Bardzo chciał umieć się za to wszystko zabrać jak trzeba, ale sytuacja była nowa i niespodziewana, a do tego nie chciał by Eden czuła się nieswojo. Był starszy i miał jakieś plany na przyszłość, ale jeśli będzie musiał coś zmienić, zrobi to. Nie opuści dziewczyny ot tak, bo chce zostać aktorem. Wiedział, że w Turcji będzie łatwiej, ale nie chciał zostawiać dziewczyny samej, a tym bardziej jeśli ktoś nowy był w pobliżu. Cem bał się, że tamten będzie ważny i przez jego nieobecność, namiesza w głowie dziewczynie. Nie wiedział jaki był, co nim kierowało i czy jest zainteresowany Eden na poważnie. Chciał go poznać, by się przekonać, czy może mieć w nim rywala, czy przyjaciela.
Cem dotknął policzka dziewczyny i pogładził go delikatnie. Nie przeszkadzało mu to, że nie chciała patrzeć. Oswoi się z nim, a po jakimś czasie pewnie ją i pocałuje. Nic na siłę i zbyt szybko.
I jakoś się poświęci dla dobra ich relacji. Religia była dla niego tematem bardzo delikatnym. Wolał nie wyznawać niczego, bo tak było łatwiej. Nie chciał ranić czyichś uczuć i robić coś źle. Pamiętał jakieś słowa modlitwy, mało, ale jednak. Plus zawsze mógł posłuchać czegoś o wierze. Nie zabije go to, a nie miał w zwyczaju wyśmiewać się z wyznania wiary u innych. To była prywatna sprawa, a że on nie chciał nikogo urazić, trzymał się na dystans od tematu.
Zaskoczyło go to, że Eden nie chciała, by poznał Eliasa, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Zbiło go to z tropu, bo nie wiedział, dlaczego miałby z tym zwlekać. Przecież to nic takiego, a może sama dziewczyna czuje coś więcej niż tylko koleżeńską więź? Wolał o tym nie myśleć, ale wyraźnie był zbity z tropu i trochę się zdenerwował. Ufał Eden, ale nie wiedział, co się dzieje w jej sercu, bo nie mówiła wiele na ten temat i musiał działać sam. Poza tym zostawała ta przyjaźń z bonusem. Wydawało mu się, że powinna się cieszyć ze zmiany ich relacji, no ale nie nalegał na nazywanie tego wprost związkiem. Zależało mu na jej dobru, więc się dostosowywał, ale nie chciał też, żeby się go wstydziła przed innymi. Zasługiwała na kogoś, kto ją przytuli, wysłucha, potrzyma za rękę i gdzieś zabierze. Cem mógł to wszystko jej dać, ale ona musiała trochę wyjrzeć na świat. Wyciągał do niej swoją dłoń i gdy ją pochwyci, nie wycofa się i nie da jej zniknąć.
Co do tego, żeby robił swoje, pokiwał głową. Kiedy powiedziała, że nie biorą ślubu, wywrócił oczami i w myślach powiedział
„jeszcze nie bierzemy ślubu”. On miał poważne zamiary. Jego rodzice pobrali się bardzo szybko i wiedział, że czasem nie warto przeciągać tego, co najważniejsze. Znali się na tyle dobrze, by wiedzieć, że ta dziewczyna jest niezwykła i bardzo chciał stworzyć z nią coś pięknego i trwałego.
Ucieszył się, gdy powiedziała, że mogą się spotkać i pójść na gofry.
-
Pewnie, chętnie – powiedział poważnie. –
Możemy też pójść na dłuższy spacer? Masz jakieś plany czy będziesz się mogła wyrwać tylko krótki czas? – zapytał. Miał jej wiele do powiedzenia, poza tym lubił spędzać z nią wolne chwile i mógł się wygadać na różne tematy. Jako, że był tylko w połowie Kanadyjczykiem, były osoby, które wyśmiewały jego korzenie i nieraz słyszał, że jest terrorystą. To sprawiało, że trzymał się z dala od innych, blisko trzymając tylko tych, którzy byli w porządku. Nie lubili go, bo był dobry w sporcie, jedynie członkowie drużyn go akceptowali. Czuł się nieraz tak zupełnie niepasująco do innych, że wydawało mu się, iż tylko Eden i Emir naprawdę akceptowali go w pełni. Im nie przeszkadzało kim był, co robił, jakie miał marzenia – po prostu byli obok i się wspierali. Cem nauczony był życzliwości, chociaż jego nastoletnie lata były trudne. Przechodził okres buntu, a potem uspokoił się i znów był taki, jak dawniej – szczery, wrażliwy na piękno i empatyczny.
-
Chciałbym pójść kiedyś z tobą do kina, na co zechcesz, ty wybierzesz – powiedział spokojnie.
-
W ogóle, możemy coś porobić razem. Stęskniłem się za tobą. I chciałbym, żebyś się przyzwyczaiła do mnie jako no wiesz, przyjaciela z bonusem – uśmiechnął się łagodnie, a jego jasne oczy błyszczały wesoło, gdy tak patrzył na tę dziewczynę. Naprawdę była dla niego bardzo ważna, może i nawet najważniejsza. Patrzył na nią z takim uczuciem i ciepłem, że stopiłby niejeden lodowiec. I chciał, żeby ona kiedyś spojrzała na niego tak samo. Obiecał sobie, że będzie cierpliwy i z nadzieją będzie oczekiwać przełomu. Bez walki się nie podda, bo kochał i chciał być kochany.
eden de poesy