Connor uśmiechnął się gdy usłyszał, że Camellia powinna mieć bitą śmietanę u siebie - bo kako z bitą śmietaną to było coś, co Connor uwielbiał pić w zimowe wieczory.
- Prawda. To były czasy... - odparł, wzdychając cicho i wracając pamięcią do przeszłości, odtwarzając te radosne obrazy z ich dwójką oraz bitą śmietaną w buziach. Dopiero po kilku sekundach ogarnął jedną rzecz, a mianowicie, że brzmiał jak swój własny ojciec. Aż zamrugał kilkakrotnie.
- Jeny, przypomniał mi się mój ojciec, który mówił, że za jego czasów... - odparł, bo w swoich dwudziestu pięciu latach życia, wiele opowieści ojca usłyszał, rozpoczynających się od tego, co przed chwilą Connor powiedział.
Za moich czasów to zimy były o wiele surowsze. Za moich czasów nie było telefonów, tylko listy się wysyłało. Za moich czasów nie było tych wszystkich gadżetów i pierdół. Tylko praca i praca. Oj tak, Connor doskonale pamiętał te opowieści różnej treści.
Walker skinął głową, bo w sumie faktycznie dobrze było zacząć od wina a nie odwrotnie.
- Jestem na tak. Kakao połączone z winem mogłoby stworzyć... ciekawą reakcję. - stwierdził, chyba nie próbując sobie tego wyobrażać. W sensie tej reakcji rzecz jasna.
Uważnie wysłuchał słów Stones i musiał przyznać jedno - miała dobre serce i za to należał jej się ogromny szacunek.
- Powinni to docenić, bo bądźmy szczerzy, nie każdy myśli i bierze pod uwagę sąsiadów. - odparł, a ponieważ dużo jeździł, to widział i mijał przeróżne dekoracje. Jedne dające naprawdę nieźle po oczach, a inne mniej. Miał wrażenie, że niektórzy bardzo poważnie podchodzili do strojenia domów - tak, jakby istniał jakiś konkurs z niesamowitą nagrodą.
A może coś było na rzeczy tylko ja byłem niewtajemniczony.
- Ej powiedz mi... czy organizowany jest przez miasto albo osiedle konkurs na najbardziej albo najładniej przystrojony dom? - spytał, bo może Camellia coś wiedziała.
Walker parsknął śmiechem słysząc kolejne słowa Camellii.
- Jasne, rozumiem. Mógłbym ja to spróbować zrobić choć nie wiem, czy będziesz chciała, żebym je ściągał, czy nie zrobi tego któryś z Twoich braci. - powiedział, bo jeżeli dobrze pamiętał, pan Stones senior był... raczej bardzo rzadko obecny - chyba, że coś się zmieniło. Poza tym, nie mówił tego nigdy ale kilka razy było u niego słychać, jak państwo Stones się kłóciło.
- Masz dobry gust. - stwierdził z uśmiechem, a słysząc, że nie mówiła nie dolewce, uzupełnił zarówno jej jak i swój kieliszek. Potem odstawił butelkę na pobliskim stoliku.
- Oho... - aż miał ochotę zrobić rekonesans i zapytać sąsiadów po tym jak już obie panie postawią dekoracje, co o nich sądzą.
- Żartujesz... naprawdę zgadłem? - spytał, robiąc wielkie oczy i zwyczajnie nie dowierzając. On to tak o rzucił, bo po prostu jako pierwsze przyszło mu do głowy. Nie spodziewał się, że gdy przyjedzie na święta, zobaczy przed domem ogromnego mikołaja. Pardon. Dwa mikołaje.
- Zastanawiam się, skąd one czerpią inspiracje... - naprawdę go to ciekawiło.
- Aż sobie wyobraziłem ich narady. - nie wytrzymał i parsknął głośnym śmiechem.
- Godzina 1 w nocy a te dwie siedzą z długopisami i kminią, co najlepiej byłoby w tym roku zrobić. - a doskonale wiedział, że jak jego mama się na coś zafiksuje, to łatwo nie odpuszcza. Tak samo było z robotą tj. gdy się za coś brała, to musiała skończyć. Aż musiał się napić, bo na trzeźwo ciężko mu było zaakceptować wybrane przez obie matki dekoracje.
Connor wybuchnął śmiechem kiedy usłyszał w jakim programie obie kobiety powinny wystąpić. Śmiał się tak długo, że aż rozbolał go brzuch.
- Bez kitu... widzę to. - powiedział, kiedy już przestał się śmiać i próbował się uspokoić ale było ciężko.
- By to były takie gwiazdy.... show by zrobiły takie, że dużo ludzi chciałoby je oglądać. - oczywiście tak uważał sam Connor, prawda mogła okazać się inna - choć bądź co bądź, znał obie panie nie od wczoraj i ich pomysły naprawdę mogły zaskoczyć.
Posłał uśmiech w kierunku Camellii, gdy przypomniała mu gdzie się aktualnie znajdował.
- Mhm.... pierniczki. - powtórzył, choć zaraz zrobił smutną minę, bo miał już ogromną ochotę je zjeść. Szczególnie, że dzięki odgadnięciu, w nagrodę mógł zjeść ich więcej. Albo wziąć ich więcej ze sobą. No ale z tą smutną minką wyglądał jak dziecko, któremu nie pozwolono zjeść cukierka.
- A wezmę bałwana. Bałwan wybrał bałwana, hehe. - taki tam sucharek, choć w rzeczywistości nie uważał siebie za bałwana ale no, chciał wykorzystać sytuację. Tak samo jak chciał wykorzystać fakt, że Camellia stała tuż obok i stanął tak, by ich ramiona się o siebie ocierały - niby przypadkiem.
- Ładna kolekcja foremek. - stwierdził, widząc je wszystkie.
Camellia Stones