Connor wybuchnął śmiechem, ponieważ przypomniał sobie, kiedy jedna z rodzicielek lub obie zaczynały im robić wyrzuty i kategorycznie zakazywały jedzenia słodyczy o tej godzinie kiedy chcieli je jeść, ponieważ było późno albo przypominały, że mają umyć zęby, albo zabierały ich zdobycze (wtedy zazwyczaj Connor chował kilka cuksów w jednej z szuflad, by zjeść je, gdy matki sobie poszły).
- NIE BĘDZIECIE JEŚĆ SŁODYCZY O TEJ GODZINIE! - krzyknął, próbując naśladować głos swojej mamy. Od razu przypomniał sobie też swoje oburzenie.
- Nie no, śmiesznie było. Szczególnie kiedy raz za szybko je wyjąłem, bo moja mama chciała coś jeszcze powiedzieć i wróciła do pokoju i widząc słodycze posłała mi to spojrzenie mówiące lepiej sam mi je oddaj bo jak ja je zabiorę to nie będzie miło. Fakt faktem, to jej spojrzenie było przerażające, na samą myśl mnie wzdryga, brr. - powiedział, łapiąc się za ramiona i ocierając o nie dłońmi, doskonale pamiętając to zabójcze spojrzenie, posyłane przez jego mamę, gdy zrobił coś, czego nie powinien albo złamał obietnicę.
Connor uniósł głowę, bo w sumie zaproponowane chodzenie po osiedlu podczas Halloween, brzmiało całkiem fajnie.
Byłoby jak za starych, dobrych lat...
Walker skinął głową, zgadzając się.
- Jeśli bym pracował rano, wtedy moglibyśmy zacząć od obchodu osiedla, a potem gdzieś byśmy wyskoczyli, by napić się Krwawej Mary albo jakiegoś innego, tematycznego drinka. - powiedział, układając wstępny plan, który rzecz jasna mógł ulec modyfikacji - choć szczerze? Wolałby, aby udało im się to w ten sposób zrealizować. Uśmiechnął się, słysząc o matching outfitach. Poza tym, nie mógł się przecież oprzeć oczom kociaka ze Shreka.
- Jestem za. Masz już coś wymyślone, czy jeszcze się nie zastanawiałaś nad strojem? - spytał z czystej ciekawości, bo on jeszcze nie myślał, biorąc pod uwagę, ile jeszcze było czasu.
- Rozumiem. Znaczy wiadomo, work-life balance jest ważny i należy o nim pamiętać. - stwierdził, zastanawiając się, jak to właściwie było z jego work-life balansem.
Różnie. odpowiedział samemu sobie, przypominając sobie momenty, w których przewyższał work nad life - ale wolał o nich nie wspominać.
Szczerze? Connor poczuł ulgę, gdy usłyszał odpowiedź Camelli
Bo to oznaczało, że kiedyś będzie niezależna... chyba, że zatrudni sobie asystenta... nerwowo przeczesał dłonią włosy, a potem tą samą dłoń zacisnął w pięść. Zaraz jednak posłał Melci ciepły uśmiech,
- To dobrze. W takim razie czekam na Twoją pierwszą kampanię. Jakbyś potrzebowała ekhm.. medyka na planie to dawaj znać. - powiedział, nie żartując - dla niej nawet po godzinach mógłby stać w stroju ratownika, by w razie co zareagować, gdyby zaszła taka potrzeba.
- Nie no... jakiś tam wpływ mam. Nie martw się. - odparł, nie chcąc, by Camellia się przejmowała jego sprawami. Jego problemy ze snem, były jego problemami i choć już i tak było lepiej niż kiedyś, tak wciąż po prostu potrafiły go nawiedzić koszmary albo sny, po których budził się zlany potem i bał się ponownie zasypiać.
- Na pewno byśmy wymyślili coś fajnego. O to bym się nie martwił kompletnie. - stwierdził z uśmiechem, pamiętając, że co dwie głowy to nie jedna, a w dodatku, dwie kreatywne głowy.
- Weź, bo się jeszcze zarumienię. - powiedział, szturchając dziewczynę w bok, chociaż i tak już czuł, że miał ciepłe policzki - nie często słyszał tak miłe słowa.
- Przejścia, zdjęcia... będzie to iście wyjątkowa prezka. - dla iście wyjątkowej osoby. pomyślał, zachowując to dla siebie. Powoli tworzył jako takowy konspekt w swojej głowie, zastanawiając się po chwili, ile mniej więcej mu się z tym zejdzie.
W sumie, to będzie dobry wypełniacz czasu, gdy nie będę mógł spać. pomyślał.
