Wysiadając już z eleganckiego samochodu, usilnie starała się skupić swoje myśli na konkretnym celu. Przynajmniej taki był właśnie plan aż do momentu, w którym Doug nie wprowadził jej w konsternację swoją aluzją dotyczącą kamery, znajdującej się w kącie pomieszczenia. Generalnie Alba znała rozkład potencjalnych kamer, których z założenia w domu nie miało być dużo, bo Dante jednak cenił sobie prywatność - z wielu powodów - ale garaż był zdecydowanie ostatnim miejscem, w którym by się jej spodziewała. Przerażenie malujące się na jej twarzy było więc oczywiste, a gdy Doug wreszcie zostawił ich samych, skupiła całą uwagę na Moe, próbując wyczytać z wyrazy jego twarzy czy cokolwiek o tym wiedział. W tej sytuacji jego opanowanie zdecydowanie jej się nie udzielało, a próba zbagatelizowania sprawy - czy może wiary w to, że jednak nie byli w tak beznadziejnej sytuacji jak mogło się wydawać - nieco ją irytowała. Jeżeli w tym kącie była ta przeklęta kamera, to mieli większy problem niż im się wcześniej wydawało. -
Tamta kamera - skinęła głową w kierunku odpowiedniego punktu na ścianie -
Dante potrafi zaskakiwać, wiesz? - uniosła wymownie brew ku górze -
Oficjalne spotkania odbywają się w salonie, ale te mniej oficjalne najczęściej mają miejsce w którymś z garaży, w tym zapewne też - mówiła, obniżając nieco ton głosu, bo nie miała pojęcia na ile zaawansowany był ten sprzęt, jeżeli faktycznie miał na celu monitorowanie domu -
Może celowo nagrywał jakieś spotkania. Lubi mieć haki na ludzi - stwierdziła śmiało, bo akurat ten fakt bynajmniej nie był żadną tajemnicą i chyba każdy człowiek o zdrowych zmysłach doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ktoś taki jak Dante Boucher działał tak skutecznie i tak szybko właśnie dlatego, że na każdego „coś” miał. A potem umiejętnie to wykorzystywał. Westchnęła ciężko i przeczesała nerwowo włosy, spoglądając na kamerę, której właśnie przyglądał się Maurice. -
Mnie to wygląda jak kamera. Skoro Doug o niej wiedział, to jakim cudem Ty o niej nie wiedziałeś? - spytała w końcu, przyglądając mu się nieco uważniej, ale odpuściła snucie niepotrzebnych teorii i szukanie drugiego dna w zachowaniu mężczyzny, po prostu musiała uwierzyć, że również był zaskoczony obecnością tego urządzenia -
Może założyli ją po… - urwała i odchrząknęła -
…po tamtym dniu? Możesz to sprawdzić? - dopytała jeszcze, ale nie zdołała nawet uzyskać od niego odpowiedzi, bo do garażu właśnie wjechało sportowe maserati, a to oznaczało, że pojawił się wreszcie tchórzliwy adwokat jej męża. Posłała Moe sugestywne spojrzenie, ale nie powiedziała już nic, bo pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna właśnie opuszczał z trudem swoją własność, więc podeszła nieco bliżej.
