ODPOWIEDZ
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na biurku po raz ostatni zawibrował telefon, na którym widniała jedna z wiadomości tekstowych, które wymieniała tego dnia ze Scottem. Nie miała pojęcia jak to robił, ale zawsze potrafił jej poprawić humor. Zwłaszcza, gdy nic się nie działo. Ostatnio miała niezwykłe szczęście do tego, że trafiały jej się sprawy, które nie należały do szczególnie skomplikowanych oraz wymagających. Z jednej strony zasługiwała na pewien odpoczynek od męczących śledztw, ale wciąż miała wrażenie, że potrzeba jej jakiejś większej stymulacji... Zawsze jednak była sprawa tego przeklętego kreta.
Dotychczas działała ostrożnie. Starała się nie pracować nad tym w domu, bo wolała unikać mówienia narzeczonej o tym, że została wkręcona w działania przeciwko rosyjskiej mafii. W końcu Miller jeszcze jakiś czas temu kazała jej nie pakować się w nic szczególnie niebezpiecznego jeśli nie musiała. Nie miała zatem nic na swoje usprawiedliwienie jeśli chodziło o to dlaczego zgodziła się na to, aby szukać wtyki mafiozów, gdy miała szansę na to, aby tego odmówić.
Przeglądała raz jeszcze materiały, które udało jej się uzyskać od zastępcy komendanta. Westchnęła ciężko i oparła się o zagłówek fotela, czując, że pewnie na koniec dnia wykańczać ją będzie migrena. Jej wzrok powędrował w kierunku drzwi, gdy tylko usłyszała dźwięk pukania.
June. Letexier wspominał o tym, że miały wspólnie pracować oraz o tym, że z jakiegoś powodu Harrison przypominała mu Swanson z początków jej kariery. Jeszcze nie miała okazji do tego, aby się przekonać, co do tego poglądu, ale chętnie to sprawdzi.
- Cześć, siadaj - przywitała się gdy tylko dziewczyna przekroczyła próg gabinetu i wskazała jej miejsce przed sobą. - Udało ci się coś ustalić?
Zawsze przechodziła do sedna niemal od razu. Nie lubiła marnować czasu na niepotrzebne gadanie. Zwłaszcza, że miały przed sobą naprawdę sporo pracy.

June Harrison
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była wdzięczna Letexierowi za to, że zaangażował ją do tej sprawy, gdy powoływał specjalną jednostkę, a w dodatku podjął decyzję o awansowaniu jej na śledczą. Marzyła o tym długi czas i ciężko na to pracowała - była ambitna i pewna tego, że została stworzona do czegoś poważniejszego niż dotychczasowe patrolowanie okolicy. Być może właśnie to Scott miał na myśli, mówiąc o podobieństwach między nią, a Eviną z początków jej kariery.
Ucieszyła się, dostając przydział do detektyw Swanson, bo była to kobieta doświadczona w tej pracy - każdy wiedział o jej sukcesach i Harrison była pewna, że będzie mogła wiele nauczyć się pod okiem starszej koleżanki, a przy tym będzie traktowana jak człowiek, który mógł wnieść coś w prowadzone śledztwa, a nie jak kawał mięsa, z czym June już nie raz się niestety spotkała. Zdawała sobie sprawę, że Evina może nie być zachwycona z takiego układu - pewnie nikomu nie chciałoby się niańczyć świeżaka, toteż była tym bardziej zmotywowana, by pokazać detektywce, że Letexier nie mylił się co do niej. Chciała wykorzystać ten kredyt zaufania i szansę, które od niego dostała.
Tego dnia, gdy zjawiła się na komisariacie, zastępca komendanta od razu wysłał ją do gabinetu Swanson, uprzednio przekazując jej jeszcze kilka nowych informacji dotyczących ich polowania na kreta. Nie musiała czekać długo pod drzwiami, by Evina zaprosiła ją do środka. Świeżo upieczona śledcza przywitała się grzecznie i zajęła wskazane miejsce.
