—
Sporo — westchnęła. Nie podała mu dokładnego numeru ciężarówek, które
dziennie przejeżdżały z portu do Quebec. Była to na tyle duża suma, że Galen nie powinien zaprzątać sobie tym głowy. Poza tym, byli na takim etapie śledztwa, że mogli jedynie spekulować. Dalej przecież nie wiedzieli żadnych konkretów jak; z jaką częstotliwością kobiety znajdowały się kontenerach, czy były tylko w tych, które płynęły bezpośrednio z Europy oraz jak wiele jeszcze było takich
hoteli, które powstały dzięki nieświadomej pomocy Wyatta. Wierzyła mocno, że wszystkie te odpowiedzi przyjdą z czasem. Jak narazie robili progress, śledztwo nie stało w miejscu i dopóki nie wpadną do jakiegoś pustego zaułka, Pilar zrobi wszystko, co w jej mocy, by doprowadzić tą sprawę do końca.
Lambo ponownie zabuczało, gdy Galen przycisnął mocniej pedał gazu. Stewart miała wrażenie, jakby czuła każde pojedyncze przyśpieszenie, zostając coraz mocniej wciskana w skórzany fotel. Jechał o wiele szybciej niż pozwalało na to prawo, jednak nic nie mówiła. Zależało jej by znaleźć się na miejscu jak najszybciej i dopóki tylko nie złapie ich jakaś miejscowa policja, Pilar nie miała zamiaru czegokolwiek z tym robić.
Z uwagą obserwowała mijany przez nich wielki znak przy drodze
Witamy w Quebec, a chwile później Wyatt już wytracał prędkość i podjeżdżał pod oświetlony hotel. Budynek miał z dobre osiem pięter (tak na oko) i ciągnął się wzdłuż ulicy przez dobre kilkanaście jak nie kilkaset metrów. Pilar westchnęła głośno, czując jak serce powoli zaczyna przyśpieszać, a adrenalina rozlewać się po ciele. Było to uczucie tak znajome, że niekiedy nawet już go nie zauważała, jednak tym razem było inaczej. Tym razem nie dość, że nie miała żadnego
policyjnego partnera ze soba, to jeszcze odpowiadała za tyłek wysoko szanowanego prezesa. Czym tu się stresować?
Przekręciła głowę, spoglądając na Galena, gdy z jego ust padła bardzo słuszna uwaga.
—
No właśnie miałam ci powiedzieć to samo — przysunęła się nieco bliżej i dokładnie zmierzyła jego twarz wzrokiem. To co właśnie mieli zrobić wymagało ponadprzeciętnej gry aktorskiej. Za kilkanaście sekund mieli znaleźć się w paszczy lwa, wypełnionej udawanymi pracownikami, najprawdopodobniej zaopatrzonym w broń i Bóg jeden wiedział, co jeszcze. Jeden niewłaściwy ruch i mogli mieć przejebane. Tego wolała mu jednak nie wspominać.
Podążyła za wzrokiem Galena. Boj faktycznie stał przed wejściem z dłońmi założonymi za plecami. Tuż obok niego stał pierwszy ochroniarz. Drugi znajdował się przy samych drzwiach. Przez oszklone drzwi dało się zauważyć, że i w środku znajdowało się kilku napakowanych facetów w czerni. Pilar uniosła brew. Trochę dużo jak na zwykły hotel.
—
Dobrze — skinęła głową na jego słowa, wciąż analizując to co działo się przed i dookoła budynku. —
Nie będę samodzielną dziewczynką — miała ochotę przewrócić oczami. Nie zdążyła jednak zrobić czegokolwiek, bo głowa Galena zanurkowała między jej nogami, a Pilar zupełnie odruchowo umieściła dłoń na torebce, jakby była gotowa odstrzelić mu łeb, gdyby teraz okazał się zrobić coś, co wywaliłoby całą misje. Całe szczęście chodziło
tylko o plik gotówki.
—
Drobne wydatki? — uniosła wysoko brew, ciągnąć w górę również i kąciki ust. —
Za to mogłabym sobie kupić pieprzony jacht — wykalkulowała, chociaż tak naprawdę nie miała pojęcia ile dokładnie pieniędzy Galen umieścił w jej dłoni. Nie było jednak czasu na takie szczegóły. —
Dziękuję — mruknęła z udawanym przesłodzeniem i umieściła banknoty w torebce zaraz obok zdjęć pracownikow Northex. Przy okazji zauważyła, że jeszcze nie dała Galenowi jego nowej tożsamości.
—
Trzymaj — umieściła w jego dłoni plastikowy dokument, na którym widniała jego fotografia oraz nowe imię.
Frank N. Stein. Czyż nie piękne? —
Sama wybierałam — szepnęła mu gdzieś przy uchu, obserwując reakcje. Sprawa może i była najwyższej wagi, ale przecież Pilar mogła się chociaż pobawić imionami. Chociaż dla siebie nie wybrała aż tak ciekawej kombinacji. —
Gina — zdążyła jeszcze rzucić, nim Galen wyszedł z samochodu. Kątem oka obserwowała jak zapina marynarkę i okrąża samochód. Przyjechali we wschodu, wiec to strona pasażera frontowała bezpośrednio z wejściem do Hotelu. Drzwi zgrabnie się otworzyły, a jej twarz uderzył przyjemny powiew wiatru.
Tak jak obiecała — zachowywała się jak dama. Uśmiechnęła się zalotnie do Wyatta, a następnie ujęła jego dłoń. Podczas gdy szpilki znajdowały swoja drogę na chodnik, Pilar mogla w końcu spokojnie i dokładniej przyjrzeć się sytuacji przed wejściem.
Coś było nie tak.
Boj wcale nie ruszył jeszcze w ich stronę, a ochroniarze wyprostowali się nieznacznie, wbijając w nich spojrzenie. Jeden z nich mówił cos pod nosem i dopiero po chwili Stewart zauważyła cieniutką słuchawkę w jego uchu i dłoń na ramieniu boja.
Oczywiście, kurwa.
Z uśmiechem na ustach posłużyła się dłonią Galena, by wstać, a kiedy ich ciała znalazły się przy sobie, umieściła usta tuż przy jego uchu.
—
Sprawdzają nas — szepnęła, by tylko on mógł usłyszeć, katem oka obserwując jak nabity facet wciąż z kimś dyskutuje, intensywnie w nich wpatrzony. —
Złap mnie za tyłek — dodała szybko, podczas gdy sama wyrzuciła ręce wysoko w powietrze i pozwoliła im opaść na ramiona pana prezesa. Uśmiech miała wręcz nienaganny, kiedy zajrzała mu w oczy, a dłonią odszukała drogi do starannie ściętych włosów.
Zwinnie odbiła ich od drzwi, sprawiając, że wyglądało to tak, jakby to Galen przyparł ją do boku samochodu, podczas gdy z jej gardła wydał się udawany ale za to zajebiście naturalny chichot. Dłonią, która wciąż była w jego włosach, nakierowała go w okolice swojej szyi, a sama ukradkiem spojrzała przed wejście do hotelu. Dłoń ochroniarza w końcu osunęła się z ramienia boja, a ten ruszył w ich kierunku.
—
Dobra, idzie — wyszeptała, przejeżdżając końcówkami paznokci tuż za uchem Galena, ignorując przyjemny prąd, który przelotnie przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa.
—
Dzień dobry — męski głos odchrząknął delikatnie. —
Witamy w Le Bonne Entente. Pozwoli Pan, że zajmę się samochodem.
Galen L. Wyatt