26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chociaż same wyścigi samochodowe na co dzień obchodziły ją równie mocno co zeszłoroczny śnieg, tak kiedy dojechali w końcu na miejsce startu, Hollis musiała przyznać, że panowała tam całkiem intrygująca atmosfera. Ludzi było o wiele więcej niż przy ognisku, łączyli się w mniejsze i większe podgrupy, dyskutując energicznie, jakiś facet zbierał zakłady, przyjmując do łapy wcale niemałe sumki pieniędzy, które raz po raz wciskał do kieszeni.
Hollis stała przy samochodzie Georga, zawzięcie duskutujac z jego kumplem, Frankiem, który jak się okazało, również bawił się w robienie graffiti. W sumie to był jedyną normalną osobą z całego tego pojebanego towarzystwa. I chociaż to co mówił było faktycznie ciekawe, tak spojrzenie Lyirc automatycznie uciekało w kierunku żółtego ferrari, przy którym stała Kira. Bo chociaż miały kosę, a nawet można by powiedzieć, że kiepskie relacje, to Hollis jakoś nie potrafiła kompletnie wyrzucić jej z głowy. Szczególnie, kiedy była tak blisko.
I nawet przez głowę przeszło jej, by do niej podejść. Bo zagadać i dopytać o to co miałą wcześniej na myśli mówiąc o G-Force, tylko zanim zdążyła się chociażby ruszyć, sam zainteresowany już obejmował ją ramieniem i prawił o tym, jak to kupi jej coś ładnego, gdy już wygra.
Ja świecidełka? — prychnęła głośno, wywalając oczami. — A czy ja wyglądam ci na kogoś, kto lubi się błyszczeć jak psu jajca? — mruknęła znudzona, bo kurwa serio? Jeszcze jakby zaproponował, że weźmie ją na jakiś zajebisty fast food, to może faktycznie by się ucieszyła i nawet mu kibicowała, ale świecidełka? Bez. Kurwa. Przesady.
Pojedziesz ze mną.
Na te słowa, Hollis spięła się w jednej chwili. Poczuła, jak śniadanie momentalnie podchodzi jej do gardła, a brzuch wywraca się na drugą stronę. Pojebało go. Zdrowo go kurwa pojebało. Nie wiedzieć czemu spojrzała na Kirę. Ona również na nią patrzyła, kręcąc przecząco głową. Jakby Hollis wcale tego nie wiedziała, że nie powinna z nim nigdzie jechać.
I nie miała zamiaru.
Naprawdę chcesz, żeby laska cię spowolniała? — prychnęła, malując na twarzy pewność siebie i obojętność, chociaż w środku cała aż wrzała. — Żebyś mógł potem mieć jakąś wymówkę, jak przegrasz, czy jak, G-Force? — zajrzała mu wyzywająco w oczy. Nie miała najmniejszego zamiaru opowiadać przy wszystkich o swoich lękach, ale przecież nawet nie musiała, bo jego kumple w minutę podłapali temat i zaczęli dyskutować o tym, jak to George nie powinien sobie pozwalać na takie rozpraszacze w postaci Hollis, że przecież mogło jej w każdej chwili coś odjebać, szczególnie, że nigdy nie brała udziału w wyścigach. I ten argument wydawał się go przekonać.
Będziesz czekać na mnie na mecie — warknął z krzywym uśmiechem, przyglądając się jej uważnie, chociaż w pewnym momencie jego twarz zmieniła wyraz, jakby wpadł na kolejny genialny pomysł. — A wcześniej zamachasz flagą.
Czym? — tylko tyle zdążyła z siebie wyrzucić, bo jakaś laska obok od razu podłapała pomysł Georga i zaciągnęła Lyric do stolika ułożonego z opon. Po krótce wyjaśniła jej co i jak oraz jak powinna machać na start i chociaż Hollis wciąż nie rozumiała dlaczego ona tego nie będzie robić, finalnie machnęła ręką, godząc się na ten durny pomysł.
Tylko nie zapomnij przymknąć oczy jak już ruszą — oznajmiła na odchodne, gdy już wcisnęła Lyric dwie czerwone apaszki do ręki. — Kiedyś miałam przez to niezłe zapalenie spojówek — tylko przez co? Przez piach? Przecież tutaj był sam śnieg… Już jej miała o to dopytać, tylko kobieta zniknęła w jednym z samochodów i to chyba był powód, dla którego wolała wcisnąć Hollis brudną robotę.
To już? — dopytała jeszcze typka, który wcześniej zbierał zakłady, a on jedynie mruknął, żeby zapierdalała, bo nie mieli całego wieczoru.
Lekko chwiejnym krokiem przeszła na sam środek jezdni i ustawiła się gdzieś na lini pomiędzy autem G-Force a zółtą furą Kiry. W tle było słychać warkot silników.
