ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

5

why do people take their clothes off before they take off their masks?

{ outfit }
Niewiele z tego wszystkiego rozumie. Ma wiele pytań i ani jednej odpowiedzi; co więcej, nie zna nikogo, kto mógłby mu ich udzielić. Nie chce pytać bezpośrednio Kenny’ego – wydaje mu się to zbędne – więc gniecie je w swojej głowie do momentu, w którym zaczynają przypominać sprasowaną makulaturę. Dopiero gdy są na tyle cienkie, że już nie przeszkadzają mu w rozsądnym spoglądaniu na rzeczywistość, Elmo czuje względny spokój.
Mimmo's Place jest ulubionym miejscem Benjamina Saynsberry’ego, głównie dlatego, że serwują tam wspaniałe, bardzo słabo wysmażone steki, o które trudno uprosić się w jakiejkolwiek innej, budżetowej restauracji. Elmo jednak nie sądzi, aby Kenny wybrał akurat to miejsce właśnie z tego powodu. Z drugiej strony może samo rozmyślanie nad tym, czy stoi za nim jakieś logiczne wyjaśnienie nie ma sensu. Mimmo’s jest po prostu blisko domu Kendalla i Sage – to całe i jedyne rozsądne wytłumaczenie powodu, dla którego, gdy Elmo przekracza próg restauracji dwie minuty po dwudziestej, bez problemu dostrzega Kenny’ego siedzącego przy jednym z czterech zajętych stolików. Eliel uśmiecha się niezręcznie; w zamyśle do niego, chociaż oficjalnie i tak musi skierować tę minę do zaaferowanej barmanki, która od razu podchodzi w jego kierunku i pyta, jakiego potrzebuje stolika. Jest bardzo młoda i wyraźnie przejmuje się swoją pracą. Elmo łagodnie tłumaczy jej, że jego kolega już zajął im stolik, i że dziękuje. Gdy kieruje się w stronę czerwonego krzesła naprzeciwko Kendalla, zastanawia się nad tym, czy słyszał jego krótką rozmowę i czy też uzna określenie kolega za karykaturę ich osobliwej, trudnej do wyjaśnienia relacji.
Siada przy kwadratowym stoliku, na którym leżą dwa zalaminowane menu, i wymusza entuzjastyczny uśmiech. Ostatnie dni nie należały do najlepszych. Kiedy w zeszły piątek próbował porozmawiać z Lily przez wideorozmowę, dziewczynka nie tyle go zignorowała, co na dźwięk jego głosu wpadła w niewytłumaczalny szał. Krzyczała i rzucała zabawkami, i choć Gia próbowała ją uspokoić, nie przestała dopóki Elmo nie przerwał rozmowy. Nie wie, co stało się później; w chwili, której już nie mógł zobaczyć. Nie zapytał o to, bo chyba woli nie wiedzieć. Nie ma nawet pojęcia, czy w kolejny piątek ma ponowić próbę rozmowy. Może lepiej byłoby, gdyby zaprzestał jakichkolwiek starań? Może w ten sposób tylko wyświadczy przysługę nie tylko Lily, ale przede wszystkim Gii, która musi mierzyć się z tym wszystkim naprawdę, a nie tylko przez ekran telefonu?
Patrząc na Kendalla, Elmo stara się pozostać w teraźniejszości i nie myśleć o swoich problemach. Wydaje mu się bowiem, że sama ich obecność w tym miejscu (bez Sage; coś, czego Eliel obawiał się najbardziej) oznacza, iż Kendall również mierzy się z jakąś trudnością. Saynsberry woli poświęcić swoją uwagę właśnie temu niż sobie.
