33 y/o
For good luck!
170 cm
najemniczka / szpieg @ all around the world
Awatar użytkownika
T'es la meilleure chose qui m'est arrivée
Mais aussi la pire chose qui m'est arrivéе
Ce jour où je t'ai rencontréе, j'aurais peut-être préféré
Que ce jour ne soit jamais arrivé
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Spying 101.
Nigdy nie zdradzaj swoich prawdziwych zamiarów.
Najlepszą kryjówką jest miejsce, na które wszyscy patrzą, ale nikt nie zwraca na nie większej uwagi.
Perfekcyjny kamuflaż to pozwolić im myśleć, że znają o tobie całą prawdę. Prawdziwe ja zostaje w cieniu.
Kiara Walston przez lata skrupulatnie stosowała się do wszystkich wpojonych jej zasad. Stanowiły niepodważalny kodeks, którego złamanie potrafiło mieć katastrofalne skutki – w jej przypadku nie było inaczej.
Dlaczego więc, idąc u boku agenta Vossa, nie czuła ciężaru własnych win? Że podjęła decyzje, które dziś kładły się cieniem nie tylko na jej życiu, ale i na całej rodzinie Walstonów? Dlaczego sama myśl o tym, że znów może go dotknąć i zamienić z nim choć parę słów, z absurdalną lekkością spychała wydarzenia ostatnich lat w mrok niepamięci?
– Znałeś mnie lepiej niż ktokolwiek inny – nawiązała do jego słów sprzed chwili i ledwie dostrzegalnie skinęła mu głową.
Rozpoczynali doskonale znany im taniec.
Z oddechem Prestona przyjemnie łaskoczącym skórę jej szyi, sięgnęła dłonią do kieszeni płaszcza, w którym tuż przed wyjściem z mieszkania schowała broń. Jednym płynnym ruchem odbezpieczyła ją i gdy chwilę później wróciła do pionowej pozycji, machinalnie wycelowała w kolano kobiety w błękitnej bluzie. Strzeliła, a nieprzyjemne chrupnięcie roztrzaskanych kości rozeszło się w eterze, zwiastując długie lata czekającej ją rehabilitacji. Kobieta padła na ziemię z wrzaskiem który Kiara błyskawicznie uciszyła; cios wymierzony w jej twarz był na tyle mocny, że pozbawił ją przytomności przynajmniej na kilka minut.
Stojąc z pistoletem przyciśniętym do boku, rozejrzała się dookoła – trzy kamery CCTV, zapalone światło w jednym z mieszkań po drugiej stronie ulicy i zero naocznych świadków.
Chwyciła kobietę pod pachami i przeciągnęła ją w zaciemnioną alejkę, odchodzącą w bok od głównej ulicy. Smród komunalnych śmietników podrażnił jej nozdrza, kiedy oparła ciało o ceglaną ścianę; głowa nieznajomej z cichym klapnięciem uderzyła w metalowy blok pojemnika. Chwilę później Preston ułożył obok wciąż przytomnego, lecz mocno pokiereszowanego mężczyznę.
Walston kucnęła tuż przed nim i oparła przedramię na kolanie. Wzrokiem zmierzyła jego twarz; obity nos, spuchnięta powieka, rozcięta warga. Rękę trzymał na wysokości złamanych żeber, tak jakby wierzył, że dzięki temu zrosną się szybciej.
– Kto was wysłał? – zapytała spokojnie, jak gdyby cała sytuacja nie zrobiła na niej większego wrażenia. – Byliście kurewsko nieprzygotowani – westchnęła, może nieco zbyt ostenatycjnie, ale jej reakcje wynikały z czystej e k s c y t a c j i. Każda komórka jej ciała wrzeszczała o w i ę c e j, choć chłodna logika podpowiadała, że gdyby nie obecność Prestona, ta szala mogła przechylić się na drugą stronę.
– Poshla na khuy, tupaya pizda – mężczyzna splunął mieszaniną krwi i śliny tuż na jej nowe, zamszowe kozaki. Rosjanin. W dodatku niezbyt mądry. Jego gadzie oczy wyrażały wyłącznie pogardę.
Frank zakładał, że będą z nimi problemy.
– To nie było dobre posunięcie – cmoknęła z niezadowoleniem i ukradkiem zerknęła na Prestona. Choć nie wypowiedziała ani jednego słowa, jej spojrzenie mówiło wszystko – do czego będzie w stanie posunąć się w jego obecności? Preston Voss stanowił prawo. Agenci CIA byli zobowiązani do pewnych kroczenia zgodnie z ustalonymi zasadami i schematami; przekraczają granicę moralności jedynie wtedy, kiedy służy to Stanom Zjednoczonym i ogólnemu dobru.
