— Nie śledzę zbytnio kpopu — przyznała, przechylając lekko głowę.
— Ale zerknę sobie na niego. Mam wrażenie, że azjatów bardzo często przyrównują do jakiś idoli. W końcu wszyscy wyglądamy tak samo. — Wywróciła oczami. Nic nie denerwowało jej tak, jak takie gadanie. Co prawda gdy była młodsza, rasizm bardziej jej przeszkadzał. Z wiekiem nauczyła się to ignorować, też nieco swobodniej wystawiała środkowy palec, jak ktoś ją wyjątkowo denerwował. Wiedziała też, że społeczeństwo się zmienia i teraz jej znajomi podziwiali azjatyckie geny, doceniali rozwiniętą pielęgnację oraz dużo różnych aspektów, między innymi smaczną kuchnię.
— To prawda. Jednak jak nieco bardziej się je pozna, to można przewidzieć niektóre zaskoczenia — stwierdziła, wzruszając ramionami. Czasami niektóre zachowania przestawały być zaskakujące, gdy poznawało się daną osobę. Często okazywało się że była to kwestia charakteru, usposobienia.
— Przeszukałbyś całe niebiosa, żeby znaleźć tą jedną uciekinierkę? Panie Lee, jednak ma coś pan z romantyka — zażartowała, ale nieco podpuszczała go, że może gdzieś wewnętrznie miał tego typu przejawy. Pytanie, czy ktokolwiek byłby w stanie go tak oczarować. Czy ona podołałaby temu zadaniu? To nie było jej celem, choć zdecydowanie chciała, żeby miał ją w myślach nieco dłużej niż po przylocie do Toronto. Mogła być tym słodkim wspomnieniem odmienności; żeby wiedział, że nie zawsze było łatwo.
Uważnie obserwowała jego poczynania, utrzymując z nim długie spojrzenie, gdy założył jej kosmyk włosów za ucho. I dzięki temu nie umknęło jej to krótkie zerknięcie na jej usta, przez co uśmiechnęła się z zadowoleniem. Nie tylko ona przepadała, nawet jeśli nieświadomie.
— To jesteśmy w tym razem — stwierdziła, sugerując mu to samo. Nie dawała mu tu jednoznacznej odpowiedzi na tak albo nie, lecz Flavia miała słabość do charyzmatycznych mężczyzn. Nie lubiła, gdy się jej przytakiwało, a wręcz odtrącało ją to, gdy ktoś polubownie przystawał na jej małe złośliwości. Rosendale nie chciała się nudzić i choć kompromisy były dobrym rozwiązaniem, to nigdy nie chciała mieć ich podanych na tacy.
— Jak kolejny miesiąc z rzędu słyszę narzekanie, że nie dostały lotów, które chciały, to aż mi się odechciewa — westchnęła.
— Z takim podejściem to niech się cieszą, że w ogóle cokolwiek dostają — mruknęła, wywracając oczami. Każdy miał swoje typy, niektóre loty były trudniejsze, niektóre przyjemniejsze. Czasami chciało się odwiedzić rodzinę lub przy okazji zwiedzić dane miejsce, jednak była przekonana, że góra bardzo dobrze widziała nastawienie niektórych stewardess i tym samym w ten sposób je sprawdzali. Comiesięczne marudzenie na swoje kursy z pewnością nie stawiało ich w dobrym świetle.
— Bo robisz to z pasji, a nie korzyści — stwierdziła; ilość jego porównań do nieba, do latania, były jednoznacznym wskaźnikiem. Ryan kochał to, co robił w życiu.
— Ale chętnie posłucham o twojej perspektywie tej pracy — dodała, opierając ręce na dłoniach. Słuchając o pasji człowieka, można poznać go w końcu najlepiej.
— Przyjemność po mojej stronie. — Sama krótko się zaśmiała. Zdecydowanie tak wolała zapisać się w jego głowie; jako okropna kobieta niż jako kolejna, która po krótkim tańcu i założeniu włosów za ucho, robiła do niego maślane oczy za każdym razem, gdy go widziała.
— Daję ci się wykazać. W innym przypadku nie stalibyśmy teraz tutaj — rzuciła drobną uwagą, bo dała mu się prowadzić. Dawała mu prowadzić ten wieczór tak, jak chciał, do momentu, w którym ona sama go akceptowała.
Ruchem tanecznym ją zaskoczył, co było widoczne, skoro nieco wzmocniła uścisk na jego ramieniu, jakby zaraz obawiała się, że poleci na podłogę. Nie miała czego się obawiać i dość szybko wyczuła mocny uścisk pod swoimi plecami, przez co poluzowała ten swój, luźno przerzucając mu rękę przez ramię. Słysząc jego słowa, sama uśmiechnęła się chytrze.
— Nie jestem z tych, które błagają facetów o dotyk na pierwszej randce — powiedziała, nieco przyciągając go do swojej wysokości, a ich usta dzieliła naprawdę niewielka odległość. Mimo to, uważnie skupiała się na jego oczach.
— To nie to sprawi, że poczuję się wyjątkowo. — To on miał ją pragnąć, nawet jeśli miałby mieć jej dosyć przez tę niepewność, którą mu gwarantowała.
— Nie jestem pierwszym lepszym deserem, Ryan. I to powinieneś pamiętać, po naszym dzisiejszym spotkaniu — dodała, nieco zwiększając odległość między nimi, ale nadal nie odsuwając się drastycznie.
Ryan Lee