– Przepraszam – zaczyna, nie dając Weaversowi szansy na powiedzenie ani jednego słowa. Chwyta się brzegów stolika, w boleśnie kanciastych rogach wbijających mu się w skórę odnajdując jakieś potrzebne zakotwiczenie w teraźniejszości. – Metro stanęło przez te przerwy w dostawie prądu i musiałem dojść na piechotę – wyjaśnia, a później, jak zwykle gdy patrzy na Kenny’ego, powoli się uspokaja. Uśmiecha się do niego; lekko, łagodnie. – Jak… tam? U ciebie? – pyta, bo nie widzieli się chyba już od tygodnia albo dwóch. Z jakiejś obawy przed tym, że nie wypada kalkulować czasu, który spędzają w odosobnieniu, Elmo stara się ich nie liczyć. Dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak to działa; dla Kendalla i Sage jest tylko dodatkiem, a taka ranga nie idzie w parze z tęsknym wyczekiwaniem propozycji spotkań. Trzyma się więc linii, której wyznacza mu mechanika tej znajomości, i czeka. Pasywnie, cierpliwie, czyli jak zawsze.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

003
I say the right thing but act the wrong way
I like it right here, but I cannot stay

{outfit}
Save the date: 3/07/2027
Kendall i Sage biorą ślub – teraz wydaje się to takie oficjalne. Nie wtedy, gdy przed nią klęknął, a ona entuzjastycznie wykrzyknęła tak! i padła mu w ramiona. Nawet nie wtedy, gdy wsunął na jej palec pierścionek zaręczynowy. Teraz – gdy mają już datę i zarezerwowaną salę, a Sage ponagla go, by zajął się ślubnymi sprawami.
I oto właśnie: zajmuje się.
Wybór Elmo na drużbę z jednej strony wydaje się oczywisty, z drugiej – nieodpowiedni. Może zna go zaledwie od paru miesięcy, ale nie da się ukryć, że obecnie jest mu najbliższy. Problem w tym, że częściowo w sposób, który wydaje się niemal nieprzyzwoity. I choć nie sądzi, by do tego czasu (ani kiedykolwiek) ktokolwiek z zaproszonych gości został wtajemniczony w pełny wymiar ich relacji i ustalenia między nimi, to wciąż – oni sami będą zdawać sobie sprawę z tego, kto dokładnie stoi za panem młodym na ślubnym kobiercu.
Gdy Kendall czeka na Elmo i obraca w dłoni obleczone plastikową powłoką menu, zastanawia się nad tym, w jaką stronę zmierza ich relacja. Zdaje sobie sprawę z tego, że wybór Elmo na drużbę jest dość ryzykowny, gdy tak trudno przewidzieć, dokąd może doprowadzić ich ta znajomość. Oczywiście to samo można powiedzieć o każdej innej relacji – niezależnie od tego, jak silna jest, jak długo trwa i jak bardzo wpisuje się w zwyczajną definicję przyjaźni, może skończyć się nagle w każdej chwili i po prostu nie da się tego ze stuprocentową pewnością przewidzieć. Dobrze wie jednak, że prawdopodobieństwo tego, że za te parę miesięcy nie będą utrzymywać kontaktu z Elmo jest nieco wyższe niż w przypadku głównej druhny Sage – Marnie, jej najlepszej przyjaciółki od piaskownicy. A jednak wiedząc to i znając ryzyko, Kendall nadal nie wyobraża sobie w tej roli nikogo innego. Teraz pozostaje więc jedynie go o to zapytać.
Właśnie dlatego spotykają się w Mimmo’s. Tylko we dwójkę, bez Sage – to pierwszy raz, gdy spotkanie ma przebiegać bez jej towarzystwa. Wydaje się to dziwne – zawsze są w trójkę. Nawet jeśli przez jakiś czas siedzą sami bez Sage, to zawsze wiedzą, że kręci się gdzieś niedaleko i w każdej chwili może do nich powrócić. Nigdy nie pozostają sami na zbyt długo, a przede wszystkim: nie umawiają się na spędzenie czasu wyłącznie we dwójkę. Jest więc coś dziwnego w tym, że Elmo siada na przeciwko niego, przy barowym stoliku, a on wie, że za chwilę Sage nie wyjdzie z łazienki i nie usiądzie między nimi.
