27 y/o
For good luck!
180 cm
czasem haker, czasem kelner w The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
bla bla bla, coś tam coś tam
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Moonstone wiedział jedno; niezależnie od tego, co się wydarzy, nie powinni brać pod uwagę ślubu z kobietą i podwójnego życia, bo owe nie miało szansy na jakiekolwiek powodzenie. Gdyby zaś miał obstawiać, dałby sobie rękę uciąć, że wyjście na sto procent zakończy się c i e r p i e n i e m.
Stąd też plan, który z radością przedstawił reżyserowi, a teraz z niecierpliwością wyczekiwał reakcji; choć chciał usłyszeć myśli Amina jak najszybciej, resztkami sił powstrzymywał się przed zadaniem mu setki pytań, które mogłyby negatywnie wpłynąć na reżysera. Nie było to podobne do jego nastawienia, ale gryzł się w język i dawał przestrzeń, bo to przecież nie on będzie później martwy dla świata.
Skinął głową, praktycznie od razu porzucając pomysł informowania matki ukochanego. 一 Jestem pewien bardziej niż czegokolwiek innego 一 powiedział natychmiast, nie wahając się nawet przez sekundę. Składał poważną deklarację, doskonale zdając sobie sprawę, że jej konsekwencji nie dało się odwrócić, ale nawet przez chwilę nie myślał o tym, że chciałby; znał Amina dobrze i był przy nim najszczęśliwszy (gotów był spędzić z nim całe życie), dlatego angażował się w sprawę i wierzył, że wspólnymi siłami dojdą do szczęśliwego zakończenia (na które, oczywiście, zasługiwali bardziej niż ktokolwiek).
一 No... No wiesz 一 rzucił, przynajmniej na razie nie chcąc mówić wprost o sposobach zawierania kontrowersyjnych znajomości. Phoenix znał rozmaitych ludzi, którzy robili różne rzeczy, przez co wierzył, że byliby pomocni również w kwestii upozorowania śmierci Amina.
一 Na pewno byliby w stanie pomóc; jeśli chcesz, mogę się do nich odezwać, to nie byłoby ich pierwsze... Zlecenie 一 zaproponował, po czym uśmiechnął się niepewnie.
N a d z i e j a; miał w sobie niekończące się pokłady nadziei, że jednak uda się im wygrać z przeznaczeniem, do realizacji którego próbował ich zmusić ojciec Amina. 一 Robiłem dla nich parę rzeczy, więc nie powinno być problemu 一 zachęcił.
Istniała szansa, że patrzył na świat przez różowe okulary; że naiwnie zakładał coś, co z góry było spisane na niepowodzenie, miało rację bytu, ale to z uwagi na fakt, że do szaleństwa kochał reżysera i nie wyobrażał sobie bez niego życia.
一 Nie musimy podejmować decyzji teraz, ale... Mógłbym do nich niezobowiązująco zagadać, żeby wybadać, ile to będzie kosztować. 一 Nie wiedział jeszcze, co myślał o tym Amin, ale już teraz wybiegał myślami naprzód, by mieć jak największą wiedzę o tym, co chcieli zrobić.

