-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Takich ludzi nie trzeba znać, to się od razu widzi. - spojrzał na nią znacząco i uśmiechnął się nieco złośliwie bo miał być to pewien psztyczek w jej stronę, że powinna sama to zauważyć.
W końcu to ona z ich dwójki była psychologiem, on jedynie znał się na łapaniu seryjnych morderców i dawaniu o nich lektur, a widział to już z kilometra. To, że gość na nią nie zasługiwał było oczywiste. Aż dziwne, że sama tego od razu nie widziała i dała się mamić jakimiś drinkami. Tak, zrzucał to na alkohol a nie kiepski gust.
- To było trudne, co? - uśmiechnął się ciepło sięgając jej ust swoimi i pozwalając sobie na kilka nieśpiesznych pocałunków - Wiesz, że nie jestem facetem, który robi rzeczy, których nie chce. - mruknął jeszcze w jej usta z lekkim przekąsem bo oboje zdążyli się o tym przecież niedawno przekonać, gdy zerwał zaręczyny z jej siostrą.
To zdarzenie cały czas rzucało się cieniem na tym wieczorze. Na wszystkim, co mogli mieć gdyby oboje tak bardzo nie szli w zaparte te lata temu. Dzisiaj nie mogli już zbudować niczego więcej niż tej jednej, niezapomnianej nocy. Nocy, którą dzielili, lecz ich czas nieubłagalnie dobiegał końca. Każda minuta pod prysznicem, choć cholernie przyjemna gdy niespiesznie dotykali swoich ciał i czuli się po prostu na miejscu, przybliżała ich do poranka. Llewellyn chciałby żeby było inaczej, lecz oboje zaprzepaścili swoją szansę. Teraz mogli po prostu wykorzystać czas, który był im dany.
- Wykończyłaś, jesteś pewna? - powiedział za jej plecami, lecz był pewien, że słyszała uśmiech w jego głosie, a na potwierdzenie swoich słów przywarł biodrami do jej pośladków by mogła poczuć, że nie był jeszcze całkowicie usatysfakcjonowany - Skoro muszę... - mruknął tuż obok jej ucha zaczepnie skubiąc płatek jej ucha swoimi zębami.
Niestety jego chęć droczenia się z Marą zawsze wygrywała ze wszystkim innym, więc zrobił dokładnie to, co powiedziała. Zabrał swoje dłonie z jej ciała delikatnie muskając je jeszcze opuszkami palców. Opłukał się z reszty piany po żelu do mycia i wyszedł spod prysznica. Chętnie natomiast przyglądał się jej sylwetce w zaparowanej kabinie kiedy się wycierał. Chciał zapamiętać ten moment, jak wszystkie inne. Wiedząc, że drugi raz już tego nie zobaczy. Uśmiechając się jeszcze zaczepnie wyszedł w końcu z łazienki dając jej chwilę dla samej siebie, kiedy on układał się całkiem wygodnie w łóżku. Pewnie powinien był pomyśleć o nastawieniu budzika, ale czy ten wykład był tak ważny? Najwyraźniej nie.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- I to cholernie, dlatego lepiej to doceń- dodała między pocałunkami z mniejszym entuzjazmem. Wolałaby jednak usłyszeć wprost z jego ust, że chce zostać u niej na noc. Oczywiście miała świadomość, że nie robi niczego wbrew sobie, ale to nie wykluczało, że jego intencje wobec pozostania w jej pokoju mogą się nie do końca zgadzać z jej. Jemu najwyraźniej było znacznie ciężej powiedzieć pewne rzeczy bez żadnego owijania, a prosto z mostu. Uznała jednak, że nie chce psuć tego wyjątkowego momentu i weźmie wszystko takie jakie jest.
I już miała się złamać, gdy poczuła na pośladkach, że wciąż ma jeszcze energię na więcej. Aż cicho jęknęła, że tak bezczelnie ją kusi. Nie była przekonana czy jest zadowolona, że jednak jej posłuchał. To było cholernie przyjemne uczucie - jego gorące, mokre i twarde ciało tuż za nią. Aż dostała gęsiej skórki, gdy się odsunął , chociaż woda wciąż była gorąca. Wykorzystała jednak ten moment, żeby doprowadzić się do porządku bez rozpraszaczy. Ale dostrzegła kątem oka, że się jej przygląda, co było podniecające. To jego spojrzenie, jego uśmiech. Odwzajemniła je, gdy akurat była odchylona pozwalając by woda z deszczownicy zmyła jej szampon z włosów.
