18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet nie myślała o konsekwencjach, bo chyba nie do końca też zdawała sobie sprawę z tego jak miałaby wyglądać relacja z Malditą. Oczywiście wiedziała, że dziewczyna była królową szkoły i nie lubiła jak coś nie szło po jej myśli, ale chyba nie spodziewała się, że mogłaby oberwać za sam fakt, że sobie gra w beerponga z Krossem. W końcu to była impreza i nie była tu jedyną dziewczyną. Mogłaby wskazać co najmniej kilka w gronie, które ich otaczało. Z drugiej strony może powinna się domyślić, mając na uwadze incydent w lesie, gdzie blondynka musiała ściągnąć z siebie kurtkę jej chłopaka, bo inaczej ta zostałaby wzięta razem z jej skórą,
Ale jakoś nie myślała o tym. Tak samo nie myślała o tym co powiedziałby Marvin, bo raczej nie byłby zadowolony, że „spoufala” się z wrogiem. I to nie byle jakim.
Chociaż nie mogłaby tego nazwać spoufalaniem, bo przecież jedyne co chciała, to utrzeć mu nosa w jego własnej grze, a że jej to nie wychodziło… to już inna sprawa.
Niemniej, gdzieś tam w środeczku, musiała przyznać, że całkiem dobrze się bawiła. Od zawsze lubiła rywalizację, niezależnie od pola bitwy, ale teraz też jakoś zaskakująco dużo razy się uśmiechała, nawet gdy przegrywała. Musiała chyba uważać, bo jeszcze stwierdzi, że faktycznie na domówce nie było znowu najgorzej. Nie mówiąc o tym, że jeśli dłużej będzie spędzać czas z Evanderem, to uzna w końcu, że jest całkiem spoko człowiekiem, gdyby pominąć kwestie nękania innych i bycia zarozumiałym bucem.
Marvin by ją za to ukrzyżował.
Szkoda tylko, że cela nie miała najlepszego, bo przez to była do tyłu i jej przeciwnik nie musiał wypić swojego piwa nawet jeśli trafiła piłeczką do środka. Problem w tym, że jakimś cudem wyskoczyła i poturlała się po blacie. Jak dla niej to było ustawione. Jak? Nie wiadomo, ale takie rzeczy normalnie się nie działy, nie?
No bezczelny jesteś — rzuciła, krzyżując ręce na piersi, ale w jej tonie uszczypliwość przeplatała się wraz z ukrywanym rozbawieniem. Niestety wyraz twarzy zdradzał, że wcale aż tak się nie burzyła, chociaż musiała przyznać, że fizyka właśnie złamała jej serce.
Każdy i wszystko, ale żeby nauka?
Gdy chłopak się odwrócił, aby rzucić piłką przez ramię, mimowolnie wywróciła oczami na tą ewidentną popisówkę. Podążyła spojrzeniem za pingpongiem i gdy ten zaczął się zataczać na jednym z kubeczków, miała wrażenie, że wstrzymuje oddech. W duchu modliła się, aby piłeczka nie wpadła w swoje miejsce, ale…
Plusk.
OSZUSTWO — wyrzuciła głośno, wyciągając piłeczkę z kubka, aby zacisnąć na niej dłoń. — Dmuchałeś! — wskazała na niego oskarżycielsko palcem. Nawet jeśli jego oddech mógł w praktyce nie dosięgnąć piłki, to w tym momencie wystarczało, że po prostu to zrobił. Teoretycznie ten podmuch mógł zdobyć mu punkt.
Spojrzała na czerwony kubek, a potem na niego, gdy kończył swoją propozycję.
Chyba cię coś boli — powiedziała, łapiąc piwo do ręki. Spojrzała na złoty płyn i westchnęła ciężej, modląc się w duchu, aby dzisiaj nie umrzeć. Zwłaszcza z tym tempem. Dobrze, że jadła dobrą kolację zanim tu przyszła, to chociaż nie piła na pusty żołądek. Wtedy to byłby jej koniec.
Skrzywiona odstawiła kubeczek na bok. Miała wrażenie, że aż ją zmroziło po tej ilości na raz, ale nie zamierzała być miękka, ok? Byle tylko znalazła Marvina w odpowiednim momencie, aby ją do domu odprowadził.
Sięgnęła po piłeczkę i nawet jedno oko przymknęła, chcąc odpowiednio wycelować. Złapała kulkę w dwa palce i… to właśnie wtedy ta się wyślizgnęła, aby wpaść do jej kubka. Tak po prostu.
TO SIĘ NIE LICZY — powiedziała, zanim przeniosła wzrok na Krossa, spodziewając się chyba co chce powiedzieć. — Wyślizgnęła się! To nawet nie był rzut! — No zamierzała się bronić, nie ma, że nie. W końcu to był tylko przypadek, a nie faktyczny rzut.
Dyskutowała ostro w tym temacie. Część tłumu była po jej stronie, aby dać jej rzucić jeszcze raz, a druga połowa była za tym, aby piła z kubka, bo rzut to rzut, nawet jeśli samobój. Brakowało tylko aby kolega od mokrego podkoszulka powiedział, aby piła bo będzie łatwiejsza.
Chwyciła czerwony kubek i wymierzyła spojrzenie w przeciwnika.
Nienawidzę cię. — Chyba zdawał sobie z tego sprawę.

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  — A bo to raz w życiu dmuchałem? — odpowiedział, wielki król żartów, podśmiechując się wraz z kolegami z tego wybornego żartu słownego. To, że w towarzystwie znajomych stracił ostatnią i jedyną komórkę mózgową było już niezaprzeczalnym faktem. Inna sprawa, że ktoś, kto nie poznał go dobrze osobno nie będzie potrafił wskazać różnicy.
