Martwił się o swojego psa, bo wcale nie chciał, żeby ten cierpiał, ale tak czy inaczej miał nadal podróżować w tę i z powrotem, więc nigdy nie będzie dobrze. Dobrego wyjścia z sytuacji nigdy nie będzie. Tak jak i chyba w jego przypadku. Cem potrafił kłamać jedynie na ekranie, w życiu prywatnym było inaczej. Choćby nie wiedział, jak się starał, nie ukryje do końca swojego uczucia do Eden. I tego, że bardzo chciał, aby pomogła mu wygrać z samotnością, której nienawidził i z którą walczył z każdym dniem, a odkąd zrozumiał, co czuł, po prostu było mu trudniej. Miał potrzebę pokazywać na każdym kroku, jak jest ważna, ale ona tego nie chciała. Zabolało.
-
Nie zrozumiesz tego – odparł. Nie będzie jej opowiadać o tym, jak się czuł, kiedy był sam, bez sensu i celu w życiu. Jak jego życie było puste dotychczas. Ona kogoś miała, więc nie będzie chciała nawet słuchać tego, co miał do powiedzenia.
-
Przepraszam, masz rację – odparł po chwili.
-
Nie mogę oczekiwać od ciebie niczego. Nawet tego, byś traktowała mnie poważnie – powiedział po czym wstał i rzekł tylko:
-
Wybacz na chwilę – potem po prostu odszedł, zostawiając ją samą. Nie był daleko, cały czas go widziała, bo po prostu wyszedł na zewnątrz i wyciągnął z kieszeni spodni papierosy i zapalił jednego. Skoro sięgnął po fajki, to najlepszy dowód na to, że był bardzo spięty i czuł się źle. Nigdy nie palił bez celu, bo lubił. Palił bo coś go bardzo gryzło. W tej chwili to był smutek i brak zrozumienia. Mogło się wydawać, że to takie proste dla niego, ale było odwrotnie. Gryzło go to, nawet bardzo. Miał przecież sumienie, ale był też po prostu zwykłym człowiekiem, który kocha, czuje i cierpi, bo nie jest mu pisane nic dobrego, ledwie kradzione chwile. I nie mógł prosić o nic więcej. W końcu to on prosił o zbyt wiele i zawsze będzie tym drugim. Tym, który rozwala dobry związek. On taki nie był, wcale się nie cieszył z tego i nie był z siebie dumny. On po prostu kochał i chciał być kochany. Dla niego to coś bardzo ważnego, bo zwykle otaczali go ludzie, którzy kłamali, a on tego nienawidził z całego serca.
Nawet nie wypalił całego papierosa, zaciągnął się tylko kilka razy, a potem go zgasił i wrzucił do kosza.
Oparł się o balustradę ramionami i taki pochylony patrzył przed siebie. Znowu czuł się ze sobą źle. Nie chciał być problemem, a jednak ciągle nim był. Zawsze coś robił i mówił nie tak. Nienawidził się za to.
Nawet piękny widok na Bosfor nie stanowił dla niego pocieszenia. Po prostu patrzył w dal, ale nie widział niczego przed sobą.
Może popełnił błąd i nie powinien był mówić prawdy? I nie robić sobie nadziei na to, że coś się zmieni? Był idiotą, skończonym kretynem, który miał na sumieniu jeden grzech – kochanie kogoś nieosiągalnego. Kropla wody przeciążyła nurt i wodospad emocji po prostu rozlał się, a on nie wiedział, jak sobie poradzić. Może lepiej zostać w tym kraju na dobre? Nie byłby dla innych kłopotem i nie sprawiałby nikomu ciężaru. Pochłonęłaby go praca i na tym by się skupił. Zostałby emocjonalnym zerem, które wykonuje swoją pracę jak robot. Może powinien tak zrobić…
Wrócił do środka, ale nie poszedł od razu do stolika. Zatrzymał się przy pianinie stojącym pod ścianą i usiadł przy nim, a później zaczął grać jedną ze smutniejszych tureckich
piosenek, która przypomniała mu się kilka chwil wcześniej, bo pamiętał ją ze ścieżki dźwiękowej swojego serialu. Melodia chodziła mu po głowie i po prostu ją odtworzył. Poczuł się trochę lepiej, gdy skończył. Nie wstał od razu, przez chwilę po zakończeniu, jego palce nadal wisiały nad klawiszami, jakby po prostu chciał zagrać coś jeszcze. W restauracji nie było wielu ludzi, ale goście nie wiedzieli, czy mają klaskać, czy jak zareagować. On po prostu odszedł w kierunku stolika przy którym siedziała Eden i przysiadł się, zajmując swoje poprzednie miejsce.
-
Przepraszam – powiedział do niej, unikając spojrzenia. Wyciągnął za to telefon i mimo swojego zamiaru, miał zamiar napisać do Erena, by zabrał podczas ich nieobecności kwiaty i świece. Cem znowu zaczął się zakopywać w swojej skorupie.
Kiedy podeszła do nich właścicielka, która osobiście przyniosła swoje danie dnia i napoje, podziękowała Cemowi za występ, ale on nie był w stanie się uśmiechnąć. Powiedział jej tylko "dziękuję za jedzenie" i tyle. Spojrzał na swój talerz i rozpoznał potrawę.
-
Dolma - podzielił się wiedzą z Eden. -
To nadziewane liście winogron. W środku może być wszystko, Turcy uwielbiają dodawać do ryżu warzywa i różne dodatki. Mam nadzieję, że będzie ci smakować - sam zabrał się za jedzenie. On także był głodny, chociaż niewiele o tym wspominał dotychczas.
eden de poesy