Jedzenie było dobrym tropem, bo Axel faktycznie nie jadł zdecydowanie dłużej, niż wypadało. Często po prostu o tym zapominał, w biegu sięgając po jakąś przekąskę, a porządny posiłek odkładając na później i ostatecznie o tym zapominając. Dante chyba nauczył się już mu o tym przypominać, tak z zasady, bo zazwyczaj trafiał i pilnował, żeby Axel posilił się i to zdrowo, żeby wzmacniać kiepską odporność. Przynajmniej pamiętał o tym, aby założyć na koszulkę z krótkim rękawem jeansową kurtkę, bo chociaż było stosunkowo ciepło, nawet jeżeli bez słońca, to gdy tylko powiał chłodniejszy wiatr, można było dostać gęsiej skórki, a że on szybko łapał przeziębienie, to wolał jednak się przygotować. Nie lubił chorować i unikał tego jak mógł, a i tak nie zawsze mu to wychodziło.
Dante był cudowny i często myślał sobie, że nie ma pojęcia czym zasłużył sobie na to, żeby mieć go obok. Był uważny. troskliwy i dawał mu poczucie bycia
ważnym. Naprawdę nie chciał tego stracić, a w ostatnich miesiącach bał się tego zdecydowanie zbyt często. Podobało mu się, że wyszli gdzieś razem, jakby to była zapowiedź, że wszystko zaczyna się znowu układać i będzie dobrze. Axel nie był bierny i starał się również okazywać troskę i swoje uczucia wobec Pattersona. Jednocześnie był dosyć uległy, więc może to był odpowiedni przepis na udany związek? Kompromisy i spokojne wypracowywanie rozwiązań problemów, zamiast chaosu w emocjach i ucieczki.
Rozpływał się pod każdym dotykiem i pocałunkiem, posyłając Dante spojrzenia pełne czułości i oddania. Nigdy wcześniej się tak nie czuł, chociaż był w dwóch innych związkach, ale w żadnym z nich nie czuł się tak, jak teraz przy mężczyźnie. Nigdy nie czuł tak dużego ciepła na myśl o drugiej osobie i tak dużego strachu, że mógłby ją stracić. Uśmiechnął się delikatnie, słysząc, że Dante zgadza się na jego plan i bez poczucia winy ruszył dróżką w stronę Zoo.
Zaśmiał się cicho na jego komentarz odnośnie Niemców, ocierając się bokiem o jego bok w trakcie marszu, jakby tylko szukał okazji do kontaktu. Nie potrafił spoważnieć, tym bardziej słysząc o zakradaniu się na zaplecze.
一
Wiesz, że ci nie odmówię i przyniosę z pracy co tylko sobie zażyczysz… Chociaż nie będę narzekać, jeżeli i tak postanowisz się do mnie zakraść 一 wymruczał dosyć sugestywnym tonem, niby od niechcenia muskając wierzchem dłoni jego biodro. Uniósł jedną z brwi i wyprzedził go z zawadiackim uśmiechem, aby odebrać torbę z jedzeniem dla zwierzaków, ale jednocześnie nie miał zamiaru puścić dłoni Dante, więc zacisnął na niej palce mocniej. Przyglądał się jak ten ją całuje, marszcząc delikatnie brwi, bo widok był przepiękny, zresztą podobnie jak uczucie, kiedy jego wargi stykały się ze skórą. Nie wyobrażał sobie, że mógłby robić to ktokolwiek inny.
Uśmiechnął się szerzej, kiedy ten zaczął się wygłupiać i pociągnął go za rękę, kiedy się odchylił, aby nie przewrócił się przypadkiem do tyłu. Odwzajemnił krótki, delikatny pocałunek, gdy na chwilę przylgnęli do siebie ciałami, a potem odwrócił się i ruszył dalej, nawet jeżeli za bardzo się nie oddalał. Obrócił głowę, czując szturchnięcie i utkwił spojrzenie w twarzy partnera.
一
Oh, faktycznie 一 przyznał po chwili zastanowienia, kiedy usłyszał, że nie byli jeszcze razem w Zoo. Też odniósł teraz wrażenie, że robili ze sobą zdecydowanie za mało, a przecież mieli idealne warunki do tego, żeby nie tylko chodzić częściej na randki, ale również razem podróżować. To prawda, że Axel był raczej domatorem, ale Dante już nie. Nawet przez myśl mu nie przeszło, aby odmówić. W końcu bardzo chciał go uszczęśliwiać. 一
Ja… też chciałbym spędzać z tobą więcej czasu 一 mruknął ciszej w odpowiedzi, wyciągając z torby marchewkę i przyglądając się drugiej kozie, która ruszyła powoli w jego kierunku.
Trochę wystraszył się, że zwierzę mogłoby go ugryźć podczas łapania marchewki i w pierwszej chwili cofnął dłoń, nabierając szybko powietrza w płuca, ale potem ostrożnie znowu ją wyciągnął i uważnie obserwował jak koza łapie marchewkę i wyrywa mu ją z uścisku, a potem chrupie na jego oczach leniwie, jakby tym wszystkim znudzona.
Słysząc pytanie o zwierzaka podszedł bliżej Dante, obserwując jak ten karmi zwierzynę. Patrzył przez chwilę na inną kozę, a potem przekręcił głowę i wzruszył ramionami.
一
Właściwie to jakoś nie było na to czasu. Przez ten remont nawet mi to przez myśl nie przeszło. Nie wiem czy to dobry pomysł, przez moją pracę chociażby i chyba wolałbym się teraz skupić na czymś innym. Ale może kiedyś, nie wykluczam 一 oznajmił i przekręcił się w stronę zagrody, w której stał kucyk. Był przepiękny, z ciemną, bujną grzywą, spomiędzy której łypało błyszczące, czarne oko. 一
A ty? 一 zapytał z ciekawością w głosie.
Nie dał rady jednak wytrzymać dłużej w jednym miejscu, nie pod wzrokiem kucyka. Na pewno był głodny, albo przynajmniej takiego zgrywał, żeby naciągnąć jak największą liczbę zwiedzających na marchewki, jabłka i inne przysmaki. Ruszył do niego wolnym krokiem, zanurzając dłoń w torbie, żeby wygrzebać z niej średniej wielkości czerwone i słodkie jabłko.
一
Nie ugryzie mnie? 一 zapytał sam siebie cicho i trochę niepewnie. Wolałby nie stracić palców w tak głupi sposób. Co by potem mówił ludziom? Odgryzł mi palce kucyk w Zoo na polskim festiwalu. To za każdym razem byłoby wstydliwe do wyznania. Ostrożnie i powoli wyciągnął do zwierzaka jabłko na wyprostowanej dłoni, modląc się w duchu, żeby nie zrobiło się dramatycznie.
dante patterson