ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
162 cm
wróżbitka, tarocistka, uzdrowicielka duchowa
Awatar użytkownika
and i was running far away, would i run off the world someday?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

3

if i lose my mind, please don't come and find me

{ outfit }

Jak kupować miód, to tylko na targu w Leslieville. Sprzedawana tutaj patoka jest całkowicie ekologiczna, pyszna i naturalnie straszliwie droga, ale Odelia Winslow nie ma nic przeciwko wydawaniu horrendalnych sum pieniędzy na takie rzeczy jak syrop klonowy z Quebec, borowiki z Kolumbii Brytyjskiej czy właśnie miód z Alberty. Tego dnia przechadza się pomiedzy stoiskami, w zgięciu ramienia trzymając wiklinowy kosz pełen organicznych produktów, które odżywią nie tylko jej ciało, lecz przede wszystkim duszę, bo czy jest cokolwiek piękniejszego i bardziej harmonijnego niż świadomość, że człowiek przyjmuje do siebie wyłącznie naturalne dobra Matki Ziemi? Odelia Winslow wychodzi z przekonania, że tylko to, działanie w zgodzie z przyrodą i kochanie jej każdą komórką swojego bytu, jest w stanie dać człowiekowi poczucie autentycznego spokoju, więc już od lat stara się ładować swoje ciało energią roślinną, jak najmniej przetworzoną i bezpieczną. Naturalnie zatem w sobotnie przedpołudnia targ w Leslieville staje się jednym z jej ulubionych miejsc. Tętniący życiem, pachnący, pełen osób o pięknych aurach jest zieloną przystanią, w której głowa Odelii natychmiastowo łapie równowagę. Jej ciało zazwyczaj też, chociaż tego konkretnego dnia, jak tylko skręca w alejkę, w której ma zamiar nabyć słoik miodu od pani Lockton, przemiłej staruszki o pomarszczonej jak rodzynka twarzy i zadziwiająco gęstych jak na jej wiek, szarych włosach, ciemnieje jej przed oczami. Przystaje więc, mruga i kiedy wydaje jej się, że chwilowy kryzys został zażegnany, rusza przed siebie ponownie. Jeden krok, później drugi, a jeszcze później próba trzeciego. Nieudolna. Zakończona głośnym bach, bólem w tyle głowy i borówkami rozsypanymi na ziemi. Dwadzieścia pięć dolarów za kilogram!
Nikt nie rzuca się jej na pomoc od razu. Przez moment jest wręcz niezauważalna i dopiero po paru sekundach pani Tkachenko, Ukrainka sprzedająca suszone grzyby i owoce, zaczyna krzyczeć:
– Na Boga! Lekarza! – przerażony głos niesie się wśród stoisk. – Śmierć! Śmierć na targu!
Odelia nie jest w stanie nic powiedzieć, ale macha ręką na znak, że tego dnia śmierć jednak ominęła targ szerokim łukiem. Pani Tkachenko w ogóle tego nie zauważa. Dalej wreszczy, ściągając na siebie uwagę spokojnej, flegmatycznej wręcz klienteli ryneczku i uspokaja się dopiero gdy zbiera wokół swojego stoiska solidną liczbę gapiów.
Ciekawe. W tym momencie ktoś bardzo złośliwy mógłby pomyśleć, że zatroskanie upadkiem Odelii to tylko chwyt marketingowy mający na celu promocję jej suszonych owoców, ale oczywiście jest to tylko bardzo odważna teoria. Taka, której samej Winslow nigdy nie przeszłaby przez głowę.
– To nic takiego – upiera się, gdy jakaś kobieta podaje jej rękę. Nie chwyta jej, bo jeszcze nie jest gotowa, aby wstać. – Naprawdę, proszę kontynuować zakupy – mówi trochę głośniej, zwracając się do wszystkich otaczających ją osób, a później zamyka oczy i odcina się od świata, do którego należy. Nagle nachodzi ją ochota na drzemkę. Kto w ogóle wymyślił, żeby spanie w miejscach publicznych było czymś źle widzianym? Czy prawo do odpoczynku nie powinno znaleźć się w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka?

