Kilogram sera.
To żeś się wjebał Hunter, no ale hej, brzmiało zajebiście, a jak już miał w rękach pizzę, to musiał przyznać, że robiła wrażenie nawet na nim, człowieku w którego żyłach płynął sos czosnkowy. Czyżbyś przecenił swoje siły na zamiary, Jang? Bo jeśli faktycznie miałbyś pochłonąć kilogram sera z dodatkami, ciastem i jeszcze sosem, to musiałbyś tańczyć chyba z tydzień, aby to spalić. Dobrze, że i tak miałeś dużą aktywność, a co za tym szło, sporo zapotrzebowanie kaloryczne, ale… no chyba nie aż takie. Nie mówiąc o tym, że dzisiaj już swoje jadłeś.
—
Uważaj, Soojin. Bo to ty będziesz mnie zbierać z ziemi, jak wjedziesz mi na ego i pochłonę tą pizzę, choćbym miał się posrać — powiedział jakże subtelnie, zerkając na nią wymownie. No bo jak już będzie umierać, a jego żołądek będzie błagać o litość, to to właśnie jego delikatna, kochana dziewczyna będzie się zajmować jego umierającymi zwłokami ważącymi sto kilo więcej.
Nawet nie powie „powiedz mojej mamie, że ją kocham”, bo nie miał mamy.
Lustrował spojrzeniem wszystkie babskie pierdoły i całą resztę, gdy wszedł do domu, lokując ostatecznie spojrzenie na dziewczynie, kiedy zaczęła przygotowywać wszystko na rozpoczęcie ich super weekendu. Mieszkali już razem, więc to raczej nie będzie dla nich nic nowego, ale z drugiej strony, wcześniej mieli jego małą kawalerkę, a teraz? Dom był sporych rozmiarów! Mogli się pobawić w normalną rodzinkę, której się powodzi, a nie która spierdala przed stróżami prawa, ukrywając się w biednej melinie.
—
Okay — odpowiedział krótko, rzucając jej jeszcze ostatnie spojrzenie, jak gdyby chciał się upewnić, że na pewno miał sobie iść, a potem samemu skierował się przed siebie, do salonu, gdzie wisiał wielki telewizor. Sam oglądał zwykle filmy na laptopie, chociaż ostatnio, odkąd mieszkał z Jiwoongiem i Sorą, to miał nieco więcej… luksusów. O ile można było to tak nazwać.
Chociaż dla niego to każda dogodność była luksusem.
Usiadł sobie na wielkiej, wygodnej kanapie, a Hati, nauczony tego, że wpierdalał się na wszystkie meble, ulokował się bez żadnego problemu koło chłopaka. Na kanapie. Bo teraz ten dom należał też do niego, przynajmniej na weekend. Chyba, że Soojin zaraz powie, że ma nie skakać po kanapie, to wtedy będzie musiał się przytulić z podłogą, ale dla niego to raczej nie była żadna ujma na honorze. Zwłaszcza, że mama Soojin miała dywany. Aby tylko potem jej mama nie nabrała podejrzeń, że na kanapie czy podłodze jest sierść.
Włączył coś na telewizorze, logując się na jakieś konto z Netflixem i zaczął przeszukiwać poszczególne propozycje. Oczywiście widać było, że to nie było jego konto, bo było mnóstwo propozycji typowo kobiecych - jakieś reality show, komedie romantyczne, różne programy i pojedyncze filmy oraz seriale, które nieco odstawały od stereotypów. Ale nie było tam nic, na co on zwróciłby większą uwagę, dlatego musiał znaleźć coś bardziej… jego. Albo raczej ich.
Gdy dziewczyna zaczęła wszystko znosić, dość instynktownie ulokował spojrzenie na przyniesionych produktach. Brew mu drgnęła na ilość, ale też kącik ust się wymownie podniósł.
—
Zajebiście, jest co jeść — powiedział. Dla niego nigdy nie było za dużo jedzenia, ok? Zwłaszcza, że była przy tym też masa przekąsek. I ta ogromna pizza, którą otworzył, aby sięgnąć po pierwszy kawałek, niemalże wylewający się na boki, jak go uniósł. Ser to by się ciągnął kilometrami jakby go nie urwał. Polał go jeszcze sosem i wpakował sobie do gęby, zapychając się nią na moment.
Zajebista, paskudnie tłusta i sycąca. Ale dobra.
Hati jak tylko zauważył, że przyniesione zostało też coś dla niego, podniósł mordę z kanapy, a jego ogon momentalnie zamerdał. Zeskoczył z oparcia i usiadł przed dziewczyną, wpatrując się w nią tymi sarnimi oczami.
—
No pefnie — rzucił z pełnymi ustami, przeżuwając jeszcze ten ser. — Tylho pamiętaj, nis sa darmo — dodał. Bo przecież Hati zanim cokolwiek dostał, to musiał zrobić jakieś polecenia - czy to siad, leżeć czy inne sztuczki, które znał doskonale. Jedni powiedzą, że to okrutne, że pies musi zapracować na coś dobrego, ale dla niego to było normalne, bo pies musiał mieć odpowiednią stymulację i zmęczenie psychiczne. Musiał myśleć raz na jakiś czas.
I gdy Hati nie mógł się doczekać swojego gryzaka, Hunter cieszył się swoim, mocno serowym.
—
Jesteś pewna, że nie chcesz? — spytał, kończąc pierwszy kawałek tego wielkoluda. Dobrze, że wcześniej pływali, to wykorzystał naprawdę dużo energii. —
I co ci włączyć? — spytał, drugą ręką sięgając do pilota, aby wybrać odpowiednią pozycję na telewizorze.
Raina Bouchard