– Nic się nie stało, nie czekałem długo – mówi i uśmiecha się do niego łagodnie. Nie jest pewien, czy nie naciąga prawdy, ale nie ma to większego znaczenia. Nie należy przecież do osób przesadnie niecierpliwych, więc spóźnienie Elmo wcale nie wywołało w nim większego rozdrażnienia. – U mnie? Zaczął się okres przeziębień i nagle trzy osoby odwołały dziś wizyty, więc nie miałem za dużo pracy – odpowiada, wzruszając ramionami.
– Jesteś głodny? – pyta i wskazuje na menu położone po jego stronie stolika. On sam niekoniecznie – ma zamiar wziąć dla siebie najwyżej frytki jako dodatek do piwa. Wie jednak, że Elmo przyszedł tu zaraz po pracy więc spodziewa się, że może być nieco głodny.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Obecność Kenny’ego już od dawna nie wywołuje w Elmo niezręczności. Ich spotkania we trójkę (niezliczone; po piątym przestał je rachować, czując, że ich ilość zaczęła wymykać mu się spod kontroli) oswoiły go nie tylko z nagością i elektryzującym dotykiem nie dwóch, ale czterech rąk. Przede wszystkim dały mu lepszy dostęp do Kenny’ego i Sage jako ludzi, dzięki czemu wie już, że gdy oczy Westfold za mocno marszczą się przy uśmiechu, jest zmęczona, a nie rozbawiona, a często pojawiające się milczenie Weaversa jest normalne i wcale nie oznacza, że coś go martwi albo złości. To maleńkie szczegóły, może nawet niezauważalne dla reszty ludzi, ale Elmo je dostrzega. Zdobywa je subtelnie i w ciszy, i zamiast próbować je zrozumieć albo drążyć, po prostu się do nich dostosowuje. Przychodzi mu to bez cienia oporu. Nie jest pewien, czy Kenny i Sage poświęcają taką samą uwagę studiowaniu jego zachowań. Jego psychoterapeutka dała mu już do zrozumienia, że ciągła uważność na najmniejsze zmiany w zachowaniu innych ludzi wcale nie jest normalna. Nazywa ją hiperczujnością i nadmierną mentalizacją. Po przestudiowaniu obu tych terminów Elmo doszedł do wniosku, że owszem, pasują do tego, jak funkcjonuje w towarzystwie innych ludzi, ale jest to jedyna puenta, jaką wyniósł z paru znalezionych w internecie artykułów. Żaden z nich nie wyjaśnił mu, jak tego nie robić. Nie zrobiła tego też jego terapeutka, więc ostatecznie uznał, że jest to coś, z czym musi żyć. Taki po prostu jest.
Tamtego wieczoru, siedząc przed Kennym, wreszcie czuje się całkowicie swobodnie. Albo tak przynajmniej sobie wmawia, bo nieobecność Sage utrzymuje jego ciało w dziwnym zesztywnieniu. Jego plecy jakby nie chcą swobodnie przylgnąć do oparcia krzesła. Nogi, zamiast się rozluźnić, czekają na koniec spotkania i zarządzone przez pozornie spokojną głową wyjście. Nerwowe usta chcą od razu zapytać: po co tutaj jesteśmy? W skąpych wiadomościach Kendall stwierdził, że nic się nie stało, ale jeśli tak to dlaczego tego dnia zaprosił go Mimmo’s?
Hiperczujność. Elmo bierze głębszy wdech. Dręczące jego głowę pytania blakną. Trochę. Zamieniają się w grube, czerwone wykrzykniki, gdy zdaje sobie sprawę z tego, że brzmienie głosu Kenny’ego wywołuje na jego rękach ciarki.
Jak dobrze, że ma na sobie sweter z długim rękawem.
