ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
183 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
I want your safe word, your passive resistance
The sickness you foster, your favourite addictions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Sascha Fontaine nie znosił poniedziałkowych poranków, ale konieczność stawiania się na kampusie o dziewiątej bladym świtem z samym początkiem tygodnia, ostatecznie nie odstraszyła go od studiowania sztuk pięknych. W końcu uwielbiał uczestniczyć w seminariach poświęconych społecznemu znaczeniu malarstwa, i całymi godzinami dyskutować o granicach artystycznej ekspresji, i słuchać refleksji innych artystów. Poza tym - a może przede wszystkim - naprawdę kochał ciężki zapach farby olejnej, brudne od grafitu opuszki palców, napięcie w nadgarstku po kilku godzinach szkicowania i ten szczególny moment, kiedy coś, co dotąd istniało wyłącznie pod jego powiekami, zaczynało przybierać rozpoznawalny kształt na kartkach szkicownika, albo na płótnie. Nie był nawet szczególnie przeciwny sztuce konceptualnej, tak długo, jak nikt nie oczekiwał od niego udawania zachwytu nad trzema metrami stalowego drutu i kawałkiem betonu, których autor - inny student - najwyraźniej uważał się za współczesnego Michała Anioła. Co, jak się okazało, było opinią, którą należało zachować dla siebie.
Zwłaszcza jeżeli trzy dni później ktoś rzeczywiście postanowił zrobić z tym betonem coś niedopuszczalnego.

Przez pierwsze dwadzieścia minut dzisiejszego seminarium, Sascha, zamiast notatkami, zajmował się rysowaniem drobnych, groteskowych postaci, z których jedna przypominała prowadzącego zajęcia profesora, druga martwego gołębia, a trzecia profesora w trakcie powolnej przemiany w martwego gołębia. Dopił swoją wystygłą kawę, odpowiedział na dwie wiadomości i policzył, ile razy siedzący przed nim chłopak odwrócił głowę, żeby spojrzeć w jego stronę. Siedem. Za ósmym razem Sascha uniósł wzrok znad zeszytu i uśmiechnął się do niego tak serdecznie, że tamten natychmiast odwrócił się z powrotem. Co nie było może szczególnie subtelne, ale najwyraźniej wystarczyło.
Plotki rozchodziły się po uczelni z prędkością, której mogłyby pozazdrościć niektóre choroby zakaźne. Jeszcze w piątek wieczorem większość studentów zajmowała się własnymi sprawami, a już w poniedziałek wszyscy wiedzieli, że ktoś zniszczył instalację przygotowywaną na nadchodzącą wystawę przez Charlie'go Willowby, że szkody oszacowano na kilka tysięcy dolarów, że administracja przegląda nagrania z monitoringu i że Sascha Fontaine, który podczas czwartkowej dyskusji publicznie nazwał autora dzieła pretensjonalnym dupkiem, został widziany w budynku po godzinach.
To ostatnie akurat było prawdą. Pozostałe informacje podlegały interpretacji. Chociażby określenie "zniszczył", bo przecież instalacja przecież nadal istniała. Fakt, że jeden z jej elementów znajdował się teraz w zupełnie innym miejscu nie musiał automatycznie oznaczać aktu wandalizmu. W pewnych okolicznościach mógłby wręcz zostać uznany za twórczą reinterpretację. Sascha miał jednak dość rozsądku, żeby nie przedstawiać tej argumentacji dziekanatowi. Zwłaszcza po tym, jak w sobotę rano otrzymał wezwanie by po poniedziałkowych zajęciach stawić się na rozmowie wyjaśniającej.
Nie bał się tej rozmowy. Potrafił przecież rozmawiać z ludźmi, którzy mieli nad nim władzę. Nie oznaczało to jednak wcale, że lubił znajdować się w podobnych sytuacjach, płaszcząc się przed osobami, które najpewniej i tak już zdecydowały, jaką historię zamierzają usłyszeć. Nie było więc wątpliwości, że tym, czego Fontaine najbardziej teraz potrzebował, było po prostu dobre alibi.
A właściwie dziewczyna, która mogła mu je zapewnić.

Sunny.