Kilka nocek i prezka będzie gotowa.
- I to mi się podoba. Pamiętaj że jesteś jedną z lepszych uczennic, dlatego wierzę w Ciebie Panno Stones. - powiedział, próbując brzmieć jak najbardziej poważnie oraz posyłając Camelli spojrzenie takie, jakie posyłają nauczyciele, gdy wiedzą, że dany uczeń ma potencjał i liczą, że napisze sprawdzian na maksa albo wygra jakiś konkurs.
- Witamina D jest potrzebna. Tylko nie zapominaj o kremie z filtrem. - rzucił, bo doskonale wiedział, że czasami wystarczyła chwila i skóra zamiast się opalić, to się po prostu spalała. A potem należało kupić pantenol, by schłodzić oparzenia, aczkolwiek wierzył, że Camellia doskonale wiedziała, że spf jest ważny. Aż sobie przypomniał, jak w zeszłym roku na grillu u znajomych, zapomniał użyć kremu z filtrem i wieczorem miał zaczerwienione ręce i nogi. Przypominał kraba albo raczka wtedy.
Connora ucieszyło, że nie napotkał sprzeciwu ze strony Camellii, bo przecież zawsze mogła zacząć protestować i chcieć wrócić do wody. Dobrze też, że nie była syreną jak w H2O bo jeszcze by mu odpłynęła...
- Wybacz, ratownik się we mnie odezwał. - powiedział, posyłając dziewczynie przepraszający uśmiech, bo doskonale wiedział, że Camellia miała nogi, których mogła użyć, by wyjść z wody.
- Tak Ci się tylko wydaje. - odrzekł, przejeżdżając rękoma po bokach dziewczyny, by wytworzyć ciepło.
Zaskoczyła go, gdy wydała rozkaz, by iść do domku - aż zamrugał kilkakrotnie, będąc zaskoczonym. Nawet miał protestować, gdy poczuł na ramionach jej ręce, a potem popchnięcie.
- Ale nic mi nie będzie. Wezmę witaminę C i będzie git. - odparł, czując, jak coś go łaskocze w nosie, więc po chwili kichnął.
- To zwykłe kichnięcie. - rzucił szybko, by przypadkiem nie pozwolić Camellii pomyśleć, iż właśnie zaczęło go coś brać.
- Ogólnie jest 88 zatwierdzonych gwiazdozbiorów. - rzucił jako ciekawostkę, przypominając sobie ją, ponieważ kilka dni temu, natknął się na to w jednym z artykułów, które czytał.
Uśmiechnął się, gdy usłyszał słowa Melii.
- Czy to oznacza... że czasami mi coś ugotujesz? - spytał, będąc bardzo ciekawym odpowiedzi. Oczywiście nie wymagał od niej, by była jego prywatną kucharką 24/7, bo jemu całkowicie wystarczyło zjeść od czasu do czasu instant zupkę albo zamówić coś przez uber eatsa lub innego dostawcę. Zgadzał się natomiast w kwestii związanej z tym, iż praktycznie każdą potrzebną ciekawostkę historyczną, można było znaleźć w internecie. Ogólnie wiele ciekawych informacji można było znaleźć w necie.
- Albo zachód, jeśli nie zdążymy na wschód. - wyjaśnił, a zaraz skinął głową.
- Dobrze, nastawię dwa budziki, a jeśli one nie zadziałają, to Cię obudzę. - zgodził się, posyłając Melii szczery uśmiech, zastanawiając się, czy misja pt. "budzimy Camellię" wiązała się z dużym poświęceniem, czy może wystarczyło tylko ją połaskotać.
- Oj tam, wszystkiego da się nauczyć. - znaczy wiadomo, nic na siłę, a szczególnie, jeśli się czegoś nie czuło. Bez sensu było pchać, szczególnie, jeśli siedziało się nad czymś wiele godzin, a po sekundzie pojawiała się pustka.
-A może się przejdziemy? Ale dobrze, najpierw się przebiorę. - powiedział.
- Tobie też to radzę. - dodał stanowczo, a następnie poszedł do domku, by w swoim pokoju zdjąć mokre ciuchy i założyć suche spodnie dresowe oraz czarny t-shirt. Mokre ciuchy rozwiesił na suszarce do ubrań, która stała w przedpokoju. Do swojego plecaka spakował czteropak i poszedł do pokoju Camelli. Zapukawszy dwa razy, nacisnął klamkę i wszedł do środka.
- Gotowa? - spytał, choć oczywiście mogła zmienić zdanie i po prostu mogli zostać w domku.
Camellia Stones