– Och, no tak – mamrocze i kiwa głową. – U nas dziś z kolei telefon dzwonił przez prawie cały dzień. – Epoka przeziębień pozbawia pracy Kenny’ego, a Elielowi z kolei dodaje obowiązków, chociaż jego zadanie i tak jest niczym w porównaniu do obłożenia, z jakim mierzą się pracujący w przychodni lekarze. Mimo to, Elmo nie potrafi zgasić w sobie słabego poczucia zazdrości wywoływanego przez myśl, że w przeciwieństwie do niego, oni przynajmniej robią ze swoim życiem coś ważnego.
Eliel na moment drętwieje. Jest głodny? Przez większość czasu tak mocno skupia się na próbach rozszyfrowania innych, że ignoruje swój własny organizm. Musi mocno się skupić, aby wyczuć w swoim żołądku głód.
– Trochę. – Sięga po menu, otwiera je (jego plastikowa powierzchnia jest trochę lepka) i zaraz przenosi wzrok z powrotem na Kenny’ego. – Chyba że nie masz czasu? – pyta zanim do jego głowy wpada świadomośc tego, jak głupio brzmi jego pytanie. Nie potrafiłby nawet wyjaśnić tej logiki: po co Kendall sam zapraszałby go do Mimmo’, gdyby musiał zakończyć spotkanie za maksymalnie piętnaście minut?
Na jego szczęście w tej samej chwili podchodzi do nich dziewczyna, która przywitała Elmo tuż po wejściu do restauracji i nie ma więcej czasu na zadawanie idiotycznych pytań. Eliel wciąż nie wie, czego chce, nie miał nawet czasu, żeby zerknąć do menu, ale nie chce odsyłać jej z kwitkiem, więc zamawia to, co na pewno się tam znajduje, czyli ulubione danie swojego ojca.
– I wodę.
Podczas swojej ostatniej wizyty u Sage i Kenny’ego obiecał sobie, że zrobi przysługę swojemu biednemu psychiatrze i skończy z nawet okazjonalnym piciem alkoholu. W ostatnim czasie i tak już za bardzo nadużywał swojego szczęścia.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Elmo wciąż jest dla niego zagadką. Po wszystkich wspólnych rozmowach, jak i intymnych momentach, być może postać Eliela powinna nabrać już pewien konkretny kształt, z wyraźnym obrysem, ale wydaje się, że wciąż się rozmywa. Tak, jakby wciąż umykał mu jeden ważny szczegół, bez którego trudno go w pełni rozszyfrować. Czasem, gdy rozmawiają z Sage o Elielu, mają wrażenie, jakby rozmawiali o dwóch innych osobach. Dla Kendalla Elmo jest czystą kartką, która z każdym kolejnym spotkaniem zapełnia się coraz bardziej (nawet jeśli ma wrażenie, że w tym zapisywaniu jest bardzo dużo oszczędności miejsca), u Sage z kolei – wszelkie spostrzeżenia dotyczące Eliela przetwarzane są przez jego wersję z przeszłości i pewne strzępki informacji, ledwie napomknienia, które na przestrzeni lat docierały do niej z rozmów ze wspólnymi znajomymi, a które ostatecznie razem tworzyły pewien obraz Elmo w jej głowie. Wydawałoby się, że ten Sage może być pełniejszy, a więc bardziej zgodny ze stanem faktycznym, a jednak za każdym razem, gdy nie zgadzali się na temat tego, co Elmo mogłoby się nie spodobać lub co mógłby sądzić na jakiś temat, częściej rację miał Kendall. Nie zastawia się jednak nad tym, czy wynika to z faktu, że patrzy w niego nieco wnikliwiej, z większą uważnością (co tłumaczyłoby przewagę Kendalla nad Sage w ten sposób, że jest to przecież częściej domeną introwertyków niż ekstrawertyków), czy też, że Elmo otwiera się przed nim bardziej niż przed Sage, podczas tych stosunkowo krótkich i rzadkich momentów, gdy są sami we dwójkę. Mimo jednak tego, że Kendall zdaje się podskórnie, w jakiś podświadomy sposób rozumieć go lepiej niż Sage, i tak ma wrażenie, że coś wciąż mu w nim umyka.
