30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Chandler Chapman

Zacisnęła mocniej dłoń na kolanie. Kontrolowała się jeszcze. Na jej twarzy wymalował się paskudny uśmiech. Po paru sekundach parsknęła krótko. Mogła się tego spodziewać. Wpuszczanie obcych do biura musiało skończyć się katastrofą.
Oby te pokłady bezczelności nie zostały wyjaśnione przez moich ochroniarzy — prychnęła, kręcąc krótko głową. Wiele słów mogła mu powiedzieć. Żadne z nich nie wydawały się właściwe. Rozluźniła ucisk na kolanie, zamiast tego mocno szczypiąc się palcami. Nie chciała pozwolić na utratę kontroli. Mógł robić piękne oczy, ale lwy się nie poddają. Walczą do upadłego. Miała własne stado w rodzinie, która obroniłaby ją, rozszarpując napastnikowi wątrobę. Jeden z cenniejszych narządów. Ważniejszych, nie do zastąpienia i nie do wyprodukowania metodami in vitro — żebyś się nie zdziwił, jak trzech karków przyjdzie i spierze cię na kwaśne jabłko — mruknęła pod nosem. Ledwo słyszalnie — naprawdę myślisz, że kobieta taka jak ja... nie ma znajomych kryminalistów? — spytała, przekręcając głowę, by wbić mu ostre, chłodne spojrzenie. Chandlerowi mogło wydawać się, że wygrał wojnę. Tylko Marshall nie miała zamiaru odejść bez walki. Wkurwił ją jak nikt inny. Były pewne reguły, którymi podążała. Jedna z nich głośno wybrzmiewała. Nie daj zranić rodzinnej firmy.
Wyżej srasz, niż dupę masz — warknęła przez usta. Nie były to słowa godne prezeski. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nikt nie mógł ją zdominować w jej własnym miejscu. Northland Power należało do niej i ktokolwiek próbował zabrać jej insygnia władzy, gorzko będzie tego żałował — naprawdę chcesz w ten sposób ze mną dyskutować? — prychnęła, krótko kręcąc głową. Bawiła ją ta sytuacja. Mężczyzna dalej tkwił w JEJ budynku, w JEJ miejscu, a przede wszystkim w JEJ jaskini. Mogła go rozszarpać. Cała sytuacja mogła wyjść spoza tego budynku, jeśli mogła go ukarać.
Nazwiesz jeszcze raz mnie piękną, a Cię wykastruję i tych usmażonych jajek nie dam mojej suczce do zjedzenia — powiedziała ostrym, wręcz oschłym tonem. Z tonu jej głosu wydobywały się szpileczki, które była w stanie wbijać raz, za razem mężczyźnie. Kącik ust jej drgnął. Podniósł jej ciśnienie. Oddech niebezpiecznie jej drgał, ale musiała utrzymywać fasadę spokoju — Tobie grozi dużo więcej niż mi — wycedziła przez usta, wywracając teatralnie oczyma — włamanie, matactwo, nie mówiąc już o moich znajomych, którzy idealnie zniszczyliby Ci piękną buźkę — blefowała, ale on nie musiał o tym widzieć. Idealna bajeczka została sprzedana.
30 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Eternal brat
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

