25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

rufus barma

Im więcej czasu wdawała się w dyskusję, tym bardziej Barma przypominał jej pleśń. Przestał być maślakiem, zostawiającym trwałe ślady na ciele oraz cierpliwości. Był, jak najbardziej parszywy ze wszystkich grzybów, topowy saprobiont, wyjadający martwą materię. Pleśń. Wszyscy ją nienawidzi, każdy się z nią spotykał i była największym utrapieniem, kiedy zostawiło się po grzybobraniu owoce własnej pracy w foliówce. Wtedy można, było obudzić się dosłownie z gównem. Albo z lżejszą wersją śmieci wyrzuconych wprost do kosza na bio.
Nie skwitowała słów o własnej rozklapcioszce. Miała w sobie pokłady dumy, których nie miała zamiaru rzucać w tym słownym pojedynku. Uniosła jedynie wyżej brodę, by móc mocniej i intensywniej spojrzeć mu prosto w oczy. Niech wie, że ona nie ucieknie od tego pojedynku. Będzie walczyła, choćby krew, albo strzępki grzybów, miały się polać.
Albo głodnemu chleb na myśli — prychnęła, wywracając przy tym teatralnie oczyma. Powoli męczyło ją to rynsztokowe słownictwo, serwowane jej przez Barma. Mężczyzna nie miał sobie za grosz cech idealnych grzybów. Tych smacznych, szlachetnych borowików, smaku maślaka w sosie grzybowym, czy nawet tych zajączków wyglądających na trujące — albo irytacja kretynem roku — dodała, a jej usta ułożyły się w charakterystyczny grymas. Czuła się, jakby właśnie trafiła do gimnazjum, gdzie chłopcy ciągnęli ją za włosy, próbując zdobyć jej uwagę. Mogło rozpocząć się o polankę, ale teraz chodziło o coś więcej... o honor! — ile ty masz lat? 3? Zaraz wyrecytujesz: sięgam głową ponad stół, mam trzylatka, trzy i pół? — nie mogła słuchać jego kolejnych słów. Powodowały nieprzyjemny skręt żołądka, szybsze oraz intensywniejsze płynięcie krwi w żyłach. W ciągu każdej, kolejnej sekundy ich dyskusji adrenalina płynęła coraz mocniej. Jakby całe ciało Erzy przygotowywało się właśnie na bitwę o honor.
Nic dziwnego, skoro wyglądasz, jakbyś miał gówno pod nosem — skwitowała słowa dotyczące empatii. Mógł mieć cudowne loczki na głowie, które chciała zakręcić na palcach. Te głębokie, brązowe oczy, a jednak bardziej przypominał jej Ogra, niż mężczyznę. Humor rynsztoku, aparycja typowego grzybiarza, sam zapach... odchodów. Aż robiło się to monotematyczne — gówno 1:0 — musiała zniżyć się do jego poziomu. Nie miała żadnych racjonalnych argumentów, by się przed tym wzbraniać. Nikt poza zwyrolami znęcającymi się nad zwierzętami, nie powodował u niej pojawienia się tej charakterystycznej żyłki na czole.
Kurwa, zabawny jesteś — aż parsknęła krótko pod nosem, kręcąc głową na boki — co mi zrobisz, co pleśniaku? — prychnęła mu prosto w twarz. Nigdy nie żałowała. Cokolwiek stanie się na tej polance, będzie pięknym rozpoczęciem kolejnego rozdziału. Patrzyła w niego, powstrzymując odruchy wymiotne. Miał w sobie coś magnetyzującego, ale popsuł jej zdanie o samym sobie szczekaniem jak shit psu.
Mówisz o tych twoich? Nie wiedziałam, że muszę traktować się specjalnie — spytała, unosząc wysoko jedną z brwi. Ona nie była szalona, jedyne co miała w sobie wariackiego, to miłość do zwierząt, której nie dało się w żaden sposób opanować — widzę, jak na mnie patrzysz, psiurku. Nie ukryjesz tego, podobam Ci się — powiedziała mu wprost. Znała własne ciało. Może nie była modelką, chodzącą po wybiegach, ale typ musiałby być gejem, żeby tego nie przyznać. Pełne, malinowe usta, brązowe, duże oczy, a i pozostałymi rzeczami Bóg ją dobrze obdarzył.