Każdy niewłaściwy ruch oznaczał dodatkowe lata odsiadki. Trudno jednak było jej przyznać, że bardziej niż pobytu w więzieniu, obawiała się, że zacznie utożsamiać ją z o k r u c i e ń s t w iem.
– Chcemy odzyskać to, co nasze – posługiwał się łamaną angielszczyzną i nie wiedzieć czemu, niesamowicie ją to rozbawiło. Spodziewałaby się, że Rosjanie na podobną misję wyślą kogoś, kto potrafi złożyć kilka porządnych zdań w innym języku.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. A gdybym miała, prawdopodobnie i tak bym wam tego nie oddała. Zniszczyłeś moje nowe buty – odpowiedziała przekornie i uniosła kolbę pistoletu ku górze, z zamiarem uderzenia prosto w skroń mężczyzny i zesłania go w objęcia samego Morfeusza.

oh, I missed our little routine
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
boom
nudy i braku inicjatywy
37 y/o
For good luck!
186 cm
half in the shadows; half burned in flames
Awatar użytkownika
each breath i left behind; each breath you take is mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znał ją lepiej niż ktokolwiek inny.
Jakże depresyjne musiało być życie Kiary Walston jeśli to zdanie było choćby w połowie prawdziwe a jedyna osoba, której okazała odrobinę siebie była jednocześnie tą, którą zdradziła. Z drugiej strony, sam nie cierpiał na mnogość wysoce zażyłych relacji. Kwestia zawodowa.
Ale och, jakże za tym tęsknił.
W momencie, w którym Kiara wyprostowała się w jego objęciach, puścił jej talię, niemal jednocześnie odwracając się w stronę zbliżającego się mężczyzny. Rozległ się wystrzał, a towarzyszący mu kobiecy krzyk skutecznie odwrócił uwagę Rosjanina od rzeczywistego zagrożenia.
Potrzebował tylko chwili.
Dopadł do niego, zanim tamten zdążył wyciągnąć broń, pochwycił go za nadgarstek i z impetem uderzył przedramieniem w twarz. Chrupnięcie nosa poprzedziło przekleństwo, które mężczyzna zdążył z siebie wydobyć, nim kolejne uderzenie pozbawiło go resztek równowagi. Voss nie zamierzał dawać mu okazji do odzyskania kontroli nad sytuacją. Szarpnął go za kurtkę, wbijając kolano w okolice żeber, a kiedy tamten zgiął się wpół, pchnął go w stronę śmierdzącej alejki, którą obrała Walston. Mężczyzna spróbował jeszcze zawalczyć, więc uderzył ponownie, wykręcając mu rękę za plecy i odbierając pistolet, który ten nieudolnie próbował dosięgnąć.
Resztę zostawił jej.
Obserwował ją z boku, oparty ramieniem o ceglaną ścianę. Było w tym coś znajomego, coś, czego nie potrafił odnaleźć w tych wszystkich fotografiach Charlie Newman, które przez ostatnie tygodnie przeglądał na ekranie komputera. Nie była już znudzoną trzydziesto-paro-letnią freelancerką, której największym problemem pozostawał wybór odpowiedniego mleka do wymieszania z trawą.
Była Kiarą Walston.
Bezczelną, impulsywną, drapieżną i kurewsko skuteczną. Tą samą kobietą, która dwa lata temu potrafiła doprowadzić go do utraty zdrowego rozsądku, a następnie wykorzystać tę słabość do zrujnowania wszystkiego, na co pracował. Może powinien był poczuć odrazę, widząc, z jaką swobodą wymierzała przemoc człowiekowi, który nie stanowił już dla niej większego zagrożenia. Problem polegał na tym, że sam wielokrotnie znajdował się w podobnej sytuacji, a moralność nigdy nie była szczególnie istotnym elementem jego zawodowego wyposażenia.
Szczerze mówiąc, dawno temu przestał się powstrzymywać - a agencja rzadko kiedy patrzyła mu na ręce tak długo, jak przynosił im rezultaty.
- Я знаю, почему ты здесь - westchnął, rosyjskie słowa płynnie wymknęły się z jego ust gdy oderwał się od ściany, podchodząc do klęczącego Rosjanina. Oczywiście, że byli tutaj po dysk - tak jak i on. Ale jak to możliwe, że znaleźli ją w tak podobnym czasie?
Zostawił sobie tę zagwozdkę na później, zamiast tego pochylając się nad mężczyzną, z dłonią wciąż dzierżącą jego własny pistolet.
- Вставайте в очередь. - dźwięk jego słów szybko został zastąpiony odgłosem uderzenia. Walston przejmowała inicjatywę. Robiła tak zawsze, nawet wtedy, gdy jeszcze pracowali ze sobą, nieustannie próbując prowadzić.