Zasinęła mocniej palce na cieniutkich apaszkach, a potem uniosła ręce powoli w górę. I chociaż zapewne powinna spojrzeć w stronę Georga, jej wzrok skierował się prosto na Finch. Na którą chwilę wyłapała jej wielkie, szare oczy, które również były w nią wpatrzone. A potem ściągnęła energicznie dłonie w dół, przy okazji faktycznie zamykając oczy, jak radziła tamta dziewczyna.
A szkoda, bo może wtedy zauważyłaby ten mord w oczach Georga i spojrzenie, które rzucił Kirze tuż przed startem…

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinna mieć to głęboko gdzieś czy Lyric pojedzie z G-Forcem, czy też będzie grzecznie czekała na mecie. A jednak coś w tym wszystkim wyraźnie jej zgrzytało. Sam fakt, że gość w ogóle śmiał składać jej takie propozycje, działał jej na nerwy. Może dlatego, że George był zwyczajnym palantem, a jego umiejętności za kierownicą wołały o pomstę do nieba. Jeździł agresywnie, szarpał autem przy każdym ruszeniu, bez krzty wyobraźni ścinał zakręt i miał zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu, bo do tej pory chyba tylko cud sprawiał, że nie rozkwasił sobie czaszki o mur jakiegoś budynku.
A może chodziło o coś więcej. Według niej Hollis po prostu nie była gotowa na taką rozrywkę. Na adrenalinę wymuszoną czyjąś brawurą i na siedzenie na miejscu pasażera obok typa, który mylił odwagę z bezmyślnością. Kira nie chciała, żeby została dodatkiem do jego popisów ani robiła za trofeum.
Przez ułamek sekundy pomyślała o interwencji, żeby dobitnie wyperswadować ten pomysł G-Force'owi z głowy, ale najwyraźniej Lyric nie potrzebowała jej pomocy, bo ta już maszerowała na linię startu z flagą wyciągową. Natomiast Finch podjechała bliżej i zacisnęła palce na kierownicy. Była gotowa, chociaż wzrok, jaki George posyłał jej przez szybę swojego Porsche, strasznie ją wkurwiał. Na szczęście nie na tyle, aby wyprowadzić z równowagi. Starała się skupić całkowicie na trasie. Nie na stojącej naprzeciwko Hollis, nie na G-Forcie, tylko właśnie na odcinku, który musiała pokonać najszybciej ze wszystkich, żeby zwyciężyć.
Flaga poszła w ruch, a Kira jeszcze ostatni raz wymieniła spojrzenie z Lyrci, po czym wcisnęła pedał gazu do samego końca. Ferrari wydało z siebie potężny ryk, wbijając ją w fotel. Świat wokół rozpłynął się w smugach świateł i zaśnieżonego asfaltu. Reszta rywali została z tyłu. Tylko G-Force trzymał się lewej strony, nie zwalniając nawet na wąskich zakrętach. Kira wyczuła, jak tylną oś samochodu lekko podrywa na pierwszym prawoskręcie, co było idealnym momentem, żeby przeciąć drogę George'a i wyjść na prowadzenie. Ale on nie odpuszczała. Słychać było świst opon, które podrywały się na lodzie przy gwałtownych szarpnięciach kierownicą. Finch puściła gaz w perfekcyjnej chwili, żeby utrzymać przyczepność. Naturalnie George próbował ją wyprzedzić, ścinając zakręt od środka, ale Kira natychmiast zareagowała dociśnięciem hamulca, żeby przyspieszyć zaraz po wyjściu z wirażu.
No dalej — mruknęła pod nosem, a kiedy na horyzoncie pojawiła się zaspa śniegu, w ostatnim momencie odbiła w bok. W przeciwieństwie do G-Force'a, który nie zapanował nad pojazdem; najpierw wpadł w poślizg, a później jego czarne Porsche wylądowało w śnieżnej hałdzie.
We wstecznym lusterku widziała, jak gość wygrzebuje się z samochodu i zaczyna wymachiwać rękami w akcie desperacji, na co Finch zareagowała parsknięciem. Teraz wystarczyło utrzymać się na obecnej pozycji, ale pozostali uczestnicy, w tym Boost i Sonic, nie mieli z nią najmniejszych szans. Głównie dlatego, że Sonic był po prostu kiepskim kierowcą, natomiast fura Boosta pozostawiała wiele do życzenia. Na pewno nie był o to auto, którym liczysz się w jakiejkolwiek rywalizacji.
Pozostało ostatnie okrążenie i chociaż G-Force zdołał wyprowadzić Porsche z usypanej kupy śniegu, to i tak miał zbyt dużo trasy do nadrobienia, aby jeszcze w ogóle liczyć się w wyścigu.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lyric nie znała się na wyścigach. Nie rozumiała wszystkich zasad, ani ile okrążeń w ogóle robili na tej całej trasie. Chociaż ileś robić musieli, biorąc pod uwagę, że zaraz po starcie nikt nie ruszył się z miejsc, tylko wszyscy obserwowali odjeżdżające samochody.
W przeciwieństwie do Hollis, która przez dobre kilka minut wciąż przecierała oczy, do których naleciał jej żwir pomieszany ze śniegiem. Bo chociaż przymknęła powieki, najwidoczniej musiała to zrobić zdecydowanie zbyt późno i teraz cierpiała.