glina cherry

Niezależnie jak bardzo był skupiony na swojej operacji nie mógł nie zauważyć, że atmosfera w pomieszczeniu zmieniła się. Teraz, gdy już odkrył swoje karty i ostatnie nuty fałszu opuściły ich konwersację czuł się swobodnie. Cóż, tak swobodnie jak czuje się ktoś popełniający co najmniej trzy różne przestępstwa. Poprawił mankiet, powoli, z rozmysłem, jakby multimilionowa firma, którą właśnie szantażował znaczyła mniej niż zagięcie na koszuli.
- Na ten moment ochrona wciąż wierzy, że jestem tylko kolejnym petentem w Twoim biurze. A ja wierzę, że najbardziej korzystnym dla wszystkich zainteresowanych będzie, jeśli tak pozostanie - odparł sucho. Być może nie cedził przez zęby, ale sugestia mogła wybrzmieć nieco bardziej agresywnie niż typowe biznesowe negocjacje. Mimo, że na koniec dnia właśnie w tę stronę zmierzał. Nie był zatwardziałym kryminalistą, ale przekroczył pewną linię i spojrzał w pustkę, która teraz patrzyła na niego. I chyba lekko się uśmiechała.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która mi grozi, a tym bardziej nie pierwszą, która sięga po puste groźby fizyczne. Gdybyś trzymała w dłoni pistolet, albo chociaż nóż być może przejąłbym się bardziej. - Chłód w jego głosie mógłby odstraszyć kogoś mniej walecznego niż Cherry. Niestety, w tej sytuacji ważniejsza była treść, nie rozmawiał w końcu z jakimś wiejskim przygłupem. Nie ubolewał nad tym za bardzo - przygłupy rzadko miały dostęp do kwot, które go interesowały. Zaciągnął się raz jeszcze, podwójna wibracja poinformowała go, że ten strzał nikotyny był już na wyczerpaniu. Odłożył podgrzewacz i wyjął z kieszeni telefon. Przez chwilę wydawał się zupełnie zaabsorbowany urządzeniem, stukając w dotykowy ekran. - Poza tym wezwanie kolegów wymagałoby, żeby ktoś niepowołany nie wyłączył komunikacji z tym biurem. - Zawsze fascynowało go jak bardzo ataki cyfrowe wyglądały jak magia. Szczególnie, gdy po drugiej stronie nie siedział programista, cybersec, czy inny linuksiarz. Na zwykłych użytkownikach wciąż robiło to spore wrażenie.
Mimo wrażenia, że przygotował się do tej sytuacji wystarczająco kompleksowo, wiedział jak zaskakujące rzeczy robią ludzie w emocjach. I to nie tylko szersze niż wyższe buce bez empatii z kartoteką dłuższą niż niektóre książki. Pozornie delikatne damy potrafiły być jeszcze groźniejsze. Dalej jednak nic nie sugerowało, żeby na ten moment faktycznie mu coś groziło.
- Pomimo tego jak kusząco brzmi wizja poddania się przemocy fizycznej z Twojej strony wolałbym, żebyśmy przeszli do przyjemności gdy skończymy nasze interesy. - Lekka nuta rozbawienia wybrzmiała w tych słowach. Niewiele rzeczy było tak nęcących jak inteligentna, piękna i wściekła kobieta. - Możemy to załatwić głośno, z policją, prawnikami i najpewniej dużą ilością dziennikarzy czekających aby opisać jak łatwo zinfiltrować jednego z najpopularniejszych kanadyjskich gigantów energetycznych. - Zawiesił głos dramatycznie. Nie dlatego, że był fanem takich zagrywek. Dużo ludzi nie radziło sobie z ciszą. - Możemy też poszukać rozwiązania, które dla obojga z nas zakończy się minimalnymi konsekwencjami. - Trzymał w ręku kilka kart, niektóre z nich zdecydowanie nie były blotkami. Ale nie do niego należał ruch.
- Lwy walczą do upadłego... ale z innymi lwami, a nie z pożarem sawanny. Jak na ogień reagujesz Ty?
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Jak chcesz
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Chandler Chapman

Kącik jej ust delikatnie drgnął. Jedyną osobą, która mogła panoszyć się w biurze, była Charity. Wygięła usta w nieznacznym uśmiechu. Musiała zachować własną fasadę, by móc pójść dalej. Przymknęła delikatnie oczy, próbując zebrać sytuację w całość.
Korzystne to będzie dla Ciebie — nie dla niej samej. Wplątanie się w kolejne, skomplikowane relacje nie sprawiało pojawienia się uśmiechu. Wchodzenie w umowę z nieznajomym było ryzykowne. Nawet jeśli wyłożył karty na stół, mógł ją zdradzić. Chłodna kalkulacja szła w jedną stronę. Wezwania ochrony, by mogli zareagować.
Skąd pewność, że to są puste groźby i że nie mam w szufladzie pistoletu? — spytała wprost Marshall. Odkąd pamiętała ojciec przygotowywał ją do trudnych sytuacji. Negocjacji na ostrzu noża. Przemoc fizyczna nie była tradycyjną formą. Cherry od dziecka bała się porwania, sama potrafiła o siebie najbardziej zadbać. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, musiała pogodzić się z konsekwencjami. Corvin stanie się najszczęśliwszym pingwinem, chodzącym po całej kuli ziemskiej, gdy cała sprawa wyjdzie na  światło dzienne.
Wiesz, że istnieje coś takiego jak telefon? — uniosła do góry jedną z brwi, zakładając rękę na rękę. Mógł wyłączyć jej komunikację z całym budynkiem, ale pozostawał krzyk, telefon, czy nieznaczny huk wydobywający się z gabinetu. Pracowali z nią kompetentni ludzi, zdający sobie sprawę z różnych zagrożeń. Choć chwilowo Marshall przypominała bardziej blondynkę, nie miała nic więcej do dodania. Mężczyzna musiał zrozumieć, że upokorzona kobieta działa własnymi regułami. Momentami nie patrzy na konsekwencje, nawet jeśli będą one mocno bolesne.
Jesteś ohydny — wycedziła, słysząc o przejściu do przyjemności. Na jej twarzy wymalował się grymas. Chandler nie miał w sobie nic, na czym mogłaby zawiesić oko. Wdarł się do przestrzeni firmy, licząc, że nie poniesie żadnej kary. To jak dziecko wyjadające pierniczki przygotowane dla babci.
Zróbmy to głośno. Lubię sprawy z hukiem i rozgłosem — stwierdziła poważnym tonem Marshall. Pokerowa twarz nawet na moment nie schodziła. Dopiero na wspomnienie o lwach, dłoń jej drgnęła. Były takie określenia, które zarezerwowane były przez nią i przez jeszcze jedną osobę.
Walka z prawnikami i działem PR to walka z własnym stadem. Ucieczka z podkulonym ogonem to coś, co sam powinieneś wykonać — zaproponowała jeszcze grzecznym tonem. Miała rodzinę i ludzi, na których była w stanie liczyć, zawierzyć im całe życie, a z prasą... będzie w stanie sobie poradzić.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Northland Power”