Nie czuła się dobrze, będąc pod nim. Jakieś dziwne, nieznajome jak dotąd dreszcze, przechodziły przez całe jej ciało. Tylko był jeden problem. Nie chciała stąd uciec.
Proszę, kurwa, bardzo — warknęła na niego i zaraz prychnęła. Bawił ją, jak najbardziej nieśmiesznych stand-up — i co zrobisz? Sprawisz, że nie będę mogła chodzić przez tydzień? — spytała, wpatrując mu się prosto w oczy. Przymknęła je na moment, prychając po chwili — dziwne masz marzenia — skwitowała, trącając go nosem o nos. Zmniejszyła między nimi jakąkolwiek odległość. Te brązowe ślepia, które wydawały się jej ohydne, teraz odnalazła w nich dziwną głębię. Wręcz magnetyczną.
32 y/o
For good luck!
181 cm
Śledczy/pies/krawężnik TPS
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W skrajnie patologicznych sytuacjach potrafił znaleźć odrobinę rozrywki; Co prawda nigdy nie powinien przyznawać się do tego głośno, ponieważ wszelkie ślady dewiacji wymagały zmiażdżenia w zarodku. Cierpliwość jeszcze mu się nie kończyła, przecież ta mała schadzka zapewniała mu emocje, o których zdążył zapomnieć przez ostatni zapracowany czas. Chciał się wyciszyć, nabrać dystansu do codzienności, aby w końcu odnaleźć ten mityczny balans, a znalazł babę. A raczej ona go znalazła i za nic w świecie nie planowało zniknąć z życia w tak samo głośny sposób, jak się pojawiła.
Wybujałe ego w niektórych sytuacjach okazywało się całkiem pomocne. To właśnie dzięki niemu wszelkie krytyczne uwagi na temat wyglądu, omijały go szerokim łukiem. Może nie uważał się za adonisa, to którego śliniły się wszystkie laski i na sam jego widok miały kisiel w gaciach. Po prostu był względnie poprawny i tyle. I cygański. Cygańska uroda w niektórych kręgach mogła uchodzić za ogromny plus, a nie minus.
A głodny, głodnemu wypomni — odparował, przypominając sobie wszelkiego rodzaju odpowiedzi na tego typu zaczepki. W zanadrzu pozostało mu już tylko stwierdzenie: Z głodu jeszcze nikt się nie zesrał, ale ono nie pasowało do tonu rozmowy. Może innym razem uda mu się go wykorzystać, kto wie. — Polecam się na przyszłość. — Ba, nawet posłał jej najpiękniejszy uśmiech, jaki miał w zanadrzu. Taki najmniej szyderczy, a wydający się w miarę szczerym. Mogła się poczuć wyróżniona czy coś w tym guście. — Jak dodasz po tej trójce jeszcze dwójkę to będziesz miała mój wiek. Coś jeszcze chcesz o mnie wiedzieć? Może rozmiar buta? — dopytał, puszczając mimo uszu kolejną zaczepkę. To już by było za bardzo żałosne, gdyby reagował na takie coś. Gdzieś trzeba mieć szczątki dumny czy tej mitycznej godności.
Jeszcze się wahał. Jeszcze nie wiedział, jak rozwiąże to spotkanie.