Uchyliła je w końcu przy drugim okrążeniu, kiedy samochody śmignęły w zastraszającym tempie. Mogła je rozróżnić jedynie po kolorze, a przynajmniej to Kiry, które zdawało się być na prowadzeniu.
Kilka osób dookoła zawzięcie dyskutowało na temat tego, co działo się na trasie. Niektórzy mieli nawet podgląd na telefonach chyba z przednich kamer samochodów, a przynajmniej kumple Georga, bo kurwowali głośno przez przerwy, jakby coś faktycznie poszło nie tak.
Co on kurwa robi? — odezwał się jeden z chłopaków, którego imienia Lyric za nic nie mogła sobie przypomnieć. Peter? Phineas? Philip? — Przecież on się cofa, do chuja! — wydarł się tak głośno, że aż cały się opluł, a Hollis podeszła nieco bliżej, zaglądając im przez ramię. Obraz był zamazany, ciemny, ale jednak było na nim widać ośnieżoną drogę i liczne drzewa.
Ale co on odpierdala?
Nie wiem, kurwa, Parker, skąd mam wiedzieć?! Przecież stoję tu gdzie ty. Nie mam pojęcia, odkąd wpierdolił się w tą zaspę, jakby już nawet nie próļował wygrać tylko… NIE NO KURWA przecież on się ustawia tuż za zakrętem — Parker warknął, a następnie wyrzucił rękę w telefonem w powietrze, by po chwili wcisnąć go kumplowi prosto w pierś. Sam Parker przeszedł się kilka kroków, jakby potrzebował to rozchodzić i pozbierać myśli.
Lyric cały czas na niego patrzyła. Przyglądała się uważnie tej absurdalnej sytuacji, kompletnie nie rozumiejąc, co właśnie miało miejsce. G-Force się poddawał? I co? To było aż takie złe, żeby się tak zachowywać? Bo zachowanie Parkera wcale nie było normalne, ciągle próbował się gdzieś dodzwonić, kurwował pod nosem i wyrywał sobie włosy z głowy. Aż w pewnym momencie Lyric nie wytrzymała — podeszła do niego, złapała go za ramiona i szarpnęła energicznie.
Co jest kurwa? — spojrzała w jego ciemne oczy. — Co on tam odpierdala?
Nie wiem, spierdalaj — strzepnął jej dłoń w ułamku sekundy, gromiąc ją wzrokiem, a potem uniósł swoją wysoko w powietrze. Przez moment wyglądał, jakby chciał osadzić ją dokładnie na lewym policzku Lyric, jednak w ostatniej chwili wcisnął ją do kieszeni. — Nastawia się.
Co robi? — nic z tego nie rozumiała.
Nastawia się kurwa. Będzie chciał wypchnąć z drogi tego, kto prowadzi wyścig, skoro sam nie może go wygrać. Temu się cofnął i czeka aż zrobią ostatnie kółko. Już wiesz? No to spierdalaj stąd i daj mi spokój — warknął i ponownie ją zostawił, odchodząc na bok. Zgarnął przy okazji kilku kumpli, dyskutując o czymś zawzięcie, a Hollis stała wciąż jak wryta, kompletnie nie wiedząc, jak powinna się zachować. Bo co ona mogła? Nic kurwa z tego nie rozumiała. Jedynie fakt, że to Kira była przecież pierwsza jakoś ugrzązł jej na śledzionie, a potem zacisnął się na niej mocno.
Bo co to kurwa znaczyło, że chciał wypchnąć ją z drogi?!

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnie okrążenie.
Kira już była w ogródku, już niemal witała się z gąską, kiedy nagle zza zakrętu wystrzeliło czarne Porsche. A dokładniej jego tył, zarzucony jak z procy. Finch zesztywniała odruchowo. W jednej sekundzie cała zesztywniała, a jej palce zacisnęła na kierownicy tak mocno, że aż pobielały jej knykcie. Spróbowała odbić do boku, znaleźć jakąkolwiek lukę, ale ten szmaciarz G-Force ani myślał zwalniać. Ona sama była już za bardzo rozpędzona, żeby wytracić prędkość. Gwałtowne hamowanie odpadało — za plecami miała pięć innych aut, gotowych wjechać jej w dupę przy najmniejszym błędzie. Nie było czasu na kalkulacje. Wujek Ben zawsze powtarzał, że lepiej uderzyć w sarnę niż w drzewo. Tylko że to nie była żadna pierdolona sarna. To był inny samochód, kilka ton metalu i żałosnych ambicji, cofający się na chama w sam środek toru.
Kątem oka dostrzegła zaspę — tę samą, w którą wcześniej wpierdolił się G-Force. Biała ściana śniegu, ale miękka tylko z pozoru. Decyzja zapadła szybciej, niż zdążyła ją dobrze rozważyć i zamiast w lewo, wykonała ostry skręt w prawo. Auto zarzuciło, a opony prześlizgnęły się po oblodzonym asfalcie. Przez ułamek sekundy była pewna, że to koniec. Że zahaczy o Porsche i skasuje Ferrari. Ale minęła G-Force'a o włos. Dosłownie o włos. Pęd powietrza szarpnął karoserią, jakby ktoś uderzył ją pięścią.