Kiwa głową, ucinając small talk na temat przeziębień. Dwa zdania wydają się i tak zupełnie wystarczające. Kolejna ich wymiana byłaby niepotrzebną, za to dość męczącą procedurą. Woli się skupić na czymś innym niż próbie znalezienia kolejnego neutralnego i właściwie nic nie wnoszącego zdania do ich rozmowy. Niekoniecznie na menu, które zdążył przejrzeć już cztery razy, zanim Eliel się pojawił, a więc – na spojrzeniu jego brązowych oczu skierowanym w obleczone plastikiem kartki, przesuwającym się po kolejnych pozycjach, na jego palcach przytykających menu, na jego lokach pozostających w lekkim nieładzie, zapewne spowodowanym szybszym marszem do celu.
Unosi do góry brwi, tylko po to, by zaraz unieść z kolei kącik ust świadczącym, nieco o rozbawieniu, ale również o rozczuleniu, które w nim wywołuje tym pytaniem.
– Zazwyczaj jak się z kimś umawiam w barze, to na dłużej niż piętnaście minut – odpowiada, wciąż z błądzącym uśmiechem na jego ustach.
Gdy pojawia się przy nich kelnerka, jeszcze raz zerka w menu, tak jak gdyby przez tę chwilę zdążył zapomnieć, co zamierzał zamówić. Nie jest szczególnie głodny, więc zamawia tylko frytki, a w odpowiedzi na wodę Elmo – bezalkoholowe piwo. Oddaje kelnerce obklejone menu i w końcu znów zostaje z Elielem sam.
– Wiesz, zaprosiłem cię tutaj, bo mam ważne pytanie – zaczyna, gdy kelnerka znika w kuchni, by przekazać zamówienie. Nie wie, czy to odpowiedni moment. Czy nie powinien jeszcze chwilę odczekać, zamiast rzucać nim tym pytaniem w twarz niedługo po tym, jak zjawił się w barze? Nie wie, nie zna żadnych zasad dotyczących zadawania ważnych pytań. Nie wie, czy powinno zrobić się pewne wprowadzenie, czy też można wyparować z nim już na samym początku niemal bez zapowiedzi. Postanawia więc, dla własnej wygody, zadać je od razu, by przestało nad nim wisieć. – Zaczęliśmy planować z Sage ślub i chciałem zapytać cię, czy… może chciałbyś zostać moim drużbą? – pyta w końcu, nagle czując się z tym wszystkim strasznie niezręcznie. Zastanawia się, czy Elmo nie uzna tego za zbyt dziwne – ma do tego prawo. Mimo wszystko wolałby, by się zgodził; nie widzi na tym miejscu nikogo innego.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Definicja ich znajomości wciąż jest długa, skomplikowana i niemożliwa do rozszyfrowania przez kogoś tak prosto postrzegającego relacje jak Elmo. Chociaż uśmiecha się na komentarz Kenny’ego, jego głowa zupełnie nie przetwarza słów, które słyszy. Zamiast tego zajmuje się próbami okiełznania tego dziwnego uczucia, które wkrada się w jego ciało za każdym razem, gdy widuje się z Kendallem i Sage; mieszanki ekscytacji i strachu. Mimo tej drugiej składowej, która nigdy nie pozwala mu poczuć się stuprocentowo odprężonym, Eliel lubi te momenty. Lubi obserwować ich związek, lubi to, jak normalnie się czuje, gdy na moment staje się jego częścią, lubi uciszać wszystkie swoje obawy skupieniem na fizyczności. Później jednak wraca do domu, do pokoju, który pamięta jeszcze z dzieciństwa, i który przypomina mu o tym, jak źle potoczyło się jego życie, i znów gubi się w spirali wątpliwości. Co to wszystko znaczy? Kim dla siebie są? Albo inaczej: kim Elmo jest dla Kendalla i Sage?