Póki co mam ciebie przed swoim nosem, więc nie powinnaś być zdziwiona, że wyglądam tak, jak wyglądam. I nie musisz się aż tak obrażać. Z całą moją sympatią do gówna jeszcze trochę ci brakuje! — zapewnił dziewczynę gorliwie. Aż tak źle nie wyglądała, ale nie chciał tego wypowiadać na głos. Jeszcze, nie daj bóg, pomyśli, że mogła mu się spodobać! Przecież to by była istna katastrofa. Przez duże „k” po której dojście do siebie zajęłoby mu tygodnie. — Wow, ależ to było dojrzałe. Zjedź je równo czy coś. — Właśnie osiągnął dno. Gorzej już być nie mogło, a reszta komórek mózgowych uciekła z jego głowy z krzykiem. Pozostały tylko emocje, które nigdy nie doprowadziły go do niczego dobrego. Rozum się poddał.
Dzięki, mam to po moim starym. — Czy to strzępek normalnego dialogu? Jakikolwiek sygnał, że może udałoby im się dogadać? Szybko zdusił te myśli, nie ma co się łudzić. — Mogę zrobić wiele rzeczy. Ciągnących się w nieskończoność, a ja bym napawał się twoim cierpieniem. — Brzmiał nieco jak psychopata, ale nie potrafił milczeć w odpowiednim do tego momencie. Przecież musiał ją ukarać za uderzenie w twarz. Tego nie miał zamiaru jej odpuścić, nigdy.
W końcu przyznałaś się głośno do tego, że posiadam penisa! Jestem tym faktem niezmiernie zachwycony — powiedział nieco lżejszym tonem, po czym, ponownie, obrzucił ją oceniającym spojrzeniem. Chyba w końcu liczyła na jego profesjonalną opinię, prawda? — Posłuchaj, kukurynko, stąd dostrzegam, że masz rozdwojone końcówki, musisz zacząć bardziej dbać o włosy, bo widocznie traktujesz je po macoszemu. Kurwiki w oczach ci całkiem pasują, niestety efekt wizualny twojej mordki psuje niewyparzona gęba — zawyrokował, chociaż łatwo mogła zauważyć, że jego spojrzenie zatrzymało się nieco dłużej na jej cyckach. To nie jego wina. Przecież był mężczyzną, więc zdarzało mu się zagapić na pewne rejony w ciele kobiety.
Wszystko to doprowadziło go do tego momentu w życiu; Miał pod sobą całkiem względną kobietę, co prawda nie potrafiła siedzieć cicho, ale pomińmy ten fragment. To było… elektryzujące. Popychające do dalszej zabawy.
Dobrze, skoro mam twoją zgodę to nie mam zamiaru się powstrzymywać — przytaknął, obdarzając ją nieco mroczniejszym uśmiechem. Nie powinna mu pozwalać na takie rzeczy, gdy umysł zaczął pędzić, podsuwając mu coraz to bardziej zbereźne myśli. Chciał ją uciszyć, nic więcej. — Skoro chcesz się o tym przekonać to nie mogę ci niczego odmówić. — Stykali się nosami, gdyby tylko obniżył się chociażby odrobinę ich usta by się spotkały. Jeden ruch.
A zresztą, jebać to.
Barma nie lubił zabaw w kotka i myszkę, za długo pozwalał sobie włazić na głowę, otrzymał świadomą zgodę od dziewczyny, więc działał. Nie odrywając od niej swojego wzroku pokonał dzielącą ich odległość i pocałował dziewczynę. Nie był to słodki, czy uroczy całus, nic z tych rzeczy. Podgryzał co chwila jej pełne usta. Adrenalina to ona popychała go do dalszej zabawy, gdy zdecydował się na pogłębienie pocałunku, o ile dostanie na to zgodę.

Erza B. Fernandes
Malinka
brak, przeżyję wszystko
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

rufus barma

Wywróciła teatralnie oczyma. Powoli ta rozmowa zaczynała przypominać rozmowę dwóch przedszkolaków zaczynających wojnę o prawdziwą dominację. Dla niej sprawa wydawała się prosta. Niczym prawdziwa patriotka próbowała zaznaczyć walkę o własną dominację. Nie było w tej wymianie zdań nic pięknego, czy szczególnego. Może odrobinę elektryzującego, bo chciała walczyć przeciwko niemu całym swoim sercem. O polankę, która była dla niej niczym prawdziwe złoto.
