Mogło się wydawać, że Sam postąpił słusznie, jednak ona absolutnie nie popierała przemocy i rozwiązywania konfliktów siłą. Nic dziwnego, że nie spodobało jej się, w jaki sposób Swanson pochwaliła dziewięciolatka. No i co z tego, że Zaylee wychodziła na hipokrytkę, bo przecież była równie impulsywna i niejednokrotnie omsknęła jej się ręka, czego na własnej gębie mógł doświadczyć Bobby Hackman. Ona też stanęła wtedy w obronie Eviny i swojego dobrego imienia. Najwyraźniej miały do czynienia z chłopcem, z którym łączyły je pewne wspólne cechy — wtedy, kiedy nie powinien, milczał jak zaklęty i trzeba było go ciągnąć za język, a na co dzień paplał jak najęty i szybko się odpalał, gdy coś nie szło po jego myśli. Fatalna kombinacja.
Słowa Swanson sprawiły, że Sammy wyglądał tak, jakby Dan Davis ponownie przywalił mu w twarz. Chyba spodziewał się solidnego ochrzanu, a tu takie coś. Podążał za nimi w kierunku trenera ze spuszczonym na kwintę nosem i przystanął z boku, przysłuchując się rozmowie.
Oczywiście, że Davisowie zignorowali gest powitania, na co Miller zareagowała wysoko uniesionymi brwiami. I chociaż trener Hopper już chciał wyjaśnić zaistniałą sytuację, to nie przeszkodziło ojcu Dana Davisa, aby się umyślnie wtrącić.
—
Inżynier lotniczy, Richard Davis — przedstawił się, pomimo że wcześniej nie uścisnął dłoni Swanson.
Zaylee parsknęła pod nosem. Och, a więc to jest ten moment, w którym przerzucają się tytułami?
—
Doktor Zaylee Miller — odparła, posyłając Davisowi wyzywające spojrzenie. —
Pozwolą państwo, że zanim państwa syn zwali całą winę na Sama, chciałybyśmy najpierw poznać wersję trenera — zaznaczyła, bo już wiedziała, jak to będzie wyglądać. Przeklęty Dan będzie szukał różnych sposobów, byle tylko wpakować Młodego na minę, a jego rodzice bez wątpienia kupowali cały ten stek bzdur.
Trener Hopper odchrząknął nieśmiało, wyczuwając wiszące w powietrzu napięcie. Nie dało się ukryć, że atmosfera nie sprzyjała temu, co chwilę wcześniej wydarzyło się na boisku. Zresztą wystarczyło tylko popatrzeć na Miller — jej twarz wyrażała opanowanie, ale oczy aż iskrzyły.
—
Nie słyszałem, o czym chłopcy rozmawiali, ale podczas wykonywania rzutów karnych Sam niespodziewanie rzucił się z pięściami na Dana — wyjaśnił, na co Sammy aż się poderwał.
—
Bo mówił niemiłe rzeczy!
—
Hej! — Zaylee uciszyła go spojrzeniem, aby trener Hopper mógł kontynuować.
—
Dan nie pozostał bierny, stąd to podbite oko i rozcięta warga — wskazał podbródkiem na Samuela. —
Dlatego nie mam pojęcia, co właściwie tam zaszło, bo ich tłumaczenia zupełnie się różnią. Dan twierdzi, że nic nie zrobił, natomiast Sam uważa, że Dan wygadywał paskudztwa, ale nie chciał dokładnie zdradzić jakie.
—
My wiemy — zapewniła Miller, jednak jej słowa najwyraźniej nie spodobały się żonie Richarda Davisa.
—
Nasz Danny nic nie zrobił — zastrzegła natychmiast. —
To ten mały dzikus...
—
Alice... — pan Davis popatrzył znacząco na żonę.
—
Samuel rzucił się na mojego chłopca — zreflektowała się, choć Zaylee była naprawdę o włos od tego, żeby powiedzieć na głos co myśli o wcześniejszym określeniu.
Zagryzła policzek od środka i wymieniła z Eviną szybkie spojrzenie. Tylko to powstrzymało ją od wybuchu złości. Wiedziała, że każdy podobny napad furii jedynie przysporzy im kłopotów i oddali od adopcji Sama.
—
Proszę tylko spojrzeć na Danny'ego — złapała dzieciaka za gębę i przekręciła ją w stronę kobiet. —
Przecież on złamał mu nos!
—
Nie jest złamany — stwierdziła od razu Miller.
—
Nie może pani tego wiedzieć!
—
Mogę i wiem — wzruszyła ramionami, lustrując wzrokiem zabrudzonego krwią dzieciaka. Zadziwiające, że oberwał od takiego chuderlaka jak Sammy. —
Dan — zwróciła się bezpośrednio do chłopca, który patrzył na nią z udawanym grymasem bólu. —
Zechcesz powiedzieć rodzicom, co takiego wygadywałeś o Samie? No wiesz, o tym, że nie powinien grać w piłkę, tylko dlatego, że jest z domu dziecka. A i jeszcze, że nie powinnyśmy go adoptować, bo posiadanie dwóch matek jest... Czekaj, jak to ująłeś? Nienormalne. Takie wartości przekazują państwo swojemu synowi? — oderwała wzrok od wyraźnie przestraszonego młokosa i wlepiła je w Davisów, którzy aż zaniemówili z wrażenia.
—
Danny nigdy nie powiedziałby czegoś takiego — odparł szorstko Richard. —
Prawda, Dan? — na potwierdzenie jego słów, smarkacz pokręcił pospiesznie głową.
—
Swoją drogą, muszą panie przyznać, że to nie jest do końca normalne — odezwała się Alice. —
Dwie kobiety i dziecko, przecież to wszystko jest wbrew wszelkim założeniom.
Zaylee wciągnęła powietrze przez nos tak gwałtownie, że prawie się nim zachłysnęła. Szybko spojrzała na Swanson, oczami dając jej do zrozumienia, że jeśli nie zainterweniuje, to ona naprawdę powie o kilka słów za dużo.
Evina J. Swanson