Kira zastygła w bezruchu tuż przed zaspą. Serce waliło jej w klatce piersiowej jak młot pneumatyczny, ale ręce — ku jej własnemu zdziwieniu — pozostały pewne. Potrzebowała chwili, żeby otrząsnąć się z tego, co się wydarzyło, ale kiedy doszła do siebie, wokół zaczęli gromadzić się gapie. Niewiele myśląc szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi, wyskakując z samochodu wprost w sięgający za łydki śnieg. Rozejrzała się dookoła i dostrzegła G-Force'a; stał ze swoimi głupkowatymi kumplami i zaśmiewał się, wskazując ręką na Finch.
To wystarczyło, żeby Kira ruszyła pędem przed siebie. Nawet nie zważała na to, że trapery grzęzły jej w śniegu, po prostu przebrnęła za zasypany teren, a potem przez śliski asfalt.
Co jest, K-Rush? — zapytał prześmiewczo G-Force. — Strach cię przeleciał? I słusznie, bo to jedyny, co cię dzisiaj przeleci — zarechotał idiotycznie i wyglądał tak, jakby chciał coś jeszcze dodać, ale nie zdążył, bo Finch już do niego dopadła.
Zacisnęła pięści na jego skórzanej kurtce i pchnęła na maskę Porsche. W powietrzu uniósł się huk gniecionej blachy.
Pojebało cię?! — wydarła się się tak głośno, że zebrani w pobliżu ludzie momentalnie zamarli. — Pytam, czy cię do reszty pojebało, kretynie?! — powtórzyła w akompaniamencie "fight, fight, fight!". Tłum skandował i domagał się bójki, a Kira aż cała dygotała z wkurwienia.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lyric na wiele rzeczy pozostawała niewzruszona. A przynajmniej takie sprawiała pozory. Bo to nie tak, że ona była doszczętnie skurwiałym człowiekiem bez serca. Ona czuła. Dużo. Czasami więcej niż inni, tylko namiętnie chowała to pod maską nadmiernego wyjebanizmu. Ojciec kiedyś jej powiedział, że przy ludziach trzeba było być ostrożnym, bo kiedy poznają twoje słabości, z pewnością to wykorzystają.
I chociaż Lyric żyła w stu procentach w zgodzie z tą zasadą, tak kiedy Parker w końcu powiedział jej, co zamierzał George, była kurewsko daleko od chowania swoich emocji. Otworzyła szeroko oczy. spoglądając na niego, jakby czekała, aż powie, że żartował. Tylko on wcale tego nie zrobił i tylko razem z kumplami zaczął kierować się w stronę ostatniej prostej wyścigu wraz z kilkoma innymi podgrupkami.
Hollis stała moment w niemałym szoku, wciąż analizując, chociaż jedyne na czym jej umysł potrafił się skupić to fakcie, że przecież Kira była na prowadzeniu, że to ją chciał zrzucić z trasy i kompletnie wykoleić. I ta myśl ugrzęzła jej gdzieś na wysokości klatki piersiowej.
Przejęła się.
I to do tego stopnia, że zaraz potem ruszyła pędem za tłumem, udając się w miejsce, w które G-Force już czaił się na Finch. Jego czarne porche czaiło się pomiędzy drzewami, jakby z początku nawet nie chciał dać po sobie poznać, że się tam znajdował i dopieścić element zaskoczenia, a tym samym też efekt końcowy.
Co jest kurwa? On serio w nią wjedzie?! — krzyknęła bardziej do siebie niż kogokolwiek innego i już chciała się przepchać na sam początek, by ruszyć do tego idioty i jakoś przemówić mu do rozumu, albo chociaż zagadać na tyle, że Kira będzie mogła sobie spokojnie przejechać. Tylko z chwilą, w której Lyric minęła kumpli Georga, Peter w ułamku sekundy szarpnął ją za ramię.
Zostań — warknął, zaciskając się na niej tak mocno, że Hollis nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie się wyrwać. Więc stała. Stała i patrzyła z sercem już na wysokości gardła na nadjeżdżające Ferrari.
Kira jechała z zastraszającą prędkością, a cała sytuacja, która potem miała miejsce, chociaż trwała kilkanaście dobrych sekund, dla Lyric zdarzyła się w mgnieniu oka. Nawet nie zauważyła, w którym momencie zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie, które wbiły się w skórę, przebiły się aż do krwi. I nawet kiedy Kirze udało się odpowiednio wyhamować i się nie zabić, Hollis wciąż nie mogła się wyzbyć obrzydliwej fali gorąca.
