— Tuż to naprawdę honorowe zachowanie — zaśmiała się, choć naprawdę uważała, że przemawia przez niego odwaga. Sama raczej nie zgłosiłaby się na ochotnika, choć jeśli koło fortuny zdecydowałoby inaczej, to udźwignęłaby ciężar bycia gospodynią. Nie zmienia to jednak faktu, że wolała pomóc w organizacji niż trzymać to całe brzemię na swoich barkach.
— Teraz mamy nieco więcej obowiązków niż praca domowa, do której i tak nikt jakoś z zapałem nie leciał — stwierdziła słusznie i pokiwała z rozbawieniem głową, bo rzeczywiście, kiedyś było lepiej. Było inaczej, zgadywało się po lekcjach, ustalało godzinę i nie było szansy na wymówki… a jednak mi się nie chce, muszę jechać do weterynarza, robię nadgodziny. Smutne, dorosłe życie, z którego Camellia nie zawsze była zadowolona; ale czy miała jakieś wyjście? Mogła skończyć, robiąc w życiu coś, z czym męczyłaby się do końca swoich dni. Nawet jeśli zostawała po godzinach, to praca dawała jej satysfakcję.
— To jest bardziej pewne niż to, że spadnie śnieg — zachichotała. W końcu z tym śniegiem to była loteria — mógł być albo nie. To, że ich matki się spotkają i będą popijać grzańca, było stałym punktem spędzania świąt. Dlatego Camellia nie wykluczała spotkania w domu Walkerów, bo jeśli nie przyjdzie sama, to przywlecze się z matką, która będzie szczęśliwa. Już zresztą jest, bo wiadomość o ich reunionie szybko się rozpowszechniła.
— Nie wszystkie? Myślę, że każda jej na swój sposób świrnięta — zdziwiła się, zastanawiając się, czy któraś z dziewczyn z ich ekipy mogła być wybitnie normalna? A może któraś mu się podobała? Szybko wyrzuciła tę myśl z głowy i w ogóle nie pomyślała o tym, że mógł mówić o niej — i to nie dlatego, że nie podejrzewała go o jakieś uczucia, po prostu w tym momencie nie pomyślała, że jednocześnie krytykuje również siebie. W jej głowie wykluczyła się z tych słów, chociaż i ona miała swoje odpały. Zresztą, kto ich nie miał?
— Sugerujesz, że jestem stara? — zapytała, zdzielając go w biceps.
— Dobrze, w takim razie ty również, bo przypomnę, że nawet jesteś ode mnie starszy — rzuciła, unosząc jeden palec w górę, jakby tym chciała zasygnalizować bardzo ważną adnotację w ich małej przepychance. Czy czuła się staro? Cóż, może jedynie w momencie, gdy wstawała połamana, a po ciężkim dniu odczuwała ból w krzyżu…
— W tym momencie to kwas do kwasu. Nie wiem, czy moje kwasy żołądkowe zaraz nie postanowią tego zwrócić — stwierdziła, nie będąc pewna, jak to się skończy. Jeśli nie dziś, to miała nadzieję, że jutro rano nie będzie miała przykrych skutków ubocznych zmieszania shotów z różnych alkoholi.
— No dawaj, nie mów, że się obrażasz o coś takiego. Jesteś ode mnie większy, więc to tylko taki prezent ode mnie, żebyś mógł spróbować czegoś… nowego — próbowała wytłumaczyć się zgrabnie i była wręcz przekonana, że udało jej się to zrobić. No i dodatkowo, zamrugała słodko oczami i posłała mu swój przepraszający uśmiech, żeby nieco szybciej złagodzić sytuację, nawet jeśli kilka minut miał zamiar jeszcze udawać obrażonego.