Był jednak ciekaw, jak bardzo się zmieniła.
- Widzieli nasze twarze. Gdy się ockną, przekażą górze, że jesteś ze mną - stwierdził, pozornie neutralnym tonem. Wyprostował się, powoli, ciałem wciąż wypełnionym adrenaliną. Rosyjska broń ciążyła w jego dłoni - podrzucił ją, obracając, lufą zwracając we własną stronę, uchwytem zaś - w jej. - No i zniszczyli ci buty.
Dłoń dzierżąca pistolet przecięła przestrzeń między nimi, zatrzymując się gdzieś po drodze.
Sprawdzając, jak daleko była skłonna się posunąć dla sprawy.

aim for the head, sweetheart
33 y/o
For good luck!
170 cm
najemniczka / szpieg @ all around the world
Awatar użytkownika
T'es la meilleure chose qui m'est arrivée
Mais aussi la pire chose qui m'est arrivéе
Ce jour où je t'ai rencontréе, j'aurais peut-être préféré
Que ce jour ne soit jamais arrivé
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

– Mogliście połączyć siły, chłopaki – rzuciła głosem przesączonym ironią. – W duecie mielibyście większe szanse – oparty o ceglaną ścianę Rosjanin wydał z siebie zduszony dźwięk – ni to śmiech, ni to kaszel, z którego na beton skapnęła strużka krwi. Chwilę później jego głowa bezwładnie opadła na bok. Przeszukała go w poszukiwaniu jakichkolwiek dokumentów, ale odnalazła jedynie papierek po gumie do żucia i nóż wetknięty za skórzany pasek.
W normalnych okolicznościach nawet nie mrugnęłaby okiem.
Pociągnięcie za spust porównywała do złożenia podpisu na dokumencie – było czystym, mechanicznym aktem domknięcia sprawy, w którym nie istniało miejsce na zbędne emocje. Lufa pistoletu skierowana w czyjeś czoło stanowiła najprostszy język, jakim posługiwała się na co dzień. Teraz jednak zasady gry mogły ulec nagłemu skrzywieniu.
Obecność Prestona tuż za jej plecami działała jak cichy, drażniący impuls, którego nie potrafiła zignorować. Była jak niewidzialne ramię, które zaciskało się na jej nadgarstku; mocno i stanowczo, jakby chciało dać jej do zrozumienia, że tym razem posłuchanie instynktu nie będzie najlepszym wyborem.
Chłód broni, którą wciąż trzymała w dłoni, wydawał się przenikać jej skórę, ale to nie metal parzył ją najbardziej. Był to cyniczny spokój bijący od Vossa, który potrafił wyprowadzić ją z równowagi szybciej niż jakikolwiek przeciwnik.
Potarła skronie, jakby ten mały ruch miał jej pomóc przede wszystkim pozbyć się paskudnego bólu głowy, a przy okazji pobudzić do działania resztki zdrowego rozsądku.
A potem powoli, z ociąganiem, które mogło uchodzić za manifestację rodzącej się w niej złości, odwróciła lekko głowę w jego stronę. W jej oczach nie było wdzięczności – jedynie chłodny blask, w którym tliło się ostrzeżenie. Blask, który prawdopodobnie doskonale znał i pamiętał.
– Myślisz, że pobrudzę sobie ręce, podczas gdy ty będziesz patrzył? - zapytała cicho i wyprostowała się do pionowej pozycji, po czym zdecydowanym ruchem odepchnęła dłoń Prestona z oferowanym jej pistoletem.
N i e u f a ł a m u.
W jego zachowaniu kryło się zbyt wiele niedopowiedzeń, które równie dobrze mogły okazać się misternie tkaną pułapką. Pchał ją na krawędź tylko po to, żeby zobaczyć, czy tym razem odważy się skoczyć. Mógł odczuwać chęć zemsty; zemsta byłaby naturalną reakcją na to, co mu zrobiła. Z drugiej strony, mógł nie mieć złych zamiarów. Nie zamierzała jednak dać się złapać, niczym dziecko, które dopiero uczy się alfabetu i prawidłowego sznurowania butów.
– Zaatakował też ciebie. Jesteś agentem CIA, masz prawo się bronić. Kazałeś mu rzucić broń, on nie dostosował się do rozkazu. Przepychaliście się, próbowałeś wyrwać mu ją z ręki, przez przypadek strzeliła– – przerwała i palcem wycelowała w miejsce na brzuchu nieprzytomnego Rosjanina. – o tutaj. Wykrwawi się w kilka minut. Później zająłeś się jego dziewczyną – kątem oka zauważyła, że w bloku naprzeciwko kolejne mieszkanie błysnęło jasnym światłem. Toronto powoli budziło się do życia, oni zaś powinni sprawnie oddalić się od alejki śmierdzącej rozkładającym się jedzeniem i ukryć w cieniu.