Parsknęła krótko, słysząc polecenie prawdziwego youtuber'a roku. Ten facet to dopiero miał jaja. Tylko nie w dobrym sensie. Pokręciła na tę kwestię jedynie krótko głową, chcąc zamknąć jedną z niewielu kwestii, którą można by powiedzieć.
Chciałabym dowiedzieć się, jak wygląda twoja dupa, gdy wychodzi z mojej polanki — syknęła Erza, słysząc komentarze Rufusa dotyczące wieku i rozmiaru buta. Była to jedyna rzecz, którą naprawdę chciała zobaczyć w tym momencie. Jego znikającego z jej orbit.
Zadziwiające, jak trafnie opisujesz sam siebie — prychnęła finalnie Erza, wywracając przy tym teatralnie oczyma. Do gówna mu wiele brakowało. Teraz bardziej przypominał sraczkę, która nie pozwala zejść z toalety. Siedzisz na toalecie, jakby był to przykry obowiązek, a nie codzienny rytuał przyjemności. Po idealnym gównie czujesz ulgę, a przy Rufusie raczej wstyd przed własnym postępowaniem — i to niby ja mam mieć żółte papiery? — parsknęła krótko. Im dłużej go słyszała, tym bardziej zdawała sobie sprawę z jednej rzeczy. To pojebany typ. Powinna trzymać się od niego z daleka. Może nawet usunąć się z własnej polanki? Tylko Fernandes nie była typem osoby, który się poddaje. Ona walczyła do końca.
Gratuluję, odblokowałeś osiągnięcie roku. Kobieta ma Cię za mężczyznę — parsknęła krótko. Odblokowała mu widocznie nowy poziom ego, który przepięknie nazywał się. Laski widzą we mnie faceta, widocznie wcześniej tego nie znał tak dokładnie — odezwał się jebany cygan. Na mnie i moje końcówki ludzie przynajmniej chcą patrzeć — syknęła, słysząc całą litanię rzeczy, która jest z nią nie tak. Powinna przyzwyczaić się do wiecznej krytyki z jego ust. Nie przyjmowała tego jako standardu. Bardziej przykrą powinność w walce o małą ojczyznę.
Brzmisz jak typowy użytkownik twittera. Mocny w gębie, gorzej z działaniem — syknęła Fernandes, wbijając w niego ostre spojrzenie. Kozak w necie, pizda w świecie. W ten sposób określiłaby Rufusa, jeśli tylko mogłaby poznać jego prawdziwe imię. Westchnęła cicho, próbując uporządkować sobie myśli w głowie — przestań pisać bajki, nie masz do tego jaj — warknęła Fernandes. Nie liczyła na dalszy krok. Myślała, że odpuści.
Czuła presję płynącą z jego spojrzenia. Gdzieś w oddali obrzydzenie zostało zastąpione czystą chęcią poznania go. Jego ust. Zajrzenia w oczy, w których nie było już wstrętu. Bardziej coś na wzór sympatii, od której nie dało się uciec. Magnetyzująca siła, przez którą nie odwracała głowy.
Wtedy stało się.
W pierwszej chwili nie zareagowała. Wstyd zmieszał się z adrenaliną płynącą w jej sercu. Rozprzestrzeniała się ona po całym jej ciele. Nie wyobrażała sobie ust Barma w ten sposób. Myślała, że poczuje smak gówna, a zamiast tego pragnęła jeszcze więcej. Czuła, jak serce powoli jej przyśpiesza. Po paru sekundach odwzajemniła jego pocałunek, przegryzając mu delikatnie dolną wargę zębami. By móc pogłębić ich pocałunek. Konsekwencje przestały się liczyć.
Żyły w nich jedynie pragnienia pierwotnych grzybiarzy.
32 y/o
For good luck!
