Albo robiła z niego głupca, albo wierzyła, że głupi jest. Nie wiedział sam co ma odpowiedzieć na jej słowa. On gdy dowiedział się, że będą mieli wspólnie rozprawę przyszedł do niej i wyjaśnił całą sytuację, by pójść jej na rękę. Zaproponował ugodę, której nawet nie musiał inicjować, chciał ułatwić im tę trudność, że będą się widzieć znów w postaci przeciwników.
Ona, gdy została zmienniczką nawet nie próbowała go poinformować, że zobaczą się na sali rozpraw. Ten piękny, idealistyczny obraz Charlotte w jego głowie powoli zaczynał pękać. Działo się dosłownie to, czego chciał uniknąć i czego tak bardzo się obawiał. Tylko z tego powodu nie dawał jej dojść do siebie, nie otwierał się na jej prośbę. A w końcu, gdy uwierzył, że jest normalną kobietą i chce z nim być, a nie wykorzystać go to wbiła mu nóż w serce. Jeżeli była w stanie zrobić coś takiego, to jej intencje nie mogły być czyste.
—
Wystarczyło ze mną porozmawiać, powiedzieć czego oczekujecie. Mark nigdy ze mną nie rozmawia, dla ciebie zrobiłbym wyjątek — przyznał szczerze i wzruszył ramionami. Cała sytuacja była na tyle abstrakcyjna, że nawet spróbował poszczypać się po ramieniu, by zobaczyć czy to na pewno nie jest sen.
—
W tym, że wolałbym o takich rzeczach wiedzieć, kurwa mać, wcześniej — odparł i zaciągnął się znów papierosem. Jak najważniejsza dla niego kobieta mogła zrobić taki ruch? Zaufał jej, chociaż doskonale wiedział jak będzie wyglądała ich praca. Zaczynał żałować, że dał się jej tak omamić i okręcić wokół palca. —
Wolałbym, żebyś ze mną nie przegrywała. Poszedłbym z tobą, kurwa, na pierdoloną ugodę, bo doskonale wiem, że takie emocje mogą zniszczyć naszą relację!
W związku co prawda nie byli, ale zbliżali się do tej bazy. A po dzisiejszym dniu raczej odsuną się jeszcze dalej, bo Lennox nie wyobrażał sobie spotykania się z nią po tym, co teraz usłyszał. Nie chciał informować świata, że się spotykają, by nie byli odsuwani od spraw, ale najwidoczniej to był największy błąd w jego życiu. Gdyby zrobił to od razu, pojawiając się w jakimś miejscu publicznym, nie musiałby teraz lądować na największej przegranej w swoim życiu.
Dosłownie machnął ręką na jej następne słowa. Nie rozumiał o co jej chodzi, zaczął prędko analizować całą sprawę w głowie, próbując wynaleźć błędy, które mógł przeoczyć. Jeżeli mówiła tak to na milion procent nie chcieli grać fair, musieli znaleźć coś, co miało go dosłownie pogrążyć. Nie odpowiedział na jej słowa tylko pozwolił, by go zostawiła samego.
Wypalił papierosa, a wychodząc kopnął stojący śmietnik.
Dawno nie czuł się tak rozemocjonowany.
Wszedł na salę kompletnie nie spoglądając na nikogo. Usiadł na swoim siedzeniu i przejrzał dokumenty, które leżały na blacie. Nie było nic, co mogłoby sprawić, że strona przeciwna wygra. Nie było takiej możliwości na świecie.
Rozpoczął przesłuchiwanie, nie odrywając wzroku od ściany za widownią. Nie mógł ani patrzeć na Charlotte, ani na Cynthię, ani na pierdoloną ławę. Ręce mu drżały, plik dokumentów rozsypał się, gdy chciał obrócić kartkę, przez co musiał wyjść zza biurka i je pozbierać, przerywając czynności sprawdzające. Raz się pomylił zadając pytanie, kilka razy się zawahał. Dopiero pod sam koniec, przy ostatnim pytaniu, spojrzał na swoją byłą narzeczoną, która ewidentnie musiała odczuć, że coś jest
nie tak.
Z nim nie było dobrze, nigdy nie był tak roztargniony jak w wtedy.