Na moment zgięła się wpół, opierając dłonie na kolanach, by odetchnąć. Tylko to również nie trwało długo, bo przy samochodzie G-Forca już działa się całkiem nowa scenka, która rozjuszyła ją jeszcze bardziej. Z impetem ruszyła przed siebie, wciąż nie mogąc pojąc, jak jeden człowiek mógł byc tak pojebany i chociaż Kira już szarpała się z nim w najlepsze, Lyric bez większego namysłu wcisnęła się pomiędzy nich i sama wymierzyła mu uderzenie prosto w skórzany materiał kurtki, na którym zaraz potem zacisnęła palce.
Popierdoliło cie?! — praktycznie zlustrowała słowa Finch. szarpiąc go energicznie i gromiąc wzrokiem. — Przecież jej się mogło coś stać! — co to kurwa w ogóle była za zabawa? I jakim cudem jego spierdoleni kumple potrafili się teraz z tego śmiać? Przecież to było… chore. Ktoś mógł tu dzisiaj zginać, a fakt, że mogłaby to być Kira uwierał ją gdzieś w śledzionie. Lyric jednak nie miała za dużo czasu, by się nad czymkolwiek z tego zastanawiać, bo nie minęła chwila, a G-Force bez najmniejszego ostrzeżenia, odwinął się jej i strzelił prosto w twarz, odpychając ją od siebie energicznie. Hollis w od razu poczuła obrzydliwe pieczenie na policzku, a jej ciało automatycznie cofnęło się w tył.

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dociskała G-Force’a do maski czarnego Porsche z taką siłą, że gdyby tylko mogła, przebiłaby go przez blachę prosto do silnika. Chłopak szarpał się, klnąc pod nosem i wyzywając Finch od suk, ale ona nie robiła sobie nic z jego wybuchów gniewu. Obecność Boosta i Sonica, którzy momentalnie pojawili się przy samochodzie, również nie robiła na niej wrażenia, bo Kira zaparła się nogami tak mocno, że nikt nie był w stanie jej ruszyć. Dopiero gdy obok wyrosła sylwetka Hollis, uniosła wysoko brwi i zwolniła uścisk. I to okazało się błędem. G-Force zamachnął się, trafiając Lyric pięścią prosto w twarz.
Finch zamarła na moment, nie rozumiejąc, co się wydarzyło. Stała jak wryta, obserwując, jak dziewczyna łapie się za policzek, aż w końcu oprzytomniała. Niewiele myśląc, a właściwie nie myśląc wcale, ruszyła ponownie na G-Force’a.
Ty chory pojebie! — krzyknęła, próbując wymierzyć odwet. Jednak Boost był szybszy; złapał ją w pasie i uniósł w tył, odciągając od przeciwnika. — Puszczaj mnie, kurwa! Słyszysz?! Puść mnie! — wrzeszczała, machając nogami, próbując wyrwać się z jego uścisku. Na moment nawet jej się to udało — przejechała paznokciami po twarzy G-Force’a, zostawiając na niej krwawy ślad.
Potem wszystko potoczyło się zadziwiająco szybko — Sonic został powalony na śnieg przez jednego z kumpli, który usiadł na niego okrakiem, a Ravy, która do tej pory stała z boku, rzuciła się na plecy gościa, próbując odciągnąć go od swojego chłopaka. Z kolei Boost ruszył z pięściami na G-Force'a, ale Kira odepchnęła go w ostatniej chwili.
Zabierz ją stąd! — poleciała, wskazując głową na Lyric. — No już! — ponagliła, a George wykorzystując chwilę nieuwagi, podciął jej nogi i Finch wylądowała na ziemi.
Pierwszy kopniak przyszedł niespodziewanie. Ból przeszedł jej biodro i Finch aż się zapowietrzyła. W myślach była już gotowa na następne uderzenie, ale wtedy rozległ się dźwięk policyjnych syren.
Spierdalamy! — zadecydował G-Force, po czym pospiesznie wraz z kumplami wsiadł do Porsche.
Tłum rozproszył się, ustępując mu miejsca. Inni także zaczęli uciekać. Także Kira, w przypływie adrenaliny, zebrała się ze śniegu i rzuciła się pędem w kierunku własnego pojazdu. Sonic i Ravy pojechali samochodem tego pierwszego, Boost też musiał zabrać swoją furę, więc Finch złapała za fraki Hollis, praktycznie wrzucając ją do Ferrari.
Jesteś cała? — zapytała, kiedy już odpaliła silnik; w lusterku wstecznym zamigotały niebiesko-czerwone światła. Nie wszyscy zdołali uciec, więc policja miała co robić. Finch kątem oka zerknęła na Lyric, a dokładniej na jej zaczerwieniony policzek. Będzie z tego niezła pizda pod okiem.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko działo się szybko. Jakby ktoś przełożył dziesięć minut na oś czasu i przyśpieszył o co najmniej trzysta procent.
Ktoś krzyczał.
Ktoś inny szarpał się gdzieś z boku.
