Co prawda upiorny miesiąc pełen horrorów nie był zawsze aż taki zły, lecz wieść o zbiegłym seryjnym mordercy nie napawała nikogo pozytywnym zapałem. Paranoja panoszyła się wśród ludzi, a związany z nią strach popychał niektórych do rzeczy, których normalnie nie byliby w stanie wykonać. Na szczęście nie każdy był ukrytym przestępcą, ewentualnie nie obawiał się aż tak o swoje życie jak pewna część ludności Toronto. To był jednak dopiero początek miesiąca - jeszcze wszystko mogło skręcić w zupełnie innym kierunku.
Na ten moment w życiu (czyli w pracy, nie oszukujmy się) Winters niewiele się zmieniło. Każdy dzień był niemalże taki sam, pełen rutyny, a pozbawiony większej głębi. Uciechę, jakkolwiek by to nie brzmiało, znajdowała w każdej możliwej do rozwiązania sprawie. I to by było na tyle. Jej życie towarzyskie w szczególności wołało o pomstę do nieba, ale to skutecznie ignorowała, tłumacząc że wystarczają jej relacje zawodowe. A te też mogły by być… na lepszym poziomie. Najwidoczniej sama poniekąd zdawała sobie z tego sprawę, decydując się na kolejny wypad z osobą z pracy w przeciągu niedługiego odcinka czasu. Tym razem było to piwo z Eviną, co było dość spontaniczną, acz zadowalającą decyzją.
Rzadko kiedy mogła powiedzieć, że czas minął jej niesamowicie szybko w czyimś towarzystwie. Zanim się obejrzały, już zrobiło się ciemno za oknami baru, w którym zdecydowały się spędzić czas. Mazarine, mimo nienaruszonego przez bezalkoholowe piwa stanu trzeźwości, odczuwała już lekką senność. Czuwała jednak cały czas w razie potrzeby, gdyby jej dzisiejsza towarzyszka wypiła trochę za dużo i potrzebowała pomocy w dotarciu do domu. Winters była tym klasycznym kierowcą, który nie pił i każdego zawoził gdzie trzeba. Nie przeszkadzało jej to zbytnio – nie przepadała za piciem alkoholu, więc nie robiło jej to żadnej różnicy.
Gorzej, że samochód zaparkowała za cmentarzem i kościołem z uwagi na brak miejsca przy barowym parkingu. Nie miała wyboru i musiała przygotować się na wszelkie możliwe skutki uboczne cudzego picia. Żadna nowość, zdążyła już chyba nawet przywyknąć.
— Gotowa? — spytała Evinę, gdy już uzgodniły o zamknięciu rachunku w barze. Cały czas uważnie ją obserwowała, choć póki co nie widziała żadnego groźnie wyglądającego zachwiania czy plączących się nóg. Może dotrą do samochodu Maze bez problemów i bez duchowych majaków przy mijaniu cmentarza. Co się nie wydarzy, ale sceptyczna Mazarine nawet nie pomyślałaby o przeszkodzie w takiej formie. Przynajmniej w tamtym momencie.
Evina J. Swanson