29 y/o
For good luck!
197 cm
dumny właściciel i czekoladnik w SOMA Chocolatemaker
Awatar użytkownika
I'm not a violent dog.
I don't know why I bite.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Felix nawet nie rozwinął tematu, mimo, że w czasie ich bardzo krótkiej znajomości dał się raczej poznać od strony człowieka wtrącającego do wszystkiego swoje zbędne trzy grosze. Był zbyt pochłonięty pochłanianiem - kurczaka, widokiem turlającego się po betonie Vincenta i towarzystwa per se - by narzekać. Kamiński może i nie był kwintesencją klasy, żartu na przysłowiowym poziomie czy subtelności, ale Hathaway również nie był, więc ścieranie się z nim ostrymi krawędziami, od jakich większość ludzi o zdrowym rozsądku trzymała się z daleka sprawiało mu w jakimś stopniu przyjemność. Miło było choć raz na jakiś czas nie przejmować się by ktoś nie poczuł się urażony bezpośredniością czy zbyt dosadnym językiem.
Pokiwał głową, jakby faktycznie TA Nancy miała wyrosnąć w wyobrażeniu Remigiusza jako twór z krwi i kości, coś więcej niż blady zlepek pojedynczej historii i imienia, przyćmiony rozleniwiającym jedzeniem oraz ogólnym, ciągnącym się za nim od tygodni zmęczeniem.
Złapany na niejednoznaczności Felix na chwilę wstrzymał rękę z widelcem wetkniętym w curry, obrócił głowę i uniósł zdawkowo brew, uśmiechając się przy tym tak płasko i blado, że gdyby nie parujący z niego pracoholizm odbierający ofiarę w postaci niedospania i poniekąd opóźnionych reakcji, można by to było uznać za przejaw politowania.
Oh ah, więc to już...? 一 Kąciki ust podskoczyły mu nieco wyżej zdradzając, że nawet on miał jakieś poczucie humoru. Wierzchem dłoni otarł sobie smugę sosu z brody i raz jeszcze zerknął na Kamińskiego z góry, tym razem wyłącznie dosłownie. Przez moment ważył coś na języku, mieszał z ostrością po curry i debatował wewnętrznie nie do końca przekonany, czy to co zamierzał powiedzieć nadawało się jeszcze na godny finisz dla nie do końca poważnie sformułowanego pytania. 一 Mam zawiasy, więc jakbym miał komuś obić mordę to na pewno nie za taką pierdołę.
Coś żywiej i weselej mignęło mu w ciemnych oczach, jakiś przygaszony, ale wciąż obecny ognik tlący się od środka. Widocznie życie w cieniu ryzyka poważniejszej odpowiedzialności karnej nie spędzało mu snu z powiek, w przeciwieństwie do wyliczeń i tabelek, jakie uśmiechały się do niego z każdego kąta gabinetu. I może - ale tylko może i tylko trochę - Felix zwyczajnie nie żałował.
Odruchowo przekrzywił głowę, odchylił się nieco i zerknął znacząco na kieszeń, w której wedle narracji Kamińskiego spoczywał scyzoryk. Hathaway zmarszczył brwi niespodziewanie tym faktem rozbawiony, parsknął nawet suchym, gardłowym śmiechem drażniącym piekące od curry gardło po czym sam oklepał się po kurtce. Z jakiegoś zakamarka od strony podszewki wyciągnął własny nóż motylkowy, który rozłożył i obrócił dla efektu na kilku palcach. Zaraz go jednak złożył i postukał się nim w kolano.

Jak będzie trzeba to dopilnuję żebyś mnie nie wychujał i sam zadbam o ewentualne rozpraszacze.
Nie skomentował tego, jak podobni byli gdzieś pod warstwą oczywistych, widocznych na pierwszy rzut oka różnic. To się czuło, a nie wyciągało na wierzch, sądził zresztą, że Kamiński też wiedział.

