Nie chciała być tą, która go w tym wszystkim zacznie uświadamiać, ale skoro on był tak bardzo ślepy, a nikt z jego rodziny mu nie wytłumaczył, musiała zrobić to właśnie ona. Czy czuła się z tym źle? Trochę, bo nawet jeśli czuła niechęć do Tiffany to nie chciała być tą, która zniszczyła wszystko. Maddie tylko powiedziała prawdę, której sam Cyrus nie potrafił, a może nie chciał dostrzec. Blondynka jako osoba postronna widziała więcej, zdecydowanie więcej niż chciała.
- Nie ważne, nie jest to nic ważnego. - skłamała, pierwszy raz w życiu skłamała mu prosto w twarz z kamienną miną, ale nie mogła powiedzieć mu prawdy, nie chciała aby pomyślał, że robi to dla zemsty czy z zazdrości. Owszem, uważała, że ich relacja została zniszczona przez Tiffany, ale oboje też mieli w tym dużo swojej winy, żadne z nich nie zawalczyło, odpuścili, po prostu zrezygnowali z siebie. I teraz Madison nie miała prawa obrzucać kogoś winą za swój strach.
Ja bolało to tak samo, pokazała mu tą swoją stronę, którą stworzyła po ich zakończonej relacji, kiedy on wraz ze swoją dziewczyną żyli wystawnym i medialnym życiem. Kiedy oni chodzili na eventy czy luksusowe zamknięte imprezy Maddie opróżniała butelki w klubie, w ktorym pracowała. Piła do nieprzytomności, spędzała czas w towarzystwie, które nie było dla niej, każdego dnia staczała się coraz bardziej tym samym dając ojcu satysfakcję z tego, że miał rację, że była dalej głupim dzieciakiem, który nie wie czego chce od życia. Ale nie miała dla siebie perspektywy, nie widziała przyszłości, żyła chwilą tak jakby ten dzień miał być ostatnim. Nauczyła pływać się z rekinami stając się jednym z nich. Znów przemówiła jej natura, ta ciemniejsza strona, która gryzła pierwsza zanim ktoś ją ugryzie. Wiedziała, że nie powinna mówić mu tych wszystkich rzeczy, że powinna załatwić to wszystko rozmową, ale nie potrafiła. Wychował ją konserwatywny polityk, twardą ręką, nigdy nie rozmawiał z nią spokojnie, potrafił zmieszać ją z błotem i wbić nóż w serce, to był jej wzorzec więc...nie umiała inaczej.
- Tak myślisz? - zapytała unosząc brew w górę, nigdy nie uznawała zasad, nie lubiła jak ktoś jej mówił co miała robić, nie była już marionetką, nie spełniała życzeń innych ludzi, była samodzielnie myślącą jednostką. Oczywiście, że nikomu by tego nie powiedziała, nigdy bo go nie zdradziła, ale jak wspomniałam, uruchomiła się ciemniejsza strona, a ta wredna Maddie lubiła się pastwić.
- Co przestań? Mam zamilczeć bo co? Bo Tobie się to nie podoba? Czy może prawda boli za bardzo? - jej głos był przesiąknięty złością, w środku jednak cała drżała, czuła jak sama siebie rozbija na kawałki. Krzywdziła osobę, na której jej zależało, którą jako jedyną w swoim życiu naprawdę pokochała, kurwa..kochała go, był jej pierwszą miłością.
A potem stało się coś czego się nie spodziewała, momentalnie wyższość, którą nad nim czuła zniknęła. Stał nad nią, a ona czuła się jak mała dziewczynka. Jego warknięcie odbijało się echem w jej głowie. Nie prawda, to było kłamstwo, kochała, wiedziała co to za uczucie, kochała przecież jego.
Musiała zadrzeć głowę aby spojrzeć w jego oczy, znów ubrała na siebie maskę obojętności.
- Nie, ale jeśli tak wygląda miłość to cieszę się, że nigdy nikogo nie pokochałam. Bo jeśli miałabym się stać taka jak Ty to byłoby mi żal samej siebie. - warknęła, kolejne kłamstwo przyszło jej z trudnością, jeszcze większą niż za pierwszym razem. Chociaż słowa brzmiały zupełnie inaczej to nie potrafiła ukryć bólu w swoich oczach, gdyby tylko wiedział jaka była prawda. Znów milczała, miała okazję aby mu to wykrzyczeć, miała okazję aby mu powiedzieć o tym, że kiedyś gotowa była wskoczyć za nim w ogień, ale nie mogła. Nie po tym co powiedział i nie po tym jak dowiedziała się, że dalej kochał Tiffany. Maddie była wredna i złośliwa, lubiła być też mściwa, ale nigdy w życiu nie rozbiłaby związku dwójki osób, która się kocha. Nie była taka - chociaż wiele ludzi za taką ją brało.