-
Pani Boucher, dobrze panią widzieć -
żywą, w jednym kawałku; najpewniej chciał dodać Rosenfeld, ale w ostatniej chwili się powstrzymał, obrzucając ją krótkim spojrzeniem. Zapewne i jego uwagę przykuła męska bluza, którą miała na sobie - a może jednak fakt, iż miała coś pod nią, ostatecznie jednak Alba szybko uprzedziła jego potencjalne, kolejne pytania i gestem dłoni zaprosiła go do środka. Wcale nie zdziwiło jej to, że mężczyzna zlekceważył obecność kogokolwiek innego w pomieszczeniu, potem już Alba również nie pozwoliła sobie nawet na kontakt wzrokowy z Moe, by przypadkiem Rosenfeld czegoś nie wyłapał. Musiała się w pełni skupić na tym, co miał jej do przekazania, by być przygotowaną na rozmowę z policją, która z całą pewnością będzie miała miejsce. Najpierw jednak poprosiła go o 10 minut dla siebie, bo musiała przecież w końcu zdjąć z siebie kamizelkę, więc adwokatem zajęła się jedna z pracujących w domu kobiet, prowadząc go do salonu. Alba natomiast w ekspresowym tempie popędziła do sypialni, zdjęła z siebie kamizelkę - chociaż nie było to wcale takie proste, a potem równie szybko się przebrała, jedynie powierzchownie poprawiła włosy i twarz, pozwalając sobie na zaledwie muśnięcie twarzy pudrem i przeciągnięcie ust jakimś błyszczykiem. W końcu podjęła Samuela w gabinecie męża - nigdy nie pałała do niego zbytnią sympatią, ale właściwie nikogo z otoczenia męża szczególnie nie lubiła, bo wydawali jej się śliscy, zawistni i nieszczerzy. Na oparcie fotela odrzuciła czarną marynarkę, która stanowiła dopełnienie
jej stroju, po czym przez kolejnych kilkanaście minut słuchała uważnie poleceń adwokata, a ich dyskusja zakończyła się ustaleniem, że gdy tylko zostanie wezwana na przesłuchanie bądź jeżeli ktoś pojawi się tu na miejscu, ma udać, iż nie kontaktowała się z adwokatem i wezwać go na miejsce, nie pozwalając sobie na jakiekolwiek zeznania bez jego obecności. Gdy więc opuścił gabinet, przystanęła przy oknie i odpaliła papierosa, potrzebując rozładować napięcie - cóż, nie mogła rozładować go w
przyjemniejszy sposób, więc pozostała jej nikotyna. Przy tym znowu pozwoliła sobie na chwilę nieuwagi, bo nie zarejestrowała nawet momentu, w którym ktoś otworzył drzwi, dopiero znajomy głos Santany wyrwał ją z chwilowego zamyślenia, więc wzdrygnęła się lekko i wypuściła dym z ust, niespiesznie obracając się ku niemu. -
Płacę wystarczająco dużo swojemu dentyście, by nie musieć się martwić o żółte zęby - skwitowała krótko, obrzucając go spojrzeniem -
A co, może powiesz mi, że sam nie palisz? - uniosła wymownie brew ku górze, nie uważając, by miał podstawy ku temu, by ją pouczać, jeżeli sam robił dokładnie to samo -
Albo dorzucisz jeszcze formułkę o tym, jak to palenie szkodzi zdrowiu? - dodała, tym razem nieco bardziej zaczepnie, gdy powoli ruszyła w jego kierunku. Ta zaczepność z jej postawy oraz wyrazu twarzy zniknęła jednak tak szybko, jak szybko się tam pojawiła, bo po pierwsze - przypomniała sobie o tej cholernej kamerze, a po drugie - właśnie dotarło do niej słowo
problem, więc automatycznie się spięła. Nawet nie zapytała o to, co właściwie miał na myśli ani o to, co zamierzał jej pokazać na laptopie, którego właśnie uruchamiał - bo niestety miała tego świadomość. Tak, mieli cholernie duży problem. Podeszła jeszcze bliżej i gdy uruchomił nagranie, cofając się następnie o dwa kroki, sama wcisnęła się przed niego - pomiędzy jego ciało, a biurko i skupiła uwagę na ekranie. Zamarła w bezruchu, obserwując znajome kadry - w jej umyśle i ciele zapanował istny chaos, a w emocjach całkowity dysonans; z jednej strony przerażenie tym, że to nagranie istniało i że każdy mógł mieć do niego dostęp, a z drugiej wspomnienie tamtego dnia i targające nią wtedy emocje - od poczucia zdrady i upewnienia się, że w tym właśnie samochodzie jej mąż gościł inne kobiety (jedną lub kilka), aż po chwilowe uczucie ulgi i świadomość tej małej, słodkiej zemsty, której się dopuściła, ale o której jej mąż akurat nie mógł się dowiedzieć. Poczuła jak szybciej zabiło jej serce, gdy tym razem faktycznie oddech mężczyzny musnął gdzieś jej kark, a w jej umyśle błądziły wspomnienia tamtej chwili - także jego oddech na jej skórze, jego silne, stanowcze dłonie prześlizgujące się po jej ciele oraz te zachłanne usta, która brały w posiadanie jej własne. Znowu to właśnie jego słowa wyrwały ją z tego chwilowego transu.
Niezręczność to zdecydowanie zbyt duże niedopowiedzenie w tej chwili, ale z pewnością wybiła ona do granic możliwości.