Nie negocjuj z terrorystą. Rozbestwisz go kurwa jak dziadowski bicz i zacznie się pchać do środka 一 upomniał go ze zrezygnowaniem, bo miał wrażenie, że Remigiusz i tak zrobi po swojemu tam, gdzie nie zaznaczono kategoryczności zakazu. Właściwie to im głębiej w las tym Felix miał coraz większe przekonanie, że w kontekście tego człowieka tak abstrakcyjne pojęcie w ogóle nie miało prawa bytu.
Odszturchnął go w ramię, bardzo dojrzale, tak, jakby Kamiński zainicjował jakąś reakcję łańcuchową na jaką należało odpowiedzieć tym samym, intuicyjnie i prosto, może boleśnie bez zamierzenia, jako że to nie on miał posiniaczone, podpuchnięte żebra.
Przez kolejnych parę minut jedli w ciszy, wybierając ze spodu ostatnie kawałki kurczaka, większe porcje warzyw i ciekawsze kęsy, z Vincentem zwiedzającym nowy karton otwarty zapraszająco, pusty po tym, jak Felix rozpakował z niego parę godzin wcześniej liofilizowane owoce. Pudełka nie grzały już dłoni, słońce przelało się za obrys pobliskiej kamienicy, ale wciąż czuć je było w powietrzu, kojąco statycznym i pachnącym znajomo tym samym od wielu lat. Spędził tu dość czasu by móc to stwierdzić, znał tor wędrówek słońca poprzez przesmyk między budynkami, układy gwiazd rozpinających się wysoko nocami i kojarzył każdą cegłę, łącznie z tymi, które pokrył świeży mural Kamińskiego.

Zajmujesz się czymś jeszcze? Wiesz, poza... 一 Znacząco wskazał brodą na kwiaty wymalowane po lewo, bez krzty kpiny czy typowego dla nieszczerych small talków anemicznego pseudozainteresowania. Był otwarcie i w miarę nieinwazyjnie ciekaw, przyjmując brak odpowiedzi za opcję, choć liczył na jakiś łut szczerości skoro nie dalej jak parę minut temu Kamiński niemal przeprowadził szarżę na jego nałogowe grzebanie w papierach w teoretycznym czasie wolnym.