Mamy czekać — rzuciła w odpowiedzi, nie mogąc się powstrzymać, by nie przewrócić oczami — To decyzja głównego komendanta, nie chce ryzykować kolejnym nieudanym nalotem na lokalizację, którą nam podsunięto. Może i słusznie. Twierdzi, że wszystkie wskazówki, które ostatnio dostaliśmy to totalna zmyła… więc czekamy.
Nie wiem na co. Pewnie na więcej trupów.
Musiała ugryźć się w język. Nie żeby miała skłonności do przesadnego wymądrzania się, szczególnie tam gdzie niekoniecznie mogła mieć rację, czy też do podejmowania pochopnych działań, jednak w takich sytuacjach bezczynność ją dobijała. Kolejni informatorzy ginęli w podejrzanych okolicznościach, a oni nadal mieli związane ręce.
Przyglądałam się tym…”samobójstwom”. Nie powinno to być tak zamiatane pod dywan, przecież nikt nie wierzy w to, że to zwykły przypadek, jest tego zwyczajnie za dużo — zaczęła, stwierdzając oczywiste i przysunęła się z krzesłem bliżej biurka, na którym rozłożyła teczkę, którą ze sobą przyniosła — Raporty z miejsc zdarzeń. Wszystkie bezwzględnie wykluczają udział osób trzecich i niestety naprawdę ciężko się z tym kłócić — mruknęła, przedstawiając Swanson kolejno notatki i zdjęcia. Wyglądało to rzeczywiście nienagannie, tak jakby wszyscy ci policjanci sami odebrali sobie życie. Niektórzy z pętlą na szyi, inni z dziurą po kuli w czaszce. Analizując to wszystko, niestety trudno dopatrzeć się dowodu na to, by ktoś maczał w tym palce — Ale co jeśli wcale nikt nie musiał im pomagać i zacierać po sobie śladów? Co jeśli w jakiś sposób oni wszyscy zostali do tego zmuszeni? Może zostali zwyczajnie zastraszeni przez mafię. To możliwe, prawda?


Evina J. Swanson
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już sam fakt, że Scott zaangażował June do sprawy tak wysokiej wagi świadczył o tym jak wielkie mniemanie miał na temat jej umiejętności. Poza tym musiał naprawdę jej ufać, bo w całej grupie znaleźli się tylko ci, co do których Letexier miał pewność iż zachowają odpowiednią dyskrecję, co do prowadzonego śledztwa.
W normalnych okolicznościach pewnie by starała się odmówić przyjmowania kogokolwiek pod swoje skrzydła. Harrison mogła być wyjątkiem. Głównie dlatego, że była polecana przez jej przyjaciela, z którym spędziła wiele lat w służbie. Skoro on twierdził, że June była niezwyle ogarnięta, a mało tego wydawała się być odzwierciedleniem samej Swanson z początków jej kariery to dobrze wróżyło. O ile rzecz jasna ta nie miała w sobie najgorszych cech Eviny.
Wydała z siebie krótki pomruk, gdy tylko młodsza koleżanka po fachu przedstawiła jej to, co powiedział jej główny komendant. Czekanie wydawało się być z jednej strony mądrym pomysłem. Zwłaszcza w przypadku, gdy już zbyt wielu policjantów i informatorów zginęło w mniej lub bardziej niewyjaśnionych okolicznościach.
- Może mieć rację. Już dostawaliśmy fałszywe informacje, aby odwrócić wzrok w innym kierunku lub wpaść w pułapkę... - mruknęła. - Pamiętaj tylko, że główny też jest na naszej liście osób do prześwietlenia. Nie wiemy jak wysoko postawiony jest kret... Ani czy nie domyślił się, że coś jest nie tak skoro ostatnio działamy nieco ostrożniej w stosunku do Rosjan.
