Podobnie jak to było w przypadku interpretacji sygnałów z zewnątrz, Milo wykazywał się identyczną nieporadnością w precyzowaniu własnych intencji i rozróżnianiem emocji w szerszym zakresie niż podstawowe. Fakt, był w stanie w miarę dokładnie stwierdzić kiedy szlag go jasny trafiał, bo zwykle zagotowywał się szybko i wybuchał niemal natychmiast, zazwyczaj rozpoznawał radość, dobrze znał się ze smutkiem, ale poza podstawowym wachlarzem najbardziej pospolitych odczuć rozbijał się o próby rozpracowania bardziej złożonych, w jego wyobrażeniu zbyt teoretycznych konceptów takich jak żałoba, przyjaźń czy... miłość. Sympatia miała w jego odczuciu zbyt wiele odcieni, a on nie potrafił ich porozdzielać i nazwać z osobna.
Wiedział jednak, że z Dylanem było
inaczej. Czuł, że posiadali tę koleżeńską bazę, ale w przeciwieństwie do
znajomych Gauthier wydawał się autentycznie zainteresowany i Milo mógłby nawet stwierdzić, że wierzył iż mogła to być ta
przyjaźń typu
one of the kind. Tylko z tego co wyczytał w internecie i wydedukował po trochu na własną rękę, przyjaciele nie kradli sobie nawzajem koszulek by... cóż, mniejsza. Z pewnością za to nie wyobrażali sobie tego, o czym niejednokrotnie myślał i wiedział, że w tych fantazjach mógł widzieć tylko Dylana.
Zastanawiał się czasem, gdy wyłapywał przypadkiem jego spojrzenie nad swoją głową albo nieruchomo utkwione w czymś, co akurat miał za plecami, czy to jego szukał wzrokiem wśród innych twarzy, za każdym jednak razem odsuwał od siebie tak nieprawdopodobną myśl.
Nie oznaczało to jednak, że nie próbował. Problem polegał na tym, a był on jednym z wielu, że Rivera nie miał bladego pojęcia o flirtowaniu i rozumiał z tego tyle, co większość niezwiązanych z tematem osób wyciągnęłaby na widok ezoterycznego języka, takiego jak (nomen omen) Brainfuck. Postawił zatem na wybadanie gruntu za pomocą żartów, które jak dotąd były jedną z najlepszych metod maskowania z jakich korzystał, bo przecież zawsze mógł wrócić do swojej bezpiecznej pozycji chowając się za prostym „tylko żartowałem“.
Być może dlatego, kiedy Dylan odezwał się z drugiego końca pokoju gasząc tym samym jego sztuczną wesołość, Milo faktycznie poczuł się tak, jakby ktoś wyssał z niego całą pewność siebie, a przy okazji pojęcie o czym była mowa.
Nie był do końca świadom, że przez cały ten czas kiedy Gauthier zaliczał swój moment szczerości na jego oczach, trzymał powietrze w płucach zamiast oddychać, ale już ciężej było mu zignorować poczucie kompletnego niezrozumienia, jakiejś goryczy i wewnętrznej pustki mającej odbicie w lekko zmarszczonych brwiach, spojrzeniu układającym klepki w podłodze w kolejności alfabetycznej i bardzo mocno zaciśniętych ustach. Tak, jakby nie mógł się zdecydować czy więcej znaków przemawia za Dylanem Rozeźlonym czy tym Dylanem Rozczarowanym. Był zły za ten żart?
Zapętlony wciąż na pierwszym półwniosku poczuł się nieprzyjemnie lekki, ale poruszył zaraz palcami obu dłoni jakby tę cierpkość chciał z siebie zrzucić, co niestety nie przyniosło efektu ani nie pchnęło go ku jednoznacznej konkluzji. Poganiany presją czasu na reakcję Milo postanowił założyć, że jego poczucie humoru było w najlepszym wypadku mierne, a Dylan jak dotąd z uprzejmości pozwalał mu wierzyć, że jest inaczej.