Trudno było nie zapamiętać jej imienia, ale oprócz niego, wiedział o niej w zasadzie tyle, co nic. Ich ścieżki na kampusie przecinały się rzadko, na jedynych, wspólnych zajęciach, i sporadycznie też na organizowanych dla wszystkich studentów wydarzeniach. Do tej pory, zamienili ze sobą może kilkanaście zdań, głównie dotyczących zajęć, i Sascha nie miał jeszcze okazji ustalić, czy była raczej typem człowieka, który bez wahania pomaga obcym, czy takiego, który w pierwszej kolejności pyta, dlaczego właściwie obcy potrzebuje pomocy.
Chodziło o to, że - był pewien! - w czwartek wieczorem widział ją w budynku. Minęli się na dole, w pobliżu klatki schodowej, kiedy on sam zmierzał na ostatnie piętro. Nie wiedział, czy ona również go zauważyła, ani tym bardziej, czy zapamiętała godzinę. Wiedział natomiast, że dach budynku stanowił świetne miejsce do obserwowania miasta, szczególnie wieczorami, kiedy światła samochodów rozciągały się pomiędzy budynkami niczym rozżarzone światłem żyły. Lubił tam szkicować. Miał nawet kilka rysunków, które mógłby pokazać na dowód, choć żaden nie zawierał daty ani godziny, a zatem równie dobrze mógł powstać miesiąc wcześniej.
Kiedy seminarium dobiegło końca, odczekał chwilę, starannie chowając zeszyt do torby, wsunął za ucho ołówek i dopiero wtedy wstał, przeciągając się z przesadną swobodą. Nie zamierzał przecież wyglądać na kogoś, kto właśnie poluje na potencjalnego świadka własnego przestępstwa.
Dogonił Sunny na korytarzu, gdzieś pomiędzy studentami przepychającymi się w stronę schodów. Zrównał z nią krok, przez moment idąc w milczeniu, jakby znaleźli się obok siebie zupełnie przypadkowo.
— Sunny, prawda? — odezwał się wreszcie, obdarzając ją zupełnie niewinnym uśmiechem — Sascha. Z seminarium. — Oznajmił jak gdyby nigdy nic. — Mam do ciebie pytanie. Właściwie dwa, ale drugie zależy od tego, jak odpowiesz na pierwsze.

Sunny Song
21 y/o
For good luck!
171 cm
Studentka na wymianie i aspirująca influ
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Chodzenia na zajęcia były niestety dosyć nudne i męczące. Mimo że obecnej wiedzy, nie będzie mogła budować domów ani innych obiektów po ich zakończeniu. Potrzebowała bowiem tego dyplomu, że to nie Simsy, gdzie nie grozi ci zawalenie budynku bez konsekwencji. Cały czas pocieszała się, że po wszystkim będzie zarabiać grube pieniądze, które pozwolą jej na wygodne życie.
Dzielnie starała się nie zasnąć na dzisiejszych zajęciach oraz Seminarium. Ostatniej nocy kamienie musiały znajdować się w nie niekorzystnej Konstelacji przed jej domem, bo źle spała. Dlatego też od rana raczyła się dosyć mocną czarną kawą i Energetykiem, aby dotrwać do końca i nie paść na twarz. Notatek nie robiła praktycznie żadnych, mają ambitne plany wpisać je od kogoś innego. Zazwyczaj robi swoje, ale dzisiaj była zbyt śpiąca roztargniona żeby mieć do tego głowy. Cały materiał powinien być przesyłane prosto na maila, żeby człowiek nie musiał sobie głowy zawracać robieniem notatek jak w średniowieczu. Chociaż czy właściwie średniowieczu ktokolwiek potrafił pisać? Żeby ją jakoś to obchodziło, w zasadzie wcale. W końcu średniowiecze było dawno temu.
Bardzo chciała wrócić już do domu i wpaść na łóżko. Przykryć kołderką pod sam nos, żeby wystawało jej tylko oczy i pójść spać albo w drzemkę. Takie piękne proste marzenie, które niestety nie mogło być zrealizowane. Nauka zajmowała za dużo czasu, przez co nie było go na inny bardziej praktyczne rzeczy. Niemniej jednak modlitwa do kamieni pozwoliła jej dotrwać do końca dnia dzisiejszego na uczelni. Ale przynajmniej taki był plan, gdy mając już spakowane swoje ma natki szykowała się do sprintu do domu. Wówczas zawędrował do niej chłopak, którego sporadycznie widywała na uczelni kojarzyła tak średnio. Był bo był, ale czy jakoś ta wiedza była jej niezbędne do życia to już inna kwestia.Niemniej jednak zagadał do niej, mama dobrze ją wychowała.
- O hej - przywitała się uprzejmie. - Co tam się wydarzyło?

sascha fontaine
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”