Wyszła z kabiny, dopiero kiedy zostawił ją samą. Zerknęła na telefon, który wcześniej zostawiła na blacie i wysłała kilka smsów do Cynthi, a następnie go wyłączyła. Po kilku minutach wyszła z łazienki całkowicie naga i nie zerkając na niego, sięgnęła od razu po leżącą na ziemi koszulę. Stanęła przed lustrem i założyła ją przyglądając się własnemu odbiciu. - Hmm, nawet mi pasuje- powiedziała to nawet bardziej do siebie i zaczęła się obracać, aby sprawdzić czy i tyłek dobrze wygląda w tej koszuli. Tak, wyglądał dobrze, bo pośladki lekko wystawały, gdy akurat się obracała. Spojrzała dopiero teraz na Arthura i uśmiechnęła się zadziornie wchodząc na łóżko i podchodząc do niego na czworakach.- Nie wiem czemu stwierdziłeś, że nie będę chciała jej założyć - usiadła na nim okrakiem celowo omijając jego męskość i się wyprostowała. Odchyliła kawałek materiału odsłaniając trochę piersi, ale cały czas wpatrywała się w niego spojrzeniem pełnym iskierek i radości. - Ale brakuje guzika. Widać, że byłeś tak napalony na mnie, że aż go wyrwałeś- uśmiechnęła się szerzej i pochyliła się, by skraść mu buziaka. Szybkiego. Bardzo szybkiego, ponieważ zanim się obejrzał już z niego zeszła lądując sprawnie na podłodze. Dopiero teraz władowała się pod kołdrę obok i obejmując go w pasie, wtuliła się w niego.- I muszę też przyznać , że byłeś całkiem niezły. Nie wiem czemu dziewczyny ze studiów twierdziły, że jesteś kiepski w łóżku. Najwyraźniej się podszkoliłeś od tamtego czasu- i aby się nie roześmiać pocałowała go w zagłębienie między barkiem, a szyją. Pewnie powinna się zapytać o godzinę wykładu albo powiedzieć coś znacznie poważniejszego, ale miała dosyć poważnych rozmów. Chciała, żeby ta noc była idealna. Oboje wiedzieli jak to się skończy, więc żadne z nich nie musiało mówić tego na głos.
Arthur Llewellyn
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Nie mógł powiedzieć by mu to ułatwiała kiedy wychodziła z łazienki zupełnie naga z tym przyjemnym zaróżowieniem skóry po gorącej kąpieli. Wyglądała naprawdę apetycznie i choć próbował nie patrzeć na nią w ten sposób, w jego spojrzeniu na pewno pojawiło się nieco drapieżnego wyrazu. Zwłaszcza, kiedy założyła jego koszulę, a jej krągłe pośladki wystawały spod materiału gdy się obracała. Aż musiał się poprawić pod kołdrą lekko wzdychając. Już teraz wiedział, że będzie tęsknić za tym widokiem.
- Szczerze? Sam już nie pamiętam o co mi chodziło. - zaśmiał się cicho przesuwając spojrzeniem po jej sylwetce układając swoje dłonie na jej nagich udach i przesuwając je powoli w dół do jej kolan - Całkiem możliwe. Nigdy nikogo nie pragnąłem tak jak Ciebie. Chyba nawet nie pamiętam pierwszych kilku sekund gdy w końcu zacząłem Cię dotykać. - uśmiechnął się przyznając bez chwili zawahania i chciał skraść jej więcej niż jednego buziaka, ale dość sprawnie z niego zeszła i wślizgnęła się pod kołdrę.
Pasowała do niego. Znów. Kiedy przytuliła się do niego wydawała się po prostu na miejscu. Pasowała mu pod ramię. Tak samo jak jej głowa w zagłębienie przy jego szyi. Mruknął cicho kiedy go tam pocałowała, a jego ciało przeszedł delikatny dreszcz. Przysunął ją bliżej siebie zarzucając sobie jej nogę na swoje udo przytrzymując ją pod kolano.
- Chcesz mi powiedzieć, że przeprowadzałaś wywiad wśród innych studentek? Chciałaś sprawdzić, co traciłaś przez swoje granice? - uśmiechnął się zaczepnie spoglądając w jej stronę.
Oczywiście nie wierzył nawet przez chwilę, że którakolwiek z partnerek na niego narzekała. Może to tylko pewność siebie i zaraz sprowadzi go na ziemię, ale sądził, że potrafi ją wyczytać na tyle by wiedzieć, kiedy próbuje się z nim po prostu droczyć.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- To Ci przypomnę- błagałeś mnie, żebym Ci pozwoliła wciąż mnie całować i dotykać- westchnęła udając znudzenie, gdy z niego schodziła, jakby to było coś mało przyjemnego. A prawda była taka, że dla niej był on idealny. Jego usta całowały jej ciało doprowadzając ją do szału. Jego dłonie sprawiały, że po jej ciele przechodził przyjemny dreszcz. A gdy zaciskała się na jego męskości, czuła jakby był stworzony tylko dla niej. Nie chciała go wypuszczać już nigdy więcej. Dlatego, gdy przysunął ją bliżej siebie, skorzystała z okazji. Nie było to może rozsądne, bo chciała dać mu odpocząć. Chciała ochłonąć, mieć trochę tej intymności, żeby nie była to tylko nic nieznacząca noc pełna seksu. Jednak jego bliskość zawsze wzmagała jej pożądanie. Jeszcze czując pod swoją nagą skórą jego? Wiedząc co skrywa pod kołdrą? To nie było łatwe.