A w tym wszystkim Lyric, która pocierała bolący policzek. Nie umiała się bić, z agresją fizyczną również nie miała wiele wspólnego. Raczej jej szczekanie na ludzi kończyło się na słownych wyzwiskach, dlatego kiedy George tak się na nią odwinął, przymroczyło ją na krótką chwilę. Dopiero po chwili była w stanie chociaż spróbować ogarnąć wzrokiem chaos, który dział się dookoła, ale tego było tak dużo, że tylko przeskakiwała spojrzeniem z jednej bójki na drugą, finalnie zatrzymując się dłużej na sylwetce Finch, która z impetem huknęła o podłogę.
Kira! — krzyknęła kompletnie niekontrolowanie, chcąc wyrwać się do przodu i najebać temu skurwysynowi, chociaż nawet nie wiedziała, jak powinno się wyprowadzać uderzenie. Nie ważne. Najwyżej będzie szarpać go za włosy jak baby w serialach. Tylko nim Lyric zebrała się z miejsca, nim ruszyła przed siebie, ktoś już szarpał ją za fraki. — Puszczaj kurwa! — warknęła, wierzgając się na boki, jednak to nic nie dało. Dopiero kiedy machnęła w tył łokciem z całej siły, usłyszała syknięcie i uścisk poluzował, tylko Lyric również straciła równowagę i runęła na ziemię jak ostatnia sierota.
Syreny policyjne zawyły niespodziewane, a niebiesko-czerwone światła zamigotały między drzewami, osadzając się na grubych korach. Hollis jeszcze zbierała się z podłogi, kompletnie nie ogarniając, co dokładnie się działo, kiedy tym razem Kira szarpnęła ją za fraki.
Wiedziała, że to nie był czas na dyskusje, dlatego zerwała się do pionu i dała zaciągnąć do żółtego Ferrari. Opadła mocno na skórzany fotel. Za mocno, bo po chwili przez jej plecy przeszedł nieprzyjemny prąd. To jednak nie powstrzymało jej do zachowania resztek rozsądku i zapięciem pasów, nim Finch ruszyła z piskiem opon przed siebie. Jechała szybko, wchodziły w ostre zakręty i chociaż serce Lyric znowu zabiło mocniej, była na takiej adrenalinie, że nawet prędkość nie robiła na niej wrażenia.
Jesteś cała?
Jej pytanie osiadło w jej głowie i jeszcze chwile egzystowało w niej bez jakiejkolwiek reakcji. Dopiero kiedy blondynka weszła w kolejny ostry zakręt, Hollis wróciła na ziemię. Spojrzała na nią przelotnie, wbijając ciemne oczy w jej skupiony profil.
Tak — jej głos był roztrzęsiony jednak stabilny. — Wszystko okej. Chyba nawet zęby mam wszystkie — stwierdziła po którym namyśle, w międzyczasie przejeżdżając po nich językiem tak dla pewności. Policzek pulsował niemiłosiernie i można by na niego ponarzekać, jednak kiedy myślała o tym, co mogło się jeszcze wydarzyć, uznała to za drobny wypadek przy pracy.
Zaś tego, co G-Force zrobił z Kirą już nie umiała tak łatwo wyrzucić z głowy.
Ze mną chuj, ale co z tobą? — spytała w końcu, nachylając się nieco w jej kierunku. — Sprzedał ci takiego kopniaka… — nawet wyciągnęła rękę przed siebie, jakby chciała dotknąć miejsca, w które dostała, ale zatrzymała się w połowie i szybko wróciła ją do swojej kieszeni.
Kurwa, Kira, on chciał cię kurwa zabić — rzuciła po chwili, kompletnie nie potrafiąc tego przeboleć. Tego że on dosłownie zaczaił się na nią i chciał wykoleić jej samochód z Bóg wie jakimi skutkami. A ta myśl jakoś automatycznie przyprawiła ją o nudności.

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była zbyt nabuzowana adrenaliną, żeby myśleć o bólu. Dopiero kiedy Hollis przypomniała jej o kopniaku, który wyprowadził G-Force, poczuła kłujący ucisk w biodrze. Nie mogła nie przyznać jej racji — ten gość może nie próbował jej zabić, ale na pewno zrobił wszystko, aby ją wyeliminować z wyścigu. Chciał skasować samochód i na długi czas wyłączyć z wyścigów.
George McMillan nigdy nie miał wiele wspólnego ze zdrową rywalizacją. Wszyscy nie lubili przegrywać, ale on szczególnie nie umiał znieść porażki. Jego niechęć do niepowodzeń dawał się dostrzec dzisiejszym szaleńczym manewrze wrzucenia wstecznego i w tym, jak na pełnej kurwie wycofywał Porsche, które prawie zmiażdżyło Ferrari Kiry.
G-Force to spierdolina — skwitowała krótko. — Jest niedojebany, więc nie wiem, czy do końca zdawał sobie sprawę z tego, że faktycznie mógł mnie zabić. Co ty z nim w ogóle robiłaś? — zerknęła na Lyric z ukosa z nieukrywanym wyrzutów. — Nie możesz rozważniej wybierać sobie znajomych? — prychnęła, ponownie skupiając wzrok na drodze.
