Galen Wyatt zawsze podejmował rzuconą mu rękawicę i w tym momencie, chociaż Cherry mogła się zapierać rękami i nogami, to czuł, że rzucała mu wyzwanie. Tylko czy to ich oboje nie zgubi? Mogłoby. Może. Na pewno tak będzie.
Nie powinien przekraczać tych granic, nie powinien rozmawiać z nią w ten sposób, a już zwłaszcza nie powinien tak na nią patrzeć. Na jej usta, zastanawiając się, czy mają właśnie taki smak, jak on go sobie wyobraża.
Walczył z tym myślami, no bo jednak to była ta Charity Marshall, ale w tym momencie, to już chyba nie wiedział, czy naprawdę ona jest taka, jak ją odebrał na początku. Te jego mrzonki na jej temat, jej wyobrażenie sypało się jak domek z kart od tej kolacji, na której nie mógł jej rozgryźć. Siedział i zastanawiał się co Charity Marshall ukrywa pod tą bajeczną sukienką, i nie chodziło tu o jej ciało, a raczej o to, co spoczywało na dnie duszy. Może stąd pomysł na te gwiazdy? Na zabranie jej do posiadłości Wyatt'ów. Tylko, że... w tej posiadłości, to nie on odkrywał jej myśli, to nie on poznawał ją, a sam, może nawet nie do końca umyślnie, się przed nią obnażył. Przez tę krótką chwilę stał przed nią nagi, Galen Wyatt, który nie do końca chyba był takim dupkiem, za jakiego go wszyscy uważali, a najgorsze jest to, że nawet za specjalnie mu to nie przeszkadzało.
A powinno.
Wyobrażał ją sobie w swoim pokoju z widokiem na ocean, w tej piekielnej sukience, a potem nawet bez niej. Starał się odpychać od siebie te pomysły, ale sama je prowokowała, sama zaczęła tę grę podchodząc dzisiaj do niego. A chciał się po prostu napić winą, uporządkować gonitwę myśli w głowie. A w tej chwili, przez nią, to zapominał o celu tego całego wyjazdu. Spokój, opanowanie, zamieniały się w coś zupełnie innego.
Jak on jej nienawidził. Nieprawda. O tym też już chyba zapomniał.
Galen miał z tym problem, z zachowaniem dystansu, z fizycznością, pracował nad tym, ale to nie było takie proste, gdy całe życie uczony jesteś tego, że wszystko ci się należy, że nie ma granic, a jeśli są, to tylko po to, żeby je przekraczać. Zawsze je przekraczał. Często później żałował. A w pewnym momencie po prostu się pogodził z opinią dupka. To nie Cherry przykleiła mu tę łatkę, to ciągnęło się za nim już od dawna. Ale teraz... zaczynało już odrobinę ciążyć.
Oparł łokieć na barze, a głowę ułożył na nadgarstku. To o to chodziło? Przespał się z jej przyjaciółką? Może powinien jednak lepiej je sprawdzać.
-
Mogła, ale ja nigdy nikogo do niczego nie zmuszam Charity, ja po prostu... Wcale nie mam tak dobrej pamięci i jeśli coś nie jest warte mojej uwagi, to o tym zapominam, ale też niczego im nie obiecuję, może po prostu za bardzo rozbudzam ich wyobraźnie? - powiedział to spokojnie. Nawet jeśli rzeczywiście przespał się z jej przyjaciółką, to nie zdawał sobie z tego sprawy. A to co powiedział było prawdą, Galenn Wyatt czasami nawet nie musiał się za bardzo starać, żeby wyjść z baru z jakąś kobietą, wystarczyło, że był sobą, z tym nazwiskiem, z rolexem, z tą twarzą i pewnym siebie uśmiechem. A w takich momentach, gdy nie musiał się starać, chociażby minimalnie, to nawet się nie kłopotał, żeby zapamiętać jej imię. A to, że te dziewczyny potem wyobrażały sobie nie wiadomo co, czy to była jego wina? Może trochę, ale tylko i wyłącznie dlatego, że działał na ich wyobraźnię, a nie dlatego, że obiecywał im cokolwiek.
Patrzył na nią, na tę nagłą zmianę. Zaskoczył ją? Spodziewała się jednak, że skorzystał z okazji? Liczyła na to? No tak... Przecież dla niej był największym dupkiem w Toronto. Czego się mógł spodziewać? Na co on liczył?
Nie do końca to wiedział
Pewnie dlatego za nią poszedł.
Kiedy zaciskał długie palce na jej drobnym nadgarstku, to nawet przez moment się nie zawahał, chociaż z tyłu głowy pojawiła się myśl - co ty robisz Galen?
Będziesz tego żałował.
Ale już chyba do tego przywykł, że często żałował swoich decyzji, że robił, to czego wcale nie powinien i teraz też nie powinien tak patrzeć w jej ciemne tęczówki, w których odbijało się całe niebo.
-
Ale to zrobiłaś... - powiedział ciszej. Bo te jej przeprosiny chyba miały znaczyć tyle, że zmieniła o nim zdanie. Galen jeszcze do końca tego nie wiedział, patrzył w jej oczy, jakby szukał w nich odpowiedzi. Jej kolejne słowa sprawiły, że puścił jej nadgarstek, powoli, z ociąganiem, ale zanim zdążyła choćby zrobić krok w tył, to znowu dotknął opuszkami palców jej policzka, jakby sprawdzał, czy na pewno nie zniknie, albo czy jest prawdziwa.
-
Nie udawaj, że chcesz odejść - zaczął uśmiechając się delikatnie, ale jego spojrzenie było całkiem poważne -
bo ja nie zamierzam już udawać, że nie chcę, żebyś została - kciukiem przesunął się powoli po jej policzku, aż do kącika ust, muskając go tak lekko, jakby bał się, że mocniejszy ruch spłoszy ją jak dzikie zwierzę. Potem jego palce zsunęły się niżej, zatrzymując się na jej szyi, tuż pod linią żuchwy, gdzie czuł szybki rytm jej pulsu. Jego serce też przyspieszyło. Pochylił się odrobinę w jej kierunku, tak blisko, że ciepło jego oddechu musnęło jej pełne wargi. Nie przyciągnął jej jednak do siebie, nie narzucił tempa, pozwalał, żeby to ona zdecydowała, czy chce kolejnego kroku.
Cherry Marshall