Stali się oczywiście nie wzbudzać żadnych podejrzeń i działać tak dyskretnie jak się dało ze swoim śledztwem. Zawsze jednak istniała opcja tego, że którekolwiek z nich chociażby przypadkiem zaalarmowało kreta. Na tym etapie wiedzieli naprawdę niewiele i nie podobało jej się to.
Wysłuchała uważnie teorię, którą przedstawiła jej June. Nie była w zasadzie aż tak nieprawdopodobna, ale mówili przecież o całkiem sporej ilości ludzi, którzy byli w jakiś sposób związani ze sprawą, a skończyli martwi. Dlatego też powoli pokręciła głową.
- Możliwe, ale nie we wszystkich przypadkach. Ktoś z nich mógł zostać zastraszony lub sam z siebie popełnić samobójstwo, ale nie każdy mógłby zostać do tego doprowadzony - odpowiedziała, bo w tak dużej grupie na pewno znajdowali się tacy, którzy nigdy nie targnęliby się na własne życie, a zamiast tego trzymali się go kurczowo niezależnie od tego jak beznadziejna była sytuacja. - Mówimy o dobrze usytuowanej mafii, która ma na swoich usługach speców od mokrej roboty. Oni mogliby z łatwością upozorować wypadek i zatrzeć ślady... Drugą rzeczą, którą musisz sprawdzić, gdy ci coś nie gra jest to kto zajmował się tymi sprawami. Powielają się jakieś nazwiska? Wszyscy byli badani przez jednego koronera? Jakie ma doświadczenie i opinię? Czy mógł coś przeoczyć albo zostać nakłoniony do wydania takiej a nie innej opinii? Podobne pytania zadaj sobie też odnośnie innych kluczowych osób.
W końcu miały już powody do tego, aby wierzyć w to, że ktoś w policji mieszał i działał na korzyść mafii. Dlatego musiały założyć także to, że nie mogły do końca ufać w to, co znajdowało się w papierach z tego czy innego powodu.

June Harrison
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na początku wydało jej się nieco dziwne to, że została w tę jednostkę w ogóle zaangażowana. Zdawała sobie sprawę jak duże jest to wyróżnienie, za które była ogromnie wdzięczna, ale nie da się ukryć, że była też tym faktem zszokowana, szczególnie, że Letexier zrobił to jeszcze przed awansowaniem jej na śledczą. Próbowała tłumaczyć to sobie tym, że widocznie potrzebował on jednego zwykłego krawężnika do swojego sekretnego dochodzenia i że wkrótce pewnie dowie się jaki był tego cel.
Wierzyła w siebie i już od dawna pragnęła zająć się czymś poważniejszym, jednak momentami pojawiało się zwątpienie, co jest absolutnie normalnym zjawiskiem. Z pewnej siebie, ambitnej dziewczyny stawała się na chwilę kimś, kto jest książkowym wręcz przykładem człowieka zmagającego się z syndromem oszusta. June niejednokrotnie musiała mierzyć się z docinkami ze strony kolegów po fachu, a najbardziej jednego z nich - Bakera, który dosyć skutecznie podcinał jej skrzydła i pośrednio blokował możliwość awansu. A wszystko przez to, że nie chciała się z nim umówić… Dojrzałe, prawda? Robił wszystko, by jej dopiec - od rozsiewania plotek na jej temat aż w końcu po oficjalny donos, który na szczęście nie zaszkodził jej mocno. Harrison była dobrą dzielnicową, a poza tym miała coś, czym wielu nie mogło się pochwalić - zaufanie Scotta, który ani trochę w nią po tej akcji nie zwątpił.