Słuchała jego słów w osłupieniu, naprawdę nie mogła uwierzyć w to wszystko. Jeśli kiedykolwiek miała szacunek do tej dziewczyny w ciągu kilku tych sekund go straciła. Nie rozumiała jak można być aż takim nieodpowiedzialnym, Maddie nie była czysta jak łza, miała swoje za uszami, ale nigdy, nie ważne na jakiej fazie była nigdy nie wsiadłaby do auta pod wpływem alkoholu, nigdy też by nikomu na to nie pozwoliła. Nawet jeśli odebranie kluczyków miałoby się skończyć dostaniem w twarz.
Zaśmiała się, głośno i perfidnie, przetarła dłońmi swoją twarz i znów spojrzała na niego.
- Słyszysz co mówisz? Czy tylko dzwoni Ci w uszach? Nie wspomniałeś o najważniejszym, że straciłaby CIEBIE. Może nie zależy Ci na niej tak bardzo jak starasz sie pokazać? I naprawdę żal mi Ciebie, myślałam, że masz trochę oleju w głowie, pozwolić dziewczynie wsiadać do auta kiedy jest pijana. Jesteście siebie warci. - Maddie potrafiła wyłapać niektóre słowa, a tutaj doskonale wyłapała to co powiedział, rzekł, że Tiff straciłaby karierę, zasięgi i dobrą opinie, ale nie wspomniał o sobie. Cholernie ją to drażniło.
- Bo najlepszym wyjściem było zniszczenie Tobie życia. Brawo, BRAWO. - aż teatralnie mu zaklaskała bo poziom jego głupoty osiągał już dno i bąbelki. Nie widziała go w takim stanie, Cyrus zawsze był facetem, który potrafił myśleć, nie był zaślepiony, ale jak widać, myliła się, a może nie znała go tak jak chciała.
Znów poczuła jakby dostała w łeb, jego słowa tak bardzo ją zabolały. Nabrała powietrze w płuca chcąc się uspokoić, ale to nie pomogło, czuła jak krew zaczyna jej buzować, słyszała ją w swoich własnych uszach.
Plask. Zamachnęła się i zdzieliła go otwartą dłonią w policzek, zrobiła krok w jego stronę, a potem kolejny i kolejny, była blisko, może nawet zbyt blisko i w razie odepchnięcia nie będzie mogła zareagować. Spojrzała na jego twarz, nie widziała jej zbyt dobrze, coś zamazało jej wzrok, dopiero po sekundzie dotarło do niej, że miała łzy w oczach, czuła jak pierwsze krople spływają po jej policzkach. Nienawidziła siebie za tą słabość, płakała kiedy nie umiała radzić sobie z emocjami, nie potrafiła nigdy powstrzymać łez, nie miała nad nimi kontroli.
- W takim razie kompletnie mnie nie znasz, Marshall. - nawet nikt sobie sprawy nie zdaje ile kosztowało ją wysiłku aby jej głos był twardy. Patrzyła mu w oczy, bo chciała znaleźć w nich coś co uświadomi ją w tym, że dalej był tym samym chłopakiem, którego pamiętała, w którym się zakochała.
- I nie porównuj mnie do tej dziwki, do pięt mi nie dorasta. - warknęła, bo tak właśnie uważała, bo Maddie kierowała się w swoim życiu czymś więcej niż statusem czy ilością obserwacji na koncie. Prowadziła prawdziwe życie, a nie kreowała się na idealną osobę.
- Ja nigdy bym Ci nie pozwoliła poświęcić się dla mnie, nie w ten sposób, nie tak. - wyznała już tym razem miękko, dalej stała blisko niego, między nimi było kilka centymetrów przerwy, była niemalże pewna tego, że słyszała bicie jego serca, było tak samo szybkie jak te jej, jakby ścigali się, prowadzili jakiś głupi wyścig.
cyrus marshall