Przekaz był jasny od początku.
Jaki kurwa przekaz?!
Poruszył ustami rwąc się do udzielania odpowiedzi i jak się szybko okazało, bez żadnego planu, bez choćby jednej mętnej myśli, jaką mógłby przekazać. Zdał sobie sprawę, że nie jest zdolny do wydania z siebie dźwięku i to przerażało go w równym stopniu jak niepokojące przeczucie, że z jakiegoś niejasnego powodu właśnie traci przyjaciela.
Wszystko zdawało się krążyć wokół chaotycznie, nie było nic, czego mógłby się złapać, potrafił jedynie w kanciastym, pospiesznym geście spleść przed sobą palce obu dłoni w koszyczek, a choć kilka z nich zakotwiczył na gumkach, już nimi nie strzelał.
Czuł się zdradzony, zraniony na wskroś i... nie potrafił nazwać tej konkretnej emocji, ale była w nim aż do przesady żywa, dźgnięta i szalejąca.
I kiedy wydawało mu się, że lada moment całkiem rozsypie się przez przygniatające rozczarowanie samym sobą i zażenowanie, Dylan rzucił w niego na koniec czymś, co sprawiło, że Milo zgłupiał jeszcze bardziej.
Zaraz. Zasada sprzeczności określała, że jeżeli pierwsze zdanie było prawdziwe, drugie było fałszywe, to ich koniunkcja w efekcie dawała fałsz. Więc o ile dobrze pamiętał założenia logiki i niczego w tym drętwym dysonansie nie popierdolił, jego żarty powinny go jednak faktycznie śmieszyć. Chyba?
Nie wiedział jak długo sterczał w miejscu i gapił się w jakiś mglisty punkt bóg wie gdzie.
Myślał. Bardzo intensywnie, rozbierając wszystko, co Gauthier próbował mu przekazać na atomy i łącząc ponownie, przypasowując do każdej teorii przemawiający za nią przykład.
To było cholernie męczące, podobnie jak ciągłe maskowanie się i dopasowywanie, neurotyzmy też częściej mu szkodziły niż sprzyjały,
czuł był w stu procentach przekonany, że to odchoruje.
Nadal milczał, w pewnym momencie nawet zawahał się, rozważając, czy powinien odpuścić, wyjść, rozchodzić to i spróbować zrozumieć problem innymi metodami, ale przypomniało mu się, że tak nie wypadało. Byłoby prościej, mimo to przypomniało mu się, że nie powinien.
W momencie krótkiego przebłysku względnej klarowności zapercypował ze zdziwieniem, że coś przetoczyło mu się wilgotnie przez prawy policzek, więc wzdrygnął się zaskoczony i rozmazał sobie tę podejrzaną mokrość palcami.
一 O kurwa 一 przebiło mu się przez myśl. 一 Czy ja się właśnie popłakałem?
To była co prawda tylko jedna łza, ale temat przeoczony miał potencjał na przeobrażenie się w jeszcze bardziej żenującą scenę. Postanowił zatem wreszcie coś z siebie wypluć, jakiś wniosek, decyzję, najgłupszą nawet teorię, byle wyratowała go z tego emocjonalnego hazardu. Odkaszlnął udając, że nic się nie stało, tą samą ręką osłonił sobie kark i koślawo wsparł się o pudełko dla poczucia jakiejkolwiek stabilności, skoro w sobie nie odnajdywał żadnej.
一 Więc... 一 zaczął mozolnie, czując się tak niezręcznie jak nigdy dotąd. 一 Bo to chodzi o to, że czasami moje żarty nie są śmieszne i chciałeś mi o tym powiedzieć delikatnie, albo... że miałeś, tak? Miałeś nadzieję, że to się poprawi, że ja się poprawię i niektóre moje żarty lubisz, ale jesteś... zmęczony! Tak, zmęczony, po tym wszystkim i przeprowadzka, dlatego... joder, nic nie rozumiem, za głupi na to jestem.
Dylan Gauthier