  Czy dmuchał – w stronę piłeczki – czy nie, to już było nieistotne, bo punkt mu przyznano, a Zoe musiała pogodzić się z porażką w tej rundzie. Mógł jej tylko zaproponować coś, czego zdecydowanie by nie zrobiła – bo miała kija w dupie – ale propozycja spotkała się z tym, czego się spodziewał. Odmową. I jakże pogardliwą. Sama więc pieczętowała swój los, on chciał jej pomóc. I nie mogła mu powiedzieć, że wcale nie, skoro dwa poprzednie kubki poprzewracał, rozlewając alkohol. Miała znacznie mniej do wypicia – teraz musiała się zmierzyć z pełnym.
  Obserwował jej minę, gdy doiła browara, niczym zawodowiec. Gdyby tylko nie ta mina, to nic by jej nie zdradziło, że nie jest zaprawionym koneserem piwa. Ale wyraz jej twarzy po wszystkim wyjątkowo ją rozbawił – ciekawe czy w ogóle była świadoma, że jakikolwiek grymas pokazał się na jej buzi.
  Ciekaw był, kiedy pęknie. I pewnie też nie był świadom, że nie wszyscy byli aż tak zaprawieni w boju jak on i jego znajomi, nawet jeśli wiedział, że Zoe razcej za dużo nie piła, bo nie bywała na imprezach. Ale może się okaże, że spożywała sporo alkoholu w towarzystwie lustra w domu.
  Oj, jakże go rozbawiła tym kolejnym rzutem. Kiedy zobaczył, jak piłka ze smutnym plaskiem, takim który był w stanie usłyszeć przez dudnienie muzyki, spadła do kubeczka, wybuchnął śmiechem, jak chyba większość z gapiów. Nie był on jednak pusty, głupawy i skrajnie drwiący; zwyczajnie rozbawiony, jak to zwykle podśmiechiwano się ze znajomych i przyjaciół, kiedy przykładowo potknęli się i przewrócili. Tak, jak się podśmiechiwano zanim zapytano czy wszystko w porządku.
  Otarł dłonią kącik oka, bo wyjątkowo go to rozśmieszyło, do tego stopnia, że aż łezka się zakręciła.
  — Proszę cię — zaczął, machając ręką, jak gdyby gestem chciał dać do zrozumienia, aby nawet dalej nie próbowała się pogrążać dalszą dyskusją. — Pijesz, słońce, pijesz. — To nie podlegało absolutnej dyskusji, bo przecież miało nie być taryfy ulgowej – od początku ją tym straszył.
  Może teraz, patrząc z perspektywy, to faktycznie jej pomógł tym przewracaniem kubeczków. Nieumyślnie, ale zawsze. Z drugiej strony – i tak i tak musiałaby to wypić, prędzej czy później. Ale dzięki temu wysunęła go jeszcze mocniej na prowadzenie, a rozgrywka szybciej będzie się miała ku końcowi, o ile Kross będzie zachowywał swoją celność.
  A biorąc pod uwagę, że był sportowcem i pewnie też nie pierwszy raz grał w tę grę imprezową – powinien sobie poradzić.
  W reakcji na jej wyznanie nienawiści, pokazał jej jeszcze kpiące serduszko, złączając do tego odpowiednio kciuk z palcem wskazującym, finalnie to serduszko tez ucałowując, aby wiedziała, że on się pastwić nad nią zamierza dalej. Oczywiście w granicach dobrej zabawy.
  Przejął podaną mu piłeczkę pingpongową, by przycelować, a następnie rzucić, odbijając ją odpowiednio. Przedmiot wskoczył do swojego celu – kolejnego kubeczka. Tym samym chyba przypieczętowując los Zoe.
  A było się zbekać. Oferta niestety przedawniona.
  — Cieszę się, że przyszłaś — odezwał się, gdy pewnym stało się, że czeka ją kolejna porcja piwa do wypicia. Praktycznie bez jakiejkolwiek przerwy. Ale kto by tam odpadł po jednym czy dwóch piwach, prawda? — Szkoda, że chyba dość szybko stąd wyjdziesz — dodał, nie kryjąc swojego rozbawienia. Uniósł przy tym wymownie brew, a ramiona splótł ze sobą na klatce piersiowej, stojąc w tej swojej triumfalnej pozie. Zostały jej jeszcze dwa kubki do opróżnienia, nie licząc obecnego. Chyba nie mogło być aż tak źle. Chociaż z takim tempem – mogło być różnie.
  Naprawdę – trzeba było się zbekać.

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wszystko zdecydowanie nie szło po jej myśli.
Jak na początku jeszcze jej poszło w miarę, tak wraz z kolejnymi strzałami los stwierdzał, że położy jej kłody pod nogi i to tak porządnie. Nie wiedziała czym sobie na to zasłużyła, bo przecież była super człowiekiem i dobrą koleżanką, ale… ewidentnie miała nie przeżyć tego wieczora.
Nie spodziewała się po Krossie, że faktycznie da jej jakiekolwiek fory, bo przecież już powiedział, że ich nie będzie, ale chyba nie sądziła, że będzie miała aż tak beznadziejnego cela. I że będzie dostawać tak bardzo po dupie. Możliwe, że może gdzieś tam w środku jednak liczyła, że będzie to trochę bardziej rozwleczone w czasie jakimś cudem. W zasadzie nie wiedziała na co liczy, skoro pierwszy raz grała w tę grę, a jej przeciwnikiem był nie kto inny jak niekwestionowany Król Szkoły.
Prosiła się o srogi łomot.
W dodatku sabotowała samą siebie. Była gotowa, aby się bić z tym, że to był przypadek i należy jej się jeszcze jeden rzut, ale lud dookoła był podzielony, aż w końcu zdecydowano, że i tak musi wypić kolejny, czerwony kubek piwa. Może nie była wprawiona w boju i nie chodziła po imprezach, ale była inteligentna i wiedziała czym się kończy takie tempo picia, nawet jeśli piwa w Kanadzie były rozwodnione i nie tak mocne jak w pewnych częściach Europy.
Ale z jej głową i tak nie potrzebowała wiele.
