nie traktuje jej poważnie, to dobrze, bo to znaczy, że zupełnie nie spodziewa się tego, że Peach może być po prostu niebezpieczna jak jest niezadowolona. Madox się siłuje z jakimś fotelem, więc Peach się poczuła girl boss, że nie daje sobą tak pomiatać, że Madox będzie nad nią fizycznie górować i siada nad podłokietniku jakby chciał jej tłumaczyć życie. On ma takie zapędy, bo to jest przypadłość latynosów, takie bycie konserwami, ale Peach jest wyzwoloną kobietą i nie ma mowy, żeby się tak dała traktować. Jak on tak się przysuwa, jakby chciał żeby siedzieli jak stare babuszki plotkarki z kolanami obok siebie i sobie szeptali, to ona się odchyla na oparcie i zakłada nogę na nogę, żeby nie wyjść z roli.
Uważnie spojrzała na niego, kiedy jej mówi, że ma te pieniądze. Okay, no to to jej nieco poprawia humor.
- Słyszałam, gratulacje - nawet nie wiadomo, czy to dlatego, że się zaręczył, czy dlatego że wział ślub z Williamem. Jeżeli William wgle sie pochwalił tą akcją. A na pewno się pochwalił, tylko tak mimochodem, że Peach przez chwilę sądziła, że on się z niej nabija. Później wypytała o wszystko, ale była okrutnie zła, że Wiliam ani przez chwilę nie wspomniał nic o tym jej hajsie. Szybko jednak się zorientowała, że to daltego, że William nic nie wiedział o układzie Peach-Madox. Kiedy Madox się przychylił, to już była gotowa usłyszeć odpowiedź, ale wtedy coś spadło i zacisneła usta niezadowolona. Na tyle na ile znała Madoxa to pewnie nie zamierzał jej tutaj zrobić krzywdy, więc kiwnęła głową, żeby chłopy poszły sobie do kuchni i spogląda znów na niego wyczekując odpowiedzi.
Ale Madox wcale nie zamierzał się wyspowiadać, tylko teraz ją po kolanie dotyka, no to jak się zdenerwowała i wbija wzrok niewierzący w tą łapę a potem znów w niego.
-Madox kurwa - chyba to pierwszy raz jak taka była dla niego niemiła, ale chyba sobie Madox na prawdę nie zdawał sprawy jak bardzo źle to wyglądało w oczach Peach. Zamiast rozmawiać jak na spotkaniu dwóch dorosłych ludzi to on jedyne co to potrafi to podrywać wszystko co się rusza. - Czy ty myślisz, że ja jestem jakaś głupia bimbo, której możesz tak nawijać makaron na uszy? Przynieś moją część i nie wymyślaj już lepiej nic nowego - i złapała tą jego rękę za nadgarstek dwoma palcami, żeby zabrać sobie z kolana. Uśmiecha się znów wtedy słodko, bo odechnęło jej całe ciało, jak ten wielkolud nie przekraczał jej granicy. - Wtedy będę zadowolona

Madox A. Noriega
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Auć, ale mu dowaliła Piczyz, aż się Madox skrzywił jakoś, co prawda on nie siedział w mafii z Kolumbii, ale cała jego rodzina siedziała, od pokoleń, od babki Carmen Sandiego Noriega.
Na pytanie jak jej idzie rola bizneswoman wzruszył ramionami.
- A tak sobie... - stwierdził, bo jednak, może tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale Madox z kobietami mafii też robił interesy i one ZAWSZE się zachowywały tak jak Peach, że jakby były jakimiś matkami chrzestnymi, a Noriegę to wkurwiało, może to to jego konserwatywne podejście do biznesu?
Bo w Emptiness to przecież też jest tak, że Madox jest szefem, a same kobiety ma pod sobą, no i ochroniarzy i kilku barmanów, ale jednak na menadżerki zawsze brał sobie kobiety. On nawet kurwa miał Maddie, jako swoją ochronę. No i teraz mimo, że siedzą na przeciwko siebie, to on też tak Picz wcale nie traktuje na równi. Pewnie trochę to bagatelizuje, no i zresztą nie docenia jej, bo on chyba jeszcze nie widział Peach, żeby była niebezpieczna, co mu mogła zrobić? Paznokieć wsadzić w oko? To akurat by bolało...
Aż przymknął jedno oko.
- Dzięki - rzucił w odpowiedzi na te jej gratulacje, tak trochę chłodno, bo po pierwsze to się spodziewał, że Peach zaraz go zapyta jak się oświadczył, a po drugie powie, że są z Wiliamem pojebani, a ona nic.
Ale NAJWIDOCZNIEJ jak chodzi o pieniądze, to już nie są przyjaciółmi. A jak nie są...
No to przecież mógł ją zrobić w chuja. Bo jak jeszcze jakiś respekt miał do niej, jako przyjaciółki, z którą przecież znali się hoho lat, to jak ona tak z nim pogrywała, to on też mógł. Czyli teraz to jej pewnie już w ogóle nic nie powie. Morda na kłódkę i takie sprawy.
Chociaż jak powiedziała to Madox kurwa, to się uśmiechnął, no bo... Noriega to jednak czerpał jakąś dziką satysfakcje z tego, że był wkurwiający. Lubił... denerwować ludzi, być złośliwy i się czepiać, dlatego jak ona tak jego rękę ściągnęła ze swojego kolana, to on opada plecami na oparcie i ręce krzyżuje na piersi uwydatniając swoje tatuaże. Nie podrywał jej, ale dla niego to nie istnieje coś takiego jak przestrzeń osobista, czy jakieś granice, ale teraz to już chyba są. Jak oni tak się mierzą ciemnymi spojrzeniami. Nawet jej miał Madox nawijać, że ta kasa to jest, albo jej nie ma, albo, że już prawie tutaj jest, ale musi być cierpliwa. No ogólnie... miał jej nawijać dalej makaron na uszy, ale...
- Co to jest bimbo? - zapytał od razu, bo on to nie wszystkie słowa po angielsku ogarniał, a jeszcze jakieś slangowe - och Peach... - zaraz westchnął tak teatralnie trochę, ciężko i kręci głową. Bo teraz pewnie odpierdoli jakąś kolumbijską telenowelę, a umie bo jednak skończył aktorstwo z jebanym wyróżnieniem. Rozsiadł się na fotelu nonszalancko zakładając nogę na nogę - ty tylko te pieniądze i pieniądze. Przychodzisz do mnie z jakimiś typami, jakbyś mnie chciała połamać... Nie ufasz mi wcale, a wcale, a przecież po sąsiedzku mieszkamy, ty z moim mężem... Przecież jak cię ten stary oblech nachodził, to kto u ciebie na kanapie spał, żebyś była bezpieczna? - no on właśnie. Znowu pokręcił głową i wbija w nią ciemne spojrzenie - a ja tutaj do ciebie chciałem wyjść z propozycją... Biznesową bejbi, ale w biznesie to wiesz co jest ważne? Nie wiesz... bo ty się dopiero do roli bizneswoman przygotowujesz. Za-u-fa-nie - ostatnie słowo podkreślił i już usiadł sobie normalnie na tym fotelu, a nie jak boss kolumbijskiej mafii, którym nie był. Łokcie oparł na kolanach pochylając się znowu do przodu - to jak się umawialiśmy? Dwadzieścia procent dla ciebie? - na pewno nie tak, ale teraz jak już tutaj nie było ZAUFANIA to mogli się od nowa targować - a słyszałaś w ogóle o tym, że nie znaleźli jeszcze tego tajnego pokoju Frankiego? - tak ją zagaduje, bo Madox to słyszał. Niby tam policji tyle i wszystko sprawdzali, ale chyba nie trafili na tą wajchę w łóżku w kształcie serca, którą Peach i Madox odkryli przez przypadek.