No właśnie! Może robi to celowo? Próbuje nas zmylić, a te wskazówki są jednak trafne? — w tym momencie już po prostu głośno myślała, wychodząc z założenia, że każdy pomysł - nawet ten najbardziej nieprawdopodobny - mógł ich na coś naprowadzić — Oczywiście nie twierdzę, że to na pewno nasz główny, ale… jeśli to on, to w jaki sposób mamy go sprawdzić, gdy informujemy go o każdym naszym posunięciu? Jeśli to on, to tańczymy dokładnie tak, jak nam gra — westchnęła lekko, patrząc bezradnie na Swanson. Wciąż wiedzieli za mało, a krąg podejrzanych wcale się nie zmniejszał. Natomiast kret, kimkolwiek był, wiedział zdecydowanie zbyt dużo i musiał być to ktoś wyżej postawiony - na to wszystko wskazywało.
Jasne, zwrócę uwagę na tych koronerów — potwierdziła skinieniem głowy, po tym jak uważnie jej wysłuchała — Prześledzę wszystko jeszcze kilka razy i sprawdzę czy nic się nie powtarza i nie wygląda podejrzanie — dodała, zbierając w końcu papiery z powrotem do teczki.
Nie potrafiła przestać o tym myśleć - o spalonych akcjach, o znikających informatorach, o wszystkich zbyt idealnych unikach rosyjskiej mafii. Wiedziała dobrze, że to ani zwyczajne przypadki, ani szczęście. Zaczęła zastanawiać się nad tym czy to możliwe, by zdrajcą nie była tylko jedna osoba. Mógł to być przecież zgrany zespół mafijnych wtyczek. June obawiała się, że bez złamania kilku zasad, nie będą w stanie tego rozwikłać.
A co z Peregrine? Niczego nie wywęszyła? — zagadnęła nagle, ciekawa postępów pracy informatyczki.


Evina J. Swanson
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Swanson starała się nie kwestionować poczynań Letexiera. Nawet jeśli nie znała do końca jego pobudek to zakładała, że ten wiedział, co robi i wszystko przemyślał sobie zawczasu. Z pewnością nie sabotowałby swojej własnej działalności i na pewno wiedział w jaki sposób June byłaby dla niego przydatna. Musiał też jej ufać wystarczająco, aby wciągnąć ją w swoje działania.
Dotychczas nie śledziła uważnie kariery Harrison, ale mogła się domyślać, że jej życie na komendzie nie wyglądało zbyt różowo. Sama pamiętała swoje początki i chociaż czasy w pewien sposób się zmieniły to policja w dużej części i tak pozostawała dalej męskim klubem, gdzie panowie czuli się zbyt swobodnie. Wiedziała jak to jest się z nimi użerać i nie życzyła tego żadnej koleżance po fachu.
- Postawa cyniczna. Najlepiej jest wątpić we wszystko. Musimy rozważyć nawet takie możliwości - przytaknęła, a potem westchnęła, bo faktem było, że dużo trudniej było ukryć cokolwiek przed przełożonym. - Rozwiązanie jest takie, że nie informujesz go o wszystkim. To co możesz to omijasz w raportach i dostarczasz jedynie nam oraz Letexierowi.
Nie mogły wszystkiego chować przed głównym komendantem. Wtedy na pewno by się zorientował, że coś jest nie tak. Pewne działania jednak mogli przeprowadzać wyjątkowym trybem bez jego wiedzy oraz autoryzacji.
- Mogę ci w tym pomóc na ile będę w stanie. Niestety wady tajnych operacji są takiego, że zawalili mnie jeszcze większym hukiem roboty - przyznała, bo poza prywatnymi komplikacjami na horyzoncie wciąż musiała się użerać z oficjalnie jej przypisaną sprawą.
Nie pamiętała kiedy ostatnio miała aż tyle pracy. Co prawda rozpracowywanie wtyki rosyjskiej mafii było dosyć powolnym i ostrożnym zajęciem, które dzieliła z całą grupą utalentowanych gliniarzy, ale nawet to nie bardzo jej pomagało.
- Na razie nie. Nie dziwi mnie to zbytnio. Pewnie komunikują się ze sobą jakimiś lewymi kanałami, których jeszcze nie odnaleźliśmy. Na urządzeniach, do których na razie uzyskała dostęp nie było żadnej podejrzanej aktywności - odpowiedziała.