– No dalej, Preston. Widzieli nasze twarze. Chyba że wolałeś dopisać to do długiej listy moich występków – dodała jeszcze i zrobiła krok do tyłu, posyłając mu spojrzenie namaszczone wyzwaniem.
Ich nieprzewidywalny taniec trwał w najlepsze – pełen ukrytych napięć, niedomówień i milczącej rywalizacji, w której każde z nich uparcie próbowało wymusić na drugim decyzję, niemożliwej do cofnięcia.
Kurewsko za tym tęskniła.

or maybe you should take initiative, mr. know it all
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
boom
nudy i braku inicjatywy
37 y/o
For good luck!
186 cm
half in the shadows; half burned in flames
Awatar użytkownika
each breath i left behind; each breath you take is mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rosyjski był językiem, który nie wchodził mu w nawyk zbyt łatwo. Gdy jednak znalazł swoje miejsce w jego umyśle, nie opuszczał go, niezależnie od tego na jakim terytorium się znajdował. Płynność, z którą porozumiewał się z mężczyzną była wyłącznie kwestią jego profesjonalizmu - w przeciwieństwie do Rosjanina, który ewidentnie na tym samym poziomie się nie znajdował z uwagi na jego łamaną angielszczycznę.
I łatwość, w której go wyeliminowali.
Dobrze. Płotki uważał za rozgrzewkę. Z pewnością nie byli to szpiedzy wysłani z jakiegokolwiek ramienia rządu, w innym wypadku byliby trudniejszymi celami do przechwycenia. Byliby ostrożniejsi, w walce bardziej brutalni, bardziej tacy jak o n i.
Odnotował łatwość, w jakiej udało im się ich pozbyć. Niezależna organizacja? Niedocenienie sił, przeciwko którym rzucano agentów? Walston w zasadzie miała być sama. Ich dwójka może wystarczyłaby, by ją zdobyć.
On zaś potrzebny był tylko jeden. Ponieważ ją z n a ł.
Ponieważ była taka s a m a.
Mogła zmienić nazwisko, kolor włosów, miejsce zamieszkania i wszystkie te drobne szczegóły, które miały składać się na jej nową tożsamość, ale pod spodem wciąż pozostawała tą samą Kiarą Walston, którą poznał dwa lata temu. Z tą samą przeklętą skłonnością do przesuwania granic, do sprawdzania, jak daleko mogła się posunąć, zanim ktoś wreszcie postanowi powiedzieć jej dość. Z tym samym spojrzeniem, w którym potrafiła zmieścić jednocześnie prowokację i najzupełniej szczerą pogardę. Wciąż pragnęła mieć kontrolę, wciąż nie ufała nikomu, kto mógłby ją jej pozbawić, w tym jemu - a może szczególnie jemu.
Problem polegał na tym, że on również miał swoje sekrety.
Voss nigdy nie należał do ludzi szczególnie wrażliwych na cudzą krzywdę. Zabijał na rozkaz, kłamał zawodowo, a jego sumienie już dawno przestało reagować na rzeczy, które przeciętnego człowieka przyprawiałyby o bezsenność. Mimo to posiadał pewne granice. Pewne zasady, których się trzymał.
Dla niej.
Dla niej, dla której pragnął być dobrym, przykładnym agentem. Dla której pragnął okazywać łaskę tam, gdzie w jego odczuciu nie miała osiągnąć zbyt wiele. Dla której pragnął podtrzymywać te pozory, powstrzymywać zarazem wszystkie własne, najgorsze cechy.
Ale ona nie istniała.
Prowokacja zakończyła się w wypowiadanych przez nią słowach - czy może, według niej, podziałała. Jego zdaniem należało się ich pozbyć. Znali ich twarze, obiektywnie patrząc powinni zginąć.
Więc zginęli.
Uniósł pistolet, w którym dzierżył pistolet Rosjanina. Skierował go w stronę właściciela, wystrzał odbił się głuchym echem od ciasnych ścian alejki. Drugi huk rozległ się zaledwie chwilę później, kiedy lufa pistoletu zwróciła się ku nieprzytomnej kobiecie. Oboje pozostali nieruchomi, pomiędzy kontenerami na śmieci zapadła cisza, którą przerywało jedynie odległe życie miasta.
- Dla ciebie wszystko - odrzucił krótko, głosem, który nagle stał się ochrypły, jakby nie używał go dłużej niż zaledwie parę sekund. - Księżniczko.