Remigiusz Kaminski
default (dc: default_1010)
Completely ruthless when pissed off
27 y/o
For good luck!
182 cm
mechanik w Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
It goes, all my troubles on a burning pile
All lit up and I start to smile
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyzwyczajony do poruszania się wśród ludzi zbyt narwanych, agresywnych i nieszczególnie nadających się do funkcjonowania w społeczeństwie, do których sam zresztą należał, wspomnienie o pierdole niedostatecznej do bójki wydało mu się prawie tak samo zabawne jak nowa informacja na temat mężczyzny dokarmiającego go niczym bezdomnego kota. W jego codzienności rozbite nosy i podbite oczy zarabiało się za spojrzenie na kogoś krzywo, albo za przejście złą stroną chodnika, a wykręcenie jakiemuś chłystkowi nadgarstka i danie mu przywitać się z bliska ze ścianą budynku było ceną nawet za szturchnięcie go ramieniem, kiedy miał gorszy dzień. Fakt, że większość jego aktywnych konfliktów wywodziła się z kwestii trochę bardziej spornych niż graffiti, nie zmieniał faktu, że wyciągając puszkę farby zawsze w pewnym sensie liczył się z szansą na dostanie w ryj. Tak jak kiedy prychnął z rozbawieniem w resztkę swojego obiadu i spojrzał na mężczyznę by dosadnie dać mu znać, że nabija się właśnie z niego.
- Za co cię ujebali? - dopytał bez najmniejszego znaku, że ta informacja cokolwiek dla niego zmieniała. Poza daniem mu swoistej amunicji. - Za wolno biegasz? - dorzucił, odsuwając na schodek niżej opróżnione pudełko i rzucając Felixowi rozbawione spojrzenie z dołu, po czym sięgnął do kieszeni po paczkę fajek. Tym razem spomiędzy niechlujnie zwiniętych papierosów wysunął skręta, którego odpalił na trzy próby ledwo zipiącą, plastikową zapalniczką, a po zaciągnięciu się nawet uprzejmie wyciągnął rękę w stronę nowego znajomego.
Popisówka nożem, jak i idąca w parze deklaracja, wyciągnęły z Kamińskiego pytające uniesienie brwi i krzywe spojrzenie na siedzącego obok faceta. W milczeniu wychylił się w tył by oprzeć się łokciem o najwyższy stopień krótkich schodów i spojrzeć w górę, na rozproszony dym uciekający w stronę czystego błękitu.
- No już już, nie zrób sobie krzywdy - mruknął, łagodnie rozbawiony samym faktem, że ten wyjął ostrze, jak i tym, że musiał stłumić własną chęć zrobienia tego samego. Zamiast pójść w stronę porównywania kutasów obrócił w palcach niebieską zapalniczkę w niegdyś białe, teraz starte i wyszarzałe, chmurki, nadusił przycisk i skupił wzrok na płomieniu podskakującym i bujającym się wraz z ruchem powietrza w spokojnym zaułku.
- Mówisz to tak jakby to był mój problem - odparł, niewiele robiąc sobie z utrudnień jakie mógł wprowadzić do życia Felixa i jego pracowników, kiedy zostawi ich na pastwę żebrzącego kota. Odprowadził czworonoga wzrokiem, zadowolony, że przynajmniej przestał zamęczać jego. Nigdy nie miał szczególnie bliskiego kontaktu z żadnym czworonogiem i wciąż były to dla niego kolejne stworzenia, z którymi zdarzało mu się co najwyżej koegzystować. Nie wiedział jak działały, czego potrzebowały, czasem jakiegoś pogłaskał, a mając jedzenie pod ręką raczej nie miał problemu się nim podzielić i jakoś dawał radę zachować z nimi pokój. Z psami było gorzej. Oboma rodzajami.
- Poza graffiti? Nie, całe moje życie skupia się na malowaniu ścian, za które nikt mi nie płaci, i żywię się pierdolonym powietrzem - rzucił, przewracając oczami i chowając zapalniczkę z powrotem do kieszeni. Swego czasu oddałby nerkę za taką egzystencję, za możliwość spędzania każdej minuty dnia i nocy na mieszaniu kolorów i rozbijaniu dołującej szarości miasta własną wizją artystyczną, bez potrzeby martwienia się o rachunki. Od tego czasu dorósł na tyle by wrócić na ziemię i znaleźć sobie coś, co faktycznie lubił, a co było w stanie utrzymać go na powierzchni. - Robię w warsztacie w Scarborough. Naprawię ci wszystko co ma silnik i przynajmniej dwa koła, jakbyś potrzebował wymiany oleju to wiesz gdzie mnie znaleźć - ostatecznie odpuścił sobie sarkazm i zasalutował mu dwoma palcami. - A jak wkurwia cię jakiś sąsiad to wiem co wykręcić, żeby utrudnić mu życie, ale to za dodatkową opłatą - dorzucił z krzywym uśmiechem, kciukiem zdrapując sobie z palca wskazującego kropkę zielonej farby. - A ty robisz coś poza tym? - odbił piłeczkę, wskazując głową w tył, na budynek przy którym siedzieli. Na ten moment wywnioskował, że typek mało spał, siedział w robocie po nocach i nie potrafił oderwać się od papierów, ale między tym wszystkim znalazł okazję na złamanie prawa, więc może nie prowadził aż tak tragicznie nudnej egzystencji.