-
Chcesz powiedzieć, że to zarejestrowało jeszcze jakiś dźwięk? - spytała w końcu, nie odrywając wzroku od ekranu, gdy samochód w dość oczywisty sposób zaczął się kołysać. W normalnych okolicznościach w odpowiedzi na jego pytanie pewnie parsknęłaby śmiechem, ale jednak teraz była zbyt przerażona. Niemal od razu próbowała odtworzyć w głowie tych kilka chwil z wnętrza pojazdu, bo przecież z całą pewnością starała się być cicho, ale - no właśnie, ale w takich chwilach czasami trudne nad sobą zapanować. -
Nic mi nie powiedział o tych kamerach - zaciągnęła się znowu papierosem, nadal tkwiąc w tym jednym miejscu -
Myślisz, że zrobił to celowo? Mógł coś podejrzewać? - dopytała, próbując nie tyle rozładować atmosferę, co po prostu zająć czymś umysł i oderwać się od tego poczucia niezręczności, które nadal tu pomiędzy nimi było -
Nie nas… ale mnie. Jest chorobliwie zazdrosny i fakt, że sam posuwa jakieś dziwki na boku z pewnością w tej zazdrości mu nie przeszkadza - stwierdziła z wyraźnym niezadowoleniem i przekąsem w głosie. Próżno było tu szukać miłości czy nawet zranienia postępowaniem męża - było tylko poczucie zdrady i zadanego ciosu w poczucie jej własnej wartości. Jakby była niewystarczająca. Zdusiła w sobie te emocje, wypuszczając kolejny raz dym z ust, a w momencie, w którym na nagraniu wysiadła z samochodu, poprawiając sukienkę, którą wówczas miała na sobie, odetchnęła cicho. Gdy Santana wysiadł chwilę po niej, cóż - nie było raczej wątpliwości co do tego, że sytuacja była przynajmniej podejrzana i dość jednoznaczna. Przeklęła w myślach i gwałtowanie zamknęła laptopa, obracając się przodem do mężczyzny. -
Mamy duży problem - zawyrokowała, przysiadając na blacie biurka i nie odrywając od niego wzroku, jakby chciała wyczytać z niego jakiekolwiek emocje względem tej sytuacji. Bardzo nie chciała, by tych kilka minut przyjemności zaważyło na jej -
ich - życiu. -
Co teraz? Co jeżeli ktoś widział to nagranie? Co jeżeli widział je sam Dante, a fakt, że wczoraj przydzielił do mnie akurat Ciebie nie był przypadkowy? - dopytywała, szybko snując w głowie same czarne scenariusze -
Jak w ogóle udało Ci się do tego dostać? Każdy ma dostęp do tych nagrań? Czy może tak łatwo złamałeś zabezpieczenia naszego monitoringu? - mruknęła, świdrując męską twarz uważnym spojrzeniem. Moe nadal stanowił dla niej nie lada zagadkę, więc odczytanie z niego jakichkolwiek emocji wcale nie było takie proste, a wiele oddałaby za to, by je teraz poznać. W końcu jednak odwróciła wzrok i przez chwile przesuwała nim po wnętrzu gabinetu, aż znowu zatrzymała go na stojącym tuż przed nią mężczyźnie. -
A jeżeli tu również ma kamery? - spytała w końcu cicho, intensywnie wpatrując się w jego oczy, jakby błagała go o to, by zapewnił ją, że się myli, ale ani on ani ona nie mogli mieć co do tego żadnej pewności. Westchnęła ciężko i przeczesała w nerwowym geście włosy, gdy na jej barki znowu opadło to cholerne zmęczenie i przytłoczyły ją te wszystkie obawy. Zreflektowała się jednak szybko i uniosła wysoko głowę, przywdziewając na twarz swoją typową maskę. -
Nie mam zbyt wiele czasu, muszę się zaraz skontaktować z Dante i jechać do szpitala. Nie wiem, co z tym zrobić, nie wzięłam pod uwagę tej pieprzonej kamery. Można jakoś umiejętnie skasować to nagranie? - dopytała, strzepując popiół do popielniczki, stojącej na biurku tuż obok jej pośladków, którymi wspierała się o mebel.
Przez chwilę wpatrywała się w papierosa, którego trzymała między palcami, po czym podniosła wzrok na Moe, a potem wyciągnęła ku niemu dłoń z tym papierosem, proponując mu go. Może też potrzebował teraz rozładować napięcie.
Maurice Santana