Odchylił poła swojego płaszcza - wytarł pistolet Rosjanina w ciemną koszulę tkwiącą pod spodem i niedbale wyrzucił ją z powrotem na ziemię. Teraz wyglądało to na sprzeczkę dwójki agentów, którzy nie do końca zgadzali się z perymetrami misji - bądź zdradę jednego z nich.
- Mój samochód jest ulicę dalej - dodał, z nagłym napięciem wkradającym się do jego mimiki. Postąpił o krok naprzód, wymijając tkwiącą na ziemi, bezwładną dłoń obcego mężczyzny. - Rusz się.

my hands were dirty long before i met you
33 y/o
For good luck!
170 cm
najemniczka / szpieg @ all around the world
Awatar użytkownika
T'es la meilleure chose qui m'est arrivée
Mais aussi la pire chose qui m'est arrivéе
Ce jour où je t'ai rencontréе, j'aurais peut-être préféré
Que ce jour ne soit jamais arrivé
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Pierwszy strzał.
Dwie sekundy później kolejny.
Echo wystrzałów dopiero po chwili ucichło w jej czaszce, ustępując miejsca narastającemu zaskoczeniu.
Nie znała go od tej strony. Był grzecznym agentem. Trzymał się zasad. A może wcale nie? Może jego ostrożne, pragmatyczne zachowanie sprzed dwóch lat było finezyjnie budowaną obłudą?
Nawet się nie zająknął. Ani nie wzdrygnął. Jego ciało pozostawało rozluźnione, tak jakby minutę temu wcale nie zabił dwójki osób, a zaledwie wrócił z porannego joggingu.
Kąciki jej ust powędrowały ku górze; uczucie nieznanego jej wcześniej spełnienia wypełniało trzewia Walston przyjemnym ciepłem, bo zorientowała się, że przypuszczalnie są do siebie bardziej podobni, niż wcześniej zakładała. Po miesiącach hamowania swoich prawdziwych instynktów, które z perspektywy agenta CIA mogły stanowić czyny niedopuszczalne, wizja podzielenia się z nim swoim prawdziwym ja wywołała przyjemne mrowienie na jej skórze.
Problem polegał na tym, że nadal nie była pewna, czy może mu zaufać.
Tak, jak ufała mu w nowojorskim mieszkaniu, kiedy centymetr po centymetrze badał jej nagie ciało.
Włożyła dłonie do kieszeni płaszcza i zacisnęła palce na wewnętrznym materiale. Powolnym krokiem przysunęła się bliżej Prestona. Znajomy zapach jego perfum na krótki moment przysłonił fetor kontenerów.
Najpierw spojrzała na martwe, szybko wystygające przez niską temperaturę ciała, potem zaś przeniosła wzrok na mężczyznę dzierżącego w dłoni narzędzie zbrodni.
– A jednak… – cmoknęła z uznaniem. –…są sytuacje, które potrafią mnie jeszcze zaskoczyć – przekrzywiła głowę
Żałosny duet bezsprzecznie wysłano na zlecenie rosyjskiego rządu. Była tego pewna, bo doskonale pamiętała, od kogo przyszło zapotrzebowanie na przeszukanie danych w Los Alamos National Laboratory. Zimna wojna oficjalnie zakończyła się na początku lat dziewięćdziesiątych, ale społeczeństwo nie zdawało sobie sprawy, że w rzeczywistości wciąż trwała i miała się dobrze. Zmieniły się jedynie taktyki i możliwości; do spraw rządowych coraz częściej angażowano zewnętrznych partnerów. Outsourcing stał się popularnym wyborem nie tylko w branży informatycznej, ale również w podziemiu; największe organizacje półświatka zarabiały potężne pieniądze na doraźnym wsparciu wielkich gospodarek i nie tylko.
Kiara Walston od lat była jedną z beneficjentek.
A teraz i Preston zachował się tak, jakby pragnął liznąć perspektyw oferowanych przez drugą stronę. Jakby mimo wszystko był g o t o w y na wysłuchanie historii, którą skrzętnie ukrywała przez ostatnie dwa lata. Historii o najemniczce, w której drgnęło uśpione sumienie.
Dopiero jego słowa wytrąciły ją z bezczynności.
– Świetnie, ty masz samochód, a ja kryjówkę ponad sto kilometrów za miastem - zanim ruszyła, czubkiem splamionego krwią kozaka przesunęła bezwładne ramię Rosjanina, aby nie rzucało się w oczy.
Szła ramię w ramię z Prestonem, który parł do przodu z bijącą pewnością siebie. Nie miała kaptura, za którym mogłaby ukryć twarz, toteż mijając każdego przechodnia, starała się zwracać głowę w przeciwną stronę.
Gdy w końcu dotarli do samochodu, jej dłoń zatrzymała się w połowie drogi do chwycenia klamki.