Jechała szybko, co jakiś czas biorąc kolejne ostre zakręty, żeby zgubić policję. Nie była pewna, czy ruszyli za nimi w pościg, ale chciała ich zgubić. W końcu syreny ucichły, a Ferrari wyjechało na prostą, kierując się w stronę drugiej strony miasta, gdzie znajdował się jej sekretny garaż w podziemiach opuszczonego metrach. To właśnie tam zawsze zbierali się stałą ekipą po różnych, nieprzyjemnych zdarzeniach. Finch miała stuprocentową pewność, że w pośród przebiegającej, dawno nieczynnej linii metra, wszyscy będą bezpieczni.
Zważywszy na późną porę, udało im się ominąć korki, a po niespełna dwudziestu minutach jazdy wjechały do podziemi. Dotarły na miejsce jako pierwsze, więc Kira natychmiast nacisnęła przycisk na pilocie. Usłyszały ciche kliknięcie mechanizmu, a ciężkie drzwi garażu powoli uniosły się, odsłaniając wnętrze, które bardziej przypominało tajną bazę niż zwykły parking.
Żółte Ferrari wjechało do środka, a światło reflektorów odbiło się od polerowanej posadzki. Wokół rozciągały się metalowe regały z narzędziami i sprzętem, ale w kilku miejscach ustawiono wygodne kanapy i niskie stoliki, aby móc spędzać tu czas nie tylko przy samochodach. Ściany były ozdobione planszami z planami miast, ekranami monitorującymi ruch uliczny i półkami pełnymi modeli aut. Na jednym z końców garażu stała niewielka kuchnia, a obok niej kilka lamp rzucało ciepłe światło na miękkie dywany. Całość sprawiała wrażenie sekretnej siedziby i w istocie właśnie tak było.
Przyłóż to do policzka, zanim oko ci spuchnie — poleciła, wyjmując z zamrażarki woreczek z lodem. Owinęła go w czystą ścierkę i podała Lyric. Sama zrzuciła z siebie kurtkę, podwinęła koszulkę i zsunęła spodnie z bioder. Chciała obejrzeć ślad po kopnięciu. — Kurwa mać — syknęła przez zaciśnięte zęby. Na biodrze rozciągał się olbrzymich rozmiarów siniak i Kira mogłaby przysiąc, że dostrzegała w nim ślad podeszwy G-Force'a.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

G-Force faktycznie okazał się spierdoliną. I chociaż Lyric przekonała sie o tym bardzo szybko, w dodatku na własnej skórze, nie miała jak tego wiedzieć wcześniej. Znała przecież typa przez dobre trzy dni. I jasne, już od początku sprawiał wrażenie, jakby miał lekko nierówno pod sufitem, ale przecież to nie tak, że Hollis była w pełni normalna. Poza tym taka Kira — ona też była jebnięta, a jednak nigdy nie popadłaby w taką skrajność, by skrzywdzić kogoś innego na rzecz przegranego wyścigu. A przynajmniej tak wydawało się Lyric.
Co ty z nim w ogóle robiłaś?
Na usta w pierwszej chwili cisnęła się zwykła złośliwość — krótkie pytanie czy była aż tak zazdrosna, że tak bardzo chciała wiedzieć — tylko jednak w zaistniałej sytuacji, nawet Hollis nie było do śmiechu. Westchnęła głośno, spoglądając przed siebie na rozpościerający się horyzont.
A ja wiem? Zaprosił mnie, to przyszłam — wzruszyła ramionami, wciąż pocierając pulsujący policzek. Kurwa może i G-force był debilem, ale za to uderzenie miał całkiem solidne. Do tego stopnia, że Lyric miała wrażenie, że piecze ją cała twarz. Spojrzała przelotnie na Finch — ta żałosna, zdawkowa odpowiedź chyba średnio jej wystarczyła, dlatego brunetka westchnęła ponownie, wciskając się jeszcze bardziej w fotel. — Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Robiłam graffiti blisko opuszczonego tartaku i jakoś tak wyszło, że oni tam akurat imprezowali. Podbił, zagadał i jakoś tak wyszło — kompletnie pominęła fakt, że doskonale wiedziała, kim był. Że wcale nie był dla Lyric zwykłym kolesiem bez nazwiska ani to, że do tartaku również nie przyszła przez przypadek. Ale po co Kirze byłyby te informacje? Chyba tylko po to, by wytknąć jej bezmyślność i wyśmiać. Chyba pod tym względem znały się już aż za dobrze.
Samochód powoli zwalniał w okolicy, której Lyric w ogóle nie kojarzyła. Odwróciła się w kierunku Finch by zapytać, czy miała zamiar odwieźć ją do domu albo chociaż do centrum, czy może miała dymać stąd, jednak wtedy dziewczyna wcisnęła przycisk do garażu i w następnej minucie już parkowała pojazd w środku.
Co to za miejsce? — spytała, gramoląc się z samochodu i rozglądając energicznie dookoła. Pomieszczenie wyglądało całkiem przytulnie jak na garaż, a nawet przypominało jakieś miejsce schadzek całej ekipy, biorąc pod uwagę nawet obecność lodówki, z której Kira po chwili wyciągnęła worek z lodem.