Gdy podziękował i usiadł na swoje miejsce, serce biło mu jak szalone. Szczególnie gdy usłyszał dźwięk obcasów, które miała Charlotte. Przy każdym jej następnym słowie czuł jak dostaje gęsiej skórki. A przestał oddychać, kiedy do jego uszu doszło
W jakiej relacji była pani z prokuratorem?
Zrobiło mu się zimno, natychmiast oblał go pot. Uniósł głowę i wbił swój wzrok w Kovalski, nie wiedząc czy powinien zareagować. Ale czy był jakikolwiek sens?
Wysoki Sądzie, to nie jest związane ze sprawą? - mógłby spróbować, ale w takiej sytuacji zdecydowanie ławnicy chcieliby kontynuowania. Był całkowicie na przegranej pozycji, ale nic nie broniło mu próby zaprzestania tematu, który nie był związany ze sprawą, przez którą się tutaj spotkali.
Rozchylił lekko wargi, spojrzał na byłą narzeczoną i przeniósł wzrok na ławę.
Uniósł się ze swojego siedzenia i wyciągnął rękę w stronę przeciwników, ale zanim zdążył cokolwiek wypowiedzieć szybkim gestem sędziego został sprowadzony ponownie do pozycji siedzącej.
Nie słuchał tego, co mówiła Cynthia. Czuł się tak, jakby znalazł się pod wodą, żadne z jej słów nie były dla niego wyraźne. Ręce zaczęły mu drżeć tak, że gdy sięgał po szklankę z wodą to spadła i zalała plik dokumentów, który trzymał przed sobą. Pod sam koniec, oparł czoło o swoją rękę, próbując dojść do najważniejszego.
Dlaczego ona mu to zrobiła.
Dlaczego.
Ona.
Siedział jeszcze chwilę na sali, nawet gdy została zarządzona przerwa. Nie miał siły się ruszyć i dopiero wtedy, gdy zrobiło się w pomieszczeniu całkowicie cicho, dochodziły do niego słowa, które zostały wypowiedziane. Wyraźnie słyszał każde pytanie i każdą odpowiedź, której udzieliła Cynthia.
Podniósł się z krzesła i pokierował się w miejsce, w którym wiedział, że spotka ją. Wyszedł z sali, trzasnął tymi ciężkimi drzwiami, nie przejmując się ludźmi, którzy siedzieli przed na ławkach, czekając na wznowienie rozprawy. Nie zainteresował go nawet oskarżony, który uśmiechał się w jego stronę.
Gdyby nie pilnujący go ludzie, to chętnie by mu przypierdolił. Ale to nie ten człowiek był problemem, tylko to co strona przeciwna uznała za najlepszą jego obronę.
Wyszedł na palarnię trzaskając drzwiami. Uniósł głowę dopiero wtedy, gdy znalazł się obok Charlotte i wyciągnął w jej kierunku drżącą rękę.
—
Daj papierosa — powiedział od razu, łamiącym się głosem. Pierwszy raz widziała go w takiej wersji, miał nadzieję, że również ostatni. Do tej pory nikt go tak nie potraktował, nikt nigdy nie sprawił, że podczas rozprawy miał dosłownie łzy w oczach.
Świetnie to sobie wykalkulowała - zniszczyła całą jego zewnętrzną skorupę, sprawiła, że jej zaufał, by ostatecznie zniszczyć go w najgorszy z istniejących sposobów. Zniszczyła to, co jedyne mu w życiu zostało - kariera i praca.
—
Nienawidzę cię — wyszeptał z nadzieją, że może jednak go nie usłyszy, ale na palarni byli sami. Nikogo innego, kto mógłby zagłuszyć jego słowa. Wbił w nią swój pusty wzrok. —
Jesteś zadowolona? Tego chciałaś od początku, prawda? — Gdyby mógł to zniszczyłby cały świat. Każdego po kolei, a na koniec powiesiłby się na tej pierdolonej lampie, która była nad nimi. —
Oszukałaś mnie, by teraz zniszczyć. Karierę będziesz miała dobrą, wszyscy się zainteresują prawniczką, która zniszczyła niepokonanego prokuratora.
Charlotte Kovalski