— IT mówi, że backup może być… Częściowy.night shift
noun
a period of time worked at night in a factory, hospital, etc.
"a doughnut-maker on the night shift at a bakery"
— Częściowy? W sensie?
— W sensie… Może odzyskamy zdjęcia.
Kira siedziała przy komputerze z kubkiem zimnej już kawy, patrząc na ekran komputera tak, jakby samą siłą woli mogła zmusić go do działania. Nic z tego. System redakcyjny, który jeszcze rano działał jak zawsze (powoli, ale jednak), popołudniu postanowił umrzeć spektakularną śmiercią. Potem niby ożył, ale to zmusiło kilka osób do pozostania w pracy po nocach. I nawet w tak późnych godzinach w dziale motoryzacyjnym panował chaos. Telefony dzwoniły, ktoś kłócił dwa biurka dalej, a na drugim końcu open space'u drukarka właśnie po raz trzeci zeżarła papier.
Finch oparła się o oparcie krzesła i potarła skronie. Pracowała w redakcji już kilka lat i zdążyła zobaczyć różne katastrofy - premierę samochodu, na którą nikt nie wysłał reportera, test auta opublikowany z danymi konkurencyjnego modelu, a nawet artykuł, który przez pomyłkę trafił na stronę z roboczym tytułem BLABLABLA_DO_POPRAWY. Teraz wszystko trzeba było trzeba napisać jeszcze raz.
Odetchnęła powoli. Nie pierwszy raz zaczynała tekst od zera. Tylko że zazwyczaj robiła to z własnej woli. To wszystko wciąż było w jej głowie. A jeśli było w jej głowie, mogła to napisać. Ale najpierw musiała podtrzymać się przy życiu kubkiem świeżej kofeiny, dlatego ruszyła w stronę korytarza, w progu prawie zderzając się z Daisy Whitmore. Kira uniosła brwi w nieukrywanym zaskoczeniu.
— Ty tutaj? — zapytała, bo była pewna, że do opanowania sytuacji wystarczy tylko obecność przełożonego jej działu i pracownicy, którzy - tak, jak Finch - mieli po prostu na nowo napisać utracone artykuły.
Przez moment patrzyła na Daisy, jakby sama jej obecność była czymś równie niespodziewanym, co awaria całego systemu w motoryzacyjnym. Trzeba pamiętać, że Whitmore nie pojawiała się w tej części redakcji bez powodu. Właściwie prawie nigdy się tu nie pojawiała. Dział motoryzacyjny był dla większości ludzi z wyższych pięter czymś w rodzaju odległej planety, na której ludzie potrafili przez dwadzieścia minut dyskutować o zawieszeniu samochodu, a potem napisać o tym trzy tysiące znaków.
— Idę po kawę. Też chcesz? To będzie zajebiście długa noc — zastrzegła, bo co z tego, że system zaczął działać, skoro potracili wszystkie materiały? W żaden sposób nikogo to nie ratowało. Musieli usiąść i spiąć dupę. Ewentualnie mieć nadzieję, że Whitmore zaszczyciła ich swoją obecnością, bo w jej głowie zrodził się jakiś fantastyczny plan, którym za chwilę opanuje całą, patową sytuację.
Daisy Whitmore