181 cm
Śledczy/pies/krawężnik TPS
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Powoli zabawa w kotka i myszkę dobiegała końca. W końcu ile można obrzucać się różnego rodzaju inwektywami godnymi gówniarzy z blokowiska, którzy podsłuchali kłótnię dorosłych. Ilość słów, jakie wypowiadali, a których znaczenia nie mieli pojęcia, powoli zaczynała ich przytłaczać. Przynajmniej on odczuwał tego typu emocje, im dłużej ciągnęła się ta cała szopka w związku z walką o pierwszeństwo na grzybowej polance. Chociaż pies drapał już te leśne skarby, teraz trwał spór o to, kto będzie miał ostatnie słowo i znajdzie lepszą ripostę. (Wszystko w klimacie okropnie roszczeniowych bachorów, co by nie wyjść za bardzo z roli.)
A nawet Barma tracił pomysły na nowe przytyki.
Myślę, że moja dupa może się prezentować o wiele lepiej w innym wydaniu niż podczas opuszczania tego miejsca. Pewnie chciałabyś ją zobaczyć, co? — Kto by się spodziewał, że jego cygański tyłek może wywołać u kogoś tak wiele emocji. Największy respekt wzbudzał, gdy na czterech literach miał założony policyjny mundur, którego nie nosił za często. Za bardzo rzucał się w oczy.
Teatralnie wywrócił oczami, nie chcąc się dłużej przepychać w tym wszystkim. Powinien wykorzystać ten dzień w o wiele przyjemniejszy sposób, w końcu wolny dzień w pracy traktował na wagę złota. Dodatkowo nie powinien zostawiać Loli na tak długi czas samej. Jego księżniczka zasługiwała na większą ilość czasu, a nie te strzępki, które dawał jej w ciągu tygodnia.
Odprężający spacerek po lesie zmienił się w prawdziwy koszmar; Rudy babsztyl tak łatwo nie wyjdzie z jego pamięci, ba prawdopodobnie po tym osiągnie nowy poziom uprzedzenia co do takiego koloru włosów. Kto normalny wytrzymałby z takim chodzącym, wulgarnym wulkanem energii? Starał się wybierać spokojne grono znajomych, aby wszelkiego rodzaju wykolejenia z pracy mógł rekompensować miłym słowem, wraz ze spokojnym wieczorem. Kobieta prawdopodobnie udusiłaby go przy najbliższej okazji. A szanował swój nudny żywot.
Halo, kukurynko, pohamuj się trochę, wcale mi nie udowodniłaś, że jesteś kobietą. Czy możesz mi zdradzić z jakich zaimków korzystasz? — dopytał, chcąc uzupełnić brakujące informacje. Po co pytać kogoś o imię, skoro można najpierw poznać zaimki. Liczył na coś szalonego, co wprowadzi go w konsternacje. — To już było rasistowskie. Nie myślałem, że ktoś taki jak ty może się okazać pierdolonym hipokrytą. Dodatkowo nie uważam, że chce się na ciebie patrzeć. Po prostu nie dostrzegasz tych spojrzeń pełnych litości — stwierdził, kręcąc przy tym delikatnie głową. W żaden sposób nie bolało pogardliwie określenie per „cygan” rzucane w jego kierunku. Raczej sam lubił z niego korzystać w żartach czy skrajnie rasistowskich żartach. W końcu wypadało mieć nieco dystansu w tym życiu.
A co opowiadasz z własnego doświadczenia, pizdo? — skwitował, czując ogromną niespójność w swoim zachowaniu. Jednocześnie chciał jak najszybciej zakończyć tę nic nie wnoszącą dyskusję, a z drugiej strony nie mógł tak po prostu odpuścić; To by oznaczało jego porażkę.
Czy źle świadczyło o nim to, że z każdą sekundą, dziewczyna fascynowała go coraz bardziej? Coś miała w tych oczach, rudych włosach, których naprawdę nie cierpiał u kobiet, a u niej dodawały tylko i wyłącznie uroku. To jak ostatni puzzel w skomplikowanej układance – niby na pierwszy rzut oka nie pasował, a przy bliższym poznaniu okazywał się tym jedynym. Najlepszym.