Nie czuła się źle, nie czuła się przytłoczona i co dziwne, nawet jeśli przegrywała, a jej chęć rywalizacji była zawzięta, to nie odczuwała żadnej większej presji. Wbrew pozorom i tego co można by o niej myśleć, to naprawdę dobrze się bawiła. Może to alkohol, a może środowisko w które weszła pierwszy raz w życiu, a może coś jeszcze innego, ale czuła się na tyle swobodnie, że chyba aż sama była zaskoczona.
Wiedziała, że oberwie w dupę z jego kolejnym strzałem. Jeszcze ani razu nie chybił i chyba też nie zamierzał. Dlatego oparła się jedną ręką o blat stołu i obserwowała jak piłeczka rzucona przez niego raz jeszcze ląduje w jednym z wypełnionych kubków. W tym momencie to cała energia z niej wyleciała. No, prawie cała.
Szkoda, że chyba dość szybko stąd wyjdziesz.
Raczej zostanie stąd wyniesiona przez Marvina.
Odetchnęła ciężko pod nosem i podniosła otwartą dłoń wyżej.
Okay, przerwa, czas czy coś. — Bo wiedziała, że jej potrzebuje. Niemalże czuła jak piwo płynie w jej żyłach. Jak rozpływa się po jej organizmie. Już miała świetny humor, nie mówiąc o tym charakterystycznym błogim stanie. Nie miała go zbyt często, ale teraz był bardzo wyczuwalny. — Byś się napił, a nie tak o suchej gębie stoisz. — Bo już od kilku rund jego kubeczki stały pełne, a tylko ona się bawiła. Chociaż sądząc po jego wyrazie twarzy i tym śmiechu, który bębnił jej w uszach, to najwyraźniej nie potrzebował piwa, aby mieć rozrywkę. Ona była doskonałą rozrywką, kiedy przegrywała i jeszcze strzelała sobie samobóje.
Na jego miejscu pewnie reagowałaby tak samo. Ale to ona przegrywała.
Kolega od podkoszulka przystawił się i położył jej „wspierająco” dłoń na plecach, kiedy łapała chwilę oddechu między następnymi kubkami z piwem. Zoe wydawała się nawet nie zauważyć tego gestu, bo już sięgała do swojego przekleństwa.
Pewnego dnia ci złoję skórę, zobaczysz — powiedziała, rzucając mu wymowne, wręcz wyzywające spojrzenie. Ona mu tego nie zapomni! I będzie chciała rewanżu, ale może wtedy, kiedy nabierze wprawy w rzutach.
Ostatni cięższy oddech i wypiła z krzywą miną kolejne piwo, gdy jej nowy kolega, którego imienia nie znała, wspierał ją z boku. I nawet specjalnie rąk nie chciało mu się odklejać od jej pleców. Przynajmniej wciąż był na plecach.
Zakręć nadgarstkiem tak, jakbyś bigos mieszała! — rzucił jej zajebistą radą, kiedy odstawiła na bok kolejny pusty kubeczek. Potrzebowała wody. Albo jakiegoś jedzenia, bo dłużej tak na pewno nie pociągnie. Dobrze, że wkrótce miał być koniec gry, bo gdyby było jeszcze kilka celów, to by umarła pod stołem.
Niemniej do rady się dostosowała. Sięgnęła po piłeczkę i przymknęła jedno oko, bo jej cel chociaż wcześniej był kiepski, tak teraz, po tej ilości piwa wypitego… szybko, to był jeszcze gorszy. Zakręciła tym nadgarstkiem i rzuciła przed siebie, pewna, że znowu nie trafi.
Ale piłeczka wpadła do środka.
Zoe to aż podskoczyła w miejscu z ekscytacji i przybiła dwie wysokie piątki swojemu koledze od podkoszulka, który powiedział, że odwaliła dobrą robotę z tym nadgarstkiem. Brakowało jeszcze aby powiedział, że pewnie jeszcze inne rzeczy umie nim robić.
Dawaj! Drugi kubeczek powinieneś wypić dla zasady. I dla fabuły. — Nie spodziewała się, że by to zrobił, no ale pogadać mogła! A nuż by się zdecydował o ponadprogramowe piwo.


Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Musiał przyznać przed samym sobą: była w fatalnej sytuacji. Kibice byli jednak w większości bezlitośni i pod content, dlatego Zoe, która ledwie skończyła pić poprzedni kubek, została postawiona przed obowiązkiem wypicia kolejnego, w ramach kary za kiepski, a w zasadzie: beznadziejny, rzut. Nie zamierzał jej bronić, bo w momencie, w którym dyskutowała, on bezczelnie przypomniał jej, że to nie pierwszy taki fatalny z jej strony i że za poprzedni już dostała taryfę ulgową.
  Nie chodziło mu jednak o to, aby całkowicie ją upić już w pierwszym kwadransie jej domówki, bo jeśli obudziłaby się z kacem następnego dnia, a także jednym wspomnieniem z beerponga i późniejszego powrotu do domu, to uznałaby, że jednak imprezy są beznadziejnie.
  Chociaż – czemu niby miałoby mu zależeć na reformie jej przemyśleń dotyczących imprez i jego świata. Nie była jego częścią, a jemu nie zależało, aby się nią stało. Może więc chodziło o potrzebę udowodnienia jej, że panna przemądrzała też się czasem myli i lubi oceniać wszystko po okładce. A akurat ona jak ona – powinna wiedzieć, że z książkami tak się nie robi.
  Nie oponował, kiedy Zoe podyktowała przerwę w rozgrywce. Właśnie na to, aby poradzić sobie z kolejnym kubkiem pełnym alkoholu. Oparł jedną dłoń o blat stołu, wspierając większość masy ciała na niej, a drugą wsparł na biodrze. Wpatrywał się z wymownym półuśmiechem w swoją przeciwniczkę.
  — No czekam, żeby wypić, ale to tobie coś nie idzie zmuszanie mnie do tego — zaczepił luźno, posyłając jej przy tym wymowny wyszczerz półgębkiem, aby nie umknęło jej – w tym stanie – że się z nią droczy. Co prawda nie uważał, ani nie widział, aby była już faktycznie pijana, ale domyślał się, co taka ilość piwa na raz – poza bekaniem – potrafiła zrobić komuś, kto raczej nieczęsto miał styczność z jakimkolwiek alkoholem.