- Ależ oczywiście, że tak- uniosła głowę patrząc na niego poważnie. Oparła głowę na jednej dłoni, a drugą zaczęła błądzić po jego klatce piersiowej. Delikatnie wodząc koniuszkami palców.- I to nie był wywiad, a raczej ankieta podzielona na pięć kategorii, z czego każda miała cztery podpunkty. Oceniały Cię w skali od jeden do dziesięciu, a na koniec wyciągałam średnią. Uznałam, że się z Tobą prześpię, jeżeli z każdej kategorii uzyskasz co najmniej sześć punktów, ale nie mniej niż siedem za całość- mówiła to całkiem poważnym głosem, ale nie patrzyła w tym czasie na niego. Obserwowała ruchy palców, które rysowały niewidzialne kształty na jego skórze. Raz, że chciała się przyglądać w spokoju jego ciału. Dwa, że nie byłaby w stanie mówić o tym bez roześmiania, gdyby na niego w tym czasie patrzyła. Zaczęła jednak dłonią zmierzać wyżej, żeby delikatnie przejechać wzdłuż szyi. Dopiero wtedy spojrzała na niego z uśmiechem pełnym rozbawienia. - Ostatecznie uzyskałeś sześć i pół, więc nie przespałam się z Tobą , dlatego że nie osiągnąłeś odpowiedniego poziomu, żebym mogła się na to zgodzić- spojrzała na niego znacząco podkreślając, że odmawiała go sobie nie bez powodu. Oczywiście droczyła się z nim. Nie mógł mieć co do tego wątpliwości, gdy uśmiechała się wesoło, a w jej oczach płonęły iskierki pożądania. Prawda była taka, że dziewczyny plotkowały. I to dużo. Dużo o nim, ale niestety dla Mary - w pozytywnym kontekście. Wiedziała doskonale, co ją omija. Chociaż nie. Dzisiejsza noc była zdecydowanie o wiele lepsza niż w jej jakichkolwiek wyobrażeniach o nim. A marzyła o nim wielokrotnie. Nawet po latach, gdy się spotkali i wiedziała już, że jest narzeczonym jej siostry - wciąż o nim marzyła. Dlatego leżenie teraz w jego ramionach było najzwyczajniej w świecie spełnieniem jej marzeń. Śmiejąc się i żartując po tym, gdy oboje doprowadzili siebie do zniszczenia. Po wspólnym prysznicu. Ona w jego koszuli przytulając się do jego nagiego ciała. Starała się nie myśleć o tym, że to się niedługo skończy. Ta myśl wydawała się nierealna. Wręcz brutalna.
- Teraz uznałam, że osobiście zweryfikuję wyniki moich badań i mogę oznajmić, że jednak osiągnąłeś wynik siedem- jej uśmiech stał się bardziej zadziorny, gdy nachyliła się do jego ust, ale go nie pocałowała. Natomiast jej dłoń zjechała z szyi i zaczęła pomału zmierzać w kierunku podbrzusza, gdzie się zatrzymała. Zaczęła mocniej wodzić wokół jego męskości i po wewnętrznej stronie uda, ale wciąż nie przekraczając żadnej granicy. Droczyła się z nim. Słownie i fizycznie. Nie śpiesząc się, a po prostu upajając się tą wspólną chwilą i całą nocą. Najwyżej zaśpią na jego wykład. To nie będzie koniec świata.
Większość nocy nie przespali delektując się pocałunkami i korzystając z tych ostatnich wspólnych godzin. Pieszcząc swoje ciała. Rozmawiając o życiu jakby to była ich jedna z wielu wspólnych chwil w łóżku w swoich objęciach. Ale niestety taka nie była. To była ich pierwsza, a zarazem ostatnia wspólna noc. Gdy Mara obudziła się rano, Arthura już nie było. Przez chwilę miała wrażenie jakby to był tylko sen. Piękny, ale wciąż tylko sen. Wtedy zdała sobie sprawę, że ma na sobie jego koszulę. Że poduszka obok niej nim pachnie. Spojrzała na zegarek i było już południe. Wykłady dawno się zaczęły. Wstała i spakowała swoje rzeczy włącznie z jego koszulą, której brakowało guzika. Nie powinna tutaj zostawać. Takie pożegnanie było najlepsze jakie mogli sobie dać. Spędzić najpiękniejszą wspólną noc, a następnie rozstać się pozostając dla siebie już tylko wspomnieniem.
Arthur Llewellyn
KONIEC