Pocałunek był chaotyczny. Pełny zębów, gwałtownych ruchów bez ani grama czułości. Nie miał zamiaru się z nią cackać, a pokazać tylko i wyłącznie rosnące w nim pożądanie. Szukał dla niego ujścia, a te pełne usta chociaż na moment mu je zapewniły. Gwałtowne ruchy języków, ugryzienia i te sapnięcia, których nie dało się powstrzymać. Wszystko to wydawało się irracjonalne, a jednocześnie idealne dla tego momentu.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Erza B. Fernandes
Malinka
brak, przeżyję wszystko
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

rufus barma

Gra w kotka i myszkę dopiero się zaczynała. Zamiast leśnej nuty zapachu zmieszanej delikatnie z grzybami czuć było coraz bardziej w powietrzu pożądanie. Mogła się przed tym bronić, ale te jego ciemne oczy, urocze loczki wydawały się być najbardziej interesującą rzeczą, którą widziała we własnej przestrzeni. Choć w głowie wszystkiemu zaprzeczała, widziała w nim jedynie nic nie wartego mężczyznę. Mogła zaprzeczać głośno temu, co czuła, ale powoli każdy kawałek ciała chciał mu się oddać. Była pod nim i czuła tę przedziwną chemię, której nie była w stanie zaprzeczyć.
Tak, ale jak opuszczasz polankę — prychnęła całkiem głośno, strzelając oczami. W innym wydaniu wtedy jeszcze nie chciała go widzieć. Jedynie by grzecznie wymaszerował z jej polanki. Chciała oddać się spokojnemu, grzybiarskiemu obrządkowi — nie wyobrażaj sobie zbyt wiele Żwirku — mruknęła, bo wtedy jeszcze nie wyczuwała napięcia, które panowało między nimi. Szybko biło jej serce i nie do końca zdawała sobie sprawę, co powinna z tym zrobić. Przegryzła mocno dolną wargę, patrząc w oczy Rufusa. Cokolwiek powiedział, rozpalał w niej całkowicie nieuzasadniony ogień, któremu chciała dać się pochłonąć.
Ile ty masz lat? — spytała całkiem szczerze, unosząc obie brwi ku górze. Cokolwiek by mogła teraz usłyszeć, działał na nią jak czerwona płachta na byka. Nie chciała dać mu zdominować dyskusji. W jej oczach pojawił się charakterystyczny błysk — hipokryzja, bo jestem ruda? Tradycyjna sprawa — fałszywa, lisica. Wiele określeń była w stanie usłyszeć w związku z kolorem włosów. Może mogłaby mu przyznać rację, gdyby nie znała samej siebie. Tej osoby patrzącej prosto w oczy nostalgii schroniskowej codzienności.
Zdobywam punkty doświadczenia z Tobą — odparła całkiem twardym tonem, wpatrując się w niego intensywnie. Leżała pod nim na leśnym mchu. Mimo to dalej go prowokowała. Mógł trzymać jej ręce, przytrzymywać ją własnym ciężarem, a ona i tak miała w sobie zadziorność, której nie dało się w żadnej chwili ukryć.
Zaczęła widzieć w nim coś więcej. Mogłaby ukrywać własne ego. Odwrócić twarz, kiedy złożył pierwszy pocałunek na jej ustach. Tylko był za bardzo magnetyczny. Chciała móc poznać go każdą komórką ciała. Oddać mu się w całości. Kiedy tylko dotknął jej ust, zapomniała się i oddawała mu się w całości. Nieważne, co działo się przed chwilą. Czuła w sobie jedynie chemię, która była nie do opisania. Tak jak każdy chaotyczny pocałunek, którym ją obdarował.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
32 y/o
For good luck!