Nie ulegało wątpliwości, że ktokolwiek się z nimi bawił zachowywał przy tym niesamowitą ostrożność, aby nie zostać wykrytym. Było to jednak do przewidzenia skoro tą osobą miał być wysoko postawiony funkcjonariusz. Ten na pewno zdawał sobie sprawę z tego jakie są możliwości policji.

June Harrison
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie, życie na komendzie do łatwych nie należało. Nie miała tu na myśli samej pracy, bo akurat to sprawiało jej przyjemność - szczególnie w ostatnim czasie i nigdy nie przeszłoby jej nawet przez myśl to, by zmienić swój zawód, bo przecież już odkąd była małą dziewczynką, marzyła o tym, by zostać policjantką. Najtrudniejsze dla niej było obcowanie z ograniczonymi jednostkami, którymi w zatrważającej większości byli mężczyźni, lekceważący ją na każdym kroku - z różnych pobudek. Większość z nich widziała w June głupiutką blondyneczkę, która poza “ładną buzią i zgrabnym ciałkiem” nie miała w sobie nic wartościowego. Dobrze wiedziała jakie mają o niej zdanie, bo niektórzy nawet nie starali się z tym kryć. Na szczęście nie była kimś kto pozwoliłby, by opinie jakichś - według niej - niedorozwojów, wpłynęły jakkolwiek na jej samoocenę. Daleka była też od tego, by zgrywać przez to ofiarę i użalać się nad sobą, a tym bardziej takie zachowanie komukolwiek zgłaszać. Była wkurzona, owszem, ale grała niewzruszoną, choć coraz bardziej to wszystko działało jej na nerwy. Dalej robiła swoje. Do czasu ostatniej afery ze skargą Bakera, który nadal uparcie uprzykrzał jej życie i nie przepuszczał żadnej okazji na swą osobistą zemstę. Nie chciała się poddać i dać mu wygrać, jednak była już bardzo bliska decyzji o przeniesieniu na inny posterunek. Scott, na szczęście, skutecznie wybił jej to z głowy.
Postawa cyniczna… — powtórzyła cicho po Swanson, ciągle kiwając głową na jej słowa, jakby to miało jej pomóc w dokładniejszym zakodowaniu wszystkich tych informacji.
Komendant główny w jej oczach wyglądał coraz bardziej podejrzanie, jednak w tamtym momencie nie mieli wystarczających dowodów na to, że miał z rosyjskim gangiem cokolwiek wspólnego. Czuła się dziwnie rzucając podejrzeniami - nawet jeśli nieoficjalnie - w kogoś, komu powinni ufać i kto teoretycznie był po ich stronie. Mieli jednak pewność, że kretem jest ktoś wysoko postawiony, a więc należało sprawdzić absolutnie każdego.
Dzięki, ale nie ma potrzeby. Nie chcę zawracać ci niepotrzebnie głowy. Zgłoszę się, gdy już na coś wpadnę — zapewniła z lekkim uśmiechem i zaraz zaproponowała — A może ja mogłabym jakoś pomóc?
To nie tylko zwykła grzeczność, ale naprawdę szczere chęci. Skoro Evina dostała od Letexiera “prezent” w postaci świeżaka do niańczenia, to June chciała się jej do czegoś przydać i przede wszystkim była tam po to, by się od niej uczyć. Nie miała pewności co do tego w jaki dokładnie sposób mogłaby pomóc i ułatwić pracę detektywki, ale była gotowa działać, cokolwiek potrzebowała.
Miałam nadzieję, że chociaż ona będzie mieć jakieś dobre wiadomości — mruknęła zawiedziona i oparła łokcie o biurko, przytykając usta do splecionych dłoni. Wpatrując się przez chwilę w okno, myślała nad czymś w ciszy.