  Nie to, żeby właśnie też ją oceniał po okładce w tym twierdzeniu.
  W romans Zoe z Dudley’em się nie wtrącał – po pierwsze: nie była to przecież jego sprawa komu dziewczyna daje się dotykać wspierająco, a po drugie – i co ważniejsze: nawet tego nie widział ze swojej perspektywy,
  — Pewnego dnia — powtórzył, kiwając głową, jak gdyby wierzył w te słowa. — Jak kiedyś będę miał obie ręce w gipsie i udar słoneczny— zakończył, jakże zabawną, puentą. Nawet jego chórek mu zawtórował, chociaż on sam nie uznał, żeby zaraz to było aż tak zabawne. Ale tutaj działał alkohol – u niektórych nawet już w nadmiarze. I może chęć przypodobania się jemu? Nie tylko dziewczyny chichotały, aby pokazać facetowi, że im się podoba.
  Obserwował, jak radzi sobie z kolejnym kubkiem piwa, w dodatku bez beknięcia – uważał, że gdyby, hehe, połykała szybciej, to pewnie nie obyłoby się bez tego. I pewnie też nie obyłoby się bez rzygnięcia.
  Nie słyszał tej świetnej rady ze strony nowego kolegi dziewczyny, ale cokolwiek to nie było, sprawiło że piłeczka wpadła z chlupnięciem do jego kubeczka. Brew mu drgnęła, bo chyba uważał, że w tym stanie to ona już w nic nie trafi – chyba że w jakiegoś przechodnia (najlepiej Marvina).
  Bez dyskusji zajął się piciem piwa, kiedy Zoe świętowała z Dudley’em swoje małe zwycięstwo. Podobno gry łączyły ludzi – jak było widać na załączonym obrazku. Odstawił pusty czerwony kubeczek na bok, słysząc uwagę ze strony dziewczyny,
  — Nie, nie, Zoe. Nie będę wyrównywał wyniku. Zresztą, potraktuj to jako karniaki za to, że przyszłaś dość późno. — Oni już dawno zaczęli swój zabawę. W dodatku mieli before’a. Tak, przed domówką. Ale łyka czy dwa wziął, żeby nie mogła go wyzywać od sztywniaków. Łatwiej jej będzie trafić do środka – a raczej: ciężej będzie piłeczce znowu zaprzeczyć prawom fizyki i wyskoczyć z cieczy.
  Nawet on wiedział, że taka rzecz nie powinna się zdarzyć.
  Odebrał od kolegi piłkę by zaraz przycelować. Wziął zamach i chyba niepotrzebnie taki duży, bo piłka odbiła się z impetem od stołu, żeby… finalnie, ze zbyt głośnym jak na małą piłeczkę pingpongową, plaskiem, rozbić się na czole dziewczyny, zostawiając na nim okrągły, intensywny twarz.
  — Ups — odezwał się, sam szczerze zaskoczony tym, co się właśnie stało. Rzuty miał przecież całkiem dobre, ani razu nie chybił, więc to wszystko mogło wyglądać jak zaplanowane działanie. Czy było? Cóż, to mógł wiedzieć tylko on. Chociaż podśmiechujki z jego strony w reakcji na ów widok wcale nie działały na jego korzyść. — Nie chciałem, serio — przyznał, przez własne rozbawienie.

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła się dobrze. Znaczy, alkohol w jej żyłach był dobrze wyczuwalny. Już miała ten charakterystyczny stan podpicia, gdzie życie było super, a wszystko było o wiele śmieszniejsze. Humor jej ewidentnie dopisywał, nawet jeśli nie szło jej najlepiej, bo cel miała beznadziejny. To była jednak tylko kwestia czasu, aż alkohol ją walnie. Może te piwa nie były najmocniejsze, ale tempo oraz ich ilość dla człowieka, który nie pił regularnie i nie pił dużo mogły być… mocno zdradzieckie.
Z jej doświadczeniem w piciu, to pewnie chwyci ją niedługo po rozgrywce.
Wiedziała, że jest w tyle. Widać to było po ilości kubków na stole, ale jej wola walki rosła wraz z kolejnymi porażkami. Nawet jeśli przegrywała, to i tak była zdania, że mu dowali. Nie wiedziała do końca jak, bo jeszcze trochę i pewnie w ogóle nie będzie widzieć gdzie celuje, ale przynajmniej ten duch rywalizacji nie malał. Nie mówiąc o tym, że on nawet na to nie pozwalał przez swoje zachowanie oraz głupie teksty, które jedynie ją nakręcały.
Ale to zapewne też było celowe.
I przez to wszystko, przez fakt, że skupiała się na Krossie, a także przez alkohol buzujący w jej żyłach, nawet chyba nie zauważała, że kolega, którego imienia dalej nie znała, zaczął być zadziwiająco blisko jej osoby. Ale co jej kibicował, to jej. Chociaż jedną osobę miała po swojej stronie trybun, patrząc na to kogo miała za przeciwnika.
Żebyś się nie zdziwił — rzuciła do niego, gdy ziomeczki zaczęły mu wtórować.
Teraz to jeszcze bardziej chciała mu utrzeć nosa. Ale hej, przynajmniej nie była aż tak bardzo w tyle, jak kolega przed nią, który przegrał z kretesem. Czy to mogło oznaczać, że była lepsza? Czy może po prostu miała większe szczęście?
Szkoda tylko, że dalej była w tyle i kolejne kubki z piwem wchodziły już ciężko. Z jednej strony wydawała się nie czuć smaku piwa, ale jej zdrowy rozsądek gdzieś tam się jeszcze przebijał i podpowiadał, że wkrótce będzie odczuwać skutki wypitego alkoholu. Najlepiej jakby jej nowy kolega od podkoszulka przyniósł jej jakiejś wody z cytryną, ale domyślała się, że na takich domówkach to raczej nikt o tym nie myślał.