181 cm
Śledczy/pies/krawężnik TPS
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Koszyki pełne grzybów leżały zapomniane gdzieś na trawie, ba sam Rufus zapomniał już praktycznie o głównym powodzie, dlaczego zaczęli się w ogóle sprzeczać. Dary lasu przestały mieć jakiekolwiek znaczenie w obliczu narastającego konfliktu prowadzącego do pewnego rodzaju cielesności. Tym razem nie chodziło tu o wymianę bandyckich ciosów a budujące się pożądanie. Wszystko musiało kiedyś znaleźć swoje ujście, nie dało się tego zamieść pod dywan czy zrzucić kurtyny milczenia. Barma był tylko mężczyzną. Zdrowym facetem, którego pociągały kobiety. To były niezachwiane fakty. Niczym złym przyznać się do swojego popędu i chęci poznania kobiety nieco bliżej. Szkoda tylko, że ta okazała się tak paskudną kukurynką.
Chyba w twoich snach. Powinnaś przestać śnić na jawie, Muchomorku — doradził, używając swojego najbardziej uprzejmego tonu. Polankę to on miał zamiar opuścić dopiero po nazbieraniu pełnego koszyka grzybów, w innym przypadku tylko zmarnowałby swój czas, który i tak tracił na pyskówkach z babsztylem. Gdyby tylko ta okazała się mniej uparta, a bardziej pokorna to całe to spotkanie wyglądałoby zupełnie inaczej. Kilka ostrych słów i zawinęłaby swoje całkiem ładne cztery litery sprzed jego oczu.
Może gdyby jednak nie ogolił się wczorajszego wieczora to wyglądałby poważniej? Przynajmniej mógłby wymagać większej ilości szacunku do starszych osób.
Wydawać by się mogło, że więcej od ciebie, więc okaż odrobinę kultury — odparował, skoro już wcześniej zasugerował jej ile miał lat to tym bardziej nie widział powodu, aby się powtarzać. Z gówniarami tak już bywało, że nie słuchały innych tylko usilnie trwały przy swojej wersji prawdy. — Nie, kwiatuszku — zaczął patrząc jej prosto w oczy — Po prostu jesteś ciapata — dokończył, bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Co prawda kolor włosów to ogólna tragedia, ale to nie on rzucał mu się aż tak, gdy ktoś zaczynał wyzywać go od cyganów.
Doświadczenie to ona mogła z nim zdobywać w nieco innym wymiarze niż ten sugerowany. Wystarczył w odpowiedzi kpiący uśmiech, który idealnie zastępował zbędne, nic nie wnoszące do dyskusji słowa. Po co gadać, skoro nabierał ochoty na robienie innych rzeczy?
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Erza B. Fernandes
Malinka
brak, przeżyję wszystko
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

rufus barma

Las oraz szumiące drzewa znikały w rodzącym się między nimi konflikcie. Erza pod skórą zaczęła odczuwać nierealne dreszcze. Im dłużej rozmawiała z mężczyzną, tym czuła, jak krew szybciej przepływa przez jej ciało. Pozostawiało to niezrozumiałe uczucie przyjemności. Mógł być paskudnym człowiekiem, posiadającym empatię na poziomie minusowym, ale ona dalej liczyła, że zniknie sprzed jej oczu. Będzie mogła od niego odpocząć. Odetchnąć pełną piersią, jakby była jedyną duszą w lesie.
Uważaj, bo jeszcze spełnisz moje marzenie — prychnęła Erza, wzruszając delikatnie ramionami. Oglądanie słodkiego tyłeczka uciekającego z jej polanki było jedynym słusznym pragnieniem. Mogła się oszukiwać, mówić górnolotne słowa, a finalnie zaczynała widzieć w nim coś więcej. Poza lokami, bezsensowną butnością, powoli intrygowały ją jego oczy. W nich odnajdywała prawdziwą, nieznaną magię. Pomimo całego obrzydzenia postawą mężczyzny, coraz bardziej ją interesował.