Felix Hathaway
29 y/o
For good luck!
197 cm
dumny właściciel i czekoladnik w SOMA Chocolatemaker
Awatar użytkownika
I'm not a violent dog.
I don't know why I bite.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Skończył rozprawiać się ze swoim kurczakiem niedługo po Kamińskim, ale w przeciwieństwie do niego nie zostawiał pudełka byle gdzie. Vincent nie byłby zachwycony po wylizaniu resztek ostrego sosu.
Hathaway rozprostował nogi przeciągając je przez niższe stopnie, obiema dłońmi oparł się o ten, na którym właśnie siedział i odchylił głowę w tył udając, że musi sobie przypomnieć. W gruncie rzeczy zastanawiał się tylko, czy miał ochotę wchodzić w taką prywatę z kimś, kto najpierw pytał, a później udawał, że odpowiedź ma w dupie.
Nie, przeciwnie 一 mruknął wymijająco, słuchając przez moment charakterystycznego klikania zapalniczką. Odruchowo ręka pomknęła mu do jednej z kieszeni, ale zanim zaproponował mu swoją, Kamiński zdążył poradzić sobie bez wsparcia. 一 Na nieszczęście dla tej smętnej pizdy, która przyjebała się do mojej siostry, właśnie za szybko.
I właściwie sprawa może rozeszłaby się po kościach (sic!) gdyby nie to, że złamany trzon żuchwy, przegroda nosa, lewy obojczyk, dwa żebra i łąkotka w prawym kolanie przypadły w udziale jakiemuś bananowemu dzieciakowi. Pamiętał rozprawę, apelację, którą niczego nie wywalczył, gustowną bransoletkę, którą nosił do zeszłego roku i odszkodowanie, za które odbił sobie gdy tylko ściągnęli mu lokalizator.
Auto było warte grubo ponad kwotę, jaką gówniarz wyszarpał mu przed sądem, a płonęło niezwykle widowiskowo.
Gdy tylko Kamiński wspomniał o warsztacie, Felix momentalnie obrócił głowę - aż coś niezdrowo chrupnęło mu w karku - i spojrzał na niego w taki sposób, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Spodziewał się... właściwie, to nie wiedział czego.

Z sąsiadem sobie poradzę, dzięki, ale w sumie sprawdzony mechanik to już co innego. Sprawne ręce, hmm?
Nie do końca było jasne, czy Hathaway wyskakiwał z takimi dodatkami świadomy ich dwuznaczności czy nie, ale jeżeli tym razem podtekst był niezamierzony, to albo złapał się na nim po czasie albo stłumione w zwiniętą pięść parsknięcie śmiechem przyszło z jakimś jet lagiem.

Mam zabiedzonego Chevroleta, klekot starszy od nas obu, ale to porządny samochód. Może nie ma podgrzewanej tapicerki, ale jeździ i da się go odpalić z kabla na upartego, nie ma tej pierdolonej elektroniki, czujników, żaden automat, manual. Przydałoby się do niego zajrzeć, mógł trochę... przyrdzewieć 一 rzucił prosto przed siebie, nawet nie patrząc na Kamińskiego zaznającego ostatnich chwil kąpieli słonecznej i nikotyny na schodach. Co by nie było, kochał swojego pickupa i był do niego przywiązany nie tylko przez wzgląd na wylistowaną praktyczność.
Zapytany w ramach odwetu o to samo, Felix podrapał się pod szczęką próbując znaleźć na przestrzeni ostatnich tygodni coś, co nie kwalifikowałoby się pod dosłowne życie dewizą part of the ship, part of the crew i niestety, nie znalazł zbyt wiele.
Przesunął palcami po swojej dolnej wardze - zatrzymał się na moment w znajomym miejscu, tam, gdzie dolną wargę przecinała wąska, ledwo widoczna blizna - i mruknął wpierw coś niekomunikatywnie.

Niańczę siostrzeńca, pięciolatki to niekończące się źródło energii i entuzjazmu w szalonych proporcjach. Nie nadążam, ale dopóki pod koniec mojej warty mieszkanie stoi i dzieciak żyje, to jest sukces.
W skupieniu oderwał jedno skrzydełko z wieczka swojego pudełka po curry i po otarciu smugi sosu kantem dłoni, dla zajęcia czymś rąk (skoro nie miał przy sobie żadnego skoroszytu i wyliczeń do przeprowadzenia) zaczął składać z kartonika upośledzonego kota z origami. Robił to niegdyś nałogowo, z biletów autobusowych, tych z metra, z ulotek zagarniętych po drodze i z przedawnionych bonów rabatowych, zanim wchłonęła go SOMA, zanim przytulił jakikolwiek grosz i potrzebował sposobu na szybkie wytłumienie kotłującej się w nim wściekłości.
Te z cienkich serwetek w barach, w jakich dawniej przesiadywał z laptopem i ślęczał na wszystkich stronach zrzeszających John Doe z sąsiadujących stanów, niestety nie utrzymywały kształtu, służyły natomiast doskonale jako podkład do notatek.