Skrzyżowała ręce na piersi na jego słowa, przestępując z nogi na nogę. Nie odpowiedziała mu na te karniaki, jedynie obserwując jak wypija te nieszczęsne, dodatkowe dwa łyki piwa. To lepsze niż nic, nie?
Czekała na jego rzut, ale nie spodziewała się, że będzie on… taki.
Gdy wyczuła uderzenie piłeczki na czole, automatycznie przyłożyła dłoń do skóry, rzucając mu jakże groźne i niezadowolone spojrzenie. Nie chciałem.
Bullshit, a nie nie chciałem. Czerwona kartka — rzuciła, drugą dłonią opierając się o blat stołu. — Bez jaj, masz za to wypić. To był atak na przeciwnika — powiedziała twardo, ewidentnie zamierzając się z tym kłócić, jeśli chciałby z nią negocjować. — Pij. — Za to powinien mieć już dwa kubki do picia - za faul i za nie trafienie nawet w blat. Powinien jej dziękować, że była taka miła i kazała mu po prostu pić jeden.
I nie tylko ona miała najwyraźniej takie zdanie, bo spora część otaczającego ich tłumu, zaczęła skandować jego imię, albo raczej nazwisko, jakby chcieli go podkręcić. Jej tylko zależało na tym, aby wypił.
Nie zamierzała mu odpuszczać. Tak samo jak on jej, gdy piłeczka wyślizgnęła się z jej rąk.
Jak piwo zniknęło z kolejnego jego kubeczka, wyprostowała się zadowolona. Przejęła piłeczkę i spróbowała wycelować, chociaż z jej lekko rozmazaną już wizją mogło być ciężko. Wydawało jej się, że celuje dobrze, ale wtedy wypuściła piłkę i ta uderzyła w cel. Nie do końca ten, który miała, ponieważ odbiła się ona od stołu i wystrzeliła w stronę Marvina, który się przyglądał z boku, ze swoimi zebranymi kubkami. Oberwał on prosto w okulary, które zachwiały się na jego nosie i spadły na ziemię z nieprzyjemnym stukotem pękającego szkła.
ZOE!!! — krzyknął z wyrzutem, podnosząc z ziemi zniszczony przedmiot.
Blondynka zakryła usta dłonią.
Przepraszam! — powiedziała, ale Marvin chyba nie chciał słuchać jej przeprosin. Wziął swoje okulary i przebił się przez gapiów, kierując się przed siebie. Powiodła za nim spojrzeniem i zerknęła szybko w stronę Krossa. — Okay, wygrałeś — rzuciła, aby zaraz udać się za przyjacielem.
I tak by wygrał, ale... no chociaż przyznała to oficjalnie.


Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Zakładał, że był już podpity, ale to był ten kontrolowany poziom. Przed przyjściem Zoe przecież brał udział w jednej takiej grze, a potem w towarzystwie pił parę drinków, gdzie tutaj mało kto robił je z zachowaniem odpowiednich proporcji. Na takich imprezach odpowiednią proporcją było ponad trzy czwarte wódki i softner tylko dla koloru. Dlatego też takie imprezy nierzadko kończyły się rzyganiem.
  Tutaj nie dało się po prostu bawić – tutaj należało walczyć o życie.
  — Oj tam zaraz atak — rzucił z miną niewiniątka, przewracając przy tym oczami. Zdradzało go jednak widoczne rozbawienie całą sytuacją, które drgało jako uśmiech w kącikach jego ust.
  Kłócić się nie zamierzał i to nie przez skandowanie tłumu, a przez fakt, że faktycznie trochę to nie wyszło. Nie spodziewał się, że zamach będzie na tyle silny, że piłeczka faktycznie pominie blat i pocałuje Zoe w czoło. Może jednak był już trochę bardziej podpity, niż zakładał. Ale bawił się przednio – i to nie dlatego, że dokuczał dziewczynie.
  Sięgnął po kubek, przyjmując karę na siebie bez większej dyskusji. Nie musiała go nawet specjalnie nakłaniać czy popędzać. Stuknął się plastikiem z jednym ze swoich kolegów, który stał obok, obserwując rozgrywkę z drinkiem. Kross wychylił zawartość naczynia, a potem zamaszyście odstawił plastik na blat stołu z takim impetem, że zgniótł go.
  Nawet przy piciu miał swoich wiernych fanów, którzy postanowili zawiwatować, bo przecież tak zajebiście wypił to piwo, że należały mu się oklaski. A on podniósł wyzywające spojrzenie na dziewczynę, tak aby dać jej do zrozumienia, że on się poddawać nie zamierza, a ona miała przesrane, bo teraz faktycznie zacznie grać na poważnie. I biedna Zoe skończy pod stołem.
  Przygotował się na kolejne zagranie w jej wykonaniu – ostatnie całkiem nieźle jej wyszło i miał przeczucie, że może coś nie coś zaczynała łapać zasady panujące w tej grze – a raczej: technikę. Nie mógł tego zrzucić już na szczęście początkującego czy szczęśliwy strzał. Zoe wyglądała na naprawdę zdeterminowaną, by złoić mu skórę.
  Jaka szkoda, że zamierzał wyprowadzić ją z błędu.
  Zanim jednak zdołał cokolwiek powiedzieć, piłka poleciała z impetem w stronę blatu i odbiła się, wpadając nie do kubka, a na przeszkodę w postaci człowieka. Albo raczej – noszonych przez niego okularów. Na widok całej tej akcji, choć działo się to szybko, większość obserwatorów, w tym także on – parsknął śmiechem. Bo cóż było zabawniejszego niż krzywda kogoś innego? Poza tym – to przecież był tylko wypadek! Wszyscy o tym wiedzieli.
  No, prawie wszyscy.
  Rzygciuszek, jak się okazało, najwyraźniej nie. Słychać było po jego oburzonym okrzyku, który bez problemu zadudnił głośniej, niż puszczana muzyka. No i widać było – po tej urażonej minie na gębie, która jak raz nie była zarzygana.