River Gurney
35 y/o
For good luck!
186 cm
lekarz medycyny ratunkowej w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
You think it will never happen to you, that it cannot happen to you, that you are the only person in the world to whom none of these things will ever happen, and then, one by one, they all begin to happen to you, in the same way they happen to everyone else
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wraz z odejściem Mina w domu stało się pusto – zniknęły obrazy, które wieszał na ścianach i spiętrzone stosy książek, które nieustannie przynosił do mieszkania, choć rzadko był w stanie usiedzieć w miejscu wystarczająco długo, żeby przeczytać którąkolwiek z nich do końca, zniknął gramofon i płyty winylowe, jedwabne koszule w kolorowe wzory i żółta, ocieplana kurtka, którą nosił przez całą zimę, choć wyglądał w niej, jakby pracował na placu budowy. Z kuchennych szafek zniknęły przyprawy, a z wiklinowego koszyka owoce, które w każdą sobotę kupował na targu – pomidor z marketu ma co prawda idealny kształt, powtarzał, kiedy pytał go, dlaczego po prostu nie zrobi zakupów w sklepie na dole, ale nie ma duszy. W kuchni zostały jedynie zioła, te, które rosły w doniczkach na parapecie, choć większość z nich zwiędła, a czerstwe liście opadły na blat. Kiedy mieszkali razem, to Min zajmował się zakupami – nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł treściwy posiłek, pomiędzy dyżurami w szpitalu odżywiał się przede wszystkim mrożoną pizzą i batonami z automatu na pierwszym piętrze. Nigdy nie miało to dla niego dużego znaczenia – nie przyszedł na targ, żeby kupić organiczne pomidory i chleb na zakwasie. Przyszedł, bo miał nadzieję, że spotka tutaj Mina.
W Leslieville panował gwar – przed wyjściem z domu poprawił sobie kołnierz znoszonej, białawej (od dawna już nie białej) koszuli ponad rozpiętym guzikiem płaszcza, ale ten zdążył się przekrzywić i odgiąć. Chciał wyglądać porządnie, w każdym razie wystarczająco znośnie do ludzi, choć miał nadzieję, że nie spotka nikogo, kto mógłby go rozpoznać. Zatrzymał się przy niewielkim pawilonie z miodem, przyglądając się uważnie twarzom przechodzących alejką osób, kiedy sprzedawczyni wyciągnęła rękę i bez ostrzeżenia złapała go za podbródek, przyciągając jego twarz do siebie, jakby był dzieckiem, któremu należało się lepiej przyjrzeć.
– Miód nawłociowy pomaga przy gojeniu się blizn, proszę mi wierzyć. Chodzi o stymulację kolagenu. Wystarczy nałożyć odrobinę i masować przez kilka minut dziennie… – zaczęła, a on wzdrygnął się gwałtownie, odsuwając się od stoiska, nad którym się pochylił, z daleka od jej dłoni i jej czujnego, troskliwego spojrzenia. Miał ochotę ją uderzyć, ale kobieta była już w starszym wieku, wyglądem za bardzo przypominała mu matkę. Zamiast tego odwrócił się więc tylko w przeciwną stronę, czując, jak blizna paliła go na policzku i w myślach nakazując sobie nie sięgać do niej palcami. Niespodziewanie zauważył w tłumie znajomą twarz – Min stał po przeciwnej stronie alejki, z przewieszoną przez ramię torbą pełną warzyw i też patrzył w jego stronę. Zanim zdążył jednak zareagować, obok rozległ się czyjś krzyk. Poderwał do góry podbródek, próbując przyjrzeć się zamieszaniu, po czym w myślach odliczył do trzech, jakby w nadziei, że kobieta tylko się potknęła, ale ona wciąż leżała w miejscu, więc z niechętnym, zrezygnowanym westchnieniem ruszył w stronę hałasu, podchwytując po drodze zaskoczone spojrzenie Mina. Prawda była brzydka – nie rwałby się do pomocy komukolwiek, gdyby nie jego obecność. Wolałby w zasadzie nie mieszać się w to w ogóle, ale było już za późno. Tylko, kurwa, po cholerę się tak drzeć.
– Odsuńcie się – warknął, być może trochę zbyt mocno przepychając zebranych wokół ludzi. – Jestem lekarzem – kiedy studiował, zawsze chciał móc to powiedzieć – teraz wypowiadał jednak słowa ze zrezygnowaniem, jakby przyznawał się do czegoś, czego powinien się wstydzić. Przykucnął, czując, jak jedna z rozsypanych po chodniku borówek rozmiękła mu pod podeszwą. – Słyszy mnie pani? Co się stało? – pochylił się, unosząc dłoń przed jej twarzą. – Choruje pani na coś? – spytał, ale zamiast patrzeć na nią, podniósł wzrok i rozejrzał się dookoła – z zebranego wokół tłumu spoglądały na niego jednak jedynie obce twarze. Min zdążył zniknąć pomiędzy straganami.

odelia winslow
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
muppet
trigger mam w excelu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Leslieville Farmers’ Market”