Amin Al-Maliki
28 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
187 cm
reżyser filmowy Pinewood Studios
Awatar użytkownika
I feel that we're close to the end with one foot hanging from the edge.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten pomysł wydawał mu się szalony i może właśnie tak było. Ale czy był bardziej szalony od zgody na aranżowane małżeństwo, w którym nie zazna szczęścia i miłości, bo musiałby zostawić ukochaną osobę i żyć z kimś, kogo pokochać nie będzie w stanie nigdy? Czy był na to gotowy? Chciał chronić swoją rodzinę, chciał zapewnić im wszystkim godne życie i marzył o tym, aby byli szczęśliwi, ale co z nim? Ile czasu będzie jeszcze w stanie się tak męczyć. Ile czasu Phoenix będzie musiał się jeszcze męczyć? Co z jego szczęściem? Miał być przecież jego przyjacielem, jego kochankiem i partnerem i powinien myśleć teraz tylko o tym, aby to jemu przede wszystkim zapewnić dobrobyt i bezpieczeństwo. Musiał się w końcu zdecydować. Był już dojrzałym mężczyzną, nie dzieckiem, które miałoby czas dorosnąć. To już się działo.
Phoenix wyglądał za to na bardzo zdecydowanego, może nawet za bardzo, aż desperacko. Potarł skroń palcami i zacisnął wargi, myśląc nad tym wszystkim tak intensywnie, że aż czuł zbliżający się ból głowy. Nie powiedział nic na jego wymijającą odpowiedź, ale wiedział. Nie był głupi. Może i nie wtrącał się w to, co robił Nix, ale czasami przecież to widział i łączył fakty i nie narzekał, nie chcąc go ograniczać. Wydawało się, że teraz może im to pomóc, ale czy przez to nie narobią tylko więcej szkód?
— Nie chcę żebyśmy wpakowali się w kłopoty — powiedział w końcu i westchnął ciężko, nie przestając zastanawiać się nad tym, co powinien zrobić. Co obaj powinni zrobić. Słysząc o tym, że Nix robił już coś dla podejrzanych osób, pokręcił powoli głową, bo trudno było słuchać o tym, że ten się na coś narażał. Bo pewnie tak było, przynajmniej w głowie Amina. Ostatecznie westchnął ze zrezygnowaniem i podszedł bliżej niego, po czym ujął jego twarz w dłonie i złożył na pełnych ustach czuły pocałunek.
— Dobrze. Dowiedz się — zgodził się ostatecznie, uznając że dobrym pomysłem będzie zrobienie czegokolwiek, co odwróci uwagę Nixa od całej tej beznadziejnej sytuacji. Potem go przytulił, jednocześnie dlatego, że uważał, że Nix tego potrzebował, jak i potrzebował tego on sam. Kochał go całym sercem i nie wyobrażał sobie, że mógłby go stracić. Kiedy tak trzymał go przy sobie, zaczął na poważnie zastanawiać się czy jednak by się ugiął, dla niego. Czy jednak nie spełniłby jego życzenia i nie wcielił w życie planu, który ten zaproponował.

Po powrocie do domu rodzinnego miał już trochę inne zdanie, jednak nie skrajnie różne. Rozmawiał chwilę z siostrą, która chyba martwiła się jego nastawieniem, bo znała go na tyle, aby wiedzieć, kiedy nie ma humoru. Dostrzegła też to, z czym mogłoby to być związane. Dla niej jednak nie było innego świata, a życie prywatne Amina nie wiązało się z ukrywaniem związku z drugim mężczyzną, bo zwyczajnie nie miała o tym pojęcia i nawet się nie domyślała jak wyglądała prawda. Być może miałaby mu to za złe. Nie, że jej nie powiedział, tylko że w ogóle dopuścił do takiej sytuacji. Bała się, zupełnie jak jego ojciec by się bał, gdyby się dowiedział. Opinia była ważniejsza, interesy były ważniejsze i utrzymywanie rodziny na wysokim poziomie takie było. Nigdy nie uznałby jednak Nixa za rodzinę i to chyba bolało Amina najbardziej.
A z drugiej strony po prostu nie mógł tego zlekceważyć. Wychował się tym, przesiąkł tym, a korzenie sięgały za głęboko. Nie będzie w stanie ich wyrwać i mógł je tylko odciąć, a to będzie tak bolesne, jak nic innego do tej pory. Nazajutrz spotkał się z narzeczoną, a ona powiedziała mu, że gdyby nie wiążąca umowa ich rodzin, to wolałaby umrzeć, niż ponownie wyjść za mąż. Z jednej strony pomyślał, że on czuje dokładnie to samo, a z drugiej zrozumiał coś, co wcześniej mu umknęło. Umowa obejmowała ślub. Tylko to.
Wieczorem przyjechał do Phoenixa i kiedy tylko wszedł do jego mieszkania, spojrzał na niego całkowicie poważnie i z determinacją.
— Zrobimy to, ale po ślubie.

phoenix moonstone
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
27 y/o
For good luck!
180 cm
czasem haker, czasem kelner w The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
bla bla bla, coś tam coś tam
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgoda dała mu nadzieję; pozwoliła wierzyć, że jako jedna drużyna stawią czoła przeciwnościom i wyjdą obronną ręką z gównianej sytuacji, w którą wpakował ich stary Amina. Kiedy reżyser wyszedł, rzucił się w wir planowania; pośpiesznie skontaktował się z właściwymi ludźmi, a uzyskawszy odpowiedzi na pytania i poznawszy cenę, nie mógł doczekać się, aż ukochany ponownie pojawi się w jego mieszkaniu, by przekazać mu informację.