Eres todo un gánster, bebe 💅🏻°❀⋆.ೃ࿔*:・
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dobrze, że się już Madox przestał na nią napalać, bo na prawdę Peaches to ma dość tych chłopów, co myślą, że laski dla nich głowy stracą, jak ci im oczkami pobłyszczą albo ząbkami i pokazą jakie mają tatuaże na abs. Dumna z siebie siedzi taka poważna i czeka aż Madox wstanie i poleci po torbę z hajsem, który złoży u jej stópek, ale ten się ku jej zdziwieniu wcale nie podnosi z kanapy, tylko rozkłada jak jakiś dziad. Jeszcze brakowało, żeby sobie piwko otworzył.
- O ciekawe, teraz to mieszkamy po sąsiedzku, a jak dwa miesiące przyłaże do ciebie z ciasteczkami, to dlaczego mi ciągle jakieś obce osoby drzwi otwierają? I tylko "Madoxa nie ma, kim jesteś, Madox jest ze swoją dziewczyną w Meksyku, spierdalaj". - przedrzeźnia go, bo on tu jej teraz chce na wyrzuty sumienia jakieś wejść i udawać, że się przyjaźnią, a prawda jest taka, że jak ją ktoś w jego klubie atakwoał to miał to gdzieś i został na wakacjach w Meksyku, ufając że nie dowie się, że Peaches głowa turla się po wzgórzach pod miastem. Co prawda dzieki temu poznała kochaną Rosę, ale też niestety poznała jakąś crazy babe, pewnie tą byłą Madoxa, no i Ricza, który chyba wziął ją za pornstar, bo mówił, że idzie włączyć kamerę ciągle. Umilkła jednak, kiedy się tak do niej przychyla i jej mówi o zaufaniu.
Ona miała do niego zaufanie, bo przecież powiedziała chłopom, żeby poszli do kuchni, ale może nie powinna mieć? Jakaś czerwona lampka zapaliła jej się w głowie, ale nie komentuje tego wcale, tylko unosi brew niezadowolona.
- Na razie nie masz dobrych referencji, skoro nawet jednego joba nie umiesz doprowadzić do końca, więc wybacz, że nie skorzystam- pojechała mu trochę, bo tak to jest z tymi business guys. Oni bajki opowiadają jacy to nie są fifarafa, a nie masz nic z tego. Tak samo było z Jeffem i tak samo było z każdym innym, szkoda tylko że z Madoxem też! On tu jej mówi, że stracił zaufanie, a sam nie jest lepszy.
Na szczęście już przechodzą do pieniędzy i Peach kręci głową powoli. Rany, to ile ten Madox zajebał temu Frankiemu skoro 2 miliony to 20%. No ale cóż, nie będzie sknerą, w końcu to on zrobił co miał zrobić, wiec niech sobie beirze reszte.
- Nie interesuje mnie ile dla siebie odpalisz, umawialiśmy się, że dwa miliony będą dla mnie a resztę możesz sobie wziąć - przypomina mu znudzona i sięga do torebusi swojej w której trzyma błyszczyk, żeby poprawić usta, bo aż jej wyschły od tej napiętej atmosfery. Przejeżdża nim po ustach i wzrusza ramionami.
- Bo to patałachy, a jesteś pewny, że mają dobry dom w takim razie? Ja już nie chce nawet myśleć o tym frajerze, chce tylko moje pieniążki, rozumiesz? - i skoro skończyła się smarowac błyszczykiem to chowa go spowrtoem to torebusi.

Madox A. Noriega
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”