– Powinnam prowadzić, znam drogę – uzasadnione napięcie udzieliło się również jej; musieli jak najszybciej oddalić się od miejsca egzekucji.

drive fast, make our move
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
boom
nudy i braku inicjatywy
37 y/o
For good luck!
186 cm
half in the shadows; half burned in flames
Awatar użytkownika
each breath i left behind; each breath you take is mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział, czego powinien się po niej spodziewać.
Szoku? Co najmniej małego zaskoczenia? Wstrętu do tego, jakim naprawdę był człowiekiem?
Walston, którą znał, nie pozwoliłaby na tego rodzaju egzekucję. Byli nieprzytomni - owszem, po ocuceniu mogli sprawić problem, lecz nie byłby to problem z gatunku tych, które kończyły cały świat. Czymże było zakończenie ich żałosnej egzystencji jeśli nie wyrazem niepotrzebnego okrucieństwa?
Teraz wiedział, że i to było maską, którą zakładała na siebie.
Nie powinno go to dziwić. Wiedział, kim byli członkowie jej rodziny, czym się zajmowali. Walston była dużo bardziej obyta z okrucieństwem niż pokazywała, zgrywając niewinną owieczkę.
Może nawet bardziej do niego przyzwyczajona niż do troski, którą jej okazał.
Kolejny na długiej liście popełnionych przez siebie błędów.
- Któreś z nas musi brudzić sobie ręce - odrzucił krótko, beznamiętnie, gdyby nie ta iskra, która pojawiła się w jego spojrzeniu gdy Walston znów znalazła się w jego przestrzeni wraz ze wspomnieniem wszystkiego, co niegdyś ich łączyło.
Dobrze. Póki była blisko, póki miał ją na wyciągnięcie ręki, miał kontrolę nad sytuacją. Dwa lata temu z ich dwójki to ona okazała się tą bardziej przebiegłą i wyrachowaną, jednak dwoje mogło w tę grę grać.
A on miał dużo czasu na przygotowanie się.
- Kryjówkę? - odbił piłeczkę, jego brew powędrowała w górę, w głosie wybrzmiało powątpiewanie graniczące z sarkazmem.
Cóż za wybitny pomysł - dobrowolne udanie się do tajemniczego, ukrytego miejsca wskazanego przez kobietę, która już raz zdołała go oszukać. Wymagało to od niego albo ogromnego zaufania, albo całkowitego braku instynktu samozachowawczego.
Preston nie posiadał ani jednego, ani drugiego.
Nie miał przecież żadnej gwarancji, że na miejscu nie czekała na niego kolejna niespodzianka, tym razem znacznie mniej przyjemna od tej, którą zafundowała mu dwa lata temu. Z drugiej strony, nie zamierzał rezygnować z okazji poznania jednego z miejsc, które Walston uznawała za wystarczająco bezpieczne, by się w nim ukrywać. Każdy adres, każda pozostawiona rzecz, każdy szczegół dotyczący jej życia po ucieczce mógł okazać się przydatny w odnalezieniu dysku, dla którego przebył pół pieprzonego kontynentu.
Tak długo, jak miał ją obok, mógł udać się na sam koniec świata - ponieważ w razie niespodzianki, jego palec znalazłby się na spuście.
A jeśli prowadziła go do piekła, nie omieszkał zabrać ją przy okazji ze sobą.
- Czy będzie to kolejne, gównianie beżowe mieszkanie, Walston? - zagadnął, odwracając się we właściwym kierunku i ruszając do wyjścia z alejki, jakby właśnie nie zostawili w nim dwójkę trupów. - Widać, że sama dekorowałaś.
Oferta na stole była intrygująca. Możliwości były dwie - Walston mu ufała i pragnęła pomóc mu w zgubieniu ogona, który obecnie posiadali oboje lub była świadoma swojego przebywania na muszce jego broni, kupowała sobie więcej czasu i ciągnęła go prosto w pułapkę.
Wiedział, na co postawiłby własne pieniądze. Mimo tego szedł za nią, kierując się do samochodu.
- Dobrze. Pojedziemy do tej twojej kryjówki - zdecydował wreszcie, wyciągając kluczyki z kieszeni. - Ale prowadzę ja.
Nie pozostawił jej zbyt wiele miejsca na negocjacje, kierując się w stronę samochodu i zatrzymując dopiero przy drzwiach od strony kierowcy. Myśl, że miałby oddać jej auto do prowadzenia była bardzo optymistyczna, nawet jak na nieskończony optymizm Kiary. Zatrzymał się po drugiej stronie pojazdu, opierając łokcie o jego dach.
- Możesz za to usiąść obok, wyglądać ślicznie ze swoim siniakiem i mówić mi, gdzie mam skręcić - zaoferował szczodrze, z diabelskim uśmiechem na ustach. - Myślę, że nawet ty powinnaś sobie z tym poradzić.