  On by to zignorował, bo dla niego był to idealny przykład kija w dupie – takiego, którego należało chociaż spróbować wyciągnąć – jak Zoe. Niemniej Marvin, do którego i tak nie pałał zbyt wielką sympatią, postanowił najwyraźniej się obrazić, co mógł wnioskować po jego dramatycznym zwrocie i odejściu.
  Brakowało tylko, aby znalazł sobie jakiś losowy mebel i rzucił się na niego ze szlochem.
  I co on, kurwa, robił z tymi wszystkimi pustymi kubkami?!
  Kross przerzucił wzrok na swoją przeciwniczkę, kiedy usłyszał jej słowa. Nie zdołał nawet podjąć dyskusji, czy po prostu rzucić głupim komentarzem, bo dziewczyna już przeciskała się przez imprezowiczów, udając się w kierunku, w którym podział się jej przesympatyczny i wyluzowany kolega.
  Zerknął po rozbawionych kumplach, którzy dyskutowali o Rzygciuszku, że może to i lepiej, że sobie poszedł, bo nikt nie chciał mieć przecież zarzyganych butów, ani nic innego. Prychnął krótko pod nosem w rozbawieniu, ale tak naprawdę wielce to go nie rozbawiło.
  Sięgnął więc po jeden z, pełnych od piwa, kubków do gry, by wypić jego zawartość bez większego pośpiechu, wracając do imprezowania, jak gdyby żadna większa drama nie miał właśnie miejsca.
  Bo nie miała.

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A tak dobrze się bawiła.
Była blisko, aby pokonać Krossa w jego grze, dopóki nie wydarzył się wypadek. No dobra, może nie była blisko, bo przecież dalej przegrywała, ale chociaż jej przeciwnik wypił karniaka za ten nieszczęsny strzał w czoło. Nie dość, że ją dwukrotnie oblał piwem, to jeszcze ją atakował piłką. Bully jednak zawsze zostanie bully.
Gdy Marvin obrażony opuścił ekipę obserwatorów, nawet podpita zdecydowała się za nim iść, aby wyjaśnić sytuację. W końcu czuła się winna, że piłeczka, którą ona wycelowała, źle się odbiła i zbiła chłopakowi okulary. Oczywiście nie chciała tego, to był zwykły wypadek, ale i tak czuła się z tym źle. Dlatego opuściła rozgrywkę, aby dołączyć do przyjaciela dwa pokoje dalej, gdzie stało duże lustro w którym się przeglądał, chcąc uratować jakoś szkła. I chociaż go też przeprosiła raz, drugi i kolejny, to Marvin wcale nie chciał jej słuchać. Możliwe, że też już trochę wypił, ale był na nią bardzo zły.
I nie chodziło tylko o wypadek. W pewnym momencie się odpalił, wyrzucając jej grę z Krossem, który przecież był jego wrogiem numer jeden. Uważał to za zdradę, że w ogóle śmiała się z nim dobrze bawić, bo przecież widział całą rozgrywkę i to, że się uśmiechała. Jego zbite okulary chyba w tym wszystkim były najmniejszym problemem.
Przez chwilę starała się wyjaśnić pewne kwestie, ale Marvin nie chciał jej słuchać. Jak się nakręcił, tak potem nie dawał jej dojść do słowa. W końcu się obraził w pełni i… po prostu sobie poszedł. Obrócił się raz jeszcze na pięcie i wyszedł, zostawiając ją na imprezie samą.
Może nie byłoby to takie złe, gdyby nie fakt, że alkohol zaczął być odczuwalny.
Była pijana. Pierwszy raz w życiu naprawdę była pijana. Nie tylko podpita. Wizja jej się rozmywała i chociaż jeszcze kontaktowała, to nie można było powiedzieć, że była sobą. Wszystkie emocje były odczuwalne trzy razy bardziej, a rozsądek poszedł gdzieś w pizdu. Nie umiała podjąć dobrych decyzji, więc stała się podatna na różne aluzje oraz propozycje.
Gdy Marvin ją zostawił na pastwę losu, było jej zwyczajnie przykro. Że się pokłócili, że ją oskarżał o zdradę, że się obraził. I wtedy przy jej boku pojawił się nie kto inny jak… kolega, którego imienia w dalszym ciągu nie znała. On jednak przyszedł się zapytać co się stało, że jest smutna, a nawet wysłuchać jej żali, które mogły być dość ciężko zrozumiałe, bo nawet nie wiedziała kiedy język zaczął jej się plątać.
I to właśnie on zaproponował jej… kolejnego drinka. A ona oczywiście się zgodziła.
Wystarczył jej jeden łyk. Nagle humor wrócił.
Impreza znowu zaczęła być fajna. Nawet brała udział w jeszcze innej grze, a po niej kolega zaproponował, aby poszli się… przewietrzyć. Była podatna na każdą propozycję, a skoro Marvin sobie poszedł, to trzymała się tej jednej osoby, która przy niej była. Nawet jeśli jej nie znała. W jej pijanym umyśle jednak była pewną stałą. I oczywiście, że jej zaufała.
Kolega złapał ją za rękę i zaczął prowadzić, a ona jak ten potulny baranek podążała za nim. Nie wiedziała gdzie, ale na pewno będzie fajnie, nie?

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Cykl życia na imprezie był prosty – bardzo dużo się rotowało między różnymi gronami; tym chętniej, im więcej alkoholu się wypiło. I tak było w przypadku Krossa. Gdy Zoe zniknęła, podążając za swoją primadonną, którą nazywała swoim przyjacielem i której tak zaciekle zawsze broniła, on zdecydował się wrócić do zabawy, pijąc drinka i wdając się w rozmowę ze znajomymi, którzy byli obserwatorami w tej całej rozgrywce. Większość czasu jednak milczał, będąc słuchaczem przy gdybaniach na temat – skąd ona wzięła się na imprezie, kto ją zaprosił i dlaczego nigdy wcześniej nie była.
