Fakt, może i by usłyszał. W zasadzie nie wiedziała co było gorsze, udawanie, że się czegoś nie widzi, brak reakcji czy reakcja z dupy, która niczego nie zmieniała. Chociaż to wszystko to jedno i to samo, bo nie broniło nikogo ostatecznie. Kto jak kto, ale ona wiedziała, że czasami interwencja potrafiła być zdradliwa, bo jeśli się narazisz, staniesz się nowym celem. Dlatego też wiele osób po prostu nic nie robiło, aby przypadkiem się nie narazić. Lepiej i łatwiej było po prostu siedzieć, odwracać wzrok lub zagryzać zęby.
Chyba, że było się nią. Wtedy pyskowała nawet jak obrywała po tym lodowym napojem.
Może nie miała takiego doświadczenia w tych całych imprezach, a jej styl życia nie odpowiadał typowemu nastolatkowi, ale dotrzymywała słowa oraz lubiła próbować nowych rzeczy. Dlatego też mimo dziwnego stresu, bo przecież nie była „tutejsza”, zamierzała dać szansę nowej… aktywności.
Tylko myślała, że czas na imprezie spędzi z Marvinem.
W życiu nie przypuszczała, że od początku będzie to Kross.
—
Czy ty się czasami zamykasz? — rzuciła z podobną uszczypliwością, której towarzyszył wymowny, złośliwy uśmiech na twarzy. Już weszły jej w krew te wszystkie dogryzania, a ich relacja nawet nie była zaawansowana. Niemniej wzbudzał w niej tą dziwną część, która kazała jej pyskować, chociażby dla samej zasady.
A ona zwykle uchodziła za tą grzeczną i kulturalną.
Poszła jednak za nim. Odwróciła się jeszcze wcześniej w kierunku, gdzie miał zniknąć Marvin, szukając chłopaka spojrzeniem. W tłumie nastolatków ciężko było go jednak dostrzec, co oznaczało, że albo przepadł w kuchni i się z kimś zagadał, albo miał kłopoty i ktoś go zamknął w szafie czy gdzieś. Liczyła jednak na to, że jej przyjaciel sobie poradzi, a w razie konieczności, to ją znajdzie. Jeśli będzie chciał.
Stanęła w luce między ludźmi, aby obserwować aktualną potyczkę między dwójką chłopaków. Rywalizacja była zażarta, nie mówiąc o tym, że obydwoje nie wyglądali na zbyt… trzeźwych. Ostatecznie jednak jeden z nich wygrał, a dookoła rozdarli się ludzie gratulując zwycięzcy. Zasady nie były trudne, wystarczyło trafić do kubeczka z piwem, aby twój przeciwnik je wypił. Ten kto pierwszy straci kubeczki - wygrywa.
Trzeba było mieć jednak dobrego cela, a na desce tego nie potrzebowała.
To co, Smartypants. Zagramy?
Spojrzała niepewnie w jego stronę, po czym przeniosła wzrok na stół. Coś z tyłu głowy jej podpowiadało, że to może nie być najlepszy pomysł, ale z drugiej strony…
—
Miałabym odmówić możliwości skopania ci tyłka na twoim własnym terenie? — Mocne słowa jak na kogoś, kto nigdy nie grał w beerponga, Zoe. Ale chociaż wyzwanie podjęła, aby nie było, że się cyka.
Podeszła do swojego stanowiska, gdzie ktoś uzupełniał kubeczki na pełne. Obserwowała całe przygotowanie, a także miejsce swojego przeciwnika. Kąciki ust jej drgnęły wyżej i pokręciła głową w niedowierzaniu, gdy powiedział, że nie da jej żadnej taryfy ulgowej. Nie spodziewała się, że da jej jakiekolwiek fory. Prędzej pomyślałaby, że spuści jej łomot przy wszystkich i to ona pożałuje swoich słów.
Pierwszy strzał. Tak mocny, że aż kubeczek się przewrócił, a jego zawartość została rozlana na jej ciemne spodnie. I tyle byłoby z jej czystego, imprezowego outfitu.
—
Serio? — rzuciła, spoglądając na siebie, a potem na chłopaka.
Przynajmniej ojciec się nie przyjebie, że wali alkoholem, bo pewnie i tak nie zwróci na nią większej uwagi. Nie mówiąc o tym, że raczej nie spodziewał się, że była na imprezie. Wyszła nie mówiąc gdzie idzie.
Sięgnęła po tą resztkę piwa, które zostało w czerwonym kubeczku i wypiła je, krzywiąc się nieco pod nosem. Nie była mistrzynią alkoholu. Nie miała mocnej głowy i nie piła często, więc… musiała pilnować, aby przypadkiem nie przegrać, bo to może być jej gwóźdź do trumny. Albo klucz do nowej, imprezowej Zoe.
Wzięła piłeczkę i cisnęła przed siebie, tylko że…
—
Test! To była próba, nie patrz się tak — powiedziała, kiedy pingpong odbił się za linią, nie trafiając w zasadzie w nic. Pięknie zaczęłaś, Zoe. Gdyby był tu trener, na pewno zgarnąłby cię do drużyny.
Przejęła piłkę raz jeszcze i nawet jedno oko przymknęła. Sęk w tym, że mistrzostwa na pewno nie dostanie, bo jak rzuciła nią raz jeszcze to ta odbiła się od stołu, ściany i kogoś, ale… zatopiła się w kubku przeciwnika.
Wyrzuciła ręce w górę w zadowoleniu. Jakby wszystko było dokładnie wyliczone.
—
Dawaj, dawaj, to dopiero pierwsze, a wypijesz wszystkie. — Patrzcie ją jaka pewna siebie. Gorzej jak to Marvin będzie musiał odprowadzać ją do domu, a nie ona jego.
Evander Kross