over my dead body
33 y/o
For good luck!
170 cm
najemniczka / szpieg @ all around the world
Awatar użytkownika
T'es la meilleure chose qui m'est arrivée
Mais aussi la pire chose qui m'est arrivéе
Ce jour où je t'ai rencontréе, j'aurais peut-être préféré
Que ce jour ne soit jamais arrivé
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Każde z nich odgrywało swoją rolę.
Obojgu zależało na tym, aby jak najlepiej wypaść przed drugim.
Walston, którą znał, przy nim panowała nad wyuczonymi schematami działania. Nie wszystkie jej zlecenia koncentrowały się na eliminacji celu. Jednak gdy dostawała informację, że ma się kogoś pozbyć, nie miała w zwyczaju przesadnie się nad tym zastanawiać i kwestionować moralności zadań, które zasilały jej konto bankowe.
Moralność bowiem maluje się wieloma barwami, a ona z założenia nie zabijała jednostek niewinnych i czystych jak łzy.
Ponad dwa lata temu zorientowała się, że CIA nie wie o niej wszystkiego. Mieli wycinki, zaledwie małe skrawki z długiej listy popełnionych występków. Naturalnie postanowiła więc kontynuować budowanie ich wersji własnego obrazu. Kiara Walston działała nielegalnie – tak – ale przecież nie wyrządzała d u ż y c h szkód.
I wtedy pojawił się Preston Voss, a główne motywy ukrywania przez nią swojej prawdziwej twarzy diametralnie się zmieniły.
Bo to nie perspektywa dłuższej odsiadki spędzała jej sen z powiek, a strach przed tym, że pewien agent zacnie postrzegać ją jako potwora.
– Pewnie tego nie wiesz, ale odcienie beżów i brązów są obecnie bardzo modne – odparła swobodnie, jakby posiadała jakąkolwiek wiedzę na temat wystroju wnętrz, kiedy prawda była zgoła inna. W świecie Walston, mieszkanie wynajęte jedynie na potrzeby zlecenia miało spełniać podstawową funkcję – być bezpiecznym miejscem regeneracji. – Skoro tak bardzo ci przeszkadzają, to pewnie spodoba ci się miejsce, do którego jedziemy – dodała, przyspieszając kroku.
Oczywistością był fakt, że to żałosna sytuacja, w której się znalazła, zmusiła ją do powiedzenia mu o kryjówce. Gdyby miała jakikolwiek wybór, prawdopodobnie przy najbliższej okazji pozbawiłaby go przytomności, zostawiła obok ciał rosyjskich najemników i uciekłaby pierwszym samolotem do Europy. Wciąż jednak trzymał ją na muszce swojego pistoletu, na ulicach zaś powoli pojawiało się coraz więcej osób. Wykonywanie jakichkolwiek gwałtownych ruchów stało w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem.
Po drugie, jego decyzja o pociągnięciu za spust połączyła ich nierozerwalną nicią gówna, w którym teraz, czy tego chcieli, czy nie, tkwili razem.
I ostatnia, choć nie mniej ważna kwestia – ukryta gdzieś głęboko i raz po raz ujawniająca się w postaci żenującego kłucia w klatce piersiowej.
Nie była pewna, czy potrafiłaby go zostawić.
– Twoje słowo jest dla mnie rozkazem – słowa przesiąknięte sarkazmem uleciały spomiędzy jej warg, kiedy p o s ł u s z n i e usiadła na miejscu pasażera.
Silnik samochodu wydał z siebie kilka zduszonych dźwięków, zanim zaczął pracować na normalnych obrotach. Kanadyjska zima bywała trudna dla kierowców, sama się o tym przekonała.
– Tu skręć w prawo, a na kolejnych światłach w lewo – instruowała go, dopóki nie wyjechali z Toronto na trasę prowadzącą w stronę jeziora Simcoe. Ruch był niewielki, dopiero dochodziła szósta rano.
Cisza wypełniła wnętrze samochodu. Kiara sięgnęła palcami do dotykowego ekranu i włączyła radio na pierwszej lepszej stacji. Prezenter zapowiedział nadchodzący na antenę hit zespołu Fleetwood Mac i już po chwili rockowe brzmienie Silver Springs zaczęło otulać ich swoimi nutami, budując pozory spokoju, tak jakby jechali na wycieczkę, a nie zostawiali za sobą dwa martwe ciała bez odpowiedzi na pytanie – co dalej.
– Opowiedz mi, jak mnie znalazłeś – powiedziała i przeniosła spojrzenie na szybę. Obserwowała krajobraz mijanych stacji benzynowych i intensywnie zielonych drzew, zastanawiając się, czy to początek nowej historii.