Nadal możemy ich po prostu obserwować, o tym komendant na szczęście nie wspominał — zauważyła, wracając wzrokiem do kobiety — Może warto by było wykorzystać ten moment na przeprowadzenie kontrolowanego wycieku, który planowaliśmy? Niczym chyba nie ryzykujemy, a być może zawęzi nam to grono podejrzanych. Czy to też złe posunięcie?


Evina J. Swanson
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wypracowaną przez lata techniką Swanson było najzwyczajniejsze robienie tego, co do niej należało i ignorowanie innych. Nie wchodziła w zbędne interakcje z otaczającymi ją ludźmi. Często właśnie dzięki temu można było najlepiej udowodnić swoją wartość: robić swoje i nie zwracać uwagi na to, co ktokolwiek o niej sądził. W końcu wyniki mówiły same za siebie, a jej zależało jedynie na tym, aby rozwiązać kolejną sprawę, która trafiała na jej biurko.
Z wiekiem w sumie coraz lepiej przychodziło jej nieprzejmowanie się opinią ludzi oraz tym, co mogli o niej pomyśleć. W końcu to i tak nie miało jakiegokolwiek znaczenia oraz wpływu na jej życie. Wypracowała sobie odpowiednią pozycję i mogła zapomnieć o całej reszcie.
Przytaknęła, gdy tylko June powtórzyła jej słowa. Fakty były takie, że rosyjska mafia otrzymywała informacje od kogoś wysoce postawionego. Im wyżej tym lepiej dla nich. Ten ktoś musiał również ukrywać się niesamowicie dobrze. Nie mogli wyłączyć nikogo ze swoich podejrzeń i przyjrzeć się uważnie w miarę możliwości każdej postaci, która mogła spełniać przedstawione kryteria.
- Jasne, ale jakbyś tylko czegoś potrzebowała to mów. Postaram się zawsze znaleźć dla ciebie czas - obiecała, bo chociaż tonęła po uszy w robocie to i tak postawiłaby wszystko na głowie, aby należycie zbadać konkretny oraz obiecujący ślad.
Przez chwilę jeszcze milczała, aby dać raczej złudzenie tego, że zastanawia się nad tą propozycją. Swanson nie lubiła pracować z większą ilością osób niż było to faktycznie potrzebne, więc wolała nie angażować June w jakiekolwiek z jej innych spraw. Tym bardziej, że jeszcze nie zdążyła jej wystarczająco dobrze poznać.
- Na ten moment najlepiej pomożesz skupiając się na ile tylko potrafisz na tej kwestii. Sama sprawdzam kilka dojść mafijnych, które mogłyby być w jakiś sposób związane z naszym kretem, ale na razie nie znalazłam nic pewnego - wytłumaczyła, odchylając się jeszcze w fotelu i czując ogarniające powoli całe jej ciało zmęczenie.
Na razie nie mieli pojęcia kim był ten szpieg ani jakie właściwie miał on powiązania z mafią. Czy robił to dla pieniędzy? Przysług? A może chodziło o spłatę dług lub szantaż? Jeśli chodziło o to ostatnie to musiało chodzić o naprawdę ciężki kaliber skoro kret nie chciał ryzykować ujawnieniem tych treści.
- Zawsze możesz też bezpośrednio porozmawiać z Heleną. Jeśli ktoś będzie pytał to miałaś jakiś problem ze sprzętem albo pytanie techniczne... - odpowiedziała, wzruszając ramionami. - Może ona będzie miała dla ciebie jakieś konkretne zadanie.
Byli prawdziwą zbieraniną osób z różnych działów, ale może właśnie na tym polegała ich siła. Dzięki temu Letexier zebrał nie tylko grupę zaufanych, ale oddział, w którym każdy charakteryzował się innymi umiejętnościami i posiadał różne specjalizacje. Być może to pomoże im w działaniu na różnych frontach i w podejściu do sprawy pod wieloma kątami.