  Ktoś nawet ją rozpoznał, dlatego Evander nie musiał udzielać zbyt wielu odpowiedzi, ani opowiadać na jej temat niczego. Gdyby go zapytano, to pewnie wzruszyłby ramionami i powiedział, że przyszła, zobaczył iż była sama, więc zaproponował jej grę. Jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
  I z jego perspektywy była.
  Zdołał pójść coś zjeść, a nawet porozmawiać z paroma osobami, z kilkoma tez wypić, nie rozglądając się za bardzo za kujonicą. Gdyby go spytać – to był święcie przekonany, że poszła do domu, zaraz za swoim sfochanym koleżką, który ewidentnie nie nadawał się na imprezy.
  A on myślał, że to Zoe miała kija w dupie. Ale tak to wyglądało, zwłaszcza mając baczenie na to, co mówiła – że to Rzygciuszek, czy jak mu tam, chciał iść na imprezę, a ona niekoniecznie.
  Lepiej by wyszła, gdyby pojawiła się sama. Bo nie mógł nie zauważyć, że całkiem dobrze się bawiła i wyluzowana nawet była do zniesienia. Odpowiadały mu jej zaczepki, jej duch rywalizacji – w dość kiepskiej formie fizycznej. – a także fakt, że po prostu była obok. Gdyby nie był sobą, to nawet mógłby stwierdzić, że Zoe jest w porządku.
  Zauważył ją przypadkiem, kiedy grała w jedną z gier, w towarzystwie Dudley’a. Trochę się zdziwił na ten widok – nie dlatego, że jego znajomy nie odstępował jej na krok, ale przez fakt, że jednak nie poszła do domu i nie siedziała przyklejona do Rzygciuszka, pocieszając go po tym niefortunnym dramacie.
Dla niego – nic alarmującego. Mogła przecież bawić się z kim chciała, a jeśli nie przeszkadzało jej, że nowy kolega bardzo często sięga do niej w grze, która wcale tego nie wymagała, to przecież nie był jego interes.
  Imprezy takie były. I imprezy kończyły się na pięterku. Musiałby w tym towarzystwie być absolutnie nowy, aby nie wiedzieć o tym, że tak się działo. Ba, nawet o na o tym wiedziała, bo przecież dla niej to był zarzut, że tylko takie rzeczy tutaj robią .A on jej odpowiedział, że każdy robi o, co chce. Jak ktoś chce grać – to gra, a jak ktoś chce iść na pięterko – to idzie.
  A teraz sama maszerowała chwiejnym krokiem w towarzystwie Dudley’a, stopień po stopniu, na górę.
  Jebana hipokrytka.
  Odwrócił od niej spojrzenie nie reagując na ten obrazek. Tak, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Nie zamierzał nagle pojawiać się obok i wyszarpywać jej z uścisku kolegi, bo to niemoralne. Wychodził z założenia, że byli dorośli – w większości. A przynajmniej na tyle duzi, aby samodzielnie się pilnować i podejmować odpowiedzialne decyzje.
  Wszystko było tylko zabawą, prawda? I wszystko było dla ludzi. Nawet przygodny seks na pięterku. A być może jak ją taki Dudley przepcha, to przestanie być całkowicie napięta.
  Byłby się zajął sobą, gdyby nie to, że Maldita przyssała się do niego i zaczęła marudzić, aby przyniósł jej kosmetyczkę, którą zostawiła w łazience na górze, gdy ogarniała jedną ze swoich pijanych koleżanek po tym, jak opłakiwały jej rozstanie.
  Wywrócił oczami i bez większej dyskusji poszedł na piętro, by skierować się w stronę jedynej łazienki.

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie ogarniała.
Nigdy nie było tak, że traciła kontakt ze światem. Nigdy nie straciła panowania i zdrowego rozsądku. To był jej pierwszy raz. W dodatku taki, którego nie planowała. Przyszła tutaj tylko po to, aby towarzyszyć przyjacielowi. To, że wdała się w grę i jej własna determinacja doprowadziła ją do tego, że się upiła piwami w szybkim tempie… to już inna kwestia. I zapewne zbyt szybko tego nie powtórzy jak się obudzi następnego dnia z ogromnym bólem głowy oraz kacem moralnym.
Byle tylko obudziła się we własnym łóżku i z majtkami, nie?
Poszła z kolegą, bo… bo tak. Bo ją trzymał za nadgarstek i za sobą prowadził. Bo chciał jej coś pokazać u góry. Bo powiedział, że będzie fajnie i sobie pogadają. A jej pijany umysł nie uznawał tego za niebezpieczne. Nie widział w tym żadnego zagrożenia. I to pewnie dlatego, że ledwo funkcjonował, zamroczony płynącymi procentami.
Jej ciało działało na automacie. Stawiało kroki poprzez pamięć mięśniową, starając się nie potknąć na schodach. Nie widziała nawet ludzi, których miała po drodze, nie kojarząc żadnego z nich. Rozglądała się, ale jedynie kojarzyła gdzie się kierują.
Weszli do jakiejś przypadkowej sypialni, a Dudley nawet nie zamknął drzwi. Ledwo przeszedł przez próg, a już do niej przywarł, aby zacząć całować szyję. I to właśnie w tym momencie, w jej podświadomości pojawił się błysk. Mała iskra, która tknęła jej ciało oraz umysł, że coś jest nie tak. Że powinna zadziałać i coś z tym zrobić, bo kolega przegina oraz przekracza granice, których zdecydowanie nie powinien był przekraczać.
Ale ja nie chsę — powiedziała, starając się, aby jej słowa były słyszalne. Nie mogła zapanować specjalnie nad swoją dykcją, bo język jej się plątał, ale wyraźnie słychać było sprzeciw. Zareagowała też, starając się go odepchnąć, ale ten wydawał się nie drgnąć.
Jak jakiś pieprzony glonojad.
Przesań, nie dotyhaj mnie — rzuciła głośniej i ostrzej, wkładając więcej siły w kolejną próbę odepchnięcia natarczywego kolegi.