I want to share my secrets with you
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
boom
nudy i braku inicjatywy
37 y/o
For good luck!
186 cm
half in the shadows; half burned in flames
Awatar użytkownika
each breath i left behind; each breath you take is mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

P o s ł u s z n a Walston.
Cóż za przyjemna odmiana. Gdyby nie okoliczności, w których się znaleźli, mógłby nawet pokusić się o stwierdzenie, że ostatnie dwa lata zrobiły jej wyjątkowo dobrze. Nie zamierzał jednak mylić chwilowej uległości z jakąkolwiek zmianą charakteru, a tym bardziej uznawać jej za oznakę odzyskanego zaufania. Widział przecież, jak wiele kosztowało ją oddanie mu kontroli nad sytuacją, i wiedział, że zrobiłaby niemal wszystko, byle tylko znaleźć się u steru.
Dosłownie i w przenośni.
Zajął miejsce kierowcy, zamykając za sobą drzwi i uruchamiając silnik. Nie spieszył się z zapięciem pasów, poświęcając kilka dodatkowych sekund na zorientowanie się w otoczeniu, nim ostatecznie wyjechał na ulicę. W lusterku wstecznym dostrzegł fragment chodnika, którym jeszcze przed chwilą szli, kilku przechodniów, zaparkowane samochody, alejkę z kontenerami na śmieci.
Nic szczególnego.
Poza dwoma trupami schowanymi gdzieś poza zasięgiem wzroku.
Sto kilometrów. Wystarczająco czasu na odbycie przyjemnej p o g a w ę d k i z siedzącą obok niego kobietą. Jedną dłoń ułożył swobodnie na kierownicy, drugą oparł o podłokietnik, pozwalając sobie nawet na przebiegły uśmiech, kiedy Walston zaczęła instruować go, gdzie powinien skręcić.
Im dalej oddalali się od Toronto, tym bardziej absurdalna stawała się świadomość, że ponownie jechali razem samochodem. Jak za dawnych czasów, choć nic w nich nie było prawdziwego. Nawet muzyka dobiegająca z głośników wpasowywała się w ten osobliwy obraz normalności. Silver Springs. Jakże kurwa adekwatnie.
Sięgnął dłonią do radia by przełączyć stację, gdy słowa piosenki stały się trudne do zignorowania.
- Dlaczego miałbym ci o tym opowiadać, love? - odbił piłeczkę, z wzrokiem utkwionym w drodze przed nimi, lecz wciąż, kątem oka, przyglądając się j e j. Jej płaszczowi, w którym miała schowaną broń, jej dłoniom, które mogłyby sięgnąć do kierownicy, a może nawet wydobyć z kieszeni kolejny telefon, jakby jeden czy dwa nie były w pełni wystarczające.
Oczywiście, że chciała wiedzieć. Przecież odnalezienie jej stanowiło osobistą porażkę, dowód na to, że wszystkie podjęte przez nią środki ostrożności nie wystarczyły, by całkowicie zniknąć z radaru.
Przecież znów był obok niej i naiwnym byłoby założyć, że Walston nie spróbuje uciec ponownie.
Może nie była tak zdesperowana, by wyskakiwać z jadącego auta - ale nacisnął mocniej na pedał gazu na wszelki wypadek - ale kryjówka, o ile w ogóle nią była, w najlepszym wypadku była okazją by Walston znów mu zwiała. W najgorszym - pułapką na niego.
- Po to, żebyś następnym razem była ostrożniejsza? - zapytał wreszcie, zerkając na nią przelotnie, nim ponownie skoncentrował spojrzenie na drodze. Kącik jego ust drgnął, choć nie było w tym uśmiechu większego rozbawienia, zamiast tego pojawiło się w nim coś drapieżnego. - Zawsze cię znajdę, Kiara. - Jego dłoń mocniej zacisnęła się na kierownicy. - Pytanie tylko ile mi to zajmie.
Dwa lata było zdecydowanie zbyt długim czasem, ale nie spodziewał jej się w pieprzonym T o r o n t o, prowadzącej nudne życie nudnej kobiety. Zdecydowanie bardziej wyobrażał ją sobie wciąż w środku akcji, wciąż pracującą, wykonującą zlecenia i to właśnie w tamtych miejscach szukał jej najpierw.
Jednak potrafiła go czymś zaskoczyć - tak samo jak on ją.
- Opowiesz mi wreszcie, skąd ten siniak? - dodał, nawet kątem oka dostrzegając ciemny ślad na jej twarzy. - Zwykle uniki wychodziły ci nieco lepiej.

we've got a long road ahead
ODPOWIEDZ

Wróć do „#43”