Wyglądasz na nastolatka, który goli koper na twarzy — wycedziła wprost Erza, patrząc mu prosto w oczy. Miał delikatną, wręcz dla niej dziecięcą urodę, nieskalaną jakąkolwiek pracą. Gdyby nie grzybiarskie kalosze oraz kurteczka miałaby go za dziedzica fortuny — odezwał się pierdolony cygan — warknęła mu prosto w usta. Denerwował ją samym podejściem, wzbudzając prawdziwą falę wściekłości — ze mną nie muszą się bać, że mnie okradną — odparła bez większego zawahania Fernandes, wbijając w niego intensywne spojrzenie. Mogła mieć okropne końcówki, być rudą, ale nazwanie jej ciapatą, to za wiele. Próbowała się wyswobodzić z uścisku mężczyzny. Byle móc przypuścić jakiekolwiek uderzenie. Tylko zbyt mocno trzymał ją.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
32 y/o
For good luck!
181 cm
Śledczy/pies/krawężnik TPS
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Otaczający ich las zaczął stanowić nic nieznaczące tło do nadchodzących wydarzeń. Rufus przestał zwracać uwagę na uciążliwy wiatr, dokuczający mu jeszcze jakieś pięć minut temu. Chłód odszedł w odstawkę na rzecz rozgrzewającego go podniecenia. Sytuacja, w której się znalazł nabierała coraz większego tempa, a on bez większego, wewnętrznego konfliktu zaczął nim podążać. Może i rude, a jednocześnie tak bardzo pociągające.
Wyglądam ci na osobę spełniającą życzenia? — spytał, naśmiewając się z niej przy okazji. Daleko mu było do mitycznej, bajkowej wróżki, która skora była do pomocy zbłądzonym dziewczynkom w głębokim lesie. A zwłaszcza takim, które nie potrafiły odpuścić i niepotrzebnie szczekały, gdy racjonalne argumenty miały przed sobą. O ile cokolwiek co powiedział Barma można traktować jako coś z odrobiną sensu i logiki.
Sięgnął pamięcią do jednej z piosenek, które słuchał będąc nieco młodszym szczylem. Co prawda nie nadawała się ona do śpiewania w towarzystwie innych ludzi, ale zawierała cytat, który planował wykorzystać. W tym momencie pasował on idealnie do kobiety.
Ciekawe czy ty masz jakiekolwiek miejsce na ciele, które jest tak gładkie jak moja twarz. Czy to zazdrość, bo nie jesteś w stanie uzyskać takiej gładkości? — spytał, odwzajemniając jej butne spojrzenie. Co innego mu pozostało niż przytyczki i obserwowanie reakcji. I tak w kółko. — Ciapata, please don’t break my heart, don’t break my heart — zanucił do tylko sobie znanej melodii. Kto by się spodziewał, że po blisko dekadzie uda mu się wykorzystać słowa tej jakże przepięknej piosenki. — W takim wypadku pilnuj portfela i kluczyków do auta. O ile już ich nie straciłaś — zażartował, siląc się na całkiem luźny ton. Nie miał zamiaru pozwalać jej na ucieczkę. Ta pozycja była aż za nadto wygodna.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Erza B. Fernandes
Malinka
brak, przeżyję wszystko
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

rufus barma

Wyglądasz na antycznego napaleńca, ale na wróżkę też byś się nadawał — prychnęła Erza, strzelając oczyma. Co mogła mu więcej powiedzieć w tej ciągłej przepychance, kto miał większą rację? Tu oboje przegrali w grzybiarskim pojedynku. Zamiast zbierać jak największą ilość grzybów, zapełnić koszyczek, ona leżała na polance, a on na niej.
Czy ty masz jakiś kompleks? — spytała, słysząc piosenkę. Nie była w stanie ukryć prychnięcia. Takiego dziadostwa dawno nie słyszała — fałszujesz. — mruknęła pod nosem. Nie znała się na muzyce, ale tego tekstu nigdy, przenigdy nie chciałaby usłyszeć ponownie. Brzmiał prawie jak jakiś rytuał oddawania dziewic — uważaj, bo zgłoszę Cię na policję — o ironio, nie wiedziała, że ma z nią do czynienia. Kiedyś, może za jakiś czas się tego dowie. Wtedy jej życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”