Wysłuchał jej wytłumaczenia co do tego co weźmie, a także tego dlaczego to wszystko wygląda… jak wygląda. Było kolorowe, widowiskowe, robiło wrażenie i miało efekt wow. Dla kogoś tak prostego jak Damon, jedzenie przede wszystkim powinno być. Mogło być też przy okazji smaczne, ale drugorzędną i trzeciorządną sprawą było to jak wyglądało oraz na jakich talerzach było podawane, ale dla niego… no nie było się co dziwić. W dupie mu się jeszcze nie przewracało od dobrobytu, ale może jak tu pobędzie chwilę dłużej, rok, może dwa, to zrozumie trochę więcej.
—
Czemu? — W sensie, czemu to robili. Ci ludzie. Że kręcili, robili zdjęcia i chwalili się znajomym gdzie byli oraz co robili. Nie mając mediów społecznościowych, chyba nie rozumiał do końca tej idei. Możliwe, że nawet jeśli by miał, to też nie do końca by rozumiał. —
Potrójna brzmi dobrze — przyznał. Jako człowiek sporych gabarytów, to miał też dużą tolerancję na alkohol. Musiał wypić naprawdę sporo, aby poczuć się podpity, więc jej propozycja nie robiła na nim większego wrażenia. Chociaż kto wie, może tutaj, jak spojrzą na niego, to doleją mu dwie porcje tequili tak o, ze względu na wielkość gościa.
Ale tam chyba nikt na to nie patrzył. Tylko, aby hajs się zgadzał.
Działanie, a także bycie z kimkolwiek w poważniejszej relacji było dla niego nowe. Nie miał w sobie wgranych zachowań na tego typu akcje. Nie wiedział jak to działało. Chociaż kiedyś widział swoich rodziców, którzy byli szczęśliwym małżeństwem, to nie pamiętał wiele z tamtego okresu. Nie mówiąc o tym, że jego rodzice, obydwoje wojskowi, także nie byli typem, który okazywał sobie wylewnie uczucia. Co prawda na Północy generalnie ludzie tego nie robili, a jak już, to się dobrze ukrywali, ale tutaj? Tutaj im więcej obserwował, tym więcej widział.
To był zupełnie inny świat i na każdym kroku się o tym przekonywał.
Brew mu lekko drgnęła, gdy zaczęła mu mówić, że… w sumie to nie ma żadnych zasad ani oczekiwań jeśli chodziło o nich razem. Każda para miała działać inaczej, a oni to już w ogóle wyróżniali się spośród wszystkich. To akurat było jasne, bo też żadne z nich nie było „normalne”. Mieli swoje zachowania, swoje wycofania i całą resztę. Nie mówiąc o tym, że nie byli jak inni ludzie z normalnym życiem oraz znajomościami. Raczej mało kto tutaj przeżył taki syf co oni.
Kącik ust mu niemalże niewidocznie drgnął w wymownym smirku.
—
Nie masz w ogóle instynktu samozachowawczego. — Już to wiedziała, Damon. Ostrzegałeś ją też przed tym, że na pewno ją zranisz nie raz i nie dwa, a także że będzie żałować tej relacji, a zamiast się odsunąć i trzymać na dystans… ten został skrócony do zera. W dodatku związałeś się z nią oficjalnie, przez co była zdana na ciebie czy tego dalej chciała, czy nie.
Bo jak już się przywiązał, to ciężko będzie go odwiązać. To był wyjątkowo mocny supeł.
Wysłuchał jej już do końca, próbując sobie to jako tako poukładać w głowie. Ciężko się działało bez ustalonych zasad ani jakichkolwiek wskazówek. Miał być po prostu sobą, ale on był ciężkim do życia typem, nawet jeśli ostatnio pokazywał nieco bardziej ludzkie zachowania. Widać jednak było po dzisiejszym występie, że w dalszym ciągu miał wgrane bycie wojskowym i maszyną, a nie partnerem, ale też to nic dziwnego, skoro na tamtych ustawieniach działał całe życie.
Dobrze, że dość szybko się uczył i przyswajał nowe rzeczy.
—
Okay, skoro tak mówisz, to masz przesrane — skwitował krótko. Bo był sobą, kiedy na nią warczał, i był sobą nawet teraz, kiedy łapał ją za rękę po raz pierwszy, zastanawiając się czy robi to dobrze. Miał różne oblicza, większość z nich była szorstka, zimna i twarda, ale jak się okazywało, potrafił znaleźć w sobie te bardziej „miękkie” strony, które ona w nim podsycała.
Gdy kelner przyniósł wszystko, zlustrował go tylko swoim naturalnym, kurewskim spojrzeniem, w dalszym ciągu jednak nie puszczając dłoni dziewczyny. Pewnie jakby spojrzeć na nich z boku, to można by pomyśleć, że Damon jest tym typem, co napierdala swoją laskę w domu, a teraz robi tylko dobre wrażenie. Chociaż on to publicznie nigdy nie robił dobrego wrażenia.
Spojrzał na ich dłonie, gdy swoją poruszyła. Czy skręcało go z cringe’u? W zasadzie nie, bo też nie wiedział, że mogło to takie być. To był ruch z którym nie wiązało się wiele. Nie teraz. Po prostu skopiował zachowanie kogoś innego, bo zauważył, że kilka par dookoła nich właśnie tak zrobiło, a on, jako, że nie wiedział co powinien robić, zrobił to samo.
Ale wiedział za to, że mógł, jeśli tylko miał na to ochotę.
—
Okay — powiedział, ale nie puścił jeszcze jej dłoni.
Przysunął do siebie drinka drugą ręką i podniósł go lekko wyżej.
—
Na zdrowie, Senna — powiedział, po czym upił swoją potrójną porcję. Wyczuwalny był smak alkoholu, ale nie powiedziałby, że go to krzywiło. Było tam też sporo soku i czegoś innego, co niwelowało posmak, przez co… no mogło być zdradzieckie. Chociaż w jego przypadku po jednym nic się nie stanie. Może nawet nie poczuje podpicia.
Odłożył szklaną czaszkę na stół i zerknął w bok.
—
Czyli mam nie patrzeć na to co robią na przykład oni? — spytał, wzrokiem wskazując na parę, która trzymała się za ręce, a dziewczyna to nawet kciukiem zmywała facetowi odrobinę sosu, który miał w kąciku ust. Co jakiś czas też sprzedawali sobie buziaczki i strzelali fotki - jak nie sobie, to jedzeniu. —
Dużo par tak tu robi. — Nie idź do klubu, Damon, bo tam to dopiero przeżyjesz szok, że wszyscy wkładali sobie języki do gardeł, macali pod ścianami i w tańcu, nie mówiąc o tym, że ruchali się w toaletach, w dodatku niekoniecznie ze swoją drugą połówką.
Candace Callahan