Spiorunowała go wzrokiem, bo przeciągła odpowiedź zdecydowanie jej się nie spodobała. Nie wierzył jej? Już w głowie rozpoczynała zalążek swojego wykładu, że to ona powinna być zła, że jej rycerz nie podszedł i nie wyrwał jej z rąk jakiegoś obcego chłopa — w końcu wcześniej o tym rozmawiali. Wstrzymała się jednak z tymi słowami, nie chcąc zostać źle zrozumianą.
— No ja myślę — mruknęła, bo mimo że on się cieszył z usłyszanych słów, to ona miała sprzeczne emocje. Dlaczego w ogóle musiała mu to uzmysłowić? Znali się już długo i Camellia nigdy nikogo nie zostawiała na imprezach; może Connorowi umknęło to przez fakt, że ten okres swojego życia spędzali osobno? Dopiero po chwili dotarł do niej ten ważny fakt, więc jedynie wywróciła oczami na tę całą sytuację.
Nie oponowała na taniec i zaraz cieszyła się, że atmosfera nieco zelżała. W końcu rozładowanie emocji w tańcu wydawało się być dobrą opcją, przynajmniej w tłumie ludzi zniknęli z pola widzenia jej napastnika. Te chwilowe bliskości sprawiały, że biło jej szybciej serce i starała się zganić to na wysiłek spowodowany tańcem. Czemu jednak się oszukiwała? Wzrok innej dziewczyny na Connorze ją zdenerwował, tym bardziej jeśli próbowała zwrócić na siebie jego uwagę i nieco zaczepnie przygryzała dolną wargę. Była już gotowa podejść do niej i wyjaśnić sytuację, ale co może bardziej to naprostować, niż pokazanie swojej przewagi? Dlatego bez skrupułów zarzuciła mu ręce na szyję, tańcząc dalej i zmrużyła walecznie oczy w kierunku obcej dziewczyny, która ewidentnie fuknęła w kierunku swoich koleżanek.
— Totalnie szkolna dyskoteka — skomentowała, bo w końcu i na takich bywały podobne sytuację. Nieco czuła się jak podczas lat swoich młodości, choć wtedy nie rywalizowała o uwagę Connora — a przynajmniej aż tak. Wtedy jej uczucia kiełkowały, ale nie były dla niej jasne. Kręciła się wokół innych chłopaków, co być może było błędem. Co by było teraz, gdyby już wtedy dopuściła do siebie te emocje?
Nieco popłynęła myślami w tym kierunku i poczuła lekkie szturchnięcie, przez co zrobiła krok w tył i opuściła ręce z jego ramion. Czy było to coś nienormalnego? W końcu tak czasami się zdarzało. Normalną rzeczą było wpaść na kogoś, wymienić przepraszający uśmiech i iść dalej, ale nie w tym przypadku, bo gdy Connor odwrócił się w kierunku tamtego typa, obcy zdzielił go w nos, a Walker nie pozostał mu dłużny. Camellia wytrzeszczyła oczy i nie myśląc wiele, dość brawurowo stanęła między nimi, bo znała wystarczająco swojego przyjaciela i wiedziała, że jeśli dostanie jeszcze raz to odda po raz kolejny.
— Jezu przestańcie! — krzyknęła, na co mężczyzna spojrzał się dziwnie, gdy nagle mały płot wyrósł mu przed twarzą. Jego towarzyszka również chwyciła go pod ramię, odciągając od bójki, a Stones odwróciła się w kierunku Walkera i zbladła, widząc, że oberwał dość solidnie.
— Connor… krwawisz — powiedziała dość cicho, ale stała na tyle blisko niego, że musiał to słyszeć.
— Wychodzimy stąd — zarządziła, chwytając go za rękę i posyłając na odejściu piorunujące spojrzenie ważniakowi, który mimo że sam przytykał łapę do nosa, to głupio się uśmiechał. Przechodząc obok baru, zgarnęła kilka serwetek, które podała przyjacielowi.
— Co ja mam zrobić? Łapać taksówkę, dzwonić po karetkę? — spanikowała już na zewnątrz, totalnie zapominając, że w końcu przed sobą miała ratownika medycznego.
Connor Walker