I to się udało. Przynajmniej na chwilę. Dudley się zachwiał dwa kroki i spojrzał na nią wyraźnie poirytowany. Chyba nie tego się spodziewał, kiedy zaciągał blondynkę na pięterko. Nie mówiąc o tym, że wydawała się być na tyle pijana, aby nie kontaktować. A jednak, jej podświadomość i wewnętrzny alarm zadziałały nawet w takim stanie.
Kolega prychnął i naparł znowu. Tym razem pchnął ją na ścianę, a ona poczuła pod plecami nieprzyjemny chłód.
No zostaf — warknęła swoim pijackim tonem, szamocząc się z kolegą, który podżegany alkoholem najwyraźniej miał swój pomysł na to jak zakończyć dzisiejszą imprezę.
Może gdyby nie była pijana, to poradziłaby sobie lepiej w starciu z napastnikiem. Może gdyby trenowała lepiej, to jej pamięć mięśniowa by zareagowała i potraktowałaby go z kopa w krocze, aby się zwinął z bólu. A może to by nic nie dało.
Dudniąca w całym domu muzyka działała jednak na jego korzyść. Tak samo jak pijane towarzystwo oraz pary, które macały się co zakręt. Nikt nie zwracał w takich momentach uwagi na kobiety mówiące „nie”.

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Będąc na pięterku raczej nie zwracało się uwagi na to, kto gdzie był, co robił, ani też nie podsłuchiwało się tego, co tam się działo za drzwiami. W miejscach, gdzie dochodziło do intymności to zasadniczo bywało się tylko w jednym celu; rzadko w jakimkolwiek innym, niż seks. Ale padło na niego, że ma się przejść po kosmetyczkę – bóg jeden wie po co. Zamierzał więc spełnić prośbę swojej dziewczyny, odbębnić ją i zająć się sobą na imprezie. A plan na to był raczej nieskomplikowany – po prostu dobrze się bawić.
  Miał nie podsłuchiwać – nie robiło się tego, żeby nie narażać się na jakąkolwiek traumę. A jednak dotarł do niego najpierw głos, dość zapijaczony. I jednocześnie w brzmieniu dość znajomy. Przystanął wpół kroku, nadstawiając ucha.
  Zoe rozpoznał po drugim jej bełkocie. Nieszczególnie zrozumiałym.
  Zajrzał do sypialni – i tak uchylonej – głównie dlatego, że nie podobało mu się to, jak to wszystko brzmiało. To znaczy – generalnie to nigdy nie oceniał kto jak brzmi w trakcie seksu, ale tutaj to wszystko na seks nie brzmiało.
  Obrazek, który zobaczył na drugim końcu pokoju też mu się nie spodobał. O BDSM-ie się słyszało, no jasne, że tak, ale to się miało raczej obu stronom podobać, a Zoe nie wyglądała, jakby była zachwycona tą szarpaniną.
  Złapał ramię swojego kolegi, i pociągnął go. Z początku niezbyt stanowczo, bo nie zamierzał się też z nim szamotać i szczerze wierzył, że wystarczy tylko tyle, aby się opamiętać. Ale Dudley zrobił wymach łokciem, chyba po to, aby go odepchnąć.
  — Dobra, koniec — warknął, chwytając go za ramię już oburącz, aby odciągnąć od przypartej do ściany dziewczyny, Oderwał chłopaka i odepchnął na bok, momentalnie stając jednak przy nim, w razie gdyby miał się odpalić. — Zoe, idź na dół — rzucił do pijanej dziewczyny. — Teraz — dodał stanowczo, w razie gdyby miała jeszcze jakiekolwiek ale lub problem z zebraniem się.
  Został na górze z Dudleyem, żeby go spacyfikować i przy okazji zwrócić uwagę, mówiąc że on rozumie, że impreza i że pijane laski zgadzają się na wszystko, ale to wcale nie znaczy, że powinien to wykorzystywać. W zasadzie to mu jeszcze wygarnął, że jest taki i owaki i jak się nie ogarnie, to powie o tym reszcie.
   Reszta miała raczej podobne zdanie, co i on. Łatwe laski były fajne do zabawy, ale pijane, choć równie łatwe, wcale już tak nie bawiły.
  Wyszedł z sypialni i zakręcił jeszcze do łazienki, aby zgarnąć kosmetyczkę swojej dziewczyny – bo przecież żyć by mu nie dała, gdyby zobaczyła go i to bez niej. Zszedł na dół i znalazł spojrzeniem blondynkę, aby do niej dołączyć. Przedmiot dla Maldity wcisnął jednej z dziewczyn, którą mijał i poprosił o jego przekazanie.
  Oparł dłoń na ramieniu jego naczelnej pijaczki.
  — Smartypants, gdzie masz Rzygciuszka? — zapytał, rozglądając się po otoczeniu, celem odnalezienia obrażonego okularnika. Jak się miało okazać – było to bezcelowe. Nigdzie go nie widział. Wrócił spojrzeniem do Zoe – wyglądała źle. Może nie na taką, która usiadłaby pod prysznicem i polewała się wodą, jednocześnie rzygając, ale na taka w stanie, jakby to niektórzy ujęli, wskazującym.
  Westchnął ciężko i raz jeszcze przebiegł spojrzeniem po otoczeniu, orientując się, gdzie jest Maldita – była zajęta plotkowaniem z chłopakami z drużyny hokejowej. Czyli zasadniczo klasyk.
  — Chodź, Mądralo — powiedział do Zoe, ujmując jej nadgarstek — idziemy się przewietrzyć. — Przeszedł z nią w stronę przedsionka, gdzie wisiały kurtki, ale jako że blondynka miała problem ze wskazaniem, która należała do niej, wciągnął na nią tę, która należała do niego, a potem założył jej swoją czapkę. Dobrze, że chociaż buty swoje znalazła.
  Wyprowadził ją, wydawało mu się, po angielsku z imprezy, bo chyba nikt nie zwrócił na nich uwagi. Chłodne powietrze uderzyło w niego, przenikając przez materiał bluzy i koszulki, które miał na sobie. Zacisnął zęby, a następnie odwrócił się do dziewczyny.
  — Gdzie mieszkasz?
Zoe Avery
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”