Dzięki — mruknęła z bladym uśmiechem, po czym faktycznie zrobiła to, co zaleciła jej Finch i przystawiła okład do twarzy. — Ah kurwa — syknęła z bólu, krzywiąc się niemiłosiernie. Policzek pulsował energicznie, a do tego skóra zdawała się palić, chociaż faktycznie, było w tym co nieco ulgi. Opadła tyłkiem na chłodny blat, przyglądając się, jak Kira podwija koszulkę.
Ja pierdole, Finch — aż zerwała się w miejsca widząc ogromnego krwiaka na jej boku. Siniak rozlewał się już na połowę biodra i wyglądał kurewsko boleśnie. — Weź sobie ten lód, ty chyba bardziej potrzebujesz — nawet się nie zastanawiała — podeszła do niej i przystawiła worek do sinego miejsca, kucając tuż przed nią. Pizda pod jej okiem to było nic w porównaniu do kopniaka, którego Finch zarobiła w bok.
Weź sobie usiądź, co? — rzuciła po chwili z jakąś dziwną troską w głosie, tak bardzo do siebie niepodobną, a potem nawet nie czekając na odpowiedź dziewczyny, Lyric szarpnęła ją w stronę kanapy. — Masz tu jakąś maść? Cokolwiek, czym można by ci to posmarować?

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie naraziłaby na niebezpieczeństwo cudzego życia. Ze swoim losem mogła igrać do woli, ale żeby z premedytacją w kogoś wjechać? Świadomie i tylko po to, żeby wykluczyć rywala z wyścigu o pietruszkę? Nie, to nie był w jej stylu. Ale — zresztą jak było widać na załączonym obrazu — w stylu G-Forece'a jak najbardziej.
Nie potrzebowała tłumaczeń Lyric, skąd znała się z tym frajerem i jakim cudem znalazła się w miejscu, w którym odbywały się zawody. Nie dbała o to. Bardziej zmierzała do tego, żeby faktycznie uważała, z kim się zadaje. Nie mogła przecież wiedzieć, jakim typem człowieka był George McMillan. A przynajmniej Kira tkwiła w takim przeświadczeniu. Dlatego na całe te wyjaśnienia machnęła jedynie ręką.
Mój garaż — odparła, chociaż to miejsce niczym nie przypominało garażu w jej domu. Akurat Hollis miała porównanie, bo tam też już była. — Kilka lat temu sprzedawali je za jakieś śmieszne pieniądze, więc go kupiłam. Ludzie raczej nie kwapią się do posiadania garażu w podziemiach wyłączonego metra — wzruszyła lekko ramionami. Nie mogła się im dziwić, dojazd był beznadziejny. — Naprzeciwko kilka sklepów ma jakieś magazyny, a reszta stoi pusta. Co jakiś czas sprawdzają tylko, czy nie urzędują w pobliżu jacyś bezdomni — zobrazowała po krótce i wciągnęła głośno powietrze, kiedy Lyric przystawiła jej do ciała worek z lodem.
Finch nie miała w zwyczaju użalać się nad sobą. Miała raczej dużą odporność na ból, ale nie codziennie ktoś fundował jej kopniaka w bok. Posłusznie dała się pociągnąć w stronę kanapy i usiadła, wydając z siebie niekontrolowane syknięcie.
Czy to ci wygląda na aptekę? — prychnęła, jednak szybko zadała sobie sprawę, że ta złośliwość była niepotrzebna. Hollis miała dobre intencje, więc wypadałoby docenić jej troskę. Nawet jeśli ta była wymuszona i czysto grzecznościowa. — Sprawdź w szafce na rogu. I weź sobie z zamrażarki drugi worek — poleciła, bo z tego, co pamiętała, było ich trzy i jeżeli nikt go stamtąd nie wywlókł, to dalej powinny być w jednej z szuflad.
Sama zsunęła spodnie z tyłka i odrzuciła je na bok, żeby nie opinały obolałego miejsca. Nie miała skrupułów, aby paradować przed Lyric w bieliźnie, bo dziewczyna i tak widziała ją w takim wydaniu. Widziała ją też bez niczego, więc tym bardziej zrobiła to bez oporu. Znajomi Finch, którzy wkrótce mieli zjawić się w podziemiach, też mieli okazję widywać ją w samych gaciach, w końcu znali się od lat.
Właściwie jak nie chcesz, to nie musisz tutaj siedzieć — powiedziała, kiedy Hollis szperała po szafkach. — Zgarnęłam cię tylko dlatego, żebyś znów nie musiała spierdalać przed psami — przesunęła worek z lodem nieco niżej i znów mruknęła cicho, tłumiąc nieprzyjemne uczucie bólu. — Drzwi są otwarte — dodała jeszcze, gdyby Lyric nagle pomyślała, że została uprowadzona pod pretekstem obejrzenia szczeniaczków w piwnicy. A raczej garażu.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”