- Można spróbować. Musimy jednak poinformować naszych, że planujemy to zrobić. Powinni mieć oczy szeroko otwarte i wyczekiwać podejrzanych ruchów ze strony obserwowanych celów. Trzeba to dobrze rozegrać - przytaknęła na propozycję.
Co do takich działań to musiały je wcześniej uzgodnić z resztą i wypracować odpowiednią strategię. Z pewnością jednak może im to dać jakieś odpowiedzi na dręczące je pytania oraz rozwiać wątpliwości.

June Harrison
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Możliwe, że Harrison - oprócz zgłębiania tajników pracy detektywa - potrzebowała także przeszkolenia ze sztuki radzenia sobie z wyjątkowo upierdliwymi współpracownikami oraz ludzką głupotą. Robiła swoje, starając się nie przejmować przeciwnościami i grając obojętną, co wychodziło jej całkiem dobrze - na szczęście nie miała zbyt wielu podobnych momentów zwątpienia na swoim koncie, ale jednak się zdarzały. Skarga jaka wpłynęła do zastępcy komendanta była dla June prawdziwym ciosem poniżej pasa i nie dziwi wcale to, że tak nagle była już bliska porzucenia posterunku, który zdążyła poznać od podszewki i była mu wierna przez blisko dziesięć lat.
Chciała być tak opanowana i silna jak Swanson, której nic nie było w stanie złamać, a przynajmniej tak wydawało się młodszej policjantce. Jej niestety nadal pewną trudność sprawiało całkowite ignorowanie negatywnych opinii. Mogła sprawiać wrażenie, że ma te głupie komentarze totalnie gdzieś i wszystko po niej spływa, ale nie była to w stu procentach prawda, bo przecież nadal na to reagowała! Baker i reszta nadal osiągali swój cel, wyprowadzając ją z równowagi.
Zastanawiała się tylko kiedy ona sama dojdzie do takiego poziomu - czy było to coś, co przychodziło jako następstwo kolejnych sukcesów, czy może to z wiekiem ludzie nabierali większego dystansu do takich spraw. Może jedno i drugie?
Dzięki. Dam znać, jeśli natknę się na coś podejrzanego w kwestii koronerów — obiecała raz jeszcze i szczerze mówiąc miała nadzieję, że rzeczywiście coś tam mocno śmierdziało i będą mogły pójść tym tropem. Miała też nadzieję, że zagłębiając się ponownie w resztę dowodów, trafi na coś istotnego, coś co wcześniej pominęli; że nagle dozna jakiegoś cudownego olśnienia. Istotnym, tak naprawdę, mogło okazać się wszystko - nawet najmniejszy szczegół, pozornie nieważny, mógł stać się kluczowy w całej tej sprawie.
Jasne, rozumiem. W razie czego jednak, pamiętaj, że jestem do twojej dyspozycji — zapewniła, chcąc się koniecznie na coś przydać.
Ograniczone zaufanie względem Harrison było jak najbardziej uzasadnione, bo niestety nie zdążyły się do tej pory bliżej poznać ani nie dane im było wcześniej razem pracować - nie bezpośrednio. June nie miała dużego doświadczenia w tego typu śledztwach - właściwie było ono bliskie zera - ale za to nie brakowało jej zapału, ambicji i chęci do nauki.
Letexier cały czas katuje się tymi nagraniami z nalotów, choć zna je już na pamięć, klatka po klatce — napomknęła z cichym westchnieniem i pokręciła powoli głową — Wspomniał mi o tym, że póki co, lepiej będzie nie spotykać się całą grupą, by nie wzbudzać podejrzeń. Nikt miał się przecież o tym nie dowiedzieć — kilka wścibskich osób dopytywało go już podobno po co ich wszystkich wtedy ściągnął do siebie. Śledztwo miało być dyskretne, więc starali się tego dopilnować. Należało być ostrożnym, bo na tym etapie dochodzenia kretem mógł być każdy, no i niestety otoczeni byli też ludźmi, którzy nie umieli, tak po prostu, pilnować własnego nosa.