Znajomym?
Przyjacielem?
Urozmaiceniem?
Łatwą do przekroczenia granicą?
Rozsądek zabrania mu rozmyślać nad tym zbyt długo. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to zapewne jednostronne. Nie wyobraża sobie, aby Sage i Kenny w wolnych chwilach roztrząsali to samo, nad czym zastanawia się Elmo. Właściwie jeśli już miałby coś obstawiać, założyłby, że nie rozmawiają o nim w ogóle. Dzieląc ze sobą codzienność, na pewno mają mnóstwo innych tematów do omówienia. Obowiązki, plany na najbliższy weekend, pies, ślub…
Ślub.
Elmo rozumie do czego dąży Kenny jeszcze zanim słyszy z jego ust pełne pytanie. Nagle rzeczywistość nabiera ostrości i wszystko zaczyna mieć sens. Oczywiście, że Kendall nie chciałby spotkać się z nim sam na sam, gdyby nie miał do niego tej konkretnej sprawy.
Nagle Eliel nagle uświadamia sobie, że w żadnej z ich poprzednich rozmów nie słyszał, aby Kenny wspominał cokolwiek o swoich innych dobrych przyjaciołach. Ma jakąś koleżankę z pracy, którą lubi (Mindy? Mandy?), ale oprócz niej Elmo nie przypomina sobie nikogo innego. Nikogo ważnego.
Milczy przez całe cztery sekundy. Dla Kendalla może być to katorga, dla Eliela jednak – minimum czasu, którego potrzebuje dla ułożenia sobie w głowie rozsądnej odpowiedzi.
– Ja?
W porządku, może potrzebuje trochę więcej niż pięć sekund. Bierze wdech, rozluźnia czoło, które do tej pory marszczył w jakiejś zamyślonej minie i znów otwiera usta:
– Chyba…
Nie, to znowu nie to.
Brakuje mu słów. I prawdopodobnie rozsądku, bo każda inna osoba znajdująca się na jego miejscu od razu znalazłaby sposób, aby odmówić. Jak Kenny w ogóle to sobie wyobraża? Naprawdę w obrazku, który tworzy mu się w wyobraźni na myśl o tym wyjątkowym dniu, nie przeszkadza mu stojący za jego plecami Elmo? Człowiek, który od czasu do czasu sypiał z nim i jego przyszłą żoną?
– To na pewno dobry pomysł? – pyta i oczywiście ma na myśli sytuację, w której znajduje się cała ich trójka, ale jak tylko wypowiada te słowa zdaje sobie sprawę, że jednak nie chce o tym rozmawiać. Niezależnie od tego, jak bardzo mu z tym wszystkim dziwnie, nie chce zmian. – No bo… Drużba chyba powinien być bardziej… – Macha ręką w geście, który na pozór nie oznacza nic konkretnego. – Bardziej towarzyski? – Zła uwaga. Ostatnim razem, na przyjęciu urodzinowym Sage, Elmo skończył rozmawiając z Jennifer i jej koleżanką prawie do samego końca imprezy. – I może trochę bardziej szalony? – Kolejny zgrzyt. Przez jego myśli natychmiastowo przechodzi cierpka świadomość tego, ile tabletek bierze dziennie, żeby uregulować swoje szaleństwo. – I może… – Może powinien bardziej cię znać? I nie chodzić do łóżka z tobą i twoją narzeczoną? – Nie chciałbym cię jakoś rozczarować, Kenny – kończy, z trudem utrzymując na nim spojrzenie. W tamtej chwili zdaje już sobie sprawę z tego, że jeżeli Kendall powie, że nie zależy mu na towarzyskości ani szaleństwie, i tak się zgodzi. Po wszystkim, co się między nimi zdarzyło czuje, że w jakimś sensie jest to jego obowiązek.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Ja?