Niestety, nie było mu dane, bo zanim powiedział cokolwiek, Amin przekazał mu t r a g i c z n e wieści.
Po ślubie.
Po ś l u b i e.
P o...ś l u b i e.
Jego dobry humor momentalnie wyparował, bo nie rozumiał absurdalnej decyzji, którą podjął partner. Nie rozumiał, dlaczego mieli czekać; nie wiedział, po co ta cholerna szopka i po co Aminowi jebana obrączka na palcu. 一 Co? 一 warknął, zaś jego wyraz twarzy wprost wskazywał na dezorientację. 一 O czym ty, do cholery, pieprzysz? 一 kontynuował, potrząsając głową i robiąc krok wstecz.
Zdawało się, że spełniał się jego koszmar; że Amin żył w zupełnie innej rzeczywistości, w której nałożenie obrączki na palec k o b i e t y było akceptowalne. 一 Tobie w ogóle zależy na tym, jak ja się czuję? 一 kontynuował, popadając w rozpacz.
Był z a ł a m a n y; był skrzywdzony, bo reżyser jak gdyby nigdy nic 一 jak gdyby rozmawiali o p o g o d z i e 一 informował, że chciał wziąć ślub.
Phoenixowi robiło się niedobrze na samą myśl o przygotowaniach do zaślubin; zbierało mu się na wymioty, gdy wyobrażał sobie przymiarki garnituru, wybór kwiatów i inne kwestie związane z ceremonią, które przyszli małżonkowie robili r a z e m.
On zaś miał pozostawać na uboczu; jak gdyby nigdy nic miał siedzieć tutaj i akceptować to, że jego m ę ż c z y z n a udawał zaangażowanie w ślub. 一 Kurwa mać 一 jęknął i potrząsnął głową.
To się nie działo; to nie mogło być takie c h u j o w e; czym sobie na to zasłużył? Dlaczego trafiło na niego?
Pod tym względem kurewsko zazdrościł bliźniakowi, który mógł otwarcie mówić o swoim związku; wiedział, że brat prędzej czy później zacznie planować uroczystość, która była czymś nieosiągalnym dla samego Phoenixa.
Haker też chciał dla siebie takiej przyszłości; nie mówił o tym na głos, ale marzył o skromnym ślubie, ale wiele wskazywało na to, że n i g d y nie będzie tym pierwszym (bo przecież Amin doświadczy tego z kimś innym). 一 Muszę zapalić 一 poinformował.
Moonstone nie palił często, ale teraz był na tyle przytłoczony, że potrzebował głębokich zaciągnięć dymem papierosowym. 一 Idę do sklepu 一 dodał, po czym, nie czekając na reakcję ukochanego, wyminął go i skierował się do drzwi.
Musiał się przewietrzyć; musiał nabrać dystansu do Amina i do jego słów, a przebywanie w tym samym pomieszczeniu im nie służyło. Nie czuł się źle ze świadomością, że zostawiał reżysera samego; wydawało mu się, że Arab czuł się na tyle komfortowo w przestrzeni, że poradzi sobie w pojedynkę.
Narzuciwszy na siebie kurtkę 一 nie zwracał uwagi na to, że była zbyt lekka na tę pogodę 一 wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Zbiegał po schodach szybko, by Amin nie miał okazji go zatrzymać. Kiedy zaś znalazł się na zewnątrz, dał sobie czas czas na złapanie paru głębszych oddechów. 一 Ja pierdolę 一 syknął, wreszcie ruszając się do sklepu, gdzie kupił papierosy.
Nie spieszyło mu się z powrotem do domu; siedział pod klatką, nie wiedząc, co ze sobą począć, bo wydawało mu się, że reżyser już podjął decyzję. Czy jednak powinien cieszył się z jako takiego kompromisu?
Nawet jeśli tak, to chyba nie potrafił.

Amin Al-Maliki
ODPOWIEDZ

Wróć do „#22”