-
W tych czasach wieża, to jest wiesz... mój penthouse. Jest na szczycie? Jest, więc pasuje - stwierdził, kiedy tak mu zarzuciła, że by jej nie zabrał do siebie. Zabrałby. Nie raz już jej to proponował, tylko, że Pilar chyba wiedziała, zdawała sobie sprawę, że piękny apartament Galena Wyatta działa na wyobraźnię. Marmurowe blaty, wielki prysznic i ta panorama Toronto rozciągająca się u stóp. Wszystko było na swoim miejscu. Ciężko było się oprzeć. Galen też doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
-
Powieszę go na ścianie, albo sobie poskładam i będę nosił zawsze przy sobie, żeby wszystkim go pokazywać. Dyplom dla Galena Wyatta za bycie grzecznym - uśmiechnął się delikatnie. Ostatnia rzecz za którą Galen mógł dostać dyplom. Bo on był... poukładany, to dobre słowo, taktowny. Wyważony. Ale grzeczny to nie tak do końca, chociaż... ostatnio może bardziej? Może rzeczywiście rzadziej miał okazję pokazać się z tej zadziornej strony? Mniej rozbijał się drogimi samochodami i mniej umawiał z modelkami, tylko po to, żeby je zaliczyć.
-
Spróbuję - odpowiedział z równie nonszalanckim uśmiechem, ale tylko tyle. Bo na pewno Galen jeśli spróbuje to zrobi to z zaskoczenia.
Nic nie powiedział na to, że głupszego powodu nie słyszała, bo może on był rzeczywiście głupi? Może jednak powinien jej powiedzieć, że boks wymienił na jogę, bo wpadła mu w oko instruktorka? A potem to już zostały mu tylko te poranne przebieżki i siłownia, bo jednak zamiast boksu to on szedł do klubu i cały weekend się bawił z jakimiś gwiazdeczkami. A jak ustaliliśmy nie bił kobiet. To gdzie tam miejsce na boks? (
Madox to jeszcze by to pewnie jakoś połączył)
Zdecydowanie ta adrenalina miała jednak sporo do rzeczy, bo właśnie w jej przypływie Galen walnął Seeleya, co prawda tam jeszcze było zdecydowanie za dużo whisky, a do tego jeszcze on przecież podważał dobre imię Pilar…
A potem dostał Ryan, który obrażał Cherry. Może Galen to jednak tylko umiał komuś dać w zęby w obronie kobiety? Która coś dla niego znaczyła?
-
No bo ja właśnie na poduszkach ćwiczę, czasem rykoszetem oberwie Cherry - rzucił w odpowiedzi na jej słowa, ale prawda jest taka, że jakby kopnął Cherry, nawet nieumyślnie, niechcący, to już by mógł pakować walizki. Tak to widział, a jakby jej powiedział, że chciałby z nią potrenować kopniaki, to jeszcze by mu zamówiła wizytę u psychiatry, albo od razu niebieską kartę. Zależy jaki by miała humor.
Oczywiście rady Pilar wziął sobie do serca i nawet spróbował inaczej ten ciężar ciała rozłożyć bujając się na stopach do tyłu i do przodu.
-
Nie wiem... - stwierdził jednak, bo to mu jakoś nie wychodziło, chociaż się starał. Dopiero kiedy Stewart wspomniała o tym uderzeniu przez Milesa, to wbił w nią znowu niebieskie tęczówki.
-
Akurat ten Twój partner to chyba nadrabiał dużo wyglądem - bo był zdecydowanie większy od Wyatta z tymi swoimi prawie dwoma metrami, i tylko te oczy oni mieli podobne, intensywnie niebieskie -
bo bił jak baba - powiedzmy. A Miles to akurat też by tutaj Galena poskładał w dwie minuty i nawet pewnie mógłby sobie urządzić jakiś sparing z Pilar. Pewnie nie tak ognisty jak taki jeden mafiozo, ale zawsze coś. No i nie bałby się jak Galen. No i też… Pilar już mu pokazała jak się biją baby, aż mu szczęka opadła zresztą.
-
To jednak dobrze, że ty tego nie zrobiłaś... Wiesz jak się na mnie patrzyli jak z tym podbitym okiem wróciłem z przesłuchania... Jakbym te kontenery to sam sobie sprowadzał - no tak, a jednak Wyatt wtedy podniósł wysoko głowę i szedł przez Northex, i walczył. Bo on jednak trochę umiał walczyć, jak lew, ale nie pięściami.
Oczywiście, że Pilar wierzył, bał się jej, trochę... Ale też jeśli chciałaby go zbić, to zrobiłaby to wtedy za Cherry, a nie zrobiła. A spotkała się z nim teraz. Pomimo Cherry.
Aż te jego niebieskie tęczówki spoczęły znowu na jej pięknych, brązowych oczach, a Wyatt nabrał powietrze w płuca i dopiero kiedy kazała mu się ustawić, to je wypuścił. Stanął tak jak mu kazała, a później wszystko korygował zgodnie z jej poleceniem.
-
Tak dobrze? - zapytał przenosząc ten ciężar na nogę z tyłu, tak jak poleciła. Galen może i czasem bywał uparty, ale jednak szybko wszystko łapał, bo on rzeczywiście się na tym skupiał. Chociaż teraz było to utrudnione, kiedy Pilar znowu znalazła się tak blisko niego.
Starał się jej słuchać, starał się patrzeć i ustawić dokładnie tak jak mu poleciła. Ale kiedy tak prawie go kopnęła, to on się znowu jakoś przesunął i od nowa łapał tę pozycję. Jednak wymierzył, spróbował zgodnie z tymi wskazówkami, tak jak potrafił najlepiej, ale no sam czuł, że to nie to, chociaż teraz przynajmniej utrzymał równowagę, a nie zachwiał się na worek zaraz po ciosie. Spróbował drugi raz, trochę luźniej, bo za pierwszym jakoś bardzo się spiął. A w końcu trzeci, już z tą stopą odwracającą się na bok, ale jednak to wciąż nie to.
-
Nie wiem o co ci chodzi Pilar - rzucił tylko, bo naprawdę nie wiedział, nie czuł tego, a kiedy mu kazała obrócić to biodro, to machnął nim jakoś w cały świat. Bo Galen to jednak wcale nie był jakimś tancerzem salsy i to machanie bioderkami mu nie wychodziło tak, jak niektórym. On raczej tańczył walca, a tam się wcale niczym nie macha. Westchnął ciężko i utkwił spojrzenie w tych jej biodrach, które obracały się wystarczająco, ale rzeczywiście on tego nie widział. Bo może się wtedy patrzył na jej pośladki? Nie, no nie patrzył się, ale i tak nie załapał.
Kiedy go zawołała to oczywiście przyszedł, stanął za nią, ale się spodziewał bardziej, że ona mu się znowu każe przyglądać, więc nawet się trochę pochylił do przodu, a wtedy ona już złapała te jego ręce, a później to rzeczywiście wzięła go z zaskoczenia, i kiedy tak uderzył o nią z impetem, to aż wypuścił powietrze z płuc prosto na jej kark. I już nawet otworzył usta, żeby coś powiedzieć, że jak zwykle delikatnie, ale ona wtedy ułożyła jego ręce na swoich biodrach. Wbił palce w tą jej skórę, ale lekko, na tyle, żeby czuć pod opuszkami te mięśnie, a jednak, żeby nie sprawiać jej bólu. Przesunął tymi delikatnymi prezesowskimi opuszkami palców po jej nagiej skórze, ale tylko tak, żeby rzeczywiście ułożyć jej w odpowiednim miejscu, w tym, w którym czuł ten ruch mięśni. W idealnym.
A kiedy kazała mu się skupić, to znowu nabrał powietrze do płuc, mocno, aż mogła poczuć to na swoich plecach, jego unoszącą się do góry klatkę piersiową i serce, które biło równo, miarowo. Zaciągnął się zapachem jej perfum, jej ciała, aż głowa lekko mu opadła nad jej ramieniem, ale wciąż się skupiał. I teraz to poczuł. Poczuł jak te jej mięśnie pracowały przy tym kopniaku, ale poczuł też coś jeszcze.
-
Czuję... - mruknął w jej kark, a kiedy wykonała ten kolejny kopniak, i kiedy w końcu opadła na niego, tak, że znowu z powodzeniem czuła na plecach, jego tors, to Wyatt przesunął palcami wyżej na jej brzuch podwijając materiał koszulki, zatrzymując palce dopiero pod jej biustem, te chłodne delikatne paluszki. Tylko, że zamiast posunąć się dalej, to on zaraz te ręce przesunął na jej plecy, żeby ją od siebie odsunąć. A później jeszcze musnął jej skórę w talii, równie delikatnie i ustawił ją z boku.
-
Teraz ja - rzucił z tą typową pewnością siebie, tym tonem wielkiego prezesa Galena Wyatta, a nie tego dzieciaka. A później znowu się ustawił odpowiednio, ciężar ciała, przesunięta noga, wymierzył piszczelem i się zamachnął, i wymierzył ten cios z biodra, tak jak chciała, bo już wiedział jak, jak się odpowiednio skręcić. Może nie było idealnie, ale na pewno lepiej. Złapał worek, żeby go zatrzymać, a potem ustawił się znowu i znowu się zamachnął, i kopnął. Ale tym razem to już włożył w to więcej siły, i trochę tego ognia, którego tak chciała. A który Galen też gdzieś tam nosił, może na dnie duszy?
-
To może teraz coś z obrony? - zapytał odwracając się do niej szybko, za szybko, bo kiedy on kopnął ten worek, a tamten poleciał prawie do ściany, a później wrócił, to Galen nim dostał, w plecy, aż stęknął, a przede wszystkim to się zatoczył, tak się zatoczył, że na Pilar. Mocniej niż by chciał. I ona też nie zdążyła zareagować, bo polecieli do przodu. Dobrze, że na matę i dobrze, że Galen podparł się trochę ręką, ale i tak wylądował na Stewart.
Pilar Stewart