Spytam reszty co o tym sądzą — dodała, gdy tylko Evina przytaknęła na ten pomysł. Osobą decyzyjną o niemalże każdym ruchu i tak był w tej sprawie Scott, tak więc to głównie jego błogosławieństwa potrzebowali. Potrzebowali też konkretnego planu, ale akurat tutaj opcji na przeprowadzenie fałszywego wycieku było sporo - musieli tylko się naradzić, zdecydować co najlepiej zadziała, a niestety sposób w jaki byli zmuszeni się teraz ze sobą komunikować i spotykać trochę komplikował sytuację. — Zgłoszę się też jeszcze dziś do Heleny.


Evina J. Swanson
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewne rzeczy zależały od charakteru, inne przychodziły z wiekiem lub po wielu próbach wypracowania odpowiedniej postawy. Być może Swanson była na to bardziej odporna, bo sporą część dzieciństwa spędziła w towarzystwie chłopców, którym od pewnego wieku musiała non-stop udowadniać, że nie jest od nich gorsza tylko dlatego, że jest dziewczynką i jest w stanie równie dobrze wspinać się na drzewa czy grać w piłkę.
Jakby nie patrzeć to komenda policja przypominała niejako podobny plac zabaw, na którym trzeba było się wykazać. Tylko, że chodziło już o nieco inne gry, w których były o wiele wyższe stawki niż jakieś kolekcjonowane kapsle czy karty.
- Jasne. W razie jakiś wątpliwości mogę też podpytać Miller. Pracuje z nimi, więc może wie coś więcej na ich temat - zaproponowała.
Nie mieli wciągać w to innych osób, ani rozpowiadać o tym czym się zajmują, ale skoro Evina była zaręczona z jedną koronerką to mogła to jakoś wykorzystać. Nie musiała nawet mówić zbytnio o co chodzi i po prostu wyciągnąć z niej informacje na temat tego, co sądzi na temat pewnych osób, które pracowały w prosektorium.
- Będę, a ty pamiętaj, że to działa w dwie strony. Jak będzie jakaś potrzeba to możesz na mnie liczyć. Niezależnie od pory dnia i nocy - zapewniła młodszą koleżankę po fachu.
Jakby nie patrzeć to w ich zawodzie trzeba było być wiecznie pod telefonem. Zwłaszcza jeśli pracowało się w takim wydziale zabójstw, gdzie nowy przypadek mógł się pojawić w każdej chwili. Zresztą niewymiarowy czas pracy też był im dobrze znany, gdy tylko coś się działo i trzeba było działać na zwiększonych obrotach.
- Jasne. Chociaż gra w głuchy telefon i przekazywanie sobie pojedynczo informacji też może nie wyjść nam najlepiej. Powinniśmy może pomyśleć o jakimś dyskretnym miejscu spotkań, aby pewne rzeczy razem uzgadniać - stwierdziła, bo na dłuższą metę takie zagrania jedynie wydłużały czas przekazywania sobie wieści, co z kolei przekładało się na tempo podejmowania decyzji i groziło zanikiem niektórych detali przy całym sznureczku osób zdających sobie relację z dokonanych ustaleń.
Mieli działać dyskretnie, ale na pewno nikt nie będzie ich podejrzewał o coś niecnego jeśli co jakiś czas spotykać się będą na piwo u któregoś z nich chociażby. Po pierwsze ktoś musiałby się o tym dowiedzieć i zacząć drążyć, że nie były to zwyczajne spotkania towarzyskie kolegów z pracy.
- Dobra. Jeśli wie coś nowego to daj mi znać. Może też z nią porozmawiam przy okazji - przytaknęła, bo pewnie sama będzie musiała zajść do informatyczki i dopytać ja o kilka spraw.

June Harrison
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”