Chyba…

Eliel nieznośnie przeciąga odpowiedź. Kendall, czekając cierpliwie aż uda mu się dotrzeć do końca swojej chaotycznej i poszarpanej odpowiedzi, przygląda się mu uważnie z tym samym spokojem, co wcześniej, nawet jeśli obecnie jest dość pozorny. Wyszukuje w jego twarzy oznak zdenerwowania, jak gdyby sama nieposkładana wypowiedź i nerwowy ton głosu nie były wystarczające. Patrzy w jego oczy błądzące po niemal wszystkim tylko nie po jego twarzy, słucha kolejnych urywanych zdań i zaczyna żałować, że zadał mu to pytanie.
Elmo nie musi o to pytać, by sam zastanawiał się, czy to aby na pewno dobry pomysł.
Może jednak nie.
Może to zbyt dziwne.
Już chcę mu przerwać, zakończyć jego męki i zamknąć temat, nim zdąża go rozwinąć. Uchyla nawet usta, by cokolwiek powiedzieć, ale kolejne słowa Eliela wybijają go z rytmu, więc milczy. Zastanawia się za to, komu innemu mógłby powierzyć to zadanie.
Myśli o George’u, kimś, kto przez pewien okres jego życia był dla niego dość istotny, gdy obaj znaleźli się w tej samej rodzinie zastępczej. Dzielili razem jeden pokój, a nawet jedno piętrowe łóżko – Kendall spał na górze, a George na dole, bo tak bardzo wiercił się podczas snu, że spanie na wysokościach mogłoby być dla niego ryzykowne. Kenny traktował go jak młodszego brata, którego bronił przed starszymi chłopakami i któremu dokuczał wyłącznie z miłości. Te parę miesięcy, które spędził z Georgem, wciąż wydają mu się najmilszymi ze wszystkich wspomnień domów zastępczych, w których przyszło mu żyć.
Obecnie spotykają się jednak najwyżej raz w roku – George mieszka w Winnipeg z żoną i dwuletnią córką. Dzwonią do siebie przy okazji, głównie po to, by złożyć sobie życzenia i zaraportować sobie to, co wydarzyło się u nich w ostatnim czasie. Mimo łączącej ich przeszłości i ogromnego sentymentu, nie są ze sobą blisko. George oczywiście zostanie zaproszony na jego wesele, ale czy był właściwą osobą na jego drużbę?
Seth jest znajomym z pracy, z którym czasem wychodzi na piwo po zmianie. Zac i Dean są bardziej kolegami Sage niż jego. Bliżej jest z Paulem, ale tylko dlatego, że jest partnerem jego przyjaciółki Margo.
Problem polega na tym, że Elmo naprawdę wydaje się najrozsądniejszym wyborem i to mimo całego bałaganu, jakim jest ich relacja.
Gdy Elmo milknie, teraz to on potrzebuje chwili, by to wszystko przetworzyć. Patrzy na niego przez moment, nie wiedząc nagle, co powiedzieć. Może Elmo był najrozsądniejszym wyborem, ale wcale nie świadczy to, że jest to jakkolwiek rozsądne.
– Na pewno mnie nie rozczarujesz, Elmo. Nie mam właściwie żadnych wymagań. I nie musisz być szalony i towarzyski. Jesteś i tak bardziej ode mnie – odpowiada spokojnie. – Ale jeśli to dla ciebie dziwne, to nie ma problemu. Poradzę sobie – dodaje, podnosząc do góry kąciki ust w ramach wspierającego uśmiechu. Nie chce, by Elmo czuł się nieswojo, a tak dzieje się już na etapie zapytania. Otwiera mu więc furtkę, w razie gdyby chciał przez nią uciec. Nie chce przecież, by robił cokolwiek wbrew swojej woli, a całym soba zdaje się mówić, że absolutnie nie chce zostać jego drużbą.
I to jest w porządku.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimmo's Place”