Okay, chyba wywietrzało. Zrobię ci jeszcze herbaty żebyś nie siedział o suchym pysku bo wstyd, a ty nie będziesz mi się wpierdalał w podliczenia. To mnie uspokaja i działa kurwa terapeutycznie, cokolwiek o tym myślisz.


Remigiusz Kaminski
default (dc: default_1010)
Completely ruthless when pissed off
27 y/o
For good luck!
182 cm
mechanik w Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
It goes, all my troubles on a burning pile
All lit up and I start to smile
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poruszenie tematyki konfliktów z prawem nawet mu się podobało, a przynajmniej Felix zyskał w jego oczach kolejną płaszczyznę i to taką, do której mógł się trochę bardziej odnieść. Od najmłodszych lat niewiele robił sobie z zasad utrzymujących społeczeństwo w ryzach, a rozbrajanie kłódek i myszkowanie po piwnicach sąsiadów bawiło go znacznie bardziej niż plastikowe samochodziki. Z czasem było tylko lepiej, gdy do listy zaczęły dochodzić uszkodzenia mienia publicznego, co sam wolał nazywać sztuką, także w formie rozpalania drobnych pożarów w osiedlowych kontenerach na śmieci. Sprawa utrudniła się wraz z wiekiem, kiedy "boys will be boys" zmieniło się w pierwsze wpisy w kartotece i wizyty na komisariacie, skąd musiała odbierać go zawiedziona matka. Policjanci grozili mu paluszkiem, rodzice mieli własne sposoby na próby wprowadzenia dyscypliny, koniec końców jednak nauczył się lepiej ukrywać, szybciej biegać, wyjeżdżać poza granice miasta by mieć więcej swobody, a aktualny biznes na boku wymagał od niego by za nic nie dał się znowu złapać, bo tym razem skończyłoby się to gorzej od dostania linijką po nadgarstkach. To był jednak jego świat, coś co rozumiał, stąd rzucił mu nawet zaciekawione spojrzenie, które uciekło z bok gdy tylko do zestawu dołączyło wspomnienie o siostrze. W aktualnej sytuacji szybciej wylądowałby za kratkami przez wpakowanie się w bójkę z własnym bratem, niż w jego obronie. I nie miał nawet wątpliwości kto by ją zainicjował.
- Ach, mój błąd, nie wiedziałem, że rozmawiam z takim pierdolonym bohaterem - odparł z nieopanowanym sarkazmem. Zakręcił w palcach zwiniętą bibułkę rozlewającą w najbliższej okolicy słodkawy dym. - Ile lasek wyrwałeś na tę historię, hmm? - dodał, wyraźnie nie mając zamiaru dopytywać o szczegóły całego zajścia. Nie chciał myśleć o tym dłużej, bo przypominało mu to o własnej rozbitej rodzinie i fakcie, że wszystko to było z jego winy. Przez te odchyły odróżniające go od reszty, a których w sobie nienawidził. I słusznie, patrząc na to dokąd go doprowadziły.
Uniósł pytająco brew na nagły wzrost żywego zainteresowania swoją osobą, powoli wypuszczając dym i przewracając oczami na pytanie, które słyszał już setki razy, gdy wspominał o majsterkowaniu, rzeźbieniu czy otwieraniu zamków wsuwką. Jak chcesz możemy to sprawdzić - odpowiedział mu we własnej głowie.
- Mhm, i chcesz żebym do niego zajrzał czy liczysz, że sam się zaoferuję? - upewnił się, jako że sam opis jego na wpół sprawnego samochodu nie wystarczał by Remik rzucił się na opcję wpakowania mu się pod maskę. Zdecydowanie było to w zakresie jego ekspertyzy jak i sympatii, w odróżnieniu od tych najnowszych modeli odmawiających współpracy przez brak aktualizacji oprogramowania, jednak nie miał w zwyczaju skakania na okazję dodatkowej roboty. No, za wyjątkiem malowania ścian, to robił w wolnym czasie bez opłat i najmniejszego narzekania.
- Tego od dinozaurów? Weź następnym razem spytaj w jakich kolorach go chce, ułatwi mi życie - mruknął, chętny na wzięcie chociaż jakichś wskazówek, jako że właściciel przybytku był w tym temacie odwrotnością przydatności. Jak po wszystkim śmie jakkolwiek skrytykować chociaż jeden element projektu, Kamiński był gotowy odgryźć mu głowę.
- Właśnie widzę, jebana oaza spokoju - parsknął na jego tłumaczenie się z metod spędzania czasu wolnego. Aktywnie przeszkadzał mu w robocie i nie zamierzał przestać tego komentować, jednak nie spodziewał się, że tak go to ruszy. Zgasił resztkę skręta o schodek i wrzucił go do pustego pudełka do curry, po czym zebrał oba i przeszedł się z nimi do stojącego kawałek dalej kontenera. Uznając przerwę za oficjalnie skończoną, podążył do środka za Felixem, po drodze jeszcze raz schylając się by podrapać kota za uszami.
Mając już w miarę sensowny plan działania, od wejścia naciągnął maseczkę na twarz i wrócił na porzuconą wcześniej drabinę bez potrzeby patrzenia na ścianę przez kolejną godzinę w oczekiwaniu na inspirację.
- Jutro mogę tu wrócić, ale dopiero po robocie. Jak odpuścisz sobie włączanie alarmu to nie musisz tu ze mną siedzieć - zaoferował mu wolny wieczór, co prawda w zamian za odrobinę zaufania, że nie puści mu cukierni z dymem. Istniała na to pewna szansa, ale niska, jako że nie dał mu jeszcze żadnego powodu do skakania w tak drastyczne środki. - Chyba, że tak bardzo chcesz mnie zobaczyć - dodał, zerkając przez ramię z rozbawieniem. Osobiście nie narzekałby na towarzystwo, jednak nie było opcji by zamierzał przyznać to na głos.

Felix Hathaway
29 y/o
For good luck!
197 cm
dumny właściciel i czekoladnik w SOMA Chocolatemaker
Awatar użytkownika
I'm not a violent dog.
I don't know why I bite.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Z pewną dozą zaciekawienia, tak, jak zasypiający człowiek jednym okiem śledzi jeszcze relatywnie interesujący program w telewizji, Felix obserwował z boku pewien pattern, który coraz częściej zdawał się powtarzać. Kamiński najwyraźniej miał wpisany w naturę zwyczaj zagajania, dociekania, a następnie twierdzenia (lub udawania, tego jeszcze Hathaway nie ustalił na pewno), że gówno obchodzi go rezultat. Podejście do zjawiska w taki sam sposób, w jaki na ogół podchodził do zadającego taśmowo pytań Nico okazywało się bodaj najlepszym; odpowiadał, a następnie ignorował.
Jeżeli czujesz się wyrwany, to całą jedną 一 odparował z tak stoickim spokojem, że aż gryzło. Bez satysfakcji, bez złośliwości, tak, jakby stwierdzał jakąś oczywistość. 一 I wiesz, może po prostu być tak, że nie gryzę bez powodu.
Jeżeli Kamiński był rozczarowany brakiem suspensu i zaskakującego zakończenia był to jego problem; Felix nie miał zamiaru dokoloryzowywać historii tylko po to, by uczynić ją ciekawszą, niechętnie zresztą w ogóle się z niej spowiadał i o tyle, o ile jeszcze chwilę wcześniej rozważał sens zadawania pytań na jakie nie chciało znać się odpowiedzi, tak teraz zaczynał szukać w sobie powodu, dla którego zmienił przyzwyczajenia.
Może zmiękł przez to curry i odrobinę słońca.

Nie miałbym nic przeciwko. Miałem się za to zabrać w... ostatnio, ale zabrakło mi czasu, a im dłużej stoi tym gorzej.
Dawniej sam zajmował się wszystkimi naprawami w obrębie auta, poniekąd z sentymentu, po części dlatego, że nie ufał mechanikom pracującym w pachnących świeżością warsztatach, polegającym na komputerach i urządzeniach, których jego Chevrolet z pewnością nie potrzebował.

Nie wiem, może sam się tym zajmę przy świętach, to zależy jakie będzie obłożenie na... hmm? Nico chyba lubi w tym momencie fioletowy i żółty, ciężko nadążyć.
Bo jeszcze miesiąc temu, na przykład, na tapecie były organizmy morskie i poza niebieskim nie istniał żaden inny kolor. Gdyby mógł, jego pięcioletni siostrzeniec wsuwałby same borówki gdyby matka nie przemówiła mu do rozumu (grożąc, że odetnie go od czekolady, a to zazwyczaj działało).
Zgadywał, że odkąd chłopiec zaczął faworyzować żółty, na tapecie musiała być teraz kurkuma.
Puścił jego przytyk mimo uszu, samemu zbierając pudełko po curry i wyrzucając je do śmietnika przy wejściu na zaplecze. Kamiński nie wymagał kurtuazyjnego zapraszania tuzin razy w te same progi, więc Felix nawet nie kłopotał się oglądaniem przez ramię i po prostu wszedł do środka czując, że Pan Maruda i tak wałęsa się za nim. Liczył tylko na to, że z rozpędu nie wpuści kota, kiedy akurat nie będzie patrzył.



Uczepiony swojego skoroszytu jak tonący koła ratunkowego (albo raczej jak alkoholik ostatniej pełnej butelki) Felix wrócił do głównej sali z cytrynową herbatą i kolejną tabliczką czekolady. Tym razem z liofilizowaną czereśnią.
Nie wiem czy potrafię wyobrazić sobie dzień bez twojego uśmiechu i ciepłego słowa 一 sarknął cicho, ale na tyle wyraźnie by Remigiusz dosłyszał gnąc się na drabinie. Omiótł go kontrolnie spojrzeniem typowym dla starszego brata, wujka lub rodzica - chuj wie, może był każdym po trochu w zależności od tego kto pytał - a zmarszczka, jaka dotąd zniekształcała mu czoło rozprostowała się na widok poprawnie założonej maseczki.
Jutro popołudniu mam zamówienia do spakowania i nadania, więc pewnie będę się kręcił.
Innymi słowy: chcesz czy nie, i tak mnie tu zastaniesz.
Charakterystyczne skrobanie długopisem o papier rywalizowało z posykiwaniem sprayu, a Hathaway szybko dał się wchłonąć kolejnym skrupulatnie wyrysowywanym tabelkom i w skupieniu wypełniał każdą rubryczkę, jaka mu się po drodze nawinęła. Księgowy powinien być zachwycony pomimo, że wszystko będzie musiał przenieść na druk.

To nie tak, że ci nie ufam 一 odezwał się nagle, nawet nie podnosząc wzroku znad brulionu. 一 Nikomu bym na tyle nie zaufał, to miałem na myśli 一 wyklarował łaskawie, najwyraźniej w jego wyobrażeniu różnica była godna zaznaczenia. Na oślep wyciągnął rękę na spodeczek po kostkę czekolady, którą złamał w pół i zamiast włożyć sobie do ust, zamarudził tak z dłonią ograniczającą dostęp do całej reszty.
Cyferki mu nie pasowały.



Remigiusz Kaminski
default (dc: default_1010)
Completely ruthless when pissed off
ODPOWIEDZ

Wróć do „SOMA Chocolatemaker”