Pomimo pozornie optymistycznego scenariusza, Milo zdawał sobie sprawę, że był pewien problem. Cóż, może nie jeden, przynajmniej ze dwa, z czego ten pierwszy rokował lepiej i Rivera miał nadzieję jakoś tę kwestię przeskoczyć.
Pierwszym problemem, z którym prawdopodobnie z czasem dałby sobie radę ułatwiając przy tym życie nie tylko sobie ale i otoczeniu, był jego kompletny i żenująco zauważalny - jeśli nie w tym momencie, to zapewne wkrótce - brak doświadczenia w relacjach wymagających emocjonalnego zaangażowania w sposób otwarty. Mógł przecież zawsze poprosić o więcej czasu na zastanowienie, doprecyzować na tyle, na ile się dało i z pomocą Dylana jakoś to uporządkować. Również to, że Gauthier, z czego Milo zdał sobie sprawę w tej chwili, gdy utknął między ścianą a tkniętym zainteresowaniem mężczyzną, raczej nie będzie zachwycony samym trzymaniem się za ręce, patrzeniem sobie nawzajem w oczy i słuchaniem monologów o komponentach elektronicznych. Będzie zapewne chciał robić rzeczy fizyczne i fizjologiczne, a na tym Rivera znał się jeszcze mniej niż na sferze emocjonalnej.
Sama wyobraźnia nie była problemem, na dobrą sprawę nie był to dramat, którego nie rozwiązałoby wnikliwsze przejrzenie dostępnego w internecie materiału, chodziło głównie o dość niekonwencjonalne potrzeby i reakcje, te o których wiedział i te, co autentycznie go przerażało, o których jeszcze nie miał zielonego pojęcia.
W podobnej sytuacji gdy Bowie zakleszczył go na zapleczu dostawał już zaczątków histerii, w obecności Dylana co najwyżej poczuł jakieś jej skubnięcie, bardziej natomiast dokuczało mu duchotliwe gorąco i wciąż mocno niespokojne serce.
一
No no no, por favor, espera, es... 一 Reszta próśb jakie zamierzał sformułować została stłumiona, a Milo, który jeszcze przed chwilą miotał się pod ścianą, uciekał palcom i z przerażeniem obserwował jak Dylan schyla się coraz niżej, nagle stracił werwę do protestów. Zostało tylko chwilowe, niekomunikatywne mrukotanie bez przekonania, potem cisza i wreszcie kilka nieśmiałych skubnięć w odpowiedzi na pocałunki Gauthiera. Nie wiedział kiedy zacisnął mocno powieki ani kiedy wreszcie trochę się rozluźnił. Wiedział za to, bo zrobił to w pełni świadomie, że miał ochotę spróbować jeszcze raz.
一
No no, regrese por a- po prostu... mógłbyś się przez chwilę, hmm, nie ruszać? Proszę?
Miał jakieś nikłe pojęcie o tym, że pewnie zabrzmiało to dziwnie, że, no cóż, sam był po prostu dziwny, mimo to kiedy trafiała go momentalnie jakaś hiperfiksacja ciężko było znaleźć siłę i argument, by go zniechęcić. W tym momencie miał ochotę sprawdzić czy potrafi, czy była to wyłącznie kwestia adrenaliny czy może mógłby to polubić.
Oburącz otulił jego policzki, w międzyczasie odetchnął sobie głębiej i utkwił spojrzenie dokładnie na ustach Gauthiera. Nie miał ochoty stawać na palcach, więc trochę niedelikatnie przychylił go do siebie i bez ustalonego wcześniej planu najpierw prawie się z nim rozminął, ledwo stykając się z jego wargami. Za chwilę próbował inaczej, podskubując go trochę jak złota rybka, a skojarzenie rozbawiło go dość, by odruchowo aby zdławić śmiech przycisnął swoje usta do ust Dylana.
Nie miał wprawy i było to tak widoczne, że aż komiczne, co wcale nie ostudziło jego entuzjazmu. Płytko liznął go nawet w dolną wargę, pocałunki były krótkie, brakowało im zapewne satysfakcjonującego rozwinięcia, ale było ich dużo i Milo wyglądał na zadowolonego ilekroć Gauthier coś przemruknął, szukał go gdy odchylał się aby zaczerpnąć powietrza lub zaczepiał go nosem.
Obecność jego dłoni na swoim biodrze pominął, widocznie Rivera nie potrafił skupiać się aż na tylu rzeczach jednocześnie.
一 Robię to trzeci raz w życiu 一 wcisnął mu nieco mechatym od nieużywania głosem pomiędzy jeden powierzchowny pocałunek a drugi, trafiając tym razem w kącik ust.
Ironicznie, jednym ze wspomnianych szczęśliwców był inny Dylan i były to czasy szkoły średniej, a tamten okres wspominał wyjątkowo słodko-gorzko.
Dłonie zawilgociły mu się i zaczynały drętwieć, a chociaż sam tego nie zauważał, drżały mu odkąd odważył się go dotknąć. Po paru minutach bardzo angażujących, choć nadal nieumiejętnych i niepełnych pocałunków, Milo wciąż miał ochotę na więcej, tak, jak to miało miejsce gdy dobierał się do opakowania ulubionych cieniutkich czekoladek i przysięgał sobie, że nie pożre ich bez opamiętania za jednym posiedzeniem.
一 To tak ma być?
Nie wiedział na pewno, opierał się wyłącznie o często zawodną intuicję, dwie poprzednie okazje oraz to, czego się człowiek mógł naoglądać na studenckich imprezach. Co innego Dylan. Dylan z pewnością wiedział i potrafił, miał doświadczenia, miał wyczucie i w przeciwieństwie do niego zdawał się doskonale orientować w tych międzyludzkich celebrach.
一 Zawsze byłem, hmm, ciekawy 一 obwieścił mu tuż przy ustach, na krótką chwilę robiąc przerwę. Zassał się na swojej dolnej wardze kiedy po raz kolejny zanurkował w bardzo odległe wspomnienie swoich dwóch pierwszych prób, jednak było ono mocno przykurzone i z nerwów jakie mu wówczas towarzyszyły automatycznie wymiótł większość sensownych informacji z pamięci. 一 Tylko nie było... nie miałem na kim. W sensie, z